NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Pietrasiewicz: Bębniarze, rycerze, motocykliści. Jak Lublin walczył o ESK Drukuj
Z Tomaszem Pietrasiewiczem rozmawia Jaś Kapela   
08.07.2011

Jaś Kapela: Czytałem, że był pan pewien, że Lublin zostanie Europejską Stolicą Kultury.

Tomasz Pietrasiewicz*: Tak nie mówiłem. Mówiłem, że mamy bardzo dużą szansę na tytuł. I że robimy wszystko, żeby go dostać. Reszta już nie jest w naszych rękach, zależy od jurorów i okoliczności. 

  

rycerze_120.jpgPodobno na lubelskim rynku mnóstwo ludzi czekało na wynik konkursu na ESK. W Warszawie czy Wrocławiu chyba nie budziło to aż tak powszechnych emocji, na wynik czekali głównie bezpośrednio zaangażowani w pisanie projektu. 

Plac Farny w centrum Starego Miasta był tego dnia pełen ludzi, którzy przyszli specjalnie, żeby wysłuchać ogłoszenia wyników. Wszyscy mieli poczucie, że w Lublinie dzieje się coś ważnego i miasto zasługuje na ten tytuł. Stało się inaczej.

  

Jak pan ocenia powody?

Nie chcę szukać przyczyn na zewnątrz. Może to myśmy przypadkiem czegoś nie dopełnili? Czy rzeczywiście wykonaliśmy wszystko na dwieście procent? 

  

Teraz najważniejsze są odpowiedzi na kilka pytań: Czy stworzyliśmy mocne fundamenty, na których będziemy potrafili zbudować coś ważnego? Czy nasze pomysły będą mogły być dalej rozwijane? Czy to wszystko, co się wydarzyło, to był tylko słomiany zapał? Jednorazowy, piękny zryw? Rewolucja, która już gaśnie? Czy wola wspierania kultury, wyrażana przez władze, nie była koniunkturalna i związana tylko z konkursem?

  

Ta nowa sytuacja, w której musimy się odnaleźć, jest dla mnie fascynująca. Przegraną musimy potraktować jako szansę, a nie dramat. Przestać narzekać, że przegraliśmy i że wszystko się kończy, że znowu nas oszukali, znowu wschód, prowincja, Polska B. Przecież naprawdę dużo  osiągnęliśmy, bo zaczęto o Lublinie mówić, postrzegać nasze miasto w pozytywnym świetle.

  

Nie ma jeszcze uzasadnienia decyzji jurorów, a to ona może być podstawą poważnej analizy. Nie zgadzam się na rozpamiętywanie naszej przegranej w kategoriach „zwyciężyła polityka, bo Minister Kultury jest z Wrocławia”. Myślę, że to nie odgrywało zasadniczej roli. 


A na ile zwycięstwo Wrocławia było zwycięstwem pewnej wizji kultury? Wrocław wynajął agencję PR, która przygotował ładny prospekt referujący wszystkie zalety miasta. Marketingowo rozegrali to bardzo dobrze. 

Świetnie to rozegrali. Wrocław już jest europejskim miastem kultury. Co do tego nie ma wątpliwości. Ma dobrą infrastrukturę, dzieje się tam wiele. I wiele może się wydarzyć – za o wiele większe pieniądze niż wpisaliśmy w lubelskim projekcie ESK. 

  

My mogliśmy przeciwstawić temu przede wszystkim niebywałą energię społeczną, która udało się  obudzić poprzez ten konkurs. 

  

Ta energia naprawdę dawała jakieś szanse naszemu miastu. Na naszych oczach zaczęło się budowanie w Lublinie kapitału społecznego, którego tak bardzo brakuje w tej części Polski. Wszystkie badania pokazują, jak bardzo jest on niski, szczególnie tu na ścianie wschodniej. Wierzę, że po tym doświadczeniu ludzie w Lublinie zrozumieli, że działając razem, możemy zrobić naprawdę dużo. 


