NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mościcki: Piękne dni Komuny Drukuj
Paweł Mościcki   
10.11.2010

Sample ImageDzięki Artowi Spiegelmanowi i jego Mausowi wiemy już, że komiks może mierzyć się z upiorami historii i opowiadać o jej niezabliźnionych ranach. Joe Sacco, autor m.in. Palestyny, od lat uczy nas z kolei, że w tym gatunku można podejmować dyskusję z problemami politycznymi współczesności, portretować miejsca konfliktu i pozostawiać świadectwo niesprawiedliwości. Krzyk ludu, wspólne przedsięwzięcie pisarza Jeana Vautrina i rysownika Jacquesa Tardiego, łączy oba te wymiary w jedną, dynamiczną całość. To komiks, którego polityczna aktualność zależy wprost od siły historycznej rewizji. Przywołując ważny epizod z dziejów walki o emancypację, autorzy starają się dokonać ważnego przesunięcia w porządku opowiadania przeszłości.

  

Głównym tematem francuskiego komiksu są wydarzenia Komuny Paryskiej, gdy po klęsce Francji w wojnie z Prusami w 1870 lud stolicy wzniósł bunt przeciwko nowo powstałej III Republice, domagając się powrotu do ideałów sprawiedliwości społecznej i emancypacji. Początkowo Komuna odnosiła same sukcesy i na kilka miesięcy udało jej się wprowadzić w stolicy coś na kształt demokracji bezpośredniej. Jednak zmuszenie Louisa Adolphe’a Thiersa – pierwszego przywódcy III Republiki – do wycofania się z Paryża do Wersalu oraz rozpoczęcie daleko idących reform życia społecznego okazało się początkiem jednej z najbardziej spektakularnych porażek w dziejach rewolucji. Wojska podległe władzy zmasakrowały powstańców, dokonując szeregu zbiorowych egzekucji, a w wyniku walk spora część stolicy uległa poważnym zniszczeniom (również w wyniku desperacji samych rewolucjonistów).

  

Opowiadanie o Komunie Paryskiej dziś wydaje się uwikłane w podstawową trudność: chcąc tworzyć mit walki o ideały sprawiedliwości (na który wydarzenia Komuny świetnie się nadają) trzeba zmierzyć się z istniejącym już mitem tego wydarzenia. Jak każda rewolucja, również i ta obrosła w liczne komentarze, interpretacje oraz artystyczne transpozycje. O Komunie pisał wiersze Arthur Rimbaud i Władysław Broniewski, analizował ją Marks i Lenin, dramatyzował Brecht a zekranizował niedawno Peter Watkins w swym wielogodzinnym arcydziele La Commune. Louise Michel, jedna z wielu kobiet zaangażowanych w walkę po stronie Komuny, stała się niemal tak samo ważną ikoną rewolucji, jak Che Guevara, a jej spisane wspomnienia zajęły trwałe miejsce w kanonie dziewiętnastowiecznej literatury, obok Historii Komuny Lissagaray. Czemu tak się dzieje? Komuna Paryska jak nic innego nadaje się na przykład rewolucyjnego Wydarzenia, w którym – jak chce Alain Badiou – dochodzi do szansy określenia polityki jako walki o uniwersalne ideały równościowe. Teksty francuskiego filozofa, w których konstruuje on całą „ontologię Komuny”, również weszły już do archiwum transpozycji i fantazji na temat tego wydarzenia.

  

Jak ujmują to paradygmatyczne wydarzenie w swym komiksie Vautrin i Tardi? Krzyk ludu czerpie garściami przede wszystkim z romantycznego mitu powstania oraz epickich wzorów opowiadania doprowadzonych do perfekcji przez dziewiętnastowiecznych pisarzy francuskich. Podobieństwo na przykład do Nędzników wydaje się wręcz zawstydzające. W komiksie indywidualne losy kilku wybranych bohaterów zostają zestawione z historycznym freskiem. Tak jak u Hugo inspektor Javert uparcie tropił Jeana Valjeana, tak też tutaj zastępca naczelnika policji Grondin uparcie tropi kapitana Tarpagnana, którego uważa za mordercę swojej przybranej córki. Każdy z nich ukrywa mroczny sekret z przeszłości i próbuje poprzez walkę w powstaniu albo pilną pracę na rzecz Republiki odzyskać straconą niegdyś godność.

  

Autorzy komiksu chętnie korzystają z rozpowszechnionego w dziewiętnastowiecznej powieści schematu „od galery do barykady”, który pozwala wygrać jednocześnie podejrzliwość wobec burżuazyjnego społeczeństwa i pokazać aspiracje biedoty. Ten wybór ma swoje zalety. Opowieść o wolnościowym zrywie mas przeplata się w Krzyku ludu z konkretnymi historiami, w których wezwanie do walki jawnie przecina istniejące podziały społeczne i pozwala ludziom z marginesu wyjść z przypisanych im ról. Niejeden przestępca postanowi skończyć ze swoim mrocznym zajęciem i w akcie ekspiacji za popełnione niegodziwości przyłączy się do słusznej sprawy. Niczym w epickim filmie nieustannie krążymy od szczegółu do ogółu, najważniejsze wydarzenia Komuny wybrzmiewają w indywidualnej opowieści albo w dialogach prowadzonych na ulicy. To przeplatanie się zbiorowej i indywidualnej historii pokazuje ciekawe konsekwencje wciąż zmieniającej się sytuacji. Najwyraźniej pokazują to losy inspektora Barthélemy, bezdusznego karierowicza, który lawiruje między walczącymi stronami, udając bez przerwy albo zaangażowanego komunarda albo oddanego republice obywatela.

  

Romantyczny schemat opowieści o wielkim historycznym wydarzeniu ma jednak duży mankament. W takim epickim fresku pozostaje mało miejsca na pokazanie tego, co w zasadzie Komuna proponowała, jakie zmiany polityczne proponowała, jakimi konkretnymi rozwiązaniami chciała przeciwstawić się klasowemu społeczeństwu dotychczasowej Francji. To w tym politycznym wrzeniu, pragnieniu samoorganizacji i instytucjonalizacji protestu leży prawdziwa wartość Komuny jako Wydarzenia. Wyłącznie ogólne przywoływanie słusznego gniewu ludu stawia chwilami komiks Vautrina i Tardiego na równi z musicalową wersją Nędzników, z której polityczna treść – a zatem i historyczna nośność – zupełnie wyparowała. Oczywiście dla polskiego czytelnika rzecz wydaje się prostsza. W kraju, gdzie stołeczny plac Komuny Paryskiej zamieniono na prac Wilsona, każde przypomnienie epizodu z dziejów rewolucji wydaje się mieć wartość krytyczną. Wskazuje przy okazji, że romantyczna narracja nie jest zarezerwowana wyłącznie dla dobrze urodzonych.

  

Problem jaki napotykają autorzy Krzyku ludu – ostateczne niepowodzenie w projekcie jednoczesnego rewidowania historii i upolitycznienia swojej opowieści – wydaje się jednak wskazywać na znacznie bardziej podstawową trudność. Być może jest tak, że polityki historycznej nie da się uprawiać politycznie, czyli nie można jednocześnie budować własnej tradycji historycznych Wydarzeń i problematyzować ich treści, ukazywać ich pełnej złożoności. A może tylko nie udało się to tym razem?

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79773 Seconds