NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Literatura 2010. Podsumowanie Drukuj
Igor Stokfiszewski   
19.12.2010

fot. wallcheck.wordpress.comTo nie jest takie proste. Podsumować mijający rok w dziedzinie literatury. Niełatwo jest zdecydować o spisie kryteriów, mogących służyć za drogowskazy w tego typu summach. Pisać o możliwie szerokim wachlarzu książek prozatorskich i poetyckich? O literackich nagrodach? Sporach i polemikach krytycznych? A może prywatnych doznaniach lekturowych? Jak dalece walczyć o kompletność i komplementarność tego typu przeglądu? Wobec tych wątpliwości, nie pozostaje chyba nic innego, jak rzucić się na głęboką wodę pamięci i kropla po kropli wydobywać z niej przedmioty, okoliczności, słowa. 

 

Spróbujmy zacząć od prozy. Zauważalna była mobilizacja wśród pisarzy i pisarek wkraczających w domenę średniego pokolenia – Mariusz Sieniewicz ogłosił znakomite Miasto Szklanych Słoni, będące próbą dyskutowania presji, jakim podlega nasze widzenie, co w dziedzinie słowa jest nie lada wyzwaniem. Daniel Odija wydał wstrząsającą Kronikę umarłych – egzystencjalno-historyczną opowieść, będącą studium depresji, a jednocześnie rozkładu narracji o przeszłości. Wojciech Kuczok zabłysnął powieścią Spiski, kolejną odsłoną swej wiecznej Bildungsroman, gdzie dzieciństwo, męskie kontinuum i seksualność poszukują dróg do wyjaśnienia tajemnicy bycia, lub niebycia. Tomasz Piątek natomiast ogłosił Węża w kaplicy – przekomiczną opowieść rozprawiającą się z heroicznymi mitami polskości. Spośród pisarek z tej generacji warto z całą pewnością przywołać zbiór miniatur prozatorskich pt. Codzienność autorstwa Ewy Schilling, prezentujących obrazki z życia lesbijek na prowincji. Bielska pisarka wydobywa lesbijstwo z kulturowego otoczenia modnych klubów i/lub nieźle urządzonych mieszkań klasy średniej, sytuując je w przestrzeni starej kamienicy, sklepu, szkoły ponadpodstawowej, w śniegu lub klekoczącym autobusie, kreśląc dojmujące szkice małych-wielkich opresji. Nie przespali minionego roku także Ignacy Karpowicz i Jerzy Franczak. Pierwszy opublikował powieść Balladyny i romanse, trans-realistyczną historię, w której ingerencja bóstw w rzeczywistość buduje satyrę na umasowienie transcendencji, drugi ogłosił książkę Da capo, stanowiącą próbę indywidualnego rozrachunku z obowiązującymi wzorcami męskości.

 

Na laurach nie spoczęły pisarki, które w ostatnich latach onieśmieliły rodzimą literaturę eksplozją swoich wspaniałych narracji – Inga Iwasiów i Joanna Bator. Obie zdecydowały się kontynuować sagi zarysowane w poprzednich swoich książkach (odpowiednio – w Bambino i Piaskowej górze), konsekwentnie budując żeńską narrację o minionych dziesięcioleciach pospolitej rzeczy, demontując przy okazji struktury męskich małych ojczyzn. Inga Iwasiów w mijającym roku ogłosiła powieść Ku słońcu, Joanna Bator – Chmurdalię. Na ich tle kolejny odcinek środkowo-europejskiego tasiemca Andrzeja Stasiuka (Dziennik pisany później) – w którym autor/narrator zabiera nas raz jeszcze w podróż ku obrzeżom centrum starego kontynentu sprawia wrażenie propozycji z innego czasu, zakurzonego bedekera po „męskiej dominacji”. A skoro mowa o próbach syntetycznej opowieści o minionych latach i dyskusji z maskulinistyczną wizją rzeczywistości, należy zwrócić uwagę na drugą powieść w dorobku Michała Zygmunta – Lata walk ulicznych. Jest ona fragmentaryczną historią „wolnej Polski” pisaną z perspektywy homoseksualnego podmiotu, a zarazem stanowi rozliczenie z kapitalizmem symbolicznym – obrazami przemocy, wojny, przestępczości, kolonizacji, z których utkana została (fałszywie) dumna (i jakże mało stabilna) tożsamość obywatela naszej struchlałej demokracji. W minionym roku zwróciła też moją uwagę Manuela Gretkowska, która w powieści Miłość po polsku prowadzi badania terenowe nad rodzimym seksem, niestrudzenie zdobywając kolejne szańce konserwatywnego oporu we wciąż u nas pełzającą literackiej rewolucji seksualnej.