Kolega z Lublina mówił, że konkurs o ESK obudził wiele osób, które zaczęły coś robić. Czyli nie tylko powstawały plany, ale cały czas coś się działo w kulturze Lublina?

I to nie tylko w centrum czy na Starym Mieście, ale w różnych dzielnica Lublina, w klubach i bibliotekach osiedlowych. Ujawniło się też wielu społeczników. 

  

Bardzo pozytywną rolę odegrały media i środowiska, które wcześniej były niedostrzegane. Np. grupy fanowskie: miłośnicy kolei, folku czy fantastyki, bębniarze, nowi mieszczenie, rycerze czy motocykliści. Oni wszyscy stworzyli wspólny front batalii o tytuł ESK. To było fascynujące. 

  

Sam się wiele dowiedziałem o Lublinie. Kiedy zobaczyłem te grupy, dotarło do mnie, że nie znam miasta, w którym żyję. Zobaczyłem też siebie, gdy byłem w alternatywie teatralnej lat 70. i 80., w ruchu teatrów zaangażowanych, sprzeciwiających się temu, co się wtedy działo w Polsce. Ten rodzaj sprzeciwu wobec otaczającej rzeczywistości i szukanie własnej drogi w życiu odnalazłem właśnie w ludziach tworzących te środowiska. Oni nie definiują swojej niezgody w kategoriach politycznych, ale jest w nich coś ujmującego i bardzo autentycznego. Pomyślałem, że ja, który wyrastam z generacji, która budowała pierwszą „Solidarność”, powinienem coś zrobić, żeby szerzej pokazać te działania i je udokumentować.

  

No i udało się, dosłownie na kilka dni przed wizytą ekspertów z konkursu ESK w Lublinie Ośrodek Brama Grodzka wydał książkę Kultura szeroka – księga wyjścia. Bardzo chciałem, żeby zobaczyli ten wielobarwny i energetyczny Lublin, który był naszą siłą. Książka miała temu pomóc. Starania Lublina o tytuł ESK poparli też politycy, była zgoda na budżet przygotowany pod kątem ESK. Zaangażował się nie tylko prezydent miasta, ale też marszałek województwa. Większość lokalnych polityków zaczęła postrzegać kulturę jako coś ważnego, a nie tylko marzenia pięknoduchów. Coraz więcej osób zaczęło rozumieć rozumie, że kultura jest istotnym elementem życia miasta – tworzy jego infrastrukturę tak jak wodociągi czy internet. Mam nadzieję, że teraz już nie będę się musiał tłumaczyć z tego, że nasza praca jest potrzebna. 

  

Jurorzy, którzy przyjechali, zobaczyli Lublin „w budowie” - w wielu miejscach trwają remonty istniejących instytucji kultury oraz budowa nowych. W 2016 wszystko na pewno byłoby gotowe. 

  

Jak wyglądały przygotowania do walki o tytuł ESK? Powstały jakieś nowe instytucje, koalicje? 

  

Powstało Biuro ESK, które organizowało pracę nad aplikacją. Nasz projekt miał cztery osie programowe: „Miasto i wieś”, „Pamiętanie i antycypacja”, „Wobec Wschodu” i „Kultura wiedzy”. Nie wszystkie były przypisane do konkretnych instytucji. Na przykład „Kultura wiedzy” była związana ze środowiskiem uniwersyteckim. Zapraszaliśmy ekspertów z zagranicy, którzy oceniali naszą pracę. Odbyły się też m.in. warsztaty zorganizowane przez Res Publikę Nową w ramach ich projektu „DNA Miasta”. Doszło wtedy do stworzenia sztandarowego lubelskiego pomysłu, czyli Spoko, nieformalnej społecznej grupy różnych aktywistów i osób związanych z konkretnymi instytucjami, którzy zaczęli realnie wpływać na tworzenie aplikacji. 

  

Do tego dochodziła wymiana myśli na forach internetowych. Momentami nad aplikacją dyskutowało tyle osób, że nie dało się tego ogarnąć.

