NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Hrapkowicz: Przypadki polskiego debiutanta Drukuj
Błażej Hrapkowicz   
23.09.2011

Jury konkursu filmów długometrażowych 30. Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” przyznało główną nagrodę Heńkowi duetu EarlGrey (Eliza Kowalewska i Grzegorz Madej). Werdykt zdumiewający, jeśli wziąć pod uwagę obecność w konkursie Daas Adriana Panka czy Ki Leszka Dawida (debiutów świetnie przyjętych w Gdyni), ale już nie tak zaskakujący, jeśli przywołamy słowa przewodniczącego jury Filipa Bajona. Udzielając wywiadu jednej ze stacji telewizyjnych, Bajon powiedział, że ma już dość filmów, w których reżyserzy rozliczają się z ojcem. Chociaż akurat Panek ani Dawid z nikim się nie rozliczają, w konkursie można było obejrzeć Lęk wysokości Bartosza Konopki i Kreta Rafaela Lewandowskiego, które opowiadają o powikłanych relacjach ojca i syna.

Ponadto słowa Bajona interpretować należy szerzej, w duchu tego, co powiedział dyrektor artystyczny festiwalu Janusz Kijowski. Autor Indeksu wygłosił płomienną mowę o tym, że polscy filmowcy są zbyt grzeczni i ułożeni, kręcą obyczajowo-psychologiczne „kino-papy”, brakuje im poczucia humoru, sarkazmu i buntu. Heniek rewolucyjny bynajmniej nie jest (to raczej dość przewidywalne kino telewizyjne), ale ta niskobudżetowa, podlana ironią farsa ma dobrze napisane dialogi, nieźle skonstruowanych i świetnie zagranych bohaterów, a przede wszystkim sporo autentycznie zabawnych momentów.

Nie zamierzam jednak pisać o doskonale znanych słabościach polskiego kina, gdyż na tegorocznym festiwalu – z całym szacunkiem dla autorów konkursowych filmów, w tym krótkich metrażów, które stały na wysokim poziomie (dokument Paparazzi Piotra Bernasia, fabuła Twist & Blood Kuby Czekaja) – najciekawsza okazała się debata o debiutach w polskiej kinematografii. Jej temperaturę znacząco podniosły wspomniana tyrada Kijowskiego oraz apel Jerzego Kapuścińskiego o większe zaangażowanie filmowców w komentowanie społeczno-politycznej rzeczywistości. Jednak moderującego rozmowę Michała Chacińskiego bardziej interesowała dyskusja o sytuacji polskich debiutantów w ramach systemu produkcyjnego i dystrybucyjnego, w którym funkcjonują.

Chaciński podzielił debatę na trzy części – w pierwszej rozmawiano o drodze do debiutu (pisanie scenariusza, domykanie budżetu itd.), w drugiej przedmiotem dyskusji stała się praca na planie, a w trzeciej na wokandzie znalazł się etap dystrybucji. Dyrektor festiwalu w Gdyni uprzedził uczestników debaty i publiczność, że nikt rozmowy nie rejestruje, więc można się spokojnie dostosować do hasła przyświecającego koszalińskich debatom – „szczerość za szczerość”. Biorący udział w dyskusji debiutanci (Panek, Konopka, Dawid), filmowcy przed debiutem (Dorota Lamparska) i producenci (Kapuściński, Włodzimierz Niderhaus, Edward Miszczak) podjęli kilka interesujących kwestii.

Sporo mówi się o tym, że sytuacja debiutantów jest w Polsce ciężka – na pierwsze filmy reżyserzy czekają nieraz latami. Z prowadzonej przez Chacińskiego dyskusji wynika jednak, że miejsc, do których można zapukać ze scenariuszem, jest całkiem sporo – studia filmowe, Polski Instytut Sztuki Filmowej, prywatne firmy producenckie, stacja TVN. A będzie ich być może jeszcze więcej: Kapuściński zapowiedział, że TVP chce od przyszłego roku wrócić do produkcji filmów telewizyjnych. Jeśli przypomnieć, że odradza się właśnie redakcja filmu dokumentalnego pod kierownictwem Andrzeja Fidyka, można mieć nadzieję, że jesteśmy świadkami małej normalizacji w telewizji publicznej.

Teoretycznie roi się więc od możliwości, ale przecież każda obwarowana jest wymaganiami i kryteriami. Miszczak otwarcie przyznał, że twórca pragnący eksperymentować nie ma czego szukać w komercyjnej stacji telewizyjnej. Zabrakło jednak deklaracji innych producentów: jakimi kryteriami się kierują? Czy oceniając projekty, myślą o statystycznym widzu? Jeśli tak, jak postrzegają tego widza, który zawsze jest przecież pewnym konstruktem, często zupełnie fałszywym wyobrażeniem, które służy jako usprawiedliwienie niskich standardów (szeroka publiczność jest głupia, więc żeby odzyskać włożone w produkcję pieniądze, trzeba kręcić głupie filmy)? Jak można zmienić system, który przez sześć lat blokuje projekt Władysława Pasikowskiego o Jedwabnem, co rodzi przypuszczenie, że debiutant z kontrowersyjnym pomysłem zostałby potraktowany jeszcze gorzej? Czy w ogóle można? Te pytania, niestety, nie padły.

W pierwszej części debaty poruszono za to inny palący problem – stypendia scenariuszowe. Jedną z najczęściej podnoszonych bolączek polskiego kina są niedopracowane scenariusze. Dobry tekst wymaga ciężkiej, wieloetapowej pracy, podczas której twórca powinien być skupiony tylko na scenariuszu. Do niedawna PISF oferował właśnie stypendia, które zapewniały scenarzystom finansowe bezpieczeństwo i komfort pracy. Zlikwidowano je, argumentując, że stanowiły pole do nadużyć – producenci otrzymywali pieniądze, a scenariusz nie powstawał. Jak słusznie zauważył Chaciński, PISF wylał dziecko z kąpielą – zamiast zastanowić się nad sensownymi mechanizmami kontroli, potępił wszystko w czambuł. A problem ten jest przecież częścią szerszej kwestii społecznej – socjoekonomicznego statusu artystów i ludzi kultury w ogóle.

W kontekście hasła „szczerość za szczerość” podejrzane było to, że w drugiej i trzeciej części debaty tegoroczni debiutanci zamilkli, gdy usłyszeli od Chacińskiego pytanie dotyczące ewentualnych problemów z producentami i opiekunami artystycznymi, a także z dystrybutorami, na których politykę marketingową nie mają żadnego wpływu. Tutaj zatem jest sielanka? Obawiam się, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

Debata była świetnym podsumowaniem koszalińskiej imprezy, która stawia debiutantów w centrum zainteresowania, docenia ich pracę i poważnie zajmuje się problemami, z którymi muszą się zmierzyć na drodze do debiutu (a są to debiuty różne: wspomagane przez PISF i kompletnie niezależne, intrygujące i chybione, obiecujące i frustrujące). Warto też na koniec dodać, że festiwal „Młodzi i Film” z powodzeniem realizuje ideę imprezy otwartej, podczas której dostęp do kultury jest nieograniczony. Wstęp na seanse i debaty jest bezpłatny, każdy może przyjść, obejrzeć film i zabrać głos w dyskusji. To chyba najlepsza przestrzeń dla prezentacji młodego polskiego kina.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.71977 Seconds