|
Na początku roku we Francji weszło w życie restrykcyjne prawo wycelowane w osoby nielegalnie pobierające i dzielące się plikami z Internetu. Nowe przepisy, egzekwowane od 1 września, zakładają odcinanie dostępu do sieci, nakładanie kary pozbawienia wolności do dwóch lat lub grzywny w wysokości do 300 tysięcy euro dla wszystkich użytkowników dzielących się bezpośrednio chronionymi prawem autorskim dziełami (za: lidiageringer.blog.onet.pl).
U podstaw projektu przygotowanego przez konserwatywny rząd Sarkozy’ego legło przeświadczenie, że przedsiębiorstwa z branży muzycznej i filmowej tracą na piractwie zbyt wiele (pół miliona filmów ściąganych dziennie we Francji), a straty zataczają coraz szersze kręgi i dotykają francuskiego rynku pracy (redukcja o 10 tys. miejsc pracy). Źródeł badań jest kilka – publikowała je choćby Międzynarodowa Izba Handlu, ale „analizy” tworzone były również przez same zainteresowane przedsiębiorstwa – dodajmy duże przedsiębiorstwa. Jednocześnie przemilczano niekorzystny wpływ na sytuaucję małych i średnich firm oraz pojedynczych programistów obecnego systemu patentowego, który nie spełnia już celów, dla których został stworzony, czyli nie ochrania twórców. Zamiast tego służy tworzeniu monopoli. Konkurentami na rynku są wielkie przedsiębiorstwa, które licencjonują się wzajemnie tak, aby móc korzystać z posiadanych patentów bez przeszkód.
Zmiany w prawie francuskim przewidują, że każda osoba użytkująca sieć i udostępniająca pliki w bezpośredni sposób może spodziewać się komunikatu z ostrzeżeniem i pouczającą informacją o skutkach i rozmiarach „internetowych kradzieży”. Za przestępstwo uznawane jest pobieranie i używanie plików każdego rodzaju – także to o charakterze niekomercyjnym. Następnie, jeśli HADOPI (czyli „Wysoki Urząd ds. Rozpowszechniania Utworów i Ochrony Praw w Internecie”) dostrzeże, że adres IP, na który wysłano komunikat nie zastosował się do wskazówek, wyśle pocztą do jego właściciela ostateczne ostrzeżenie. Jeżeli i to nie poskutkuje sprawą zajmie się sąd. Gdy uzna winę pozwanego, nałoży na niego karę i będzie miał prawo zablokować mu dostęp do Internetu (minimum miesiąc).
Co w tym scenariuszu budzi największe wątpliwości? Przede wszystkim przyjęta wykładnia, że za internetowe piractwo karany/a ma być użytkownik/czka danego IP. Odpowiedzialność ma spoczywać właśnie na właściwielach numerów, którzy nie zabezpieczyli w sposób odpowiedni swojego łącza przed pirackim procederem. Sytuacja jest paradoksalna, bo przecież IP nie jest na stałe przypisany do osoby - z jednego adresu może korzystać kilku uzytkowników, niektórzy nawet bez wiedzy i zgody właściciela/lki łącza.
Istotna jest również kwestia finansowa. Przygotowanie listy 25.000 namierzonych adresów IP do Hadopi będzie kosztować, według wstępnych szacunków, 420.000 euro rocznie. Przy rocznym budżecie, sięgającym 10 mln euro, i konieczności zbudowania profesjonalnej administracji założenia autorów ustawy są nierealne. Hadopi będzie musiała selekcjonować tych użytkowników według nieznanych kryteriów z którymi zechce wejść na sądową ścieżkę, Do skontrolowania jest ok. 50.000 adresów IP dziennie, a sądy są już przeciążone i nie dostaną żadnych dodatkowych środków w związku z nowymi funkcjami.
- Autorzy tej ustawy wychodzą z mylnego założenia, że wystarczy ukarać jakąś część obywateli, aby odstraszyć od tego procederu innych. Ale ta teoria może okaże się wielkim fiaskiem, bo ci, którzy nie wiedzą, że udostępniają pliki z naruszeniem praw autorskich, będą robić to dalej. Natomiast ci, którzy wiedzą że naruszają prawo, znajdą wiele sposobów, by robić to bezpiecznie. Ominięcie tych przepisów poprzez maskowanie adresu IP jest banalnie proste – ocenia Jarosław Lipszyc, prezes Fundacji Nowoczesna Polska.
Najwłaściwsze jest obranie takiej drogi systemowej, która byłaby oparta na ułatwianiach na rzecz internautów i internautek sprzyjając szerszemu dostępowi do legalnego, taniego streamingu plików, a nie na doraźnej, walce z „piratami”. Nawet gdyby znalazły się adekwatne środki, piraci – sprowokowani rzuconym wyzwaniem i ostrymi sankcjami – wypracują inne metody dostępu do plików np. streaming, czyli oglądanie filmu/słuchanie muzyki „na żywo, z poziomu strony internetowej – bez konieczności ściągania pliku na dysk twardy; maskowanie adresu IP; i wymianę plików na pendrive’ach i DVD. Tymczasem brakuje wsparcia technicznych możliwości dzielenia się plikami, skoro każde, choćby niemające aspektu komercyjnego, będzie uważane za przestępstwo.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...