|
Strasznie nie lubię tego rodzaju książek i z wielkim bólem serca ją przeczytałem. A jednak przeczytałem, bo Dziwnologia Richarda Wisemana w sposób zupełnie obrzydliwy pobudza niezdrową ciekawość. Bo kto by nie chciał wiedzieć, jaki jest najśmieszniejszy dowcip na świecie albo idealny tekst na podryw? Oczywiście wszyscy chcieliby wiedzieć, choć zaczynając lekturę przeczuwamy już, że odpowiedź będzie brzmiała: nie wiadomo. Nie ma czegoś takiego jak najśmieszniejszy dowcip. A podryw nie zależy od najlepszego nawet tekstu. A jednak czytamy to, tak jak się czyta działy naukowe popularnych pism, w poszukiwaniu ciekawostek, z pomocą których można potem brylować na przyjęciach albo podrywać dziewczyny. Bo choć nie ma idealnego tekstu na podryw, to zostało naukowo zbadane, że większe szanse na udany podryw mają ludzie interesujący i z poczuciem humoru. Największym powodzeniem na zorganizowanych przez naukowca szybkich randkach cieszyła się dziewczyna, która swoich rozmówców pytała: „Gdybyś był dodatkiem do pizzy, to którym?”.
Niestety profesor Wiseman nie wyciągnął z tego badania ostatecznych wniosków i nie dowiemy się, co wynika z tego, jakim kto chce być dodatkiem do pizzy i czy wybranie konkretnego dodatku zwiększa nasz szanse na spodobanie się płci przeciwnej. A szkoda. Jestem przekonany, że te pionierskie badania ostatecznie przesądziłby o przewadze erotycznych właściwości karczochów nad szynką parmeńską. Naukowiec zadowolił się ogólnikami o tym, że za wspólnie przeżywaną wesołością idzie ramię w ramię poczucie bliskości i wzajemne zainteresowanie partnerów. Choć z książki Wisemana nie dowiemy się więcej o dodatkach do pizzy, to możemy za to przeczytać wiele innych bezsensownych i banalnych informacji. Okazuje się np., że ludzie o nazwisku Andrzej częściej mieszkają w miastach posiadających ich nazwisko w nazwie jak np. Andrzejów. Ale nie dlatego, że się tam rodzą, tylko przeprowadzają. Dowiadujemy się też, że duchy nie istnieją, a astrologia nie działa., natomiast przystojni przestępcy otrzymują łagodniejszy wyroki. Oczywiście Wiseman nie mógł się oprzeć, aby nie przytoczyć najbardziej popularnego szlagieru naukowego ostatnich lat, czyli eksperymentu więziennego Zimbardo, choć z dziwnologią nie wydaje się on mieć wiele wspólnego. Może dlatego, że dzwnologia nie jest żadną nauką, a jedynie średnio pomysłowym sposobem, jak dobrze sprzedać popularno-naukową pulpę. Niech przykładem będą poszukiwania najśmieszniejszego dowcipu świata, zorganizowane przez Wisemana we współpracy z Brytyjskim Towarzystwem Krzewienia Nauki. W ich efekcie powstała strona internetowa, na której ludzie mogli wpisywać najśmieszniejsze, ich zdaniem, dowcipy, gdy tymczasem inni ludzie mogli je oceniać. Pomysł absolutnie banalny, zważywszy, że tylko w polskiej sieci dałoby się tego rodzaju stron znaleźć kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Ludzie wrzucają dowcipy i można je oceniać. Nikt jednak nie nazywa tego szumnie „poszukiwaniem najśmieszniejszego dowcipu świata”. Właściwie cały ten eksperyment wyłącznie do nazwy się sprowadza. Albo może raczej do tego, jak za pomocą chwytliwej nazwy sprzedać siebie i swoją działalność mediom. Niewątpliwie tytuł „najśmieszniejszy dowcip świat” posiada duży potencjał klikalności. Współczesne media nie mogą go nie kochać. A co do dowcipu, to zapewne też chcecie go poznać. Więc proszę bardzo: Dwaj myśliwi idą przez las. W pewnej chwili jeden z nich osuwa się na ziemię. Nie oddycha, oczy zachodzą mu mgłą. Drugi myśliwy wzywa pomoc przez telefon komórkowy.