NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Majmurek: Mężczyźni są zbędni Drukuj
Jakub Majmurek   
16.09.2011

Skóra, w której żyję, najnowsze dzieło Pedra Almodóvara, obfituje w zaskoczenia. Spokojnie, nie zamierzam ich wszystkich zdradzać czytelnikom. Mnie najbardziej zdziwiła pojawiająca się w napisach końcowych informacja, że film jest adaptacją powieści Tarantula Thierry’ego Jonqueta. Trudno sobie wyobrazić, by pokazywana przez Almodóvara historia mogła „zadziałać” gdziekolwiek indziej niż w kinie – a zwłaszcza w powieści. Tarantuli ani innych książek Jonqueta nie znam, wiem tylko, że pisał poczytne polityczne kryminały. Fabularny schemat filmu Almodóvara – pełen zwrotów akcji, makabrycznych wydarzeń, gwałtownych, sprzecznych emocji i targających bohaterami mrocznych namiętności – wydaje się jednak pochodzić nie z najbardziej nawet dalekiego od klasycznych wzorców kryminału, ale z angielskiego dramatu zemsty. 


skora_w_ktorej_zyje120.jpgGatunek ten był popularny w teatrze angielskim ery elżbietańskiej i jakobickiej (od panowania Jakuba I – 1603 – 1625). Fabuła, zwłaszcza u słabszych przedstawicieli gatunku, często sprowadzała się do swoistego „montażu atrakcji” okropieństw: zdrad, porwań, skrytobójstw, gwałtów, tortur, a nawet aktów kanibalizmu. Wszystko kończyło się ogólną masakrą, w której ginęła większość bohaterów. W gatunku tym tworzyli Ben Johnson, Thomas Kyd, a nawet Szekspir: Hamleta można odczytywać jako daleko posuniętą sublimację tej konwencji.

  

Dziś miotane namiętnościami postacie z tych sztuk wydają się groteskowe, trudno odbierać je poważnie. Doskonały pastisz gatunku stworzył Thomas Pynchon w powieści 49 idzie pod młotek – główna bohaterka, Edypa Maas, trafia na ślad tajemniczej organizacji Tristero, oglądając  przedstawienie The Courier’s Tragedy autorstwa niejakiego Richarda Wharfingera. U Almodóvara schemat dramatu zemsty, z całą charakterystyczną dla niego makabrą (i nowymi pomysłami – nowoczesna chirurgia daje metody torturowania bliźnich, o jakich się nie śniło XVII-wiecznym dramatopisarzom), także funkcjonuje w nie do końca poważnym, pastiszowym, kampowym rejestrze. Sam Almodóvar określa swój film jako kino grozy czy „mroczny thriller” – ale i te filmowe konwencje podane są tu w niezbyt poważnej formie.

  

Recenzenci narzekają, że Skóra, w której żyję rozczarowuje, że jest dziełem wsobnym, powtarzającym te same motywy. Poniekąd mają rację, ale trudno nie dać się uwieść temu filmowi. Jest dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Prawie każda scena jest małą perełką, doskonale posługująca się obrazem, montażem (zwłaszcza równoległym), muzycznymi leitmotivami – tym wszystkim, co tworzy urok kina poza fabułą i obok niej. Dopiero zanurzając się w pełni w zmysłowej przyjemności, jaką daje ten film, zawieszając pragnienie „racjonalizacji”, „uwiarygodnienia” pokazywanej na ekranie historii i postaci, można dostrzec, o co chodziło Almodóvarowi.

  

Bo Skóra… jest nie tylko zabawą w kino, ale niesie też ze sobą pewne myślowe stawki. Niestety wnioski, do jakich dochodzi tu reżyser, są bardzo przygnębiające (przynajmniej dla około połowy publiczności). Podstawowe przesłanie filmu brzmi bowiem: „mężczyźni są zbędni”. Trzej męscy bohaterowie – Vicente, Zeca i Robert zostają w różny sposób zneutralizowani i usunięci jako mężczyźni. Każdy z nich reprezentuje inny typ męskości, a wszystkie zostają tu na swój sposób podważone, ośmieszone, ukazane we własnej słabości. 

