NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Hrapkowicz: Ślepa furia Przemysława Wojcieszka Drukuj
Błażej Hrapkowicz   
18.04.2011

restart_120.jpgCzytając wywiad Łukasza Maciejewskiego z Przemysławem Wojcieszkiem w kwietniowym numerze „Filmu”, miałem nieodparte wrażenie déjà vu. Gdzieś już widziałem te ogniste frazy na pohybel polskiemu środowisku filmowemu, a przynajmniej sformułowania im podobne; może nieco łagodniejsze w formie, ale bardzo zbliżone. Długo nie musiałem grzebać w pamięci. Porównajmy: „W polskim kinie nie ma prawdy. Nie ma dążenia do niej. Kino jest infantylne” - „Większość filmów powstałych po 1989 roku jest anachroniczna, infantylna, zachowawcza”; „Dlaczego nie ma filmów o pedałach, Żydach, osobach upośledzonych albo wykluczonych?” - „[Kino powinno] otworzyć się na „świat niesfilmowany” – współczesną polską religijność, historię najnowszą, seksualność, zmysłowość, na to, co inne i wykluczane”; „Chciałbym, żeby [kino] było odważne i bezlitosne. Chciałbym, żeby przeorało ten kraj” - „Kino […] zmusza […] do refleksji i prowokuje zmiany”. Pierwszy cytat w każdej parze to słowa Wojcieszka. Drugi to fragment manifestu think tanku „Restart”, do którego sygnatariuszy sam się zaliczam.

Nic, tylko przyklasnąć. Wojcieszek trafia celnie, kiedy mówi, że polskie środowisko filmowe jest wsobne i konfomistyczne, pełne szkodliwych układów, przeżarte uprzedzeniami, przeciwne twórczości odważnej i poszukującej. Jako „Restart” nie moglibyśmy się z reżyserem Made in Poland” bardziej zgodzić. Ale oto czytam inny fragment wywiadu, w którym Maciejewski pyta Wojcieszka o „Restart” właśnie. I dowiaduję się, że nasz „pokraczny manifest” to „wydumane dyrdymały”. Czytam, że za naszym tekstem „nic nie stoi”, bo nie ma on pokrycia w żadnym dziele filmowym; że „czas manifestów minął”, więc powinniśmy przestać „pieprzyć”; że młodzi ludzie na całym świecie kręcą własnym sumptem znakomite, mocne kino, więc pownniśmy raczej wziąć kamerę i zobaczyć, co nam z tego wyjdzie. Konkluzja jest bezlitosna: „Przełomy w kinie mają sens tylko wówczas, kiedy teoretycy proklamujący nowe idee mają coś do pokazania”.

Kręcę głową z niedowierzaniem. „Wydumane dyrdymały”? To bardzo ciekawe, zwłaszcza w kontekście podobieństw między diagnozami Wojcieszka a naszymi obserwacjami. Zgoda, manifestu nie podpisał żaden filmowiec, nie możemy się też jeszcze pochwalić żadnym filmem, który powstałby przy naszym udziale. Ale tekst nie wyszedł tylko spod piór teoretyków i krytyków - Kuba Woynarowski, Weronika Szczawińska, Bartosz Frąckowiak i Ana Brzezińska to artystki/artyści, które/którzy z powodzeniem łączą zainteresowania teoretyczne i artystyczne. Są żywym dowodem na to, że teoria może zasilać praktykę i odwrotnie. To oczywiście wspaniale, że technologia umożliwa dziś kręcenie filmów tanim kosztem i poza oficjalnymi strukturami. Takie kino jest bardzo potrzebne. Ale w jaki sposób dyskredytuje to teoretyczne postulaty - nie mam zielonego pojęcia.

Nasza propozycja jest ofertą partnerską: chcemy pomagać filmowcom rozwijać ciekawe tematy i pomysły, pracować z nimi nad warstwą ideową i kontekstową, naświetlać problemy z różnych stron, mając świadomość, że ostateczne decyzje należą do artysty. Już współpracujemy z kilkoma twórcami, czytamy scenariusze, jesteśmy nieformalnymi „konsultantami”. Wychodzimy od teorii, bo jeśli pragnie się wpływać na rzeczywistość, warto najpierw nazwać jej choroby, a następnie wytyczyć możliwy kierunek zmian. Kolejnym etapem jest oczywiście praktyka i do tego w „Restarcie” zmierzamy. Kuba Mikurda, Jakub Majmurek i Kuba Woynarowski będą realizować filmowy esej w technice found footage, który stanie się cześcią wystawy Gdzie jest człowiek w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Część z nas myśli o kręceniu własnych filmów. Ale nawet jeśli skupiamy się przeważnie na praktyce - z braku lepszego słowa - konsultanckiej, nie uprawnia to w moim przekonaniu do mieszaniu „Restartu” z błotem. Nie każdy musi chwytać za kamerę!

