|
Katarzyna Fidos (Krytyka Polityczna)Wątroba to słownik polskiego teatru po roku1997. Chciałabym zapytać o teatr którego Wątrobanie dotyczy. Brak w niej wielu teatrów tzw. „głównego nurtu”,dlaczego?
Roman Pawłowski*: Chodzipani o teatry warszawskie: Ateneum, Polski czy Współczesny?Rzeczywiście nie mają swoich haseł w książce, bo nie obejmujeona całości życia teatralnego. Ideą słownika było opisanienowych zjawisk w polskim teatrze, które pojawiły się w drugiejpołowie lat 90. a także twórczości artystów starszej generacji,którzy odgrywali w tym czasie ważną rolę, takich jak KrystianLupa, Jerzy Grzegorzewski czy Jerzy Jarocki. Sceny tzw. głównegonurtu nie mieściły się ani w jednej, ani w drugiej kategorii. Wokresie, którego dotyczy słownik czyli na przełomie XX i XXI wiekubyły martwe artystycznie, uprawiano tam myślenie i estetykę z lat60. To właśnie przeciwko tym scenom protestowało stowarzyszenieTransfuzja, które założyli w 2005 roku studenci AkademiiTeatralnej, Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Sztuk Pięknych.Jedną z ich akcji było stawianie zniczy pod „martwymi”teatrami. Wątrobaw jakimś sensie wyrosła z tych protestów, ponieważ inicjatorzyTransfuzji wzięli udział w tworzeniu słownika i mieli największywpływ na dobór haseł. To książka – manifest, trudno więcoczekiwać od niej obiektywizmu.
O antologii Pokolenieporno [Roman Pawłowski dokonał wyboru tekstów, przypred.], powiedział Pan, że nie jest to antologia najlepszych tekstówdramatycznych jakie powstały po roku 2000. Czy Wątrobato też nie jest słownik najlepszych polskich teatrów i twórców?
Tozależy od przyjętych kryteriów. Dla paru konserwatywnych krytykówartyści opisani w słowniku to najgorsza część teatru, bez którejbyłby on znacznie lepszy. Z antologią Pokolenieporno było trochęinaczej, niż z Wątrobą.Tam był mój autorski wybór, opublikowałem sztuki debiutantów,które może z punktu widzenia rzemiosła dramaturgicznego wzestawieniu z najlepszymi tekstami brytyjskimi czy niemieckimi sąniedoskonałe, ale były świadectwem swego czasu i budowały noweoblicze dramaturgii. Wątrobajest efektem wspólnej pracy grupy autorów i autorek. Wybrali oniartystów i zjawiska, które ich zdaniem kształtują nową twarzpolskiego teatru. Dziś większość z nich została już uznanaprzez krytykę i nierzadko włączona do mainstreamu. Trzeba jednakpamiętać, że jeszcze dziesięć lat temu większość krytykiodrzucała ich spektakle jako bezwartościowe. Ich ocena zmieniłasię od tego czasu diametralnie.
Maciej Nowak we wstępie gloryfikujepostawę twórców tego nurtu za odwagę w głoszeniu swoichpoglądów. To trochę warunek bycia uczestnikiem tego nurtu,natomiast dyrektorzy innych teatrów w poszukiwaniu widza kierująsię zgoła innymi przesłankami.Kryterium wyboru repertuaru jest liczba widzów. Pozwolęsobie przytoczyć wypowiedź dyrektora teatru olsztyńskiego (JanuszaKijowskiego, dyrektora Teatru im. St. Jaracza w Olsztynie): „wteatrze finansowanym z publicznych pieniędzy nie można wprowadzaćgwałtownych zmian, muszą one następować stopniowo, tak, żebywidz ich nie zauważył”.