- Mój przyjaciel nie żyje. Co mam robić? - woła. - Proszę się uspokoić - pada odpowiedź. - Przede wszystkim proszę się upewnić, że pański przyjaciel naprawdę nie żyje.Po chwili rozlega się strzał.- W porządku - woła do telefonu myśliwy. - I co dalej? Śmieszne? Umiarkowanie. A jednak takie są efekty badań naukowych Wisemana. Ani ziębią, ani grzeją. Do tego dochodzi jeszcze jeden ciekawy wątek. Otóż w toku badań postanowiono usunąć z bazy wszystkie świńskie dowcipy, gdyż nie dało się sprawdzić, kto będzie je czytał. A przecież nie chcielibyśmy zszokować żadnych dzieci. Dorosłych zresztą też nie. W tym fakcie ma zapewne swe źródło mdły styl naukowca, który stara się być zabawny, ale nie za bardzo. W ogóle jestem podejrzliwy w stosunku do książek dedykowanych mamie i tacie, w których podziękowania są dłuższe od wielu rozdziałów. Niestety dziwnologia nie ma również nic do powiedzenia na temat mojego uprzedzenia. Choć to też przecież piękny temat na badania. Jak w trzech krokach poznać, że książka będzie banalna? Dwa sposoby już wymieniłem. Trzeci pozostawiam do wymyślenia państwu. Dziś każdy może być dziwnologiem. Tylko po co? Oczywiście dla zabawy, pieniędzy i sławy. Badania, z których nie wynika nic, czego byśmy nie wiedzieli, można ładnie opakowane sprzedać. Tym zajmuje się Wiseman. Ładnym pakowaniem. Choć we mnie to opakowanie wzbudza raczej pewne obrzydzenie. Mimo wesołkowatego, mdłego tonu jest to bardzo przygnębiająca lektura. Opowiadając sobie dowcipy o blondynkach naprawdę zaczynamy o nich źle myśleć. One same zaczynają gorzej o sobie myśleć. A przecież nie chcielibyśmy żyć w świecie, w którym nie można opowiadać sobie dowcipów. A tak się dziwnie składa, że najśmieszniejsze są te dowcipy, w których ktoś wychodzi na idiotę. Większość ludzi oszukuje, gdy ma ku temu okazuję. A osoby żyjące w długoletnich związkach zazwyczaj nie mają pojęcia, kiedy ich partner kłamie. Być może zresztą dlatego tym związkom udało się przetrwać. Miliony, jeśli nie miliardy, ludzi na świecie wierzy w astrologię i inne przesądy. Ponad połowa kleryków po wygłoszeniu kazania o dobrym Samarytaninie, nawet się nie zatrzymała, gdy na swojej drodze spotkała potrzebującego. Itd. itp. Wszystko to bardzo ponure, ale Wiseman nie chce burzyć naszego dobrego samopoczucia, więc w ostatnim rozdziale podaje, które z opowiedzianych przez niego ciekawostek najlepiej nadają się do brylowania na przyjęciach. Taka to i nauka. Na nudne imprezy. Dlatego łatwo zrozumieć dziennikarzy, którzy poprosili Wisemana pozującego do zdjęć: „Czy facet przebrany za naukowca, może przesunąć się trochę w lewo?”. Dziwić może natomiast jego protest: „Ja jestem naukowcem”. Naprawdę? To czemu wykreśliłeś z bazy świńskie dowcipy? Albo szukasz prawdy albo organizujesz zabawy dla dzieci. Zdania kończącego książkę Wisemana: „Razem zwalczymy nużące rozmowy i ożywimy najbardziej ospały wieczór”, wolałbym nie uznawać za manifest jakiekolwiek naukowca. Nawet dziwnologa. ________________ Richard Wiseman, Dziwnologia. Odkrywanie wielkich prawd w rzeczach małych, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...