 

Rok ten był również czasem dwóch ważnych debiutów prozatorskich. Oba – choć z perspektywy odmiennych generacji – stanowią rodzaj studiów nad indywidualną i zbiorową atrofią kobiet. Drobne szaleństwa dnia codziennego Kai Malanowskiej podejmują się zdania sprawy z nużących paroksyzmów żeńskiej dojrzałości w ustabilizowanym społeczeństwie, które pod polorem swobody i wolności jednostkowej skrywa normy kanalizujące próby niestandardowych samorealizacji. Nie uderzy żaden piorun Dominiki Ożarowskiej rozciąga tę analizę na (nie)doświadczenie nastoletnie. Powieść stała się przyczynkiem do ciekawej socjo-kulturowej debaty na łamach „Tygodnika Powszechnego”, która podjęła temat pokolenia ludzi urodzonych po roku ‘89, wchodzących właśnie w dorosłość i wieszczyła nadejście generacji „bez właściwości”. Książka Ożarowskiej miałaby stanowić manifest zbiorowego poczucia bezcelowości egzystencji i nonsensu świata.

 

Czy z powyższej – skrótowej – listy prozatorskich wydawnictw roku 2010 da się ułożyć katalog pisarskich tendencji? Jedyne, co rzuca się w oczy, to fakt, że dwie ostatnie pozycje, a także tomy prozatorskie Ewy Schilling, Daniela Odiji i Jerzego Franczaka świadczą o zwróceniu się w kierunku jednostkowego doświadczenia jako nośnika wiedzy o ogólniejszych mechanizmach rządzących społecznym porządkiem. Jeśli w minionych latach pojedyncze życie opisywane było jako wypadkowa przygód języka, narracji kulturowych lub mechanizmów generowanych przez kapitalizm, i niejednokrotnie ujmowane było w panoramicznym przeglądzie społecznych typów czy postaw, to dziś wyraźne staje się odwrócenie poznawczego ładu – kształt systemu społecznych, kulturowych, ekonomicznych czy politycznych referencji poznajemy poprzez ewenement egzystencjalnego doświadczenia. Bieg pojedynczego życia już nie wyjaśnia się przez napięcia w opisywanych domenach. Mamy je na tyle dobrze przyswojone, że możliwe staje się postawienie kolejnego kroku. Doświadczamy istniejący ład jako wiadomą, którą należy jeszcze doszczętniej przeanalizować rzucając pod jej rozpędzone nogi kłody w postaci pojedynczych wypadków. Ten splot egzystencji i polityki, na który bez wątpienia wpływ ma również ogrom narracji biograficznych i coraz częstsze powoływanie się na gatunki sylwiczne (w pół drogi między literaturą i życiem) zdaje się sugerować, że w prozatorskiej batalii przeciw formatowi świata bitwa o szeroki – socjo-kulturowy – gest została zwyciężona, zaś egzystencjalny obraz już nie musi kojarzyć się z infantylną wiarą w buntowniczy potencjał indywidualizmu przeciw temu, co zbiorowe. Wydaje się jednak, że to raptem drobne korekty w kartografii najnowszej prozy.

 

Poezja minionego roku przyniosła zadziwiający – choć niekoniecznie zaskakujący – wysyp liryki patriotycznej, zainspirowanej katastrofą samolotu prezydenckiego z 10 kwietnia. Dla tych, którzy śledzili poetyckie poczynania twórców takich jak Wojciech Wencel, Szymon Babuchowski, Jarosław Jakubowski czy Artur Nowaczewski, obsianie mediów elektronicznych wierszami o tematyce heroiczno-ojczyźnianej oraz religijnej było raptem wyjściem na światło dzienne jednego z silnie obecnych nurtów liryki minionych lat, któremu patronuje Jarosław Marek Rymkiewicz. Niedawne ogłoszenie przez niego wyboru pt. Wiersze polityczne uznałbym zresztą za jedno z najważniejszych poetyckich wydarzeń mijającego roku, choć jedynie w warstwie retorycznej. Dotychczas (wyłączając czołowych poetów zorientowanych społecznie młodszego pokolenia takich jak Szczepan Kopyt, Konrad Góra, Agnieszka Mirahina, czy Tomasz Pułka) słowa „wiersz” i „polityka” z trudem przechodziły przez usta oświeconych liryków walczącego egzystencjo-postmodernizmu. Słów tych zagoszczenie w głównym nurcie poleskiej poezji dzięki jednemu z jej „dinozaurów” być może ośmieli liryczne tuzy mijającego dwudziestolecia do śmielszych wystąpień na gruncie relacji między tym, co poetyckie i tym, co społeczne. 