Zabawne. Czylitrzeba oszukiwać widza i przemycać nowe zjawiska, żeby sięprzypadkiem nie zorientował? Widzę w tym lekceważenie publicznościi oportunizm. Jeśli chodzi o kryterium publiczności, nowy teatr niema sobie nic do zarzucenia. Artyści, których przedstawiamy w„Wątrobie” to nie jest margines dla wtajemniczonych. Przeciwnie:wystarczy zobaczyć widownię w Teatrze Polskim we Wrocławiu, którykonsekwentnie prezentuje twórczość artystów związanych z nowymnurtem (np. Jan Klata, Monika Pęcikiewicz, Wiktor Rubin, AgnieszkaOlsten) i tam, proszę mi wierzyć, problemów z frekwencją nie ma.To duża zmiana, pamiętam początek lat 90., kiedy teatryrepertuarowe świeciły pustkami. Krążył żart, że najczęściejwystawianą sztuką był w tamtym czasie „Spektakl odwołany”.Powrót publiczności pod koniec dekady lat 90. jest zasługąwłaśnie nowej generacji twórców, którzy odbudowali dialog międzyteatrem a społeczeństwem zerwany po upadku komunizmu, gdy teatrstracił swoją funkcję wolnościową i krytyczną wobectotalitarnego systemu. Odnowa teatru odbyła się zarówno napoziomie estetyki, jak i problematyki. Reżyserzy nawiązali donowych prądów w sztukach wizualnych, wprowadzili na scenę elementykultury popularnej. W ten sposób powtórnie osadzili teatr w jegośrodowisku kulturowym. Odnowili także tematykę – otworzyli teatrna problemy, z którymi społeczeństwo przechodzące z jednegosystemu do drugiego zaczęło się po raz pierwszy mierzyć, jaknietolerancja, kryzys rodziny, wykluczenie społeczne, korupcja. Towszystko sprawiło, że publiczność wróciła do teatrów, gdzienie fika się po prostu koziołków ku uciesze widza, tylko mówi osprawach ważnych.
Zajmując się tematyką społeczną,nowy teatr odebrał chleb teatrowi alternatywnemu.
Toprawda. Teatr alternatywny znalazł się w latach 90. w defensywie.Można było to zaobserwować na Łódzkich Spotkaniach Teatralnychczy krakowskich Reminiscencjach. Przestrzeń poszukiwań i wolnościzarówno politycznej jak i artystycznej przeniosła się zalternatywy do teatrów repertuarowych. To było coś nowego,wcześniej rewolucyjne idee rodziły się w grupach nieformalnych,jak Laboratorium Jerzego Grotowskiego, Cricot 2 Tadeusza Kantora czyTeatr Ósmego Dnia. Tu mamy nowe myślenie o teatrze w zespołowych,instytucjonalnych placówkach. Anna Augustynowicz, której spektaklZagłada ludu albo mojawątroba jest bez sensuwg Wernera Schwaba dał tytuł temu słownikowi, Grzegorz Jarzyna,Krzysztof Warlikowski, Jan Klata, Maja Kleczewska, Michał Zadara -oni wszyscy pracują w teatrach instytucjonalnych, niektórzy nawetsą ich dyrektorami. Tę możliwość zawdzięczają starszym kolegomi koleżankom, którzy na początku lat 90. obronili teatryrepertuarowe przed prywatyzacją. Paradoksalnie dzięki utrzymaniustarej struktury, mogła się narodzić nowa.
To przyczyna dla której nie ma wsłowniku teatrów alternatywnych np. Teatru Ósmego Dnia?
Ósemekrzeczywiście zabrakło, ale w słowniku jest drugie pokolenie teatrualternatywnego: Biuro Podróży, Porywacze Ciał, Cinema, PieśńKozła, Usta Usta, które zaczęło działać w nowej rzeczywistości.Są także grupy, działające na pograniczu między teatremrepertuarowym a alternatywnym, jak Wierszalin czy Montownia:utworzone przez twórców z profesjonalnym wykształceniem a zarazemposługujące się metodami alternatywnymi. Taki dobór hasełwynikał z osobistych zainteresowań autorów i autorek słownika.Odzwierciedla faktyczne zatarcie granic pomiędzy alternatywą iteatrem repertuarowym. Offowe zespoły uczestniczą dzisiaj w życiuteatralnym na równi z teatrami instytucjonalnymi, biorą udział wtych samych festiwalach, ich spektakle są zapowiadane w tych samychrubrykach w prasie. Co więcej, twórcy przepływają pomiędzyjednym światem a drugim, jak Paweł Szkotak, szef offowego BiuraPodróży a zarazem dyrektor Teatru Polskiego w Poznaniu. Wątrobajest pierwszą publikacją, która w takim stopniu pokazuje tęwymianę i jednoczy oba środowiska.
Nie ma samych Gardzienic, nie maChorei.
Chorearzeczywiście powinna była się znaleźć w Wątrobie,to przeoczenie, które naprawimy w kolejnym wydaniu słownika. Jeślichodzi o Gardzienice i Ósemki, oba zespoły należą do innejformacji teatralnej, nie związanej bezpośrednio z przełomem lat90. Ich działalność była zresztą szeroko opisywana ianalizowana, nie widzieliśmy potrzeby, aby dublować innepublikacje.
