|
Zanim zrodził się think tank Restart, związane z nim osoby spotykały się na festiwalach, dyskusjach na temat kina, czytały te same książki i pisały teksty do tych samych książek, obserwowały zmiany, jakie dokonują się w innych dziedzinach sztuki. Ogłoszony właśnie manifest Restartu nie powstałby, gdyby nie te wszystkie obserwacje, lektury, dyskusje, które można śmiało nazwać przystankami na drodze do Restartu.
1. Literatura, teatr, sztuki wizualne
„Literatura, sztuki wizualne, teatr, teoria sztuki wyprzedziły w ostatnich dekadach polskie kino. Udało im się to, ponieważ nie zamykały się na siebie nawzajem, ale wspierały się i współdziałały w kryzysowych momentach”. Teatr, a w zasadzie nowy teatr, otworzył się na nową literaturę już kilka lat temu. Na scenę przenoszono kolejne książki (Wojna polsko-ruska Doroty Masłowskiej w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, Paw Królowej w Teatrze Jaracza w Łodzi, Czwarte niebo Mariusza Sieniewicza w Teatrze Polskim we Wrocławiu, Tartak Daniela Odiji w Teatrze Słowackiego w Krakowie), w postaci książek ogłaszano teksty dramatyczne (Wałęsa i Śmierć podatnika Pawła Demirskiego), w teatrach realizowano próby czytane, czytania performatywne, pisarze występowali w roli wykonujących swoje teksty (jak Michał Witkowski), z czasem pisali – jak Dorota Masłowska Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku – teksty przeznaczane od razu do wystawienia na scenie. Współpraca pisarzy z twórcami teatralnymi na dobre wyszła jednym i drugim. Literatura otworzyła się na nowe formy, teatr inspirował się tekstami literackimi.
Dziś Restart postuluje mocny zwrot literacki, czyli otworzenie się kina na współczesną literaturę – adaptacje nowych tekstów literackich, angażowanie pisarzy do pracy przy filmie, do pisania scenariuszy, dialogów, do współtworzenia filmu. „Kino zyskałoby, uważnie przyglądając się tematom oraz formalnemu ukształtowaniu współczesnej literatury” piszą Restartowcy, wyciągający wnioski z tego, jak na współpracy z pisarzami zyskał teatr. Postulują ponadto przywrócenie funkcji kierownika literackiego, piszą o zespołach filmowych.
W obrębie tej wymiany myśli, tematów, teorii znalazły się – obok literatury i teatru – sztuki wizualne. Joanna Rajkowska wyszła w miasto i na środku ruchliwego ronda postawiła palmę, Artur Żmijewski ogłosił manifest Stosowane sztuki społeczne, Wilhelm Sasnal malował obrazy i komiksy… i robił filmy. Dla krytyków filmowych były one jednak „galeryjną ciekawostką”, podobnie jak te realizowane przez Artura Żmijewskiego. Dla przyszłych Restartowców były równoprawną kinową wypowiedzią. To z tej inspiracji płyną apele, by film większą uwagę przywiązywał do swej formalnej warstwy.