 

Skoro zaś o relacjach tych mowa – ubiegły rok do czołówki twórców wyczulonych na meandry niejednoznacznych związków między indywidualnym i zbiorowym – dopisał dwa nazwiska. Przemysław Witkowski – zasłużony dotychczas jako krytyk i redaktor młodoliterackiego dodatku do miesięcznika „Odra” o nazwie „8 arkusz”, stanowiącego bastion poetów i poetek zaangażowanych – opublikował długo oczekiwany debiut książkowy pt. Preparaty, który – jakkolwiek stanowi rejestrację procesu chłopięcego dojrzewania – najważniejsze bariery na jego drodze sytuuje w domenie czynników społecznego ładu ze szczególnym uwzględnieniem dyskursu masowego. Nazwisko drugie to Kira Pietrek i jej pierwsza samodzielna książka Język korzyści, gdzie materialność ciała, medium tekstu i kobieca podmiotowość toczą walkę z kulturowym porządkiem męskiego „matrixu”. 

 

Jakie jeszcze tomy zasługują na uwagę? Na pewno nowe propozycje Bohdana Zadury (Nocne życie), Marcina Sendeckiego (Pół), Adama Wiedemanna (Dywan), Krzysztofa Siwczyka (Koncentrat), Joanny Mueller (Wylinki), Pawła Kozioła (Metale ciężkie), Mariusza Grzebalskiego (Kronika zakłóceń), Bianki Rolando (Modrzewiowe korony), Adama Kaczanowskiego (Szkielet małpy / Szept), Macieja Gierszewskiego (Luźne związki), Tomasza Pułki (Zespół szkół) i szeregu innych twórczyń i twórców starszej oraz młodszej generacji. 

 

W sposób szczególny chciałbym jednak wyróżnić dwie pozycje. Zbiór wierszy Romana Bromboszcza U-man i masa, który sprawia, że cyberpoezja – nurt liryki odwołujący się do filozofii posthumanistycznej – dotychczas traktowana jako wybryk na zachowawczym polu najnowszej poezji zyskuje dojrzały, niezwykle bogaty w postawy społeczne i filozoficzne materiał, mogący posłużyć za wzór dla profetycznej gry w przewidywanie kształtu liryki przyszłości, która oderwie się od swoich egzystencjalnych, metafizycznych i estetycznych przyzwyczajeń i postawi na penetrowanie kondycji podmiotów indywidualnych oraz zbiorowych z perspektywy nadchodzących zmian w technologii wyobrażeń na temat ciała, umysłu, jak również organizowania i zarządzania zbiorowościami. Druga pozycja to prozatorsko-liryczna, rewolucyjnie surrealna książka Andrzeja Szpindlera pt. Oko chce bardziej, niż chce tego wątroba!. Byłoby z mojej strony naiwnością, gdybym zaryzykował jednozdaniowy opis tego tomu. Powiem tylko tyle, że rozrywający na strzępy korę naszego mózgu skojarzeniowy strumień (nie)świadomości Szpindlerowej frazy pozwala żywić nadzieję, że literatura ma jeszcze spory zapas sił w walce przeciw opresji formatowania języka i zmysłów przez polityczny kapitalizm i kapitalistyczną politykę.

 