Największe zdumienie budzą we mnie jednak inne słowa Wojcieszka. Okazuje się bowiem, że najodpowiedniejszym dla członków i członkiń „Restartu” miejscem jest kozetka psychoanalityka. Wojcieszek grzmi: „Ogłaszanie manifestu, w którym nie ma niczego poza kompleksami autorów, to jakaś żenada”. Matko przenajświętsza - myślę przerażony - źle z nami! Ale spokojnie, jest nadzieja: „Rozumiem i w pewnym sensie rozgrzeszam młodzieńcze marzenia o działaniu w grupie, które wynikają z kompleksów, braku pewności siebie i strachu przed dorosłymi” - mówi Wojcieszek z miłosierdziem godnym Tomasza Terlikowskiego. Poczucie ulgi (jednak dostąpimy zbawienia!) szybko ustępuje miejsca kolejnemu déjà vu. Przecież to wypisz, wymaluj stereotyp, który pokutuje w Polsce od dawna: krytyk/teoretyk jako zakompleksiony impotent twórczy, który brak talentu i pewności siebie rekompensuje krzykiem. Podobnymi żenującymi słowami zareagował na manifest „Restartu” Krzysztof Zanussi - reżyser będący częścią establishmentu filmowego, przeciw któremu Wojcieszek tak płomiennie występuje.

Proszę mnie źle nie zrozumieć: chociaż jako krytyk nie mam wielkiego przekonania do twórczości Przemysława Wojcieszka, bardzo mu kibicuję. Też jestem wkurwiony na polską rzeczywistość i cieszę się, że jest w kraju reżyser, który nie tylko głośno mówi, co jest nie tak, ale jeszcze stara się robić swoje poza systemem. Ale nie mogę powstrzymać zdumienia, kiedy widzę, jak Wojcieszek wymachuje maczugą we wszystkie strony, raniąc swoich potencjalnych sojuszników. Nie mogę się nadziwić, kiedy reżyser pielęgnujący modernistyczne ideały („twórca musi być outsiderem”) twierdzi, że manifest - forma modernistyczna - nie ma dziś racji bytu (co zatem z Arturem Żmijewskim?). Jestem zaskoczony, że reżyser, który słusznie utyskuje na neoliberalne kalki myślowe (odsyłam do wywiadu w „Dwutygodniku”), wyśmiewa ideę wspólnotowego działania w iście neoliberalnym stylu. Gdzie tu konsekwencja?

Kultywując ortodoksyjny kontrkulturowy ideał oporu, w myśl którego sprzeciw może być artykułowany tylko na skrajnych marginesach, Wojcieszek doktrynalnie odrzuca inne pomysły. Autor Made in Poland prawdopodobnie ma rację, mówiąc, że Juliusz Machulski i Jacek Bromski wyśmieją manifest „Restartu”. Tylko jakie to ma znaczenie? Jesteśmy świadomi, że samymi słowami nie zreformujemy systemu. Ale od słów wypada zacząć i to właśnie robimy, starając się równocześnie działać poza instytucjami. Wojcieszek jednak twierdzi, że pracujemy tak naprawdę na korzyść polskiej wierchuszki filmowej. W ustach człowieka, który bije w naszą inicjatywę przy użyciu argumentów stosowanych właśnie przez tą wierchuszkę, brzmi to niestety co najwyżej groteskowo.

  

Komentarze
Dodaj nowy
wordsinvaders1   |19.04.2011 10:39:10
restart to szczytny cel i ani jednej oryginalnej idei w tym projekcie. ani
jednego pomysłu. ani jednej praktycznej dyrektywy, która odnosiłaby się do
codziennej praktyki filmowej. nie dziwi brak zainteresowania filmowców. restart
nie ma nic do zaoferowania. powtarza dawne diagnozy, nawołuje do tego, do czego
już nawoływano. i co najważniejsze w żaden sposób nie znalazło sposobu na
najważniejszy problem: produkcję. szczytne idee nie kręcą filmów! stwórzcie
choćby festiwal, choćby jakąś szkołę. coś co pomoże przy pomocy osób parających
się teorią i praktyką choćby przemyśleć dobrze przyszły film albo go zrobić. i
co najbardziej zabawne w tym restarcie, że filmy będą kręcić jego proklamatorzy.
;)) nic dodać nic ująć.
wordsinvaders1   |19.04.2011 11:08:42
i chyba tę indolencję najlepiej widać w planach: film found footage! eheh no tak
wystarczy trochę archiwaliów, mocny komp do montażu i mamy film. panowie,
panowie. zrestartujcie i bardziej realistycznie podejdźcie. bo jest w was
energia, jest chęć i chciałoby się wam kibicować, ale póki co nie ma czemu.


nie ma w was zupełnie myślenia pragmatycznego, co i może nie dziwi. nie ma
wśród was praktyków. tak - jakub woynarowski - ależ on animacje robi w domu.
nigdy nie robił filmu w ramach mainstreamowej produkcji. innymi słowy chcąc nie
chcąc woycieszek jednak o wiele bardziej rozumie robienie kina w polsce niż wy.
polskiemu kinu wciąż bardziej brakuje "bazy" niż "nadbudowy".
sil los   |20.04.2011 21:40:24
Słowa Wojcieszka wpisują się w jego postawę osoby niezależnej. Nie chcę być
powiązany z żadną organizacją, czy właśnie manifestem. Jego ślepa furia nie jest
upozowana, on taki jest.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87460 Seconds