|
Oficjalnie koniunktura na Miłosza trwa w najlepsze i jest to, jak sądzę, koniunktura na dość precyzyjnie wytyczony cel: Miłosz, krajan Adama Mickiewicza i Józefa Piłsudskiego, orędownik wielokulturowości i Polski jagiellońskiej, ma być poetą spraw uniwersalnych, symbolicznym guru liberalnej polityki z zaliczonym po drodze epizodem antytotalitarnym. Reklamowana jako najważniejsze wydarzenie rocznicowego roku biografia poety pióra Andrzeja Franaszka uchyliła przed szerszą publicznością fakty z życia noblisty znane dotychczas jedynie bezpośrednim znajomym poety i ich ciekawskim studentom. W przeważającej części jest książką skupioną na opisie słabości i prób ich przezwyciężania, jakie z powodzeniem i niemałym kosztem podejmował Miłosz od lat chłopięcych po dojrzałą starość. Obficie cytowany, dostaje w książce głos i tym samym uzasadnić może – tym skuteczniej, że przemawiając z poziomu sztuki – własne wybory i perypetie. Dzięki temu niezaznajomiony z większą częścią twórczości Miłosza czytelnik ma wrażenie kompletności życiorysu, czy wręcz dotarcia do „istoty Miłosza”. Co sprawia jednak, że pomimo tego głosu, skomentowanego przez przywołanie natłoku postaci, faktów, dat i dokumentów książka ta budzi (w czytelniku takim jak ja) znudzenie i rozczarowanie? Dlaczego mam wrażenie, że jest to biografia oktrojowana przez dominującą w Polsce liberalną narrację i że mając do dyspozycji wzór pisania niepokornej biografii, wyznaczony przez książkę Kapuściński-non fiction Artura Domosławskiego, wzięła z niego tylko część metody, świadomie rugując pozostałe? Po części wynika to z przyjętej przez obu autorów strategii. Domosławski o zaufaniu, jakim obdarzył go Kapuściński, dopuszczając do swojego archiwum i podejmując z nim rozmowy, pisze dyskretnie i delikatnie. Franaszek zdaje się stwierdzać – zostałem wybrany (nie było lepszych?), pisze wręcz o obowiązku, któremu „pozostał wierny” przez dziesięć – dwanaście długich lat zbierania materiałów. Domosławski pisze o wątpliwościach, jest nieufny, konfrontuje relacje świadków. Franaszek stwierdza, że rozmawiał ze wszystkimi, którzy na temat Miłosza mieli coś ważnego do powiedzenia.
Domosławski do swojego bohatera podchodzi podejrzliwie. Franaszek swojemu bohaterowi przyznaje naczelną rolę, biorąc co gorsza literacką, autobiograficzną kreację za źródło wiadomości i anegdot, przez co czytelnik ma wrażenie, że miejscami po prostu autor przepisuje fragmenty z Rodzinnej Europy, Doliny Issy, Roku Myśliwego czy Alfabetu, a ciężar podejrzeń wobec własnego bohatera zamyka w stwierdzeniu – „ja bym tak nie zrobił”. Swojemu bohaterowi Franaszek zarzuca w zasadzie tylko jedno, czyli uporczywe lewicowe ciągoty. Opisując wstręt Miłosza do endecji, zasłania się jeszcze opiniami poety, młodzieńcze zaangażowania usprawiedliwia gorączką umysłu i charakterem podatnym na nowinki. Z ulgą natomiast wita intelektualny (bo zwrócony już w stronę metafizyki, a nie robotników) przełom, jaki dokonuje się u Miłosza w połowie lat 30. za sprawą wyjazdu do Paryża i kontaktu ze stryjem Oskarem. Problem z uznaniem poglądów Miłosza powraca jednak co i rusz. Biograficzna opowieść grzęźnie na stronach poświęconych polemikom, jakie przyszły noblista prowadził w czasach okupacji z młodszymi od siebie poetami z kręgu Sztuki i Narodu, w pobieżnie zarysowanej relacji poety z Tadeuszem Krońskim czy wreszcie w próbach usprawiedliwienia (z uwagi na poglądy polityczne) działalności Miłosza jako dyplomaty w służbie PRL. Franaszek powściągliwie relacjonuje rozczarowanie poety Solidarnością w 1981 roku, gdy ten widział już narodowo-katolicki kierunek, w jakim zmierza ruch, i zaprotestował głośno przeciw nazywaniu go poetą katolickim i pasowaniu na narodowego wieszcza. Sekretem w książce pozostaje również, jakim to „szczególnym rodzajem uwielbienia, wręcz kultu” otoczyła niewydawaną jeszcze oficjalnie poezję Miłosza grupa opozycyjnych intelektualistów skupiona wokół Barbary Toruńczyk i Adama Michnika.
Brakuje w tej biografii historii przenikania twórczości Miłosza do PRL i polityki władz wobec poety – zapisów cenzury i konsekwencji, jakie groziły za posługiwanie się jego nazwiskiem, choćby o przypadku Jerzego Andrzejewskiego, który na początku listopada 1960 roku mówił w Polskim Radio o Miłoszu, za co został niedługo później usunięty z PZPR i objęty zakazem druku. Jakimi kanałami przenikały do kraju teksty Miłosza? Wiadomo przecież, że komplet publikacji „Kultury” dostawało „z rozdzielnika” kilkadziesiąt osób, i że przynajmniej część z nich była z twórczością Miłosza na bieżąco. Egzemplarze oficjalnie wydawanych książek docierały też do niektórych bibliotek, i tam za specjalną zgodą (ale od kogo uzyskiwaną i w jakich okolicznościach?) mogli je czytać studenci.
Jednym z wątków przewodnich książki Franaszka jest historia relacji Miłosz – Herbert, przedstawiona niemalże jako konflikt tragiczny. Tymczasem w rzeczywistości to przecież spór wynaleziony i zmitologizowany przez prawicowych krytyków i samego Herberta na początku lat 90. Jeden z tych zastępczych, jałowych sporów, jakim czasami żyje literacka krytyka. Jeśli rzeczywiście szukać agonistów dla Miłosza, to wydaje się, że powinni byli nimi zostać Gombrowicz i przede wszystkim Tadeusz Różewicz. Cóż, jak widać, sidła zastawione w pierwszej połowie lat 90. niektórych nadal mocno trzymają. Pomimo 750 stron biograficznej opowieści o ostatnich piętnastu latach życia Miłosza nie dowiadujemy się prawie niczego. Czyżby brakowało wyobraźni, która mogłaby opisać „zwrot ku katolickiej ortodoksji”, która nie kłóci się z podpisaniem przez poetę listu w obronie uczestników krakowskiego Marszu Tolerancji? W jakim celu wydał Miłosz książkę Wyprawa w Dwudziestolecie, w której wraca do młodzieńczego sprzeciwu wobec stosunków społecznych II RP? Jaką wagę ma deklaracja zapisana w formie komentarza do Traktatu poetyckiego, w którym podkreśla zaangażowanie i społeczną rolę tego utworu? I jeszcze jedna uwaga – kilka lat po śmierci Miłosza można chyba wreszcie rzetelnie opisać sprawę kompromitacji związanej z pogrzebem na Skałce, a tym samym zakończyć wreszcie żałobę po poecie. Będzie to jednak wymagało zupełnie innej opowieści.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...