NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Wino Veddera jako akt polityczny Drukuj
Michał Sutowski   
04.07.2010
pearl_jam01.jpgNa początku było intro. Na scenę wyszedł Bóg* i zagrał Courdroy. A potem było już tylko lepiej. Bóg miał flanelową koszulę, z tych, jakie na początku lat 90. z peryferyjnych Chin wwożono na tony do Seattle. Chiny z peryferii przeszły do centrum, ale Eddie Vedder pozostał ten sam.

Pearl Jam zagrał rewelacyjny koncert na tegorocznym Open’er – twierdzący inaczej autor festiwalowej gazetki niech spada na drzewo. Jazda zaczęła się od samego początku a napięcie wciąż rosło – z kolejnymi punktami kulminacyjnymi. Na mojej prywatnej liście to przede wszystkim Do the evolution, potem monumentalne Unthought known, zaraz po nim Even flow z albumu Ten, wyśpiewane wspólnie Just breathe i Daughter z wstawką z The Wall. A potem jeszcze Why go i Jeremy i niesamowity, pięciokawałkowy bis – Fixer, Better Man, Black – pościelówa wszech czasów, Alive (komentarz zbędny) i na sam koniec – jak zwykle – rewolucyjne Rockin’ in the free world. Wokal od potężnego wrzasku do lirycznego zawodzenia, wirtuozeria solówek Mike’a McCready (he’s fuckin’ Irish!!! – wszystkim dookoła pod sceną tłumaczył jakiś dumny Irlandczyk) i potężne, wywracające żołądek linie basu i perkusji – ekipa „plus minus 45” dowiodła, że rockandrollowy ageism nie ma dziś sensu. Stary Pearl Jam ma więcej energii od większości gwiazd osławionej New Rock Revolution z początku wieku, które nawet nie udawały, że się przeciw czemuś buntują. 

Bo właśnie bunt to kategoria kluczowa dla zrozumienia grupy, której muzykę określano jako combat rock – rock walczący. Zespoły z Seattle – Mudhoney, Green River, Nirvanę czy Pearl Jam łączyło przekonanie, że z Ameryką „po Reaganie” jest coś nie tak. „Społeczne pasożyty”, dzieci z przyczep kempingowych i synowie bezrobotnych drwali pozakładali kapele, w których pragnęli wywrzeszczeć sprzeciw wobec wykluczenia i braku perspektyw, kryminalizacji wszystkiego i wojennej retoryce. Wielu udzieliła się atmosfera końca historii, choć bynajmniej nie chodziło im o jego radosną afirmację – raczej o poczucie klęski i wygaszenia. Myśl, że nic się nie da zrobić, że tryby systemu wciągną każdego, doprowadziła do kilku tragedii – Kurt Cobain strzelił sobie w głowę, Andy Wood przedawkował, podobnie jak Layne Staley kilka lat później. Pearl Jam miał więcej szczęścia – i chyba nie tylko dlatego, że zespół ostrożniej od innych obchodził się z heroiną. Zespół Veddera od początku miał pomysł nie tylko na muzykę i kolejne płyty, ale też na postawę zaangażowania. Angażowali się w masę akcji społecznych – przeciw dyskryminacji chorych na AIDS (projekt No Alternative!), za prawem kobiet do aborcji (Eddie eksponował na koncertach tatuaż PRO CHOICE), atakując wojnę w Iraku i prezydenta Busha wraz z jego neokonami z koncertów naftowych (cała płyta Riot Act). Dość jednoznacznie występowali też przeciwko totalnemu urynkowieniu muzyki – na pytanie, dlaczego ich albumy są takie krótkie, Vedder odpowiedział kiedyś, że to po to, żeby… zmieściły się na połówce 90-minutowej kasety. Pearl Jam – choć sam Cobain zarzucił im, że są korporacyjną kapelą – byli mocno pod prąd trendów, jakie wyznaczała choćby Metallica swą uporczywą walką z wymianą muzyki przez Internet.

Prawie każdy swój koncert Pearl Jam kończy legendarnym hymnem Neila Younga – Rockin’ in the free world. W tym kawałku nie chodzi o żadną „anarchiczną wolność”, weekendową swobodę korporacyjnych palaczy marihuany czy inne posthippisowskie pierdoły. To ostry tekst społeczny – o tym, że w kraju mamy rewelacyjne domy towarowe, świetne drogi i nawet papier toaletowy – a obok bezdomni śpią na ulicach a młoda dziewczyna wrzuca swe dziecko do kontenera na śmieci. A mnóstwo ludzi mówi: lepiej, żebyśmy nie żyli.

Opene’er nie jest festiwalem politycznym – to raczej impreza zadowolonych z życia, rodzącej się klasy średniej, jaka kiedyś pewnie przyjmie kształt bohemian bourgeois – wyluzowanych pracowników korporacji, klasy kreatywnej, która po ciężkim tygodniu pracy chętnie zapali trawę, pójdzie do klubu, lubi gejów, ekologów i feministki i ma ogólnie postępowe poglądy. Jeśli akceptuje bunt, to jako sympatyczną i potrzebną rynkową niszę, ale nie propozycję na życie. Jestem świadom, że gdy Eddie Vedder z kolegami w czwartkowy wieczór porywająco zagrali rewolucyjny hymn Neila Younga, większość uczestników szalonego pogo „po prostu” dobrze się bawiła, nie bardzo wnikając, o czym oni tam śpiewają. Dlatego warto wskazać jeden polityczny – choć nie wiem czy zamierzony – akcent tego koncertu. Jak wiadomo, tę arcykomercyjną imprezę finansuje browar. Cieszy mnie bardzo, że wokalista Pearl Jam choć na chwilę zrobił sponsora w przysłowiowego wała – ostentacyjnie pociągając z butelki… czerwone wino.

* Chciałem po prostu napisać, że było świetnie i rozkręcali się z każdym kawałkiem. Ale Karolina, by mnie zabiła. Więc niech zostanie jak jest.


Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - alibi Veddera   |04.07.2010 19:54:52
a nie akt polityczny. Tak Vedder może czuć się kontestatorem i jeździć na
imprezę sponsorowaną przez browary. Jaki odsetek publiczności odczytał ten gest?
agnieszka_danuta   |05.07.2010 02:15:53
nie żaden tatuaż, tylko napisał sobie "pro choice" markerem na
przedramieniu na koncercie mtv unplugged ‘92; ale rzeczywiście bardzo ładny gest
olga   |05.07.2010 18:00:27
Wino Edwarda - bardziej niźli akt polityczny - było, sądzę, aktem pragnienia.
Powtarzanym, skądinąd, na koncertach od lat wielu. Momentem o znacznie większym
ładunku symbolicznym było dla mnie wykonanie Arms Aloft z repertuaru Strummera &
the Mescaleros.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81082 Seconds