NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Lektury na lato (5) Drukuj
Magda Mosiewicz   
23.08.2011
Ważna książkS,M,L,XL Rem Koolhaas, Bruce Laua” to taka kategoria, która lekko paraliżuje.

Rutu Modan pisze/rysuje dobre książki, ale czy “ważne’?  Ważna – i wstrząsająca, choć momentami drażni dziennikarską manierą - jest The Great War for Civilisation. The conquest of the Middle East Roberta Fiska. A pogubieni frustraci w groteskowych komiksach Modan – to nie brzmi serio. A jednak Bliski Wschód ma taką rangę, że wszystko od razu jest ważne. Tak jak Polska jest od razu nieważna. Nic już się tu nie rozstrzygnie, nic porywającego się nie wydarzy. To “nic” najlepiej pokazane jest w filmie  Radu Munteana Wtorek po świętach. Wiem, że pytanie było o książkę, ale nie trafiłam na taką książkę jak ten film. Mimo że to rumuńskie kino, w punkt opisuje polską klasę średnią 20 lat po transformacji. Z polskich opisów Polski ważne są dla mnie Nie wierz nikomu Czycza, Utwór o matce i ojczyźnie Keff i wszystko Masłowskiej. I jeszcze - chociaż to znowu nie książka - wywiad-rzeka z Cezarym Michalskim. No ale to nie są świeże lektury, zwłaszcza Czycz.   Ostatnio jakby nic nie ma albo nic do mnie nie dociera.

Z rzeczy pisanych tam, gdzie jeszcze coś się może rozstrzygnąć ważne jest Co robić Cohn-Bendita - dowód na to, że można być odpowiedzialnym enfant terrible. Cohn-Bendit porządkuje moje zielone intuicje.

Ważniejsza jednak okazała się lektura, która podważa zielony kanon swiatopoglądowy. Wszystko, co pisze Rem Koolhaas uderza w mój eko-kręgosłup. Koolhaas to przede wszystkim architekt-gigant, ale też wydawca, który publikuje podobno jedną książkę dziennie. “Megalomania is a standard part of our repertoire” - takie credo wygłosił jeden z jego współpracowników. Megalomania nie jest eko, ale jest tak bardzo sexy. To tylko początek listy porywających pojęć, ciąg dalszy za chwilę nastąpi. Trudno oddzielić teksty Koolhaasa od jego projektów: budynków, dzielnic, całych miast, a nawet paneuropejskiej sieci energetycznej. Jego książki są genialnymi obiektami designerskimi  (ale nie dałam się aż tak uwieść, wszystko czytam we fragmentach rozsianych w internecie), a teksty mają power, rytm i dramaturgię, jakiej nikt nie spodziewałby się po inżynierze. Bo też zanim został architektem, był scenarzystą. Koolhaas pisze o miastach, w których ogniskują się przemiany zglobalizowanego świata. Zna je z pierwszej ręki, projektuje dla nich uniwersytety, centra transportu, butiki Prady, wieżowce Gazpromu, centralę chińskiej telewizji państwowej. Sam żyje w samolotach między Holandią, USA, Nigerią Emiratami, Rosją, Hong Kongiem, Indiami, Kazachstanem… Jego studio niestrudzenie startuje w konkursach, które w większości przegrywa. Niezrażeni projektują wciąż nowe wizje – gigantyczne i bezczelne. I – trzeba przyznać - zawsze z klasą. Koolhaas twierdzi, że w świecie bez wspólnoty to wielkie, imponujące projekty jednoczą, nadają znaczenie.

Teoria zrównoważonego rozwoju miast głosi: minimalizować ruch, zachowywać ludzką skalę budynków, chronić zabytki i historyczne układy urbanistyczne, zamykać centra dla samochodów, wspierać lokalny handel, organizować targi żywności produkowanej w najbliższej okolicy.

Według Koolhaasa efekt jest taki, że życie przenosi się gdzie indziej, a w centrach miast mamy muzelane skanseny dla turystów. Siłowa przemiana metropolii w retro-miasteczka to odwracanie się od realiów wspólczesności. Dla Koolhaasa „jakość życia” (podstawowe pojęcie  zielonej ideologii) to nie spokój, lecz ekscytacja. Jak jazda szybkim samochodem. Życie, energia, rollercaster, sprzeczności, wolność, zmiana, wyzwanie, spektakl,  nowość, płynność, chaos, natłok, przekroczenie, ekstaza, inspiracja, migracje, szybkość, zderzenie – to są słowa-klucze opisujące fascynujące miasta. A tylko w fascynujących miastach żyje się dobrze. Lagos wygrywa z Norymbergą.

