|
Szczerbiak: Kiedy Polska Cyfrowa? |
|
|
ASzczerbiak
|
|
31.08.2010 |
Zbliżający się początek nowego roku szkolnego skłania do zastanowienia się nad stanem edukacji medialnej w polskich szkołach. Okazuje się, że rosnący wpływ technologii informacyjnych na życie codzienne społeczeństw stawia przed systemem edukacji nowe wyzwania. Wymaga przedefiniowania najważniejszych celów i opracowania nowych strategii nauczania. Jest też kilka ważnych problemów do rozwiązania.
Jednym z priorytetów państwa powinno być poprawienie dostępu do wiedzy oraz możliwości uczenia się. W rankingu Alexa stu najczęściej odwiedzanych w Internecie witryn znalazły się jedynie dwa portale, które oferują materiały edukacyjne dla uczniów i uczennic: wikipedia.pl i sciaga.pl. O ile ostatni portal sprzyja odtwórczemu wykorzystywaniu „gotowych” prac, to wolna encyklopedia, jako element Otwartych Zasobów Edukacyjnych, jest w znacznej mierze realizacją idei otwartej i nieskrępowanej edukacji. Wszystkie materiały (tekstowe, dźwiękowe, graficzne i inne) tworzące projekt internetowej encyklopedii są wolne, a to znaczy, że mogą być bezpłatnie wykorzystywane, dowolnie kopiowane i modyfikowana przez wszystkich. Podobne role pełnią „siostrzane” projekty Wikipedii - jak Wikiźródła, w ramach których udostępniane są m.in. dokumenty źródłowe czy Wikibooks z książkami i podręcznikami dla dzieci i młodzieży.
Nawet najlepsze zasoby edukacyjne nie będą mogły zostać wykorzystane bez przystosowania szkolnej infrastruktury. Wciąż brakuje sprzętu komputerowego. Liczba uczniów i uczennic przypadających na jeden komputer od lat ma tendencję zniżkową: 2002 - 41, 2005 - 24, 2008-12, (obecnie 10-11). To wciąż za dużo w porównaniu z Europą Zachodnią – przykładowo w Wielkiej Brytanii jedynie od 3 do 5 osób. Klasy są dzielone gdyż komputery w większości placówek znajdują się jedynie w salach przeznaczonych na lekcje informatyki, które i tak są zbyt małe dla całej grupy liczącej około 30 osób. Być może wyjściem byłoby powoływanie w każdej szkole osoby odpowiedzialnej za wdrażanie nowych technologii (np. e-dziennik, e-learning). Musiałoby to jednak wiązać się z większą zmianą warunków pracy nauczycielskiej - mimo że MEN dodaje kolejne bezpłatne godziny do etatu nauczycieli w szkołach, czasu wciąż brakuje. Średnio od dwóch do trzech godzin tygodniowo tylko przez jeden rok nauki przeznacza się na edukację informatyczną w szkole podstawowej i gimnazjum – w liceum sytuacja zależy od profilu danej klasy.
Bezsprzecznie brakuje całościowej koncepcji zastosowania nowych technologii w funkcjonowaniu współczesnej szkoły. Pomimo przyjęcia jeszcze w 2002 r. programu stworzenia ogólnodostępnych zasobów edukacyjnych, do dziś niewiele zrobiono w tej sprawie. Sztandarowa inwestycja Ministerstwa, portal Scholaris, od kilku lat boryka się z nieustającymi problemami. Nie można zapominać też o kwestiach zastosowania nowych technologii w nauczaniu dzieci i młodzieży niepełnosprawnej czy pozostawać obojętnym na konsekwencje informatyzacji jak np. te dotyczące stosowania e-dzienników w kontekście ochrony danych osobowych.
Kompleksowych strategii brak. Wciąż jednak rozwijają się pozarządowe inicjatywy na rzecz otwartej edukacji i nauki. Możliwości dalszego rozwoju wolnych od kontroli platform wymiany wiedzy zależą jednak od liberalizacji obecnego prawa dotyczącego praw autorskich. Nie możemy zapominać, że otwarty dostęp do zasobów edukacyjnych w ramach np. Wikipedii jest możliwy tylko dzięki objęciu ich wolnymi licencjami, (na co zgodę musi wydać twórca) lub przeniesieniu ich do domeny publicznej (co jest możliwe w Polsce po upływie 70 lat od śmierci autora lub współautorów). Po raz kolejny niezastąpioną rolę musi odegrać państwo.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 31.08.2010 )
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...