NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mrozek: W roli inteligenta Drukuj
Witold Mrozek   
08.06.2011

Od 1975 roku Emigranci Mrożka ciągle goszczą  na polskich scenach. Powracające w różnych wariantach napięcie „lud-elity”, kolejne fale polskiej emigracji (czasem dzielonej mniej lub bardziej słusznie na polityczną i zarobkową), wreszcie fakt, że do wystawienia dramatu wystarczy dwóch aktorów – to kilka z licznych możliwych powodów popularności tekstu o dwóch Polakach siedzących w piwnicznej klitce, gdzieś daleko od domu.


Na początku XXI wieku emigracja zarobkowa stała się zbiorowym doświadczeniem kolejnego pokolenia Polaków, dyskusje o pojęciu wolności – bo to między innymi o niej rozmawiają bohaterowie sztuki – są zawsze na czasie. Najnowsza, nowohucka inscenizacja Emigrantów – w reżyserii Wiktora Rubina – nie traktuje jednak o Polaku-wiecznym tułaczu, nie mówi też o niewolnictwie czy wolności, politycznej czy „duchowej”. Owszem, Rubin i dramaturżka Jolanta Janiczak zrobili spektakl o polskiej inteligencji – jednak znów nie o tym, jak to „mędrek” dogadać się nie może z „chamem”. Emigranci z Teatru Łaźnia Nowa są przedstawieniem o tym, w jaki sposób kategorie „inteligencji” bądź „ludu” konstruowane są jako społeczne role i wprzęgane w mechanizm sprawowania symbolicznej władzy.


Publiczność siada w kręgu – jest kameralnie i egalitarnie, nie ma pierwszych i ostatnich rzędów, nie ma środka i miejsc na uboczu. Krzysztof Zarzecki przechadza się między foyer a przestrzenią sceniczną, na głowie ma papierową czapkę z napisem „Inteligent AA”. Jego antagonistą, proletariuszem XX, jest Mariusz Cichoński – naturszczyk. Dialektyczne napięcie między zawodowym aktorem a amatorem pracuje tu co najmniej równie intensywnie, co wpisany w sztukę Mrożka antagonizm społeczny. Do zwyczajowej dwójki emigrantów dołącza suflerka. Podaje ona tekst, który rwie się i Zarzeckiemu, i Cichońskiemu; w końcu zaś wkracza na scenę, wchodząc w jedną z ról. Społeczne i sceniczne role odklejają się od aktorów.


W drugiej połowie spektaklu Rubin stosuje prosty, bardzo znaczący zabieg. Dochodzi do zamiany – Zarzecki staje się proletariuszem XX, a Cichoński inteligentem AA. „Inteligenckość” okazuje się nie być jakimś nimbem duchowego szlachectwa czy post-szlachectwa, odziedziczonym po przodkach razem z kapitałem kulturowym – które to rozumienie powraca we wciąż budzonych do życia upiornych sentymentach za inteligencją „prawdziwą, przedwojenną”. Bycie inteligentem nie jawi się u Rubina również jako etos społecznego zaangażowania, twórczego i odpowiedzialnego udziału w pracy kształtowania rzeczywistości. „Inteligenckość” jest rolą, atrybutem – jak papierowa czapka właśnie, która zdobyta w sprzyjających warunkach pozwala zgrabnie przypasowywać do rzeczywistości gotowe i wygodne formuły. Rubin za Mrożkiem wyciąga ich cały katalog – obłudna i protekcjonalna chłopomania idzie tu w zawody z estetycznym arystokratyzmem, postawy polityczne sprowadzającym do „kwestii smaku”…


Sprowadzając tożsamości bohaterów do społecznej funkcji, miejsca zajmowanego w – niby to  zawieszonej już przez sytuację emigracji – hierarchii, Rubin idzie wbrew przyjętemu w tradycji myślenia o Emigrantach przekonaniu, jakoby XX i AA byli pierwszymi „realnymi” postaciami w dramaturgii Mrożka – nie zaś typami czy po prostu reprezentacjami pewnych idei, biorącymi udział w scenicznej grze. Jeszcze istotniejsze przesunięcie związane jest z zakończeniem spektaklu. Zamiast odgrywania kończącego dramat chrapania plebejusza i szlochu inteligenta – oznak trwającego podziału niemożliwego do zasypania, wykonawcy rozbierają konstrukcję z wysokich stelaży, odgradzającą ich (oraz widzów) od rozległej przestrzeni teatru. Koło, w którym nieustannie tańczą ze sobą „pan” i „cham”, zostaje rozerwane. Wychodzimy z zaklętego kręgu.

 

 Tekst ukazał się na portalu e-teatr 

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89504 Seconds