Czytając Koolhaasa widać jak na dłoni, dlaczego ludzkość nie idzie drogą zrównoważonego rozwoju. Wprawdzie to jedyne rozsądne wyjście, ale to rollercaster jest sexy.


S,M,L,XL Rem Koolhaas, Bruce Lau

Lagos : How It Works Rem Koolhaas and the Harvard Project on the City

Delirious New York: A Retroactive Manifesto for Manhattan Rem Koolhaas

Mutations
Rem Koolhaas and the Harvard Project on the City, Sanford Kwinter and Daniela Fabricius, Stefano Boeri, Hans Ulrich Obrist, Nadia Tazi, Jean Attali, Moulier Boutang, Saskia Sassen, Bart Lootsma

W naszym cyklu pytamy pisarzy, artystów, naukowców, postacie życia publicznego o ważne lektury, jakie przydarzyły im się, w ostatnim czasie.
Komentarze
Dodaj nowy
kamil  - zrównoważony rozwój jest raczej wstrzymaniem natur   |24.08.2011 14:02:02
zrównoważony rozwój jest raczej wstrzymaniem naturalnej ewolucji urbanistyki.
Rzymianinowi nie śliło się, żeby zachowywać organiczny układ podbitego miasta,
skoro ortogonalny układ civitas jest praktyczniejszy. Człowiek renesansu też
chetnie przebudowywał swój dom, burząc ostrołukowe okna i wprowadzając
sklepienia lunetowe by mieć więcej światła w pomieszczeniu. Nie wiem skąd
pomysł, że reakcjonizm i konserwatyzm w architekturze jest dla ludzi najlepszą
drogą, a życie w eko skansenie przyjemne.
Krzysztof   |24.08.2011 21:28:35
@ kamil: pomysł w jakims stopniu np z Prutt-Igoe.

Co do Rzymian: może się
im nie śniło, bo prawie w ogóle sie nie przejmowali podbitymi miastami, tylko
budowali nowe na modelu obozu wojskowego. Rzymski model kolonizacji zakładał
współistnienie ludów podbitych w ich dawnych osrodkach oraz dodawanie osad
rzymskich, które zaczynano od obozu legionowego. Mogli zmieść jakieś mniejsze
osady i zmienić ich układ na ortogonalny co najwyżej, kiedy uznali, ze ten
właśnie teren ze względów geograficznych szczególnie nadaje się na obóz, ale to
nie była żadna przebudowa i ulepszanie podbitego miasta, tylko zmazanie lokalnej
przeszkody na mapie. Nawet ta ortogonalność nowego obozu jako ulepszenie układu
organicznego może sie nie obronić, jeśli zrozumiemy, ze skoro nadrzędnym celem
było szybkie zadomowienie armii i zbudowanie obozu, to przecież budując od zera,
choćby się chciało, to z definicji nie da się "organicznie".
Krzysztof  - @ kamil cd   |24.08.2011 22:38:58
Co do światła w pomieszczeniu i różnic między średniowieczem, a renesansem, to
np taki Lewis Mumford w "the City in History" duzo bardziej chwali
rozwiązania średniowieczne: brak szkła w oknach wprowadzał np bakteriobójcze
promienie UV.

Po drugie: w tych rejonach, w których renesans kwitł, człowiek
budował tak, zeby chronić sie przed nadmiarem swiatła i naprawdę nie wprowadzał
go więcej w renesansie, a tam, gdzie rzeczywiście potrzebował więcej swiatła
(północ), umiał sobie poradzic bez lunet juz wczesniej…

po trzecie: w czym
ostrołukowe sklepienie okna ogranicza światło ?

Po czwarte: w iluż to budynkach
mieszkalnych w gotyku stosowano okna ostrołukowe ? Były zarezerwowane prawie, ze
wyłącznie do budowli duzo wiekszych, które do swoich przez to też większych
okien mogły potrzebować takiego rozwiązania technicznego, jak nadproże
ostrołukowe, a nie płaskie, przeciętne budynki mieszkalne spokojnie radziły
sobie wykorzystując okna z nadprożem płaskim.