Wróćmy do głosów krytycznych wstosunku do nowego teatru. Podnosi się problem finansowania teatru zpieniędzy podatników. Na ile argument finansowy może stanowić owyborze określonego repertuaru w teatrze?
Misjateatru publicznego nie może ograniczać się do prezentacjispektakli dla jak największej liczby widzów. Właśnie obserwujemyna przykładzie telewizji publicznej jak kryterium oglądalnościprowadzi do obniżenia standardów i schlebiania niskim gustom. Napierwszym miejscu w publicznych instytucjach kultury powinna być ichspołeczna rola. Chodzi o to, aby teatr robiony za pieniądzepodatnika w sposób kreatywny i zarazem krytyczny opisywałrzeczywistość, inicjował dyskusje na ważne tematy, poprzezspektakle i inne działania zabierał głos w debacie publicznej.Teatry to przecież jedna z instytucji demokratycznego społeczeństwa,którą wyróżnia to, że posługuje się językiem sztuki.Większość scen głównonurtowych takiej misji niestety nierealizuje. Są to w dużej części przedsiębiorstwa rozrywkowefinansowane z publicznych pieniędzy. Nie różnią się wiele odcyrków czy multipleksów, które również mają dużą publiczność,jednak w odróżnieniu od teatru są przedsięwzięciami prywatnymi inikomu nie przychodzi do głowy, aby je finansować z podatków.Sytuacja zmienia się na szczęście, co odnotowujemy w Wątrobie.Powstają sceny prywatne, nastawione na zysk, następujespecjalizacja i myślę, że niedługo znów będziemy mogli mówićo misji publicznej w teatrach.
Pod warunkiem, że nie zostaną imodcięte źródła finansowania.
Tak by chcieliniektórzy politycy, którym marzy się prywatyzacja kultury.Niestety, w tym duchu wypowiadają się także krytycy nowego teatru.Mówią: eksperymentujcie, ale za własne pieniądze, w prywatnychteatrach. A ja pytam: gdzie – jak nie na publicznej scenie – mająbyć prowadzone poszukiwania nowego języka teatralnego, nowychtematów, metod aktorskich? Publiczne sceny powinny być nie tylkofabrykami spektakli, ale także laboratoriami, w których powstajenowy teatr, ośrodkami edukacji i kultury, gdzie kształci sięnastępne pokolenia widzów i twórców. Taki szeroki, publicznyprogram realizuje już parę scen w Polsce: np. Teatr Polski weWrocławiu, Polski w Bydgoszczy, Dramatyczny w Wałbrzychu, TRWarszawa czy Nowy Teatr. Wszystkie łączą działalnośćartystyczną z aktywnością na rzecz otoczenia publicznego. Tonajlepszy sposób na wydawanie pieniędzy podatników. Ichprzeciwieństwem są teatry, których zadaniem jest tworzenie tładla polityków i lokalnego establishmentu polityczno-biznesowego, cowidać zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. Myślę, że twórcy, októrych piszemy, w dużej mierze to zmieniają.
Czyli teatr powinien odgrywać rolęforum publicznego. Mam wrażenie, że wypowiedzi twórcówteatralnych przedstawionych w Wątrobie mająwspólny mianownik, którym jest szeroko pojęta lewicowość.
Tozależy, jak zdefiniujemy poglądy lewicowe. Jeżeli jako wrażliwośćna problematykę społeczną, na biedę, krzywdę, ból – to tak:twórcy z Wątrobysą lewicowi. Ale nie jest tak, że nowy teatr jest zideologizowany,że prezentuje jedną opcję. Myślę, że po prostu nazywanajboleśniejsze problemy i je dramatyzuje, bo taka jest jego rola. Mieliśmy tego przykład 10 lat temu, kiedy pojawiła się cała falasztuk o ludziach społecznie wykluczonych. Ten temat przejęlipóźniej inscenizatorzy, np. cała grupa reżyserów związana zWałbrzychem: Jan Klata, Maja Kleczewska, Monika Strzępka. To byłmoim zdaniem pierwszy tak silny głos w polskiej sztuce, wskazującyna negatywne konsekwencje reform rynkowych w Polsce, głos w imieniutych, którzy się znaleźli za burtą - niezadowolonych,sfrustrowanych. Niedługo później na tej samej fali frustracjiwyrósł sukces Prawa i Sprawiedliwości, partii przecież z gruntukonserwatywnej, narodowo-katolickiej. Trudno jednoznaczniestwierdzić, jakie barwy polityczne mają sztuki Pawła Demirskiegoczy spektakle Jana Klaty. Twórców z tego kręgu nie łączyprzynależność partyjna, ale krytyczny stosunek do rzeczywistości.
