NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Ile w kulturze miejskiej infrastruktury? Drukuj
Joanna Erbel   
04.08.2011

Kilka dni temu wśród materiałów zapowiadających Regionalny Kongres Kultury w Łodzi na stronie Kongresu pojawił się tekst Artura Celińskiego Strategia kultury mieszkańców. Pomijając trochę niezręczny tytuł, który aby odnosił się do treści powinien brzmieć: Czego Łódź może się nauczyć na sukcesach i błędach Warszawy, tekst ten (wraz z polemiką ze strony Centrum Komunikacji Społecznej) można zaliczyć do serii instruktażowych tekstów przypominających o tym, że kultura jest przede wszystkim dla ludzi. Udział wszystkich mieszkanek i mieszkańców miasta w kulturze, czyli „utopia w budowie”, jak ją nazywa Celiński, jest kwestią na poziomie postulatów o tyle oczywistą, co często w praktyce pomijaną. Przy każdym kolejnym kongresie kultury warto więc o niej przypominać.


Celiński przygotowując pole pod warsztaty DNA miasta w Łodzi przypomina, że ważna jest nie tylko ta kultura „którą można spotkać w teatrach, kinach i na koncertach, ale przede wszystkim taka kultura, która dzieje się w przestrzeni publicznej i decyduje o jakości życia”. Zapowiada, że DNA miasta chce „urzeczywistnienia «prawa do miasta», czyli idei miasta obywatelskiego, w którym mieszkańcy mają prawo do decydowania o tym, jak miasto ma wyglądać, czemu miasto ma służyć i jak miasto ma funkcjonować”. I mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z idealnym lub prawie idealnym planem na miejską strategie kultury, gdyby nie jeden postulat, który każe się zastanowić czy mimo deklaracji, że chodzi o jakoś życia w mieście i „prawo do miasta”, faktycznie jest to słuszna skuteczna droga do poprawy jakości życia i zapewnienia dostępu do kultury szerszej grupie mieszkanek i mieszkańców.


Chcąc oswoić konsultacje w sprawie kultury, Celiński przeciwstawia dyskusje o kulturze wszystkim innym kwestiom miejskim. Pisze, że „nie wolno dopuścić do tego, żeby konsultacje dotyczące kultury przypominały te, które odbywają się wokół tematów niezwykle profesjonalnych i wymagających eksperckiej wiedzy”. Traktuje kulturę jako obszar miękkich interwencji, łatwiejszych do przeprowadzenia niż miejskie inwestycje. Czyli w praktyce kultura kulturą, a miasto miastem. Oferta kulturalna sobie, a polityka mieszkaniowa, kwestie transportu publicznego itd. sobie. Takie uproszczenie można uznać za drobne niedopatrzenie w przypadku Warszawy, która staje się coraz bardziej policentryczna i jeszcze przez chwilę (zanim podniesione zostaną ceny biletów) można mieć złudzenie, że posiada nie tylko dobry, ale również tani transport publiczny. Jednak w przypadku Łodzi, która nie tylko boryka się z poważnymi problemami społecznymi, ale jest również komunikacyjnie odstaje od innych, tego typu uproszczenie może prowadzić do pogłębiania się różnych form wykluczenia. Zwłaszcza w przypadku Regionalnego Kongresu Kultury nie można oddzielać kultury od miejskiej infrastruktury. Po co mieszkańcom regionu kultura w Łodzi, jeśli nie można do niej łatwo dojechać? Jak opierać strategie rozwoju miasta w oparciu o przemysły kreatywne, skoro coraz trudniej się dostać z Łodzi do Warszawy, nie mówiąc już o innych miastach?


Co więcej, wskazywanie na kulturę jako na obszar łatwy do konsultowania niepotrzebnie demonizuje inne miejskie konsultacje. Może również stanowić uzasadnienie dla skupienia się przez władze miasta właśnie na tych miękkich tematach. Może skutkować odmową konsultowania bardziej skomplikowanych, ale często silniej związanych z jakością życia kwestii (jak prywatyzacja SPEC, obecność miejskich obwodnic czy ceny transportu miejskiego).


Dużo się ostatnio mówi o tym, że kultura jest ważna, tym bardziej partycypacja w kulturze, zwłaszcza kreatywna. Szczególnie w mieście. Miasto jest przestrzenią tworzenia kultury, ale również kultura (oraz wymieniane z nią na jednym oddechu tzw. przemysły kreatywne) jest jednym z istotnych elementów tworzenia życia miasta. W  przypadku niektórych z nich (jak np. właśnie Łodzi) uznawana jest za ostatnią szanse na uratowanie podupadającego miasta. O ograniczeniach tej strategii i pomijaniu procesu reindustrializacji, który odbywa się w miastach w Wielkiej Brytanii, mówił Krzysztof Nawratek podczas dyskusji w Muzeum Sztuki Nowoczesnej o przyszłości Warszawy i Łodzi. Skierowanie uwagi na inne przemysły niż ostatnio modne przemysły kultury jest ważne, ale nie daje odpowiedzi na to, w jaki sposób myśleć o kulturze w mieście. Jaka jest jej relacja do innych przemysłów? W jaki sposób musi być zarządzane miasto jako całość, żeby możliwe było nie tylko organizowanie różnego rodzaju inicjatyw kulturalnych, ale również zapewnienie dostępu do niej szerokiemu gronu odbiorczyń i odbiorców. I wbrew pozorom nie chodzi tylko o ceny biletów czy kontakt ze sztuką w przestrzeni publicznej. Ale o znacznie więcej.