Po n-te: człowiek renesansu w
mieście już istniejącym jakoś drastycznie nie przebudowywał swego domu, chyba,
że był włoskim księciem i stać go było na któryś z dwóch nowych wynalazków
renesansu: willę podmiejską lub pałac miejski, ale już co do ich oświetlenia:
patrz p. 1 i 2

po n-te: a co swoją drogą wprowadził do urbanistyki i warunków
mieszkalnictwa wyżej wymieniony pałac miejski? - prostą ewolucję w kierunku
wielopiętrowych kamienic lokatorskich, krok po kroku do końca XIX wieku
pogarszających w końcu warunki życia w mieście: byle ciaśniej i więcej osób na
dane piętro.
Spokojny   |25.08.2011 15:55:40
Gratuluję autorce wskazania na ten tekst i poruszenia ważnego tematu. Dlaczego
ludzkość nie kroczy drogą zrównoważonego rozwoju? Dlaczego wolimy niebezpieczne
i szybkie samochody spalinowe, niż bezpieczne i ekologiczne elektryczne?
Dlaczego chcemy jeść mięso? Dlaczego mężczyźni w rodzaju Kahna mają wokół siebie
więcej chętnych kobiet niż najbardziej zaangażowani w obronę kobiecych praw
feminiści? Czemu w filmach fantastyczno naukowych tak wiele jest wojen,
księżniczek, królów i gigantycznych miast, a tak mało zrównoważenie
rozwiniętych, demokratycznie i rozsądnie zarządzanych, zharmonizowanych ze
środowiskiem matriarchalnych autarkii?
Czemu bezdomni całego świata
instynktownie dryfują na dworzec? Co jest takiego na dworcu, czego nie ma w
opuszczonej szopie albo starym zrujnowanym domu za miastem?
Utopie lewicy i
zielonych są super, ale mają jedną wadę. Odnoszą się wyłącznie do potrzeb. Ale
człowiek to nie potrzeby. Człowiek to pragnienia. Różnica jest zasadnicza.
kamil   |25.08.2011 16:13:11
Obawiam się, że zbyt dosłownie wziąłeś mój skrót myślowy, za co przepraszam.
Odnosząc się do Twoich argumentów:

Rzymianie przebudowywali wraz z rozwojem
większych ośrodków,co widać na przykładzie osad etruskich, kartagińskich,
galijskich, iliryjskich. Również lokalni przywódcy wraz z postępująca
romanizacją nadawali swoim osadom rysów rzymskich. Nie wiem również dlaczego
obóz wojskowy jest z natury ortogonalny?osady militarne Dorów, German, Słowian
czy Krzyżowców są organiczne wykorzystujące ukształtowanie terenu co jest
praktyczniejsze od rozwiązań rzymskich.

ad 1. Co do braku szyb w oknach nie
jestem wstanie opanować się od złośliwości, bo jak rozumiem promienie UV (które
są również rakotwórcze ) skutecznie ograniczyły wszystkie epidemie które
przetaczały się przez większość miast? Nota bene metoda produkcji szyb jest
znana od XIV wieku.

ad 2. Renesans nie jest wyłącznie włoski rozwijał się
również we Francji, Polsce czy Niderlandach gdzie raczej ciepło nie jest. A czy
radzono sobie wcześniej? może i radzono ale wyższość rozwiązań średniowiecznych
nad późniejszymi jest nie do obrony.

ad 3.czy ostrołukowe okna ograniczają
światło? tak, przy tym poziomie inżynieryjnym otwory te były bardzo wąskie, a
obawiam się, że nastąpiło tu pomylenie gotyku z neogotykiem gdzie powszechnie
stosowano konstrukcje stalową. Dopiero pod koniec XIX odkryto łuki paraboliczne
które dawały swobodę w kształtowaniu okiem łukowych.

ad.4 nie jest to radzenie
sobie, tylko wynikało to z uwarunkowań. niższe kondygnacje nie były
przebudowywane w budynku zastanym, ze względu na bardzo skomplikowany charakter
takiej operacji. natomiast gdy podnoszono budynek, tak stosowano ostrołuki.


ad.5 wystarczy popatrzeć na karków, w XV wieku w całości jest gotycki, a
dzisiaj?

ad.6 nawet mi się nie chce tego komentować.
Krzysztof  - @ kamil 1   |29.08.2011 02:10:33
Odpowiedź będzie w cześciach, mam nadzieję, że wszystko przejdzie, bo chwilkę to
potrwa…

Ok, przejdźmy na Ty.