2. Książki
„Wydali książkę o polskiej Nowej Fali, tom Kino polskie 1989-2010. Historia krytyczna, Dzieje grzechu. Surrealizm w kinie polskim. Przypominają nieoczywistych reżyserów, tak różnych jak Barański, Żuławski, Skolimowski, Królikiewicz” – pisał o Restartowcach Tadeusz Sobolewski. Tytuły tych książek pojawiają się podczas każdej rozmowy o Restarcie. Tych, a także kliku książek o teorii kina – Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch Slavoja Žižka, Realne spojrzenie. Teoria filmu po Lacanie Todda McGowana, Laura Mulvey. Do utraty wzroku pod redakcją Kamili Kuc i Lary Thompson. Nazwiska osób zaangażowanych w tłumaczenie prac teoretycznych, tworzenie wywiadów-rzek z polskimi reżyserami, czy zbiorowych książek na temat kina polskiego powtarzają się. Nie przez przypadek. Wszystkie wspomniane publikacje przepisywały, dopisywały, nadpisywały historię kina polskiego. Przypominanie twórców pominiętych, krytyczne opisywanie filmów znanych i nieznanych, gatunków i nurtów niedostrzeganych, rozbijanie kanonów, budowanie kanonów, anty-kanonów i quasi-kanonów – było drogą do przekonania siebie i innych, że kino polskie nie ma jednej historii, nie ma „historii w liczbie pojedynczej”. Gdy dziś Restartowcy mówią: „chcemy przepisania historii polskiego kina”, wiemy, że nie są to tylko pobożne życzenia. Przepisywanie to już rozpoczęli. I ja razem z nimi – dwa lata temu, kiedy parząc herbatę w kuchni REDakcji Krytyki Politycznej na Chmielnej Piotr Marecki zaproponował, żebym napisała tekst do książki o kinie polskim po ‘89 roku, książki, którą później razem redagowaliśmy.
Jeśli dziś w manifeście Restaru pojawiają się postulaty powrotu kina do formy, zasypanie podziałów między praktyką teoretyczną i artystyczną, czy właśnie pisanie historii kina polskiego w liczbie mnogiej – to wyrastają po części z książek, które Restartowcy robili, robią i będą robić.
3. Festiwale
Restart powstał na festiwalu. Na blogu jest nawet dokładna data i nazwa tego festiwalu. 31 lipca 2010 podczas Ery Nowe Horyzonty. Festiwale były i są miejscami, gdzie zobaczyć można najwięcej najciekawszych, najbardziej różnorodnych filmów – formalnie, gatunkowo, filmów mainstreamowych, awangardowych, eksperymentujących, zrobionych za duże i małe pieniądze, udanych i nieudanych, ważnych i nieistotnych, politycznych, społecznych, śmiesznych i strasznych. Większości tych filmów nie sposób zobaczyć w kinach, nie trafiają do dystrybucji – pojawią się na jednym, dwóch festiwalach i tyle. Jak ktoś nie jeździ na festiwale, to szansa na zobaczenie kina różnorodnego jest mała. Zwiększa ją jedynie dostęp do nowych mediów. Festiwali – większych i mniejszych – jest w Polsce sporo. Restartowcy objechali ich dziesiątki. Na festiwalach, oprócz możliwości zobaczenia filmów, jest też szansa porozmawiania o nich. Spotkania z twórcami to dziś stały punkt większości imprez filmowych. Ważne są również dyskusje nieformalne – festiwale zazwyczaj takim debatom sprzyjają. Widzowie dyskutujący pomiędzy seansami, siedzący gdzieś na schodach, na murku pod kinem, w klubach to tak powszechny element festiwalu jak zacinająca się kopia filmowa przywieziona godzinę przed seansem do miasta czy czerwony dywan przed wejściem do Teatru Muzycznego podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Z festiwali filmowych i nowych kanałów docierania do filmów zrodziło się nowe pokolenie kinofilów. „Kochamy kino we wszystkich jego postaciach, podziały na kino «poważne» i «rozrywkowe»; «artystyczne» i «komercyjne» («gatunkowe»), za pomocą których polska krytyka ciągle mapuje kino, nie są dla nas istotne – każdy film, niezależnie od tego, czy należy do «kina eksperymentalnego», «politycznego», czy też «exploitation», jest dla nas potencjalnie istotną wypowiedzią” – piszą wychowani na festiwalach Restartowcy.
Z obserwacji innych dziedzin sztuki, z książek i festiwali zrodził się ferment, który przekuto w think tank. Ogłoszenie manifestu jest zwieńczeniem drogi, którą przebyli Restartowcy, a zarazem kolejnym na niej przystankiem. Bo nie ma się co oszukiwać, żeby zrestartować polskie kino trzeba się będzie jeszcze trochę napracować. Trzymamy kciuki, żeby się udało.
[fot. Bedford Street (cc) flickr.com]
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...