Gdy mowa o roku 2010 w liryce, to – poza znakomitymi tomami poezji – warto będzie zapamiętać go z jednego jeszcze powodu. Nastąpiło długo oczekiwane przebudzenie krytyki. Minione miesiące przyniosły dwa tomy esejów krytyczek młodszego pokolenia: Bumerang. Szkice o polskiej poezji przełomu XX i XXI wieku Anny Kałuży oraz Stratygrafie Joanny Mueller. Kałuża – krytyczka i badaczka literatury, towarzysząca nowej poezji od niemal dekady, ogłosiła zbiór tekstów wyraźnie inspirowanych nurtem cultural studies, gdzie liryka przestaje być postrzegana jako kanon utworów stanowiących kontinuum tropów i tematów obecnych w poprzednich odsłonach, lecz staje się punktem wyjścia do analizy przemian kulturowych współczesnej cywilizacji. Wiersze, które w polonistycznym porządku nie zasługiwałyby na zapamiętanie, nagle okazują się być niezgłębioną kopalnią wiedzy na temat kultury masowej, seksualności, podejścia do historii i wyobraźni przemieszczającego się podmiotu. Poezja nareszcie zwolniona zostaje z więzienia formy i puszczona wolno w szaloną przygodę po współczesnej rzeczywistości kulturowo-społecznej. Mueller natomiast to krytyczka i poetka wyczulona na drgania egzystencji, które przebijają się przez skorupę języka. Jej książka jest zbiorem osobistych wypowiedzi na temat fascynujących ją twórców (głównie awangardowych, neoawangardowych i zorientowanych lingwistycznie), a zarazem próbą oddania pojedynczości własnego życia w języku i poprzez język, w wierszu i poprzez wiersz.

 

Od pewnego czasu zapowiadana jest książka Pawła Kozioła Lata zerowe. Szkice o poezji najnowszej. Na ogłoszenie wciąż czekają tomy krytyczne Michała Kasprzaka i Radosława Wiśniewiskiego – najbardziej (obok wymienionych) wpływowych krytyków towarzyszących nowej liryce. Wreszcie krytyka poezji – prócz dobrze obeznanych twarzy starych hermeneutów i dekonstrukcjonistów – zaczyna mienić się barwami nowych języków. A już pojawiają się osobowości, które talentem i determinacją zdają się poświadczać, że to nie koniec zmiany dyskursywnej warty – jak choćby niespełna dwudziestoletni wrocławski krytyk Paweł Kaczmarski.

 

Zamykając powyższy przegląd pozwolę sobie na dwie obserwacje. Cieszy (przewidywalna do bólu) nagroda literacka NIKE dla Tadeusza Słobodzianka za dramat Nasza klasa. Wyróżnienie to stanowi finał pierwszego etapu uznania tekstów dla teatru za w pełni literackie, o które to uznanie przez całą minioną dekadę walczyli ludzie teatru pod wodzą niestrudzonych propagatorów książek z dramatami najnowszymi takich jak Roman Pawłowski, Małgorzata Sugiera, instytucji-wydawców wśród których szczególne miejsce zajęły TR Warszawa, Korporacja Ha!art i nasza Krytyka Polityczna. Nagroda dla Naszej klasy powinna zmiękczyć serca krytyków literackich, którzy przez lata upierali się, że polskie współczesne dramaty są może dobre na scenę, ale stojąc na półkach obok wybitnych powieści wyglądają jak ich szare cienie. Mam nadzieję, iż dostrzegą, że nawet najlepiej napisana powieść Jerzego Pilcha pod względem wagi dla analizy współczesnego świata  jest błaha w porównaniu do któregokolwiek z dramatów Pawła Demirskiego, nie mieszczących się zaiste w ramach polonistycznej poprawności.

 

Udany romans literatury najnowszej z teatrem, z jakim mieliśmy do czynienia w minionych latach ma szansę powtórzyć się w domenie filmu. W październiku mijającego roku doszło do dwudniowego sympozjum kilkudziesięciu czołowych reprezentantów środowisk literackiego i filmowego. Przyszłość pokaże, czy literatura śmielej niż dotychczas wkroczy na srebrne i złote ekrany. Niemniej spotkanie to pokazuje, że niejedno terytorium jeszcze zakażone być może czujną wyobraźnią rodzimy pisarek i pisarzy, krytyczek i krytyków. Oby. 

 

 

Komentarze
Dodaj nowy
Batistuta  - heheh   |20.12.2010 17:33:13
"Nie mieszczące się w kanonach polonistycznej poprawności" to taki
eufemizm na grafomanię, kompletny brak wrażliwości na słowo i nieudolne
operowanie frazą? Może dobrze by było, dla ścisłości, ukuć jakieś nowe miano na
to co zwykło dzisiaj udawać literaturę wyższą ? Może "postliteratura"?
Artur Nowaczewski   |20.12.2010 21:33:10
"Dla tych, którzy śledzili poetyckie poczynania twórców takich jak Wojciech
Wencel, Szymon Babuchowski, Jarosław Jakubowski czy Artur Nowaczewski, obsianie
mediów elektronicznych wierszami o tematyce heroiczno-ojczyźnianej oraz
religijnej było raptem wyjściem na światło dzienne jednego z silnie obecnych
nurtów liryki minionych lat, któremu patronuje Jarosław Marek
Rymkiewicz."

