|
Telewizyjni weterani doskonale pamiętają Mariolę Kaczorek, zalotną laborantkę z kultowego serialu W labiryncie. Grana przez Annę Wojton bohaterka zajmowała się głównie uwodzeniem kolegów z pracy, czasem dla niepoznaki pogmerała w probówkach, a kiedyś nawet spróbowała dostać się na studia. Jakiś czas temu twórcy telenoweli, Wojciech Niżyński i Paweł Karpiński, kazali tej postaci powrócić w kolejnej swojej produkcji – niemniej kultowym Klanie. Minęło dwadzieścia lat, Mariola nie jest już rozchichotaną panienką – a jednak nie zmieniła się aż tak bardzo.
Klan mimo upływu lat cieszy się popularnością i nie zanosi się, żeby zniknął z anteny jak Złotopolscy czy Plebania. Jedni oglądają, bo jest zwyczajnie i bez pretensji, inni mówią, że to tak złe, że aż dobre, jeszcze inni wsiąknęli parę lat temu i już zostali. Klan ma być życiowy, ale także misyjny. To serial, który edukuje i porusza ważne społeczne problemy. Czego tu nie było: zespół Downa, choroba Alzheimera, AIDS, rak piersi, homoseksualizm, molestowanie seksualne, alkoholizm, narkomania i handel żywym towarem. Polska rzeczywistość się zmienia, a my wraz z Lubiczami mamy się uczyć nowocześniejszego myślenia, otwartości i tolerancji. Tandem Niżyński/Karpiński wypowiada się za pośrednictwem serialu na jeszcze jeden ważny temat: pokazuje wzorce kobiecych i męskich ról społecznych.
Każda inna – wszystkie takie same
Od czasu do czasu ktoś się czepia Łepkowskiej, że w swoich scenariuszach (serialowych i fabularnych) utwierdza stereotypowy wizerunek kobiet: sama odniosła sukces, ale Marysi Zduńskiej albo Hance Mostowiak utrudnia wyrwanie się z kuchni. Przede wszystkim macierzyństwo, dom, rodzina – kariera zawodowa musi zejść na drugi plan, bo będzie źle. Karierowiczka zmieni się w sfrustrowaną megierę albo przypłaci niemądre zapędy samotnością i zmarnowanym życiem.
Co na ten temat mówią nam twórcy Klanu, którzy od lat rządzą wyobraźnią telewidzów i – zwłaszcza – telewidzek? Ich produkcja jest obecna na ekranach od 1997 roku – to rekord, jakiego na razie nikt w Polsce nie przebił nikt. Niedawno z okazji jubileuszu (dwutysięczny odcinek) prawie czteromilionowa widownia mogła obejrzeć nową, przewietrzoną czołówkę. Opakowanie się zmieniło – zawartość nie bardzo.
Nie sposób opisać wszystkich bohaterek pojawiających się na ekranie – ich galeria jest zbyt bogata. Mimo różnic są jednak do siebie dość podobne. Niby wykształcone, mają wyższe studia i gdzieś tam pracują, ale oglądamy je na ogół w scenerii kuchenno-domowej (w przeciwieństwie do mężczyzn pokazywanych raczej w gabinetach, za biurkiem albo na placu budowy). Elżbieta Chojnicka, żona współwłaściciela firmy budowlanej, prowadzi widmową aptekę, która dawno zniknęła z ekranu – że nadal istnieje wiadomo dzięki temu, że czasem ktoś o niej napomknie.
Bohaterka realizuje się jako żona, matka i babka gromadki wnucząt. Czeka na wszystkich ze śniadaniem przy perfekcyjnie nakrytym stole, żeby już za chwilę zaserwować obiad. Kiedy jej mąż Jerzy dotrze do swojej firmy, zastanie w niej wspólniczkę Renatę. Co prawda pojawia się ona w pracy, ale tylko po to, by wyskoczyć po pączki albo zwolnić się wcześniej: – Fryzjer – tłumaczy kolegom z rozbrajającym uśmiechem. Karierę naukowca robi żona lekarza i matka trójki dzieci, Krystyna Lubicz. Uczy studentów, tłumaczy książki i jest dziekanem, ale jeśli zjawia się na uczelni, to głównie po to, żeby przy kawie wymienić ploteczki z koleżanką.
