|
15 kwietnia będzie miała miejsce premiera filmu 80 dni (reż. Jon Garaño, José María Goenaga), opowiadającego historię miłosną dwóch kobiet po sześćdziesiątce. Przy tej okazji zadaliśmy kilku osobom pytanie: Dlaczego nie ma polskich filmów obyczajowych, których bohaterami są pary homoseksualne?
Bartosz Żurawiecki*: Polskie kino pozostaje we władzy tchórzy
Dlaczego w polskim kinie nie ma bohaterów homoseksualnych? Po pierwsze, dlatego, że polskie kino pozostaje wciąż we władzy tchórzy, oportunistów, koniunkturalistów, dewotów i szowinistów. Jest – jak to trafnie ujął kiedyś Maciej Nowak na łamach „Krytyki Politycznej” – „fiutem robione”. I to bardzo heteroseksualnym fiutem. Po drugie – nadal pokutuje w Polsce przekonanie (nawet wśród mniejszości seksualnych, wystarczy poczytać np. komentarze na branżowych portalach pod tekstami o Sali samobójców), że uniwersalne jest tylko to, co heteroseksualne. Gej jako główny bohater oznacza „kino gejowskie”. A „kino gejowskie” to – wiadomo – eksces, margines, dziwo, wstyd, uchowaj Boże!, co najwyżej nisza. Polskie kino zaś nie zamierza być niszowe. Ono pragnie być narodowe, ogólnoludzkie i oparte na wartościach chrześcijańskich. W efekcie jest więc zaściankowe, banalne i anachroniczne. Spóźnione w stosunku do kina światowego o jakieś 20 lat. Na Zachodzie (ale nie tylko, bo i np. w kinematografiach azjatyckich oraz Ameryki Południowej) homoseksualiści stali się już dawno trwałym, chwilami wręcz nudnym elementem „kina środka”, adresowanego do szerokiej publiczności. U nas się na to nie zanosi. U nas schludny gej bywa, co najwyżej, ozdóbką w komediach romantycznych. Zmieni się to dopiero wtedy, gdy geje z lesbijkami i innymi queerami wezmą wreszcie polskie kino w swoje ręce. Zaczną robić swoje filmy o sobie.
*Bartosz Żurawiecki - dziennikarz, krytyk filmowy
— -
Marta Konarzewska**: „Gejowskość” to facet w kiecce, a lesbijki mieszają się feministkami
Najpierw trzeba by się zastanowić, jakie filmy się w Polsce robi, na jakie (i czyje) przeznacza się pieniądze. Dlaczego tak kiepska jest pozycja produkcji niezależnych? Dlaczego tak trudno jest młodym, ciekawym reżyserom, którzy by wątek homoseksualny (albo inne: ciało, starość) podjęli. W Polsce teraz robi się głównie komedie romantyczne, oparte na prostym schemacie, posiłkowane prostym (albo prostackim) poczuciem humoru. I na te filmy ludzie chodzą i się w kinie śmieją, choć nie rozumiem dlaczego (i z czego). W tym polskim przaśnym poczuciu humoru „gejowskość” – czy szerzej: nieheteroseksualność – to facet w kiecce, przebrany za babę, potknie się o tę kieckę, wywali, wpadnie na innego faceta, ktoś to zobaczy, popatrzy jak na cioty i wszyscy w śmiech. Jeśli chodzi o lesbijki, to mieszają się one z feministkami (wszystko do jednego worka przerażających bab rodem z Seksmisji). Idealny facet dla mojej dziewczyny pokazuje to właśnie idealnie. Niby para lesbijek. Ale jedna to straszna lesba ideologiczna, a druga to słodkie kobieciątko, które jak się tylko zakocha w mężczyźnie, to zrozumie, o co w tym wszystkim chodzi, czyli że o heteromiłość (=miłość). W kulturze katocentrycznej, posarmacko patriarchalnej, płeć, seksualność (a co dopiero to, co nieheteroseksualne) nie jest jeszcze wciąż zrozumiane, przemyślane, dopuszczone do głosu. Nie ma języka, by o tym mówić, nie ma struktur narracji, by o tym opowiadać. W komedii gej może się pojawić jako śmieszny stereotyp, ale w filmie obyczajowym potrzeba skomplikowania postaci, zbudowania wokół niej prawdopodobnej fabuły, dramaturgii charakterów, konfliktu itd. Tego wszystkiego wciąż brakuje. Gdy Cholodenko w Stanach robi The Kids Are All Right, nikogo to nie dziwi i można o tym rozmawiać jak o kinie familijnym, bo rodzina lesbijska to część krajobrazu L.A. A w Polsce – nie. Póki osoby nieheteroseksualne nie będą jawną częścią społeczeństwa, nie będą też częścią dyskursu (i mainstreamowych artystycznych narracji). Poza tym – same oczywistości: lęk i pruderia. Ach!!! I warto zadać też pytanie o seriale. Bo to one kształtują polskie myślenie, ale też je poniekąd odzwierciedlają. Może warto zapytać Ilonę Łebkowską („królową seriali”), co się dzieje z homopostaciami w toku ich powstawania (śmiech).