Niegdysiejsi buntownicy należą doestablishmentu.
To nieuniknionyproces: to, co było rewolucyjne w kulturze, zmienia się z czasem wmainstream i klasycznieje. Przedstawiciele nowego teatru naprawdęzmienili polski teatr, w 1997 roku mogliśmy powiedzieć o jednejscenie, że jest innowacyjna. Teraz jest ich kilkanaście. Ale byłobyźle, gdyby ta energia osłabła, zamieniła się w stabilizację,wygodne posady. Konflikt powinien być istotą sztuki. Myślę, żejuż pojawiają się twórcy, którzy dystansują się do tychniegdysiejszych buntowników i szukają swoich dróg.
Maciej Nowak mówi, że Wątrobazostała wrzucona do graciarni po polskim teatrze i burzy spokój idobre samopoczucie. Czyje w takim razie?
Wydajemi się, że nie tyle ten słownik, co przedstawieni w nim ludziezakłócili ustabilizowaną hierarchię, pewien system wartościobowiązujący w polskim teatrze. Zburzyli ucukrowane poglądy na to,co przystoi, a co nie, co należy, a czego nie wolno. Siłą rzeczyopisanie ich twórczości w konwencji słownikowej tworzy bardzosilną propozycję, do której następni badacze teatru będąmusieli się odnieść. To zakłócenie hierarchii dotyczy przedewszystkim poglądów na to, co to jest teatr, jak ma być robiony,jaka jest jego misja. Dla krytyki konserwatywnej i teatrów głównegonurtu głównym wyznacznikiem jakościbyło dotąd rzemiosło teatralne. Mowa o pewnym zestawiepsychologicznych chwytów aktorskich, dbałości o wymowę, ounikaniu potoczności i wulgaryzmów. Tu, począwszy od tytułowej„wątroby”, ten schemat został naruszony. Już nie chodzi tylkoo to, żeby dobrze mówić ze sceny i ładnie siadać na szezlongach,chodzi o to, co mówić i dlaczego. Zresztą i ta granica sięzaciera, ostatnio sceny, których nigdy bym nie podejrzewał osympatyzowanie z nowym teatrem wciągają jego twórców we własnąorbitę, np. Teatr Narodowy, który zaangażował Agnieszkę Olsten iMaję Kleczewską. Za parę lat może się okazać, że wszyscy robiąnowy teatr.
A nowy po nowym? Gdzie są szanse nakolejne rewolucje?
Nie potrafięsobie wyobrazić kolejnego przełomu, to są rzeczy niepowtarzalne,wynikające z napięć w kulturze i społeczeństwie w danej chwili.Takie napięcia miały miejsce w Polsce, właśnie pod koniecubiegłego wieku. Żeby odpowiedzieć na pytanie o kolejnąrewolucję, musielibyśmy przewidywać, co się stanie w naszym krajuw najbliższych 20 latach. Mam tylko nadzieję na jedno, że tenteatr, wyrastający z krytyki neoliberalizmu i kontestowaniazastanych form teatralnych pozostanie jednak wywrotowy. Że będzierównie krytyczny wobec Polski, jak wobec siebie. Nie ma nic gorszegoniż buntownicy zastygli w swoim buncie i powtarzający dawne piruetyjuż z łysinami i brzuchami. W polskim teatrze mamy przykładytwórców, którzy zachowali rewolucyjność myślenia. W końcu mamyJerzego Grotowskiego, który był absolutnym rewolucjonistą doostatnich chwil życia. Chciałbym, żeby ludzie tworzący dzisiejszypolski teatr mieli w pamięci lekcję Grotowskiego.
_________________
*RomanPawłowski – krytyk teatralny, publicysta „Gazety Wyborczej”,współtwórca i wykładowca Szkoły Laboratorium Dramatu wWarszawie. Redaktor tomów z dramatami współczesnymi: Pokolenieporno i inne niesmaczne utwory teatralne(2003) oraz Made inPoland (2006).Współredaktor Wątroby. Słownika polskiego teatru po1997 roku (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010).
_________________
Przeczytaj:spór o Wątrobę na łamach „Dziennika. Gazety Prawnej” oraz odpowiedź RomanaPawłowskiego na łamach stołecznego dodatku do „GazetyWyborczej”. Książka dostępna w sieci Empik, dobrych księgarniach oraz w cenie promocyjnej w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat (ul. Nowy Świat 63, Warszawa) i na stronie www.sklep.krytykapolityczna.pl.
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...