NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mrozek: Kobiece kino z Sarajewa Drukuj
Witold Mrozek*   
11.09.2010
jej_droga_120.jpg

Luna, bohaterka filmu Jej droga bośniackiej reżyserki Jasmili Žbanić, ostentacyjnie przedstawiana jest jako kobieta na wskroś „nowoczesna” i „zachodnia”. Dobrze ubrana i krótko ostrzyżona. Ma świetną pracę, partnerski związek, a dla relaksu uprawia rafting i clubbing. Luna jest muzułmanką - ale islam nie wpływa na jej życie bardziej, niż Kościół na codzienność zlaicyzowanej europejskiej klasy średniej. Sarajewo widziane z perspektywy bohaterki wygląda wielkomiejsko, jak każda inna europejska metropolia. Gdy jej towarzysz życia, kontroler lotów Amar, traci pracę za picie na służbie, razem stawiają czoła temu problemowi.

 


Dotychczasowe szczęście przysłaniać zaczyna ciężar przeszłości - Luna i Amar są wojennymi sierotami. On - weteran noszący w sobie traumę utraty brata i zarazem towarzysza broni - przypadkowo spotyka kolegę z oddziału, Bahriję. Nie poznaje go jednak w pierwszej chwili - dawny kompan przeżył nawrócenie i dołączył do społeczności bośniackich wahabitów, głoszącej powrót do surowych islamskich obyczajów. Gdy bezrobotny Amar zatrudnia się jako nauczyciel informatyki w wahabickim obozie i zaczyna przyjmować sposób życia i idee tamtejszych „braci”, kryzys związku oraz konflikt z Luną są nieuniknione. Jego wzór - Bahrija - nie pije alkoholu, nie podaje ręki kobietom, a jego żona nosi czador.


Luna ściera się z Amarem nie tylko jako kobieta, ale również - a może nawet przede wszystkim - jako „zmodernizowana Europejka”, przeciwstawiona nowo nabytej fundamentalistycznej muzułmańskiej tożsamości swojego partnera. Pokazując historię kobiety, Jasmila Žbanić robi to z  jej perspektywy - dlatego można odnieść wrażenie, że przemiana Amara dokonuje się nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trudno jednak powiedzieć, że film przedstawia wyłącznie racje jednej strony, jak sugeruje na łamach „Przekroju” Michał Oleszczyk, nazywając Jej drogę „feministycznym słowem na niedzielę”.


Jej droga to oczywiście kino feministyczne. Daleki byłbym jednak od imputowania Žbanić kaznodziejskiego tonu. Fabuła, owszem, jest prosta i opowiedziana „po bożemu”. Jednak reżyserce nie sposób odmówić sporej empatii, z jaką traktuje ideowych antagonistów. Muzułmańscy integryści nie są tu automatycznie złowrogimi terrorystami, a ich kobiety - wyłącznie poniżanymi ofiarami ani ograniczonymi fanatyczkami. A i świat zachodniej modernizacji nie jest tu po prostu krainą światła - Luna widzi w nim brak głębszych relacji międzyludzkich, obserwując chociażby toksyczny związek swoich ultrazmodernizowanych, laickich i modnych znajomych. Bohaterka nie przyłącza się jednak do religijnej wolty Amara.  Jej droga to kino feministyczne - bo opowiada o kobiecie, która potrafi pozostać wierna swoim wartościom i w ich obronie ma odwagę podjąć trudną decyzję.


Przemoc jest u Žbanić wspomnieniem - bolesnym, ale coraz bardziej odległym. Nie ma jej na ekranie - i nie chodzi tu tylko o łatwe do pomyślenia retrospekcje z czasów wojny. Równie łatwo można by pomyśleć, że Luna stanie się ofiarą agresji - jeśli nawet nie partnera, to jego nowych ideowych pobratymców. Czasem na ekranie robi się trochę groźnie - chociażby gdy główna bohaterka chce opuścić wahabicki obóz, a okazuje się to chwilowo niemożliwe. Wahabici są w Jej drodze jak strzelba Czechowa, która w ostatnim akcie nie oddaje jednak  oczekiwanego strzału. Podobnie zresztą jest z wątkiem lotniczym. Luna jest stewardessą, oglądamy ją podczas lotów - i w  głowie widza „po 11 września” (ulubiona kalka wielu publicystów) musi przebłysnąć scenariusz zakończony efektowną eksplozją albo przynajmniej porwaniem.


Do niczego takiego nie dochodzi. Zamiast obwiesić się trotylem albo porwać ukochaną (z samolotem lub bez), Amar po prostu stoi na ulicy i patrzy, jak Luna odchodzi, choć - jak powiedziała - mentalnie to on od niej odszedł.  Znając przeszłość Amara, ciąg przyczyn i skutków, który doprowadził go do tak radykalnej przemiany - możemy zrozumieć, dlaczego to zrobił. Może i - jak ironizuje Oleszczyk - droga Luny jest „jedynie słuszna”. Ale rozumiemy także „jego drogę”.


Na koniec, nie mogę powstrzymać się przed zadaniem retorycznego pytania - czy polskie kino potrafiłoby coś takiego zrobić? Pokazać fundamentalizm religijny jako następstwo problemów społecznych, a nie diabolicznych knowań redemptorystów z Torunia? Spojrzeć na obrońców krzyża z Krakowskiego Przedmieścia z empatią i zrozumieniem tych społecznych uwarunkowań - bez bogoojczyźnianych uniesień i jednocześnie nie przez okulary Kuby Wojewódzkiego? A do tego jeszcze wszystko to połączyć z perspektywą kobiecą, nieobecną prawie w naszych filmach? Wszyscy znamy odpowiedź.

 

 


Jej droga (Na putu), reż. Jasmila Žbanić, prod. Austria, Chorwacja, Niemcy, Bośnia i Hercegowina, polska premiera: 10 września 2010

*Witold Mrozek - krytyk filmowy i teatralny, współtworzy krakowski Klub KP. 

Komentarze
Dodaj nowy
cursorium  - kto kogo radykalizuje ?   |13.09.2010 23:37:20
Żeby lepiej zrozumież co zmusza ludzi do tak radykalnej obrony siebie i swoich
wartości warto poznać przed czym się
bronią.

http://www.youtube.com/watch?v=NrChhQeV Nl4


http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/54/3 409/w-jutrzejszej-gp

oraz
poznać ich lepiej
http://wobroniekrzyza.wordpress.com/
michal.oleszczyk   |14.09.2010 09:46:44
Żeby było jasne: w moich ustach "feministyczne słowo na niedzielę" to
nie jest obelga — bardziej opis reżyserskiej strategii. Film uważam za całkiem
udany, mam jednak problem z postacią-niepostacią Amara, który od samego początku
ustawiany jest tak, by "jego droga" musiała wydać się widzowi
niesłuszna. W filmie jest np. scena, w której rodzina krytykuje Amara za jego
antymodernistyczą tyradę ("To mój dom, jeśli ci się nie podoba, możesz
wyjść!"). Luna nie zostaje skonfrontowana z taką krytyką - jej jedynym
antagonistą jest Amar, a że od samego początku jest on tylko cieniem postaci,
trudno mówić to o silnym, dramatycznym konflikcie.

Moim zdaniem film byłby o
wiele lepszy, gdyby aktor grający Amara miał charyzmę i był uwodzicielski:
wówczas i namiętność łącząca kochanków i trudne wybory, przed którymi staje
Luna, miałyby szansę zaistnieć z o wiele większą siłą.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 12.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.89024 Seconds