Szwagierka Krystyny, pielęgniarka Grażynka, miała mniej szczęścia do nauki. Nie ukończyła studiów, bo nie zgodził się na to ze względu na dobro dzieci mąż Rysiek – niby obiekt żartów internautów, ale przecież chłop dobry z kościami i wspaniały ojciec, żaden patriarchalny potwór. Kobietę sukcesu reprezentowała w serialu właścicielka firmy kosmetycznej Beata – do czasu. Wszystko było dobrze, póki nie straciła z oczu tego, co najważniejsze, czyli rodziny. Mimo wyczerpującej i stresującej pracy widzieliśmy ją regularnie krzątającą się wokół obiadu (najwyraźniej zamożnych Boreckich – mąż bankowiec – nie stać na catering). Kiedy jednak zaczęła nadmiernie angażować się w obowiązki menadżerki, czekała ją równia pochyła. Beata stała się w znerwicowaną jędzą nafaszerowaną prochami, radykalnie odizolowała się od najbliższych i w końcu zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Oto są skutki rzucania się w wir kariery zawodowej.
Ponadpokoleniowa mądrość
Ostoją Lubiczów i Chojnickich jest przyszywana ciocia Stasia. Reprezentująca trzeci wiek repatriantka ze Wschodu ma męża i własne mieszkanie, ale na ogół przesiaduje na Sadybie: nie rozstaje się ze ścierką, zawsze jest na miejscu, żeby sprzątnąć, upiec albo zacerować. Scenarzyści przeszli samych siebie, kiedy z okazji Dnia Kobiet kazali panom obdarować bohaterkę fartuszkiem i garnkiem. Stasia wylewnie dziękuje – może i chciałaby się pożalić, ale nie ma do kogo, jak wyśpiewuje przeciw gramatyce Ryszard Rynkowski. Oczywiście z młodszymi członkiniami rodziny takie numery by nie przeszły, ale i one mają właściwy system wartości. Księgowa Zyta na początku zgrywa niezależną, szybko jednak mięknie i jeszcze zanim zostanie żoną Michała, już gotuje i opiera narzeczonego i jego dwóch synów (niech spokojnie obejrzą mecz). Kiedy wychodzi za mąż, od razu zaczyna – na razie bezskuteczne – starania o dziecko, w których kibicuje jej matka. Na widok skwaszonej miny córki pyta konspiracyjnym szeptem: – Dostałaś…? Oczywiście kulturalnej osobie słowo „okres” nie przejdzie przez gardło. Bez przesady z tą emancypacją – i tak dobrze, że Zytka chodzi do ginekologa.
Comeback w wielkim stylu
Jest wreszcie Mariola Kaczorek, która powróciła na ekrany po dwudziestu latach. Ostatnio widać ją rzadziej, ale wiemy, że powiodło się jej w życiu. – Mariolka, zrób kawki, kochanie – prosili koledzy farmaceuci z doktoratami z Labiryntu. W Klanie bohaterka, teraz już dojrzała kobieta, zajęła się tym zawodowo: została pomocą domową. A że miała dużo sprytu, udało się jej uwieść roztargnionego profesora – wiadomo, przez żołądek do serca. Mariola wyszła za mąż, została panią profesorową, urodziła syna. I przestała być postacią komiczną, którą pozostawała w świadomości widzów przez lata – właśnie zapracowała sobie na społeczny szacunek.
Zmienił się w Polsce ustrój, zaczął się wolny rynek, coś drgnęło w świadomości obyczajowej, a w Klanie nadal moralnym usprawiedliwieniem dla kobiecej bezdzietności pozostaje habit. Niby jest realistycznie, ale przecież nie pokazuje się tu typowej rodziny. Skonani po pracy bohaterowie nie spędzają każdej chwili przed telewizorem, nie wrzeszczą na dzieci i nie rzucają mięsem. Są kulturalni, widzą coś więcej niż czubek swojego nosa, płacą abonament i używają papierowych serwetek. Ten wzorzec cywilizowanej normalności, do jakiego widzowie mają aspirować, nie przewiduje jednak obyczajowych szaleństw: żaden z panów nie rzuci się, żeby ubijać za ciocię Stasię kotlety. Nawet najszlachetniejsza publiczna misja ma swoje granice – Niżyński i Karpiński pilnują ich dla nas od lat.
*Anna Mizerka – obroniła doktorat w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wyróżniona w konkursie im. J. J. Lipskiego. Publikowała m.in. w „Pamiętniku Literackim”, „Fa-Arcie” i „Twórczości”. Wkrótce w Universitasie ukaże się jej książka Kamp po polsku, a także przygotowana z Przemysławem Czaplińskim pierwsza antologia obcojęzycznych (głównie brytyjskich i amerykańskich) tekstów poświęconych kampowi.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...