  

Biuro ESK poprosiło też o składanie projektów do aplikacji, nie tylko przez mieszkańców Lublina. Część z nich została włączona do aplikacji. To nie był konkurs, ale pomysł na jeszcze większe uspołecznienie. Takich projektów było kilkaset. To pokazuje, jak dużo osób się zaangażowało.


Trochę mi żal, że Lublin nie wygrał – właśnie dlatego, że zauważalny był ten rozkwit działań oddolnych. Rozumiem, że wspieranie takich działań ma być jednym z celów powstającego właśnie Centrum Spotkań Kultura, którego program ma pan pisać?

CSK z definicji miało być centrum spotkań kultur etnicznych. Ten tytuł powstał wiele lat temu i dziś niewiele znaczy, bo każda instytucja kultury powinna mieć kontakty międzynarodowe, to zupełnie naturalne, skoro jesteśmy w Unii Europejskiej. Dziesięć, piętnaście lat temu mogło to być coś wyróżniającego, dziś to norma. 

  

Dlatego pomyślałem, że należy w jakiejś części zredefiniować ten tytuł. To powinno być miejsce spotkań, ale takich kultur, które możemy zobaczyć tuż obok siebie, które są w mieście. Z jednej strony deskorolkowcy czy grafficiarze, z drugiej nowy cyrk i dziesiątki innych grup. Bardzo bym chciał, żeby udało mi się otworzyć tę nową instytucję właśnie na te społeczności, żeby gdzieś u samego jej fundamentu było wielkie otwarcie na te środowiska.


Czy pomysły na działania kulturalne, zawarte w aplikacji, będą teraz realizowane?

Dyskutowaliśmy o tym zaraz po ogłoszeniu wyników. Był taki szalony pomysł, że zrealizujemy  cały program zapisany w aplikacji. Ale to nie ma sensu. Wiele przemawia za tym, że należałoby pozostawić pracownie [które nadzorowały realizację czterech ścieżek programowych] jako ważny czynnik porządkujący projekty, które zostały zapisane w aplikacji Lublin ESK 2016. Tematy tych pracowni w jakiś sposób ogarniają wielowątkową tożsamość Lublina i są efektem długiej dyskusji, jaka odbyła się w trakcie prac nad projektem Lublin ESK 2016.

  

Mam nadzieję, że nie zmarnujmy tego wielkiego dorobku. Ukierunkowanie kulturalnego potencjału Lublina na nowy wielki cel  powinno jednocześnie wpisywać się w przygotowywaną właśnie strategię rozwoju kultury w Lublinie.

Program aplikacji Lublin ESK 2016 ukierunkowany był na zdobycie dla Lublina tytułu ESK. Teraz trzeba postawić nowy cel. Naturalne byłoby powiązanie go z tym, że w 2017 roku będziemy obchodzić 700 lat lokacji miasta. W XXI wieku, prawie 700 lat po pierwszej lokacji naszego miasta, kilka lat po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej mógłby powstać projekt Lublin 2017 będący jakby symboliczną drugą „lokacją” Lublina. Byłby to zwieńczenie rozpoczętego 700 lat temu wrastania Lublina w krąg cywilizacji europejskiej i stania się przez jego mieszkańców dojrzałą społecznością obywatelską, niezwykle aktywnie zmieniającą poprzez kulturę swoje miasto.

  

Program Lublin 2017 potwierdziłby naszą obecność w Europie i pokazał, że takie miejsca jak Lublin, leżące na odległych krańcach Europy również wnoszą swój wkład w jej kulturę i potrafią wykorzystać szansę, jaką stała się dla nich Unia Europejska. W 2017 roku mogłaby się odbyć symboliczna, druga lokacja miasta, tym razem oparta o kulturę. Kulturę pojętą jako narzędzie wielkiej, cywilizacyjnej zmiany dla Lublina.


*Tomasz Pietrasiewicz  – animator i reżyser teatralny. Twórca Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie. Autor programu Pracowni „Pamięć i antycypacja” będącego częścią aplikacji ESK. W roku 2008 odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

  

  

Wkrótce: ankieta wśród ludzi kultury Wrocławia - czego spodziewają się po ESK?

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05569 Seconds