  

Vicente to męskość chłopięca, jeszcze niezwiązana z żadną realną ani symboliczną władzą, nieodpowiedzialna, niesforna, wolna, estetyczna. Napędza ją przede wszystkim pożądliwość zmysłowych wrażeń i sama stanowi obiekt zmysłowego pragnienia. Vicente to piękny prostaczek, trochę jak Wagnerowski Parsifal. Mieszka z matką, pracuje w jej sklepie z używaną odzieżą, bezskutecznie zaleca się do sprzedawczyni-lesbijki. Wieczorami włóczy się po Toledo na swoim motocyklu, imprezuje z kumplami, szuka dziewczyn, które mógłby poderwać. 

  

Męskość opierającą się przede wszystkim na zmysłowej pożądliwości reprezentuje także Zeca – ale o wiele mroczniejszą, naznaczoną agresją. Zeca pojawia się po raz pierwszy w filmie prosto z madryckiego karnawału, w stroju tygrysa. Od Blake’a („Tiger, tiger burning bright”) do Bataille’a („tygrys jest tym samym w przestrzeni, co stosunek seksualny w czasie”) literatura europejska pełna jest obrazów tygrysów uosabiających budzące przerażenie siły natury. Zeca jest jednak jednocześnie wcieleniem męskiej, witalnej, priapicznej energii i dużym, upośledzonym dzieckiem, które nie kontroluje swoich popędów.

  

Jest jeszcze trzeci mężczyzna – Robert, który prowadzi eksperymenty nad uzyskaniem odpornej na oparzenia i ukąszenia skóry. Sztywny i zimny, reprezentuje męskość ugruntowaną w rozumie – władzy i wiedzy, jaką on daje. Dom Roberta, gdzie rozgrywa się większość akcji, jest sterylną, gustownie urządzoną przestrzenią. Na ścianach wiszą wielkie reprodukcje tycjanowskich Wenus – wyidealizowane obrazy kobiecego piękna, bardzo odległe od dzisiejszych wzorców.

  

Robert jest wziętym chirurgiem plastycznym na przedwczesnej emeryturze, pionierem przeszczepów twarzy; modeluje twarze kobiet tak, by przypominały idealne obrazy z ikonosfery. I jego męskość ulega kompromitacji. Po pierwsze, zostaje obnażony jej sadystyczny rdzeń, przenikające ją pragnienie władzy i manipulacji. Po drugie, okazuje się ona bezsilna wobec namiętności. Robert, jak Pigmalion, zakochuje się w stworzonym przez siebie idealnym obrazie – w przeciwieństwie jednak do greckiego mitu nie kończy się to dla niego bajkowym „żyli długo i szczęśliwie”. 

  

Na końcu filmu pojawia się sugestia utopijnej kobiecej wspólnoty, która paradoksalnie może wyłonić się w efekcie popełnionych przez mężczyzn podłości. Jej centrum jest matka Vicente, sprzedawczyni używanych ubrań, które sama przerabia. Matka stoi na przeciwnym biegunie niż Robert – też poniekąd krawiec, krojący na żywo kobiece skóry i układający je w idealne formy, przywodzący na myśl mroczne ojcowskie postacie obcinające dzieciom palce wielkimi nożycami, znane z purytańskich bajek. I choć kobiecość tworząca tę wspólnotę jest skonstruowana i zdenaturalizowana, niezależna nawet od biologicznych kategorii płci, to nie ma w niej miejsca dla mężczyzn – nie są jej już do niczego potrzebni.

  

Taki obraz kobiecej wspólnoty nie jest niczym nowym w twórczości Almodóvara. Wizją podobnej utopii, do której droga także wiodła przez gwałt i przemoc, kończy się Volver. Jako męski widz nie widzę w niej dla siebie miejsca, ale jakoś nie mogę się oprzeć urokowi tego filmu.

