|
Muzeum Narodowe w Warszawie - do tej pory uważane za konserwatywną instytucję, która nie zajmuje się niczym, prócz konserwacji dzieł Matejki i Malczewskiego oraz edukacji historycznej rozbieganych wycieczek - pod wodzą Pawła Leszkowicza i obecnego dyrektora Piotra Piotrowskiego dokonało przeglądu europejskiej sztuki pod kątem wątków homoerotycznych. Z ich obserwacji powstała pasjonująca wystawa, która odciśnie ogromne piętno na dyskusji o problemach polskich homoseksualistów oraz ich pozycji w społeczeństwie. Ars homo erotica pokazuje, że mogą ze sobą współistnieć osoby o przeciwległych poglądach, czy reprezentujące inne style życia: Bitwa pod Grunwaldem przyjęła pod swój dach Autoportret z puttem Zbysława Marka Maciejewskiego czy For Such Thing As Love Adama Adacha. I nie zanosi się na to, żeby jej to specjalnie przeszkadzało. Co prawda, homoseksualiści z krwi i kości wcale nie musieli być przez nikogo zapraszani do polskiego społeczeństwa (w końcu są Polakami mimo swojej orientacji seksualnej), ale pojawili się w jego mentalności i w większości przypadków zostali zaakceptowani.
Jeżeli społeczeństwo jest za, to co stoi na przeszkodzie, żeby podobny krok wykonali politycy, którzy mogliby stworzyć warunki do normalnego życia dla osób o orientacji homoseksualnej? Czy parlamentarzyści (o rządzie i pani Radziszewskiej nie wspominając) odwiedzą w najbliższych miesiącach Muzeum Narodowe i przekonają się, że nie taki diabeł straszny, jak go prawicowe media malują?
Ars homo erotica jest podzielona na dziewięć działów tematycznych. W pierwszej części, która wita odwiedzających (jest umieszczona w głównym holu muzeum) zaprezentowane są ekspozycje nawiązujące do społecznych konfliktów wokół praw mniejszości seksualnych w krajach naszego regionu. W drugiej - Homoerotyczny klasycyzm możemy zobaczyć rