|
Prezentujemy wstęp do eseju Igora Stokfiszewskiego, będącego zapowiedzią projektu Życie w teatrze, który odbędzie się w dn. 9 – 12 grudnia w teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie/Nowej Hucie w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Boska Komedia. Całość tekstu przeczytać można w katalogu festiwalu. Projekt Życie w Teatrze obejmował będzie m.in. prezentację spektaklu Fakir w reż. Bartosza Szydłowskiego oraz trzech najnowszych działań powstałych w Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards – The Living Room, I am America oraz Not History’s Bones. Pełny program festiwalu.
Więź i uczestnictwo Jeśli warto jeszcze mówić cokolwiek, szkoda wytracać ciepło słów na nic ważnego. Jeśli już o coś pytać, to tylko o spis rzeczy najważniejszych. Gdzie, w przygodach zbiorowego ciała się znajdujemy? Jakie wyzwania stają nam przed oczami, gdy zerkamy w stronę światła przyszłości? Czym jest, a czym mogłaby być prawdziwa sztuka? To trzy spośród szeregu zagadnień, które domagają się odpowiedzi. Spróbujmy ich udzielić. Jednym z najbardziej dojmujących uczuć jest stawanie się wolno krążącym atomem i przerażenie, gdy dostrzegamy, jak w preambule naszej egzystencjalnej konstytucji treści zamazywane są przez pchające się na środek każdej strony „ja”, „ja”… Zwycięstwom na polach bitew o indywidualną wolność, towarzyszyły spychane ku poboczom świadomości, klęski na egzaminach ze wzajemności i empatii. „Konkurencja” – słowo, mające na długo zamienić wypadłe z leksykonów staromodne - „współbycie”. „Jednostkowy zysk”, kosztem „zbiorowej straty” – tak rysuje się moralność nowej przodującej klasy. Ktokolwiek wierzył, że spośród wartkich dopływów rzeki zwanej „liberalizm” ten „komunitariański”, opiekuńczy, wzajemny, zwycięży w wyścigu ku morzu demokracji, ten był idiotą. Jak nazwać ustrój, który tutaj mamy? Luźną federacją swawolnych atomów? Raczej – monarchią absolutną wściekłych egoizmów. Należy podjąć trud w kierunku jej obalenia. Indywidualizm, którego i tak już nie da się wytrącić z zasady naszego życia musi zostać zrównoważony rozwojem wzajemności, nowych więzi. Podobnie jak alienacja. Oto jest królowa naszej monarchii. Oddzielenie człowieka od wytworów jego pracy, od wytworów jego myśli. Wyobcowanie od emocji, za którymi wstyd podążać. Wydalenie poza granice państwa „integralność”, „organiczność”. Wewnętrzna emigracja wymuszona przez rozpad związku. Jeśli demokracją zwie się rządy ludu, również wtedy, gdy zapośredniczone są przez parlamenty, to jak nazwać (nie)ład, w którym lud oddzielony został od rządów, w którym instytucjonalna polityka oderwała się od stałego lądu obywatelstwa i dryfuje w sobie tylko znanym kierunku, jak lodowa góra? Alienacja politycznej klasy i wyobcowanie ludu od współuczestnictwa w zbiorowych decyzjach. Rytuału mazania flamastrem kart, co rok przestępny, nie nazwałbym ludowładztwem. Partycypacja, to – obok wzajemności – achillesowa pięta naszych dni. Powiązać ze sobą sznurki indywidualizmów, powiązać człowieka i jego wytwory, powiązać podmiot i orzeczenie polityki. Te wyzwania stają przed nami nagie, bezbronne i bezzwłoczne. Jak podjąć je może sztuka, teatr? Twórczość artystyczna jest „opętana poszukiwaniem nowych form wypowiedzi, opętana okrucieństwem, wizerunkami śmierci, cielesności i seksualności” – pisał Alain Badiou. Jak do tego doszło? Stanowi to odpowiedź na „ideologię szczęścia”, którą proponuje nam współczesność. Rzeczywiście – sztuki wizualne, teatr, film, literatura – o których mówi się „ambitne”, występują przeciw sączącej się z niebieskich ekranów roześmianej ideologii życia jako familijnego kina. W reakcji – starają się dotrzeć do obszarów rzeczywistości, które, ukrywane przed naszym wzrokiem przez dysponentów pilota wrażeń, stanowią bolesną prawdę o tym, co indywidualne i o tym, co zbiorowe: o ułomności pojedynczego ciała, okrucieństwie uciskających i cierpieniu uciskanych, strasznych śmierciach, złożonych seksualnych identyfikacjach i interakcjach oraz antagonizmie społecznych grup, który stanowi rzeczywisty mechanizm wyłaniania się tymczasowych zbiorowych konstelacji. Penetrowanie wymienionych obszarów łączy zaprzysięgłych egzystencjalnych i politycznych twórców, współczesnych gnostyków i estetów. „Oczywiście, zajmowanie stanowiska krytycznego względem ideologii szczęścia jest artystycznym obowiązkiem – pisze dalej Badiou, po czym dodaje – ale jest nim również dostrzeganie nowych perspektyw, nowego światła, czegoś na kształt nowego świata”. Sztuka zatem stałaby wobec podwójnego zadania: oddawać prawdę o rzeczywistości, odsłaniając jej możliwie wszystkie oblicza, a zarazem – ukazywać przyszłość, otwierając perspektywę nowego świata, w którym oblicza te poczną blaknąć, matowieć. Nie mam wątpliwości, że współczesna twórczość artystyczna wzorowo wypełnia pierwsze zadanie, w szeregu krytycznych gestów, w odsłonach instalacji, performansów, wierszy, które otwierają mrok tego świata. Czy jednak wypełnia również drugie? „Ukazywać przyszłość” w rzeczywistości, w której boleśnie odczuwamy brak więzi i wyobcowanie, nadmiar egoizmu i alienację od pulsującego życia, mogłoby oznaczać podjęcie starań w kierunku wyzwolenia się wzajemności i empatii, na których można by budować rzemiosło partycypacji. Szłoby więc o ustanowienie – poprzez artystyczną praktykę – więzi i uczestnictwa…
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...