**Marta Konarzewska: „Furia”; współautorka książki Zakazane miłości
— -
Mariusz Kurc***: Homoseksualność wciąż pozostaje tabu
Pytanie mimochodem sugeruje, że pojedynczy homoseksualiści/stki w polskich filmach obyczajowych już są, a to nieprawda, poza kilkoma wyjątkami. Odpowiedź jest tyleż banalna, co smutna. Homoseksualność wciąż pozostaje tabu. Media promują pogląd, że panuje moda na homoseksualność, podczas gdy to wciąż raczej homoseksualiści udają „heteryków”, by przypodobać się (homofobicznej?) publiczności, niż odwrotnie. Odtabuizowanie homoseksualności postępuje, ale powoli. Na razie udało się praktycznie tylko w dwóch dziedzinach: w literaturze i w teatrze. W kinie sytuacja jest dużo gorsza. Polski Pedro Almodóvar, François Ozon czy Gus Van Sant jakoś nie nadchodzą, może nawet wcześniej objawi się reżyser/ka hetero zainteresowany/a tą tematyką? Polscy homoseksualni reżyserzy/rki tkwią „w szafach”, czyli wstydzą się ujawnić swą orientację (wyjątkiem jest Maciej Michalski), nie mówiąc już o robieniu filmów na ten temat. Podobnie z aktorami (wyjątki to Jacek Poniedziałek, Tomasz Tyndyk, Michał Sieczkowski; otwartych lesbijek wśród aktorek w ogóle nie ma). Pojawiające się od czasu do czasu na ekranie postaci gejów (lesbijek tradycyjnie prawie nie ma) to raczej żenujące wyobrażenia ignorantów (jak np. w filmie Projekt dziecko), niż pełnokrwiste postaci. W Sali samobójców – obecnie na ekranach – chłopak zatraca się w wirtualnym świecie po tym, jak rówieśnicy upokarzają go, gdy odkrywają, że jest gejem. Tymczasem w oficjalnych materiałach prasowych o filmie czytamy, że „ma najładniejszą dziewczynę w szkole” (bzdura) i ani słowa o gejostwie. Tak więc nawet, jak już pojedynczy gej się znajdzie w polskim kinie, to robi się wiele, by tą obecność zataić. Ale dzięki Sali samobójców mamy pierwszy w polskim kinie prawdziwy – długi, namiętny i w zbliżeniu pokazany – męsko-męski pocałunek. Ciekawe, ile lat poczekamy na pierwszą polską parę homoseksualną, która pójdzie do łóżka?
***Mariusz Kurc - „Replika”
— -
Małgorzata Tkacz-Janik****: Polska to nie Szwecja
Po pierwsze, Polska to nie Szwecja, tu nawet w tabloidach nie ma rankingu,
w którym by pytano: „Koło kogo chcesz mieszkać, Polko/Polaku?”, a w słupku odpowiedzi byłaby jakaś homoseksualna para, na przykład Tomasz Raczek z partnerem, tak jak w Szwecji, gdy w ankiecie wymieniony jest Jonas Gardell z partnerem i ich synowie. Największy Kościół luterański w Szwecji jest otwarty wobec par homoseksualnych. Od 2006 roku rozpoczął udzielanie im błogosławieństw. Gardell ze swoim facetem to, po parze królewskiej, najbardziej pożądani sąsiedzi po drugiej stronie Bałtyku. Po drugie, notabene, stygmatyzuje to patriarchat, łatwiej byłoby wprowadzić do naszego rodzimego aparatu kinematograficznego (czytaj odbiorczego) pary lesbijskie. Mamy tu nawet pewnego rodzaju backflash w „polskim kinie”. Myślę o Innym spojrzeniu (choć to film węgierski z udziałem polskich aktorek, w Polsce jednak swoiście zasymilowany ze względu na polskie aktorki w głównych rolach; stał się przełomem; wiele osób długo nie identyfikowało go z filmem węgierskim, myślało, że to polska produkcja). Po trzecie, mamy katolickie tabu, dobrze strzeżone i przechowywane w tabernakulum. Kamery się tam nie zapuszczają, chociażby ze względu na to, że aby zrobić film, trzeba mieć trochę pieniędzy. Zrobienie dużego filmu (np. do sieciowych kin, a nie na offowy festiwal) to duuużo pieniędzy. Dużo za dużo, aby ktoś ryzykował. To się zmieni, ale nie szybko. Czekam na sponsorów, którzy wyłożą w Polsce pieniądze na mainstreamowy film o homoseksualistach/homoseksualistkach. Modlę się w tej intencji. A tak poważnie – na razie mamy epizodyczność, rozmydlenie, i to raczej jeszcze potrwa, ze względu na słabą zdolność społeczeństwa do określenia swej laicko rozumianej tożsamości, daleko poza narracją katolicką, a idąc dalej: poza moralnością czy poza religią. Dopiero wtedy, uważam, można się mierzyć z seksualnością (śmiech).
****Małgorzata Tkacz-Janik - Grupa Inicjatyw Genderowych GIGa Śląsk
Opracowała Emila Walczak, Klub KP w Bydgoszczy
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...