 
Komentarze
Dodaj nowy
viking   |17.09.2011 11:45:51
Feminizm był jak dotychczas jedynym lewicowym tematem, który podejmowały na
witrynie KP kobiety (tak w komentarzach, jak i w felietonach). Teraz, gdy także
tym tematem zaczynają się zajmować mężczyźni, kobiety w ogóle zniknęły z tej
witryny. W tej chwili ich procentowy udział w tutejszych debatach, jest już
mniejszy niż na witrynach piłkarskich.
Nic dziwnego, że Majmurek, musiał
pocieszyć zwolenniczki feminizmu, bardzo przez nich lubianą opowieścią o
"zbędnych mężczyznach", którzy to albo są zbyt wrażliwi albo zbyt
falliczni, albo są żenujący dlatego, że "wyrywają laski na swój motor"
albo też dlatego, że są "dupowaci" i żadnej "wyrwać" nie są w
stanie; albo są przyziemnymi prostakami albo wielbią Wenus z obrazu Tycjana.
Każdy inny, wszyscy żenujący.
A ja myślę, że nie ma właściwszej metafory na
"męskość" oraz na pytanie o to czy mężczyźni są potrzebni, niż właśnie
Krytyka Polityczna.
Okazuje się bowiem, że nawet miejsce, w którym tak często
dostrzega się "dominację mężczyzn" w oparciu o ich liczebną przewagę w
różnych kontekstach społecznych, przewaga ta jest o wiele większa niż w
niejednym innym miejscu. Np. liczba felietonistek jest tu mniejsza niż liczba
parlamentarzystek w Sejmie.
Widzę tylko dwie możliwe odpowiedzi na pytanie:
"czemu tak jest" ? Albo ideologia szwankuje i okazuje się, że mężczyźni
są z reguły bardziej aktywni w sferze publicznej (a co za tym idzie, długo
jeszcze nie będą "zbędni"). Albo panowie z KP są jak Robert z filmu
Almodovara. Niby wrażliwi i oczytani, ale mają, posługując się językiem
Majmurka, "sadystyczny rdzeń" czekający na swe "obnażenie".
sam   |17.09.2011 21:27:00
Agnieszka Graff jest tu żeńskim rdzeniem, stałym i niezmiennym. Nie widzę uwiądu
jej aktywności.
szija  - ojoj   |18.09.2011 00:14:52
Persze prymo: zdecyduj się panie recenzencie jak ma na imię bohater - bo raz ma
na imię Vicente, raz Vincente. Ja prosty człowiek, aż się
pogubiłem.
"Niestety wnioski, do jakich dochodzi tu reżyser, są bardzo
przygnębiające (przynajmniej dla około połowy publiczności)." - to by z
kolei wyjaśniało, dlaczego pół sali (zapewne to drugie) śmiało się z tego filmu
do rozpuku.
Krytyk potyliczny  - pytanie   |18.09.2011 14:56:58
Musi ciągle u Was ten Majmurek pisać o filmach?
Felek  - Aktywnosci Graff   |19.09.2011 00:07:34
tutaj w ogóle nie ma, na stronie wiszą przedruki jej felietonów z "Twojego
dziecka". Nawet jednak uwzględniając ją czy Asię Erbel, procent kobiet nie
dorównuje nawet sejmowi PRL, nie mówiąc o dzisiejszym. Co do filmu natomiast,
trudno uznać, że uwspółcześniona wersja mitu o Pigmalionie i Galatei to coś dla
kobiet.
marcepan11  - Krytyka   |19.09.2011 02:06:27
Patrzę na felietony po prawej. Na 8 autorów tylko 1 kobieta. Krytyko i to mają
być parytety? Śmiech na sali, jak widać w tej branży jesteście bardziej
prawicowi od Kaczyńskiego ;)
Jozin Bazin  - mężczyźni u Almodovara   |19.09.2011 04:27:35
Podoba mi się interpretacja Jakuba, choć nieco odmiennie odczytuję masculinites u Almodovara. Myślę, że chodziło mu o ukazanie nie tylko pewnych typów
kulturowych czy psychologicznych, lecz także historycznych: poprzez
postaci Vincenta, Tygrysa i Roberta Almodovar opowiada historię okcydentalnej przemocy wobec kobiet. Piszę o tym szerzej na moim
blogu: http://ubiquitousandalmighty.blox.pl/2011/09/Moj-A lmodovar.htm
l
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 30.05043 Seconds