Igorze jak znasz jakiś mój jakiś wiersz o Smoleńsku to mnie
powiadom. W tym roku wydałem tomik pod tytułem "Elegia dla Iana
Curtisa".

Pozdrawiam.
Arabin  - Krzywe zwierciadło literatury współczesnej   |20.12.2010 23:10:44
Tekst ciekawy, ale mocno wybiórczy. O ile
autor dostrzega w poezji Rymkiewicza
czy Wencla, to w prozie skupia się wyłącznie na literaturze pokrewnej
ideologicznie. Gdzie choćby Wieczny Grunwald? Obił się echem nawet w KP.
Zaskakuje także przecenienie różnych słabych, nieistotnych pisarzy, a zwłaszcza
pisarek np. Ożarowskiej. Być może to kwestia przeceniania pewnej nowomodnej
estetyki przez autora tego zestawienia, nie wiem. W każdym razie, wychodzi
jednak dość krzywy obraz współczesnej literatury.
Dobro   |21.12.2010 11:06:59
Nie wiedziałem, że Odija wydał nową książkę w tym roku. Wiem już zatem co sobie
sprawić pod choinkę. :)

Dziwi mnie niezmiernie publicity książki Dominiki
Ożarowskiej. Kupiłem ją z zainteresowaniem, ale już po kilku stronach spoczęła w
kolekcji toaletowej i trwała tam niechętnie ruszana, aż jakiś wspaniałomyślny
łobuz bezwstydnie ją skradł. Książka krótka, ale ciężkostrawna, bynajmniej nie z
racji głębi i złożoności. Odczytałem ją jako brudnopis zblazowanej nastolatki,
bez pomysłu na najbliższy dzień. Spoko,niech sobie będzie, ale gadanie o tej
blazie jako cesze "generacji 89" to w moim odczuciu przesada. To prawda,
widzi się czasem, przemykające na oldschoolowych rowerach istoty, w
oldschoolowych okularach pozwalających przejrzeć istotę materii i związków
międzyludzkich, ale nie jest to ani nic nowego, ani odkrywczego, ani tym
bardziej ciekawego. Poczucie nonsensu nie pojawiło się nagle jak promieniowanie
z Czarnobyla, istnieje od zawsze i towarzyszy każdemu, raz, co jakiś czas.
Ot
opowiasta, do czytania na kiblu.
tajna  - :)   |22.12.2010 22:36:04
Nie chcę się wymądrzać, ale Z tego opisu Igora wyłania się jakiś przejrzysty
obraz, to na pewno. Obraz jako całość. Choć bez wielu innych książek, które
można było zobaczyć w empiku. Ale może tamte książki nie były takie ważne, skoro
i ja ich nie zapamiętałem:)? Do opisu Igora może bym dodał jeszcze Julka
Strachotę, który też opublikował nową książeczkę, Jasia Kapelę szeroko
dyskutowanego w internecie i Masternka.
tajna  - :)   |22.12.2010 22:38:34
No i zapomniałem o bardzo udanym "Instytucie" Żulczyka, również w ujęciu
społecznym.
rusznica   |25.12.2010 14:36:37
Stokfiszewski o Malanowskiej:
>Drobne szaleństwa dnia codziennego >Kai
Malanowskiej podejmują się zdania >sprawy z nużących paroksyzmów żeńskiej
dojrzałości w ustabilizowanym >społeczeństwie, które pod polorem swobody i
wolności jednostkowej skrywa >normy kanalizujące próby niestandardowych
samorealizacji

Chyba czytaliśmy jakąś inną ksiązkę, bo ksiązka Malanowskiej
jest przede wszystkim o DEPRESJI, DEPRESJI jako chorobie, a nie o
społeczeństwie wyyznaczajacym normy standardowej realizacji, w których nie
miesci sie depresja… rzadko udaje się opisać ten syf od środka… Potworne
jest takie spłycanie i "użytkowanie" literatury jak w KP.
Daimahreitong  - Szpindler?   |27.12.2010 19:34:36
Szpindler? Toż to bełkot - bez obrazy. Pułka? Sorrki, ale za dużo dragów, za
mało sensu. Kozioł? Ktoś to rozumie oprócz jego matki? Sorry, że tak brutalnie,
ale kolega Stokfiszewski dziwnie opisuje poezję.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.12.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.14535 Seconds