Co do miast z epoki imperium Rzymskiego: sam
zahaczyłeś o to, że motywacje zmiany z układu organicznego na ortogonalny często
były duzo głębsze niż jednoznaczna utylitarność. Piszesz, że lokalni przywódcy
przy postepującej romanizacji nadawali "osadom rysów rzymskich". Tak, ja
widzę tu w bardzo dużym stopniu motywacje kulturowe.
Nie chodziło mi o to, że
obóz jest z definicji ortogonalny (choć to w tym wypadku logicznie wynika),
chodziło mi o budowanie osady od zera i za jednym zamachem, czy jakiekolwiek
planowanie takiej bądź to miasta, dzielnicy itp itd (a tylko tak Rzymianie
budowali obóz). Odgórną decyzją nie da się zbudować czegoś organicznego (a już
na pewno nie umieli tego Grecy, Rzymianie), za czym z definicji nie stoi jedna
decyzja tylko zbiór decyzji rozłożony w czasie.
Co do ludów starożytnych, to już
dość dobrze opisano, że za tym, jak planowały swoje miasta, osady, obozy stały w
dużej mierze motywacje pozafunkcjonalne, ortogonalność planu wtedy to nie
większa wygoda użytkowa poszczególnych mieszkańców, a symbolika np kosmiczna,
ortogonalnośc czy geometryczność obozu rzymskiego czy miast starożytnych to w
równym stopniu symbol porządku tak w armii, jak i symboliczne wskazanie miasta
jako centrum itp itd. Jest o tym trochę np w takich dwóch pozycjacj:L. MUmford:
City in History, C. Norberg-Schulz: Znaczenie w Archietkturze Zachodu (opis
Pałacu Dioklecjana)
Krzysztof  - @ kamil 2   |29.08.2011 02:19:34
ad 1. Kieruj ją więc pod adresem wspomnianego przeze mnie autora, nie ten punkt
jest jednak najważniejszy.

ad 2. Oczywiście architektura renesansu występowała
poza Italią, ale czy naprawdę lunety były dopiero tym, co wprowadziło na dużą
skalę światło do wnętrza? Santa Maria Novella Albertiego we Florencji wprowadza
do wnętrza zdecydowanie mniej światła niż francuskie katedry gotyckie, w ktorych
to z kolei światła jest jeszcze mniej niż w gotyckich katedrach angielskich.
Wyższość, niewyższość, ale kiedy potrzebowano go w katedrach na
"północy", to rozwiązanie średniowieczne umiało go dać więcej niż
renesansowe.

ad 3,4: Mówimy zasadniczo o sprawach użytkowych (piszesz o
wprowadzaniu światła do domu), możemy więc pominąć kwestie tego, czy w
katedrach, albo w pałacach, które poza tym pełnią mnóstwo funkcji tzw
"symbolicznych" nastąpiły jakieś zmiany w konstrukcji okien między
średniowieczem, a renesansem. Ta użytkowość jest interesująca i ważna w skali
mieszkalnictwa i tego, ilu tysiącom, milionom mieszkań coś zmiany dawały i czy w
takim razie wprowadzano je tam, czy nie. I ja na to odpowiadałem: przy takiej
rozpiętości, jakiej potrzeba dla zbudowania okna (okien) oświetlających
pomieszczenia mieszkalne radzono sobie byle belką, czy to kamienną, czy to
drewnianą, jeśli by chciano zamiast tego wprowadzić jakiekolwiek nadproże
ostrołukowe, łukowe, to tylko by ono zwiększało rozpiętość (widać to w innych
ustrojach, czyli w sklepieniach katedr: stosowano każdą dorme łuku dla
poradzenia sobie z rozpiętością, której przekrycie belkowe nia dałoby rady).
Więc, gdyby faktycznie w tylu oknach mieszkalnych stosowano z powodzeniem
nadproża ostrołukowe, to pewnie i do Xix w. i wprowadzenia żelaza nic by nie
zmieniono. A przecież ciągle stosowano nadproża belkowe, ostrołuki zostawiając
dla budowli innych niż przeciętne mieszkalne.