Choć w strategiach dotyczących przyszłości kultury, tak jak w tekście Celińskiego, miasto (wraz z jego mieszkańcami i mieszkankami) jest odmieniane przez wszystkie przypadki, to jest ono miastem uogólnionym, a nie konkretnym. Co więcej, zwykle miasto, o którym się mówi, to głównie ludzie, a nie ulice i budynki. Pomijanie materialnej tkanki miasta jest dość powszechnym zjawiskiem. Widać to również w dokumencie podsumowującym spotkanie Obywateli Kultury i powołanie Monitora Kultury Miast Polskich (16 lipca 2011). Jest mowa o konieczności weryfikacji istniejących oraz stworzenia nowych strategii kulturalnych miast, „wprowadzenia w miastach funkcji Pełnomocnika ds. Kultury przy prezydencie lub samorządzie miejskim”, „otwarcie procesu na zwykłych mieszkańców. Unikanie zamknięcia dyskusji o kulturze do środowisk nią zainteresowanych”. Oraz „rozszerzenie tematyki o «kulturę życia codziennego» – życie w mieście dobrze zbudowanym i dobrze zagospodarowanym oraz zaplanowanym z myślą o obywatelu”.


Za rzadko jednak przy dyskusjach o kulturze mówi się o tym, czym jest dobre miasto. Kogo obecne miasto wyklucza. Oraz jakie warunki muszą zostać spełnione, aby można było uczestniczyć w kulturze. Czym się różni sytuacja kogoś, kto mieszka w centrum miasta, od sytuacji osoby mieszkającej na przedmieściach? Czy osoba, której nie stać na mieszkanie w centrum miasta i spędza dziennie 3 – 4 godziny na dojazdach między pracą, domem, a uczelnią, w ogóle ma szanse korzystać z kultury? Na ile obywatelami i obywatelkami kultury są mieszkanki i mieszkańcy miasta nie posiadający polskiego obywatelstwa?  Jakie powinny być ceny czynszów w mieście, żeby po kontakcie z kulturą stać nas było choćby na tani posiłek?

  

Zapomina się również, że miastotwórcza rola kultury ma również swoją ciemną stronę w postaci gentryfikacji. Strategicznie się jednak o tym zapomina. Do władz wysyłane są postulaty udostępnienia pustostanów na kulturę czy rewitalizacji całych dzielnic poprzez otwarcie jej na artystów, artystki oraz innych przedstawicieli i przedstawicielki klasy kreatywnej. Nieraz robią te same osoby, która przypominają o różnych formach społecznego wykluczenia. Dominuje myślenie, że skoro nie da się od razu zrealizować programu rewitalizacji, to może warto zacząć od otwarcia się na sztukę, w tym projekty skierowane do lokalnej ludności. Wychodzi się z założenia, że jak się dzielnica zacznie gentryfikować, to się wtedy pomyśli, w końcu gorzej być już nie może. Jednak z doświadczeń miast zachodnich powinniśmy wiedzieć, że wtedy będzie już za późno. Podobnie jest z abstrahowaniem od kwestii eksmisji do kontenerów wykluczonych grup społecznych i korzystaniem z kontenerów jako wygodnego modułu budowlanego (jak w przypadku poznańskiego KontenerArtu czy gdyńskiego Obywatelskiego Kontenera Kultury). Designerskie kontenery,choć używane w innym celu niż mieszkalny, oswajają wizję mieszkania w kontenerze. Po obejrzeniu kilku dobrych projektów architektury kontenerowej sama chciałam czasowo zamieszkać w jednym z nich. Łatwo wtedy zapomnieć, że kontener może sprawdza się latem w przypadku kultury, ale nie może być traktowany jako zastępstwo mieszkania w budynku, nawet jako kara dla najbardziej kłopotliwych lokatorów.

  

Ponadto, uznanie, że kultura jest silnie zależna od miejskiej infrastruktury sprawia, że zupełnie inaczej się myśli o strategicznych sojuszach. Wtedy myśli się o współpracy nie tylko z innymi osobami „od kultury”, ale też miejskimi ruchami społecznymi. Połączenie sił, nie tylko pozwoli uważniej planować strategie działania i ustrzec się niechcianymi skutkami (wynikającymi z zaniechania), ale również formułować bardziej radykalne postulaty zarówno w zakresie kultury, jak i miejskiej polityki społecznej. 1% z budżetu na kulturę to wciąż za mało, zwłaszcza na potrzeby polskich miast. 

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93991 Seconds