ad. 5: własnie patrzę przez okno
i dziś nie mamy już renesansu, było jeszcze 500 lat innych epok i innych prądów,
żeby go zmienić. Cały problem z twoimi argumentami jest taki, że zakładasz coś
mniej więcej takiego: epoka późniejsza = lepsze rozwiązanie techniczne = lepsze
rozwiązanie funkcjonalne = naturalna (i jedyna) motywacja do zmiany budowli =
zastosowanie tej zmiany. Cóż, renesans, a średniowiecze w kwestii np okien to
może i zadanie dla historyka architektury, ale takiego, który nie wychodzi poza
klasycznie rozumianą historię sztuki: tj opis zmian stylistycznych, nie zawsze,
a w zasadzie rzadko podążający jasno za nowymi rozwiązaniami technicznymi. Na
warunki mieszkania, życia w mieście, korzystania z architektury (budynku)
wpływały w dużo większym stopniu zmiany dokonujące się w życiu i strukturze
społeczeństwa czy uprzemysłowieniu. Czy forma renesansowego pałacu, potem
swobodnie przekształcająca się w kamienicę czynszową poprawiła jakość życia
ludności w miastach po średniowieczu ? Nastapiło wyraźne zagęszczenie przez to,
że zaczęto scalać mniejsze, średniowieczne działki przeznaczane wczesniej
(chociazby w Krakowie) na budynki "mniej więcej" jednorodzinne i na
nowych działkach budować budynki wielorodzinne. A w większości, jakie były
warunki życia do XIXw to szkoda gadać. A działki scalano nie dlatego, żeby
budować doskonalsze technicznie i dające więcej światła budynki, tylko dlatego,
że najpierw kupców i arystokratów we Włoszech od XV wieku było stać na więcej, a
potem by pomieścić więcej napływającej ludności

ad. 6: więc w zasadzie nie
powinienem Ci odpowiadać, ale zahaczyłem o to w punkcie 5.
Krzysztof  - @ kamil 3   |29.08.2011 02:21:23
7. nawet nie zahaczylismy o twój właściwy zarzut: "Nie wiem skąd
pomysł, że
reakcjonizm i konserwatyzm w architekturze jest dla ludzi najlepszą
drogą, a
życie w eko skansenie przyjemne."

Wklejam odpowiedź, którą napisałem za
pierwszym razem, ale strona nie chciała jej puścić:
 —  —  —  —  — 


Tyle na temat
błędnych wg mnie przekonań i argumentów, zaś co do tego, czy zrównoważony rozwój
"wstrzymuje naturalna ewolucję urbanistyki", to nie wiem i nie zamierzam
się kłócić w jakichś krótkich notkach, ale byle przeciwnik takiego stwierdzenia
bardzo łatwo by odpowiedział, że z "ewolucją" to kłócą się właśnie silne
i radykalne gesty, jak właśnie przebudowa całego miasta z układu organicznego
(czyli "ewoluującego, rozwijającego się w czasie, ad hoc do tymczasowych
potrzeb) na ortogonalny.

A już poważniej to utożsamianie zrównoważonego rozwoju
z pudrowaniem stylistycznym budynków mogło ujść na sucho koło 1966 i to też
mniej zorientowanym (bo wspomniany wyżej Mumford już na przełomie lat 50 i 60
domagał się czegoś w rodzaju zrównoważonego rozwoju miasta przy jednoczesnej
świadomości zysków, jakie dały modernistyczne mieszkania i co ważniejsze,
całkiem swobodnie łykał tzw "stylistykę modernistyczną" )

Koolhaas to
problemy późniejsze i naprawdę inna bajka, w każdym razie autorka tekstu wg mnie
całkiem dobrze rozumie, o co chodzi.
Chicago painter  - Chicago painters   |11.10.2011 05:38:38
nie znalazem odpowpiedzi na zadane pytanie :
w czym ostrołukowe sklepienie okna
ogranicza światło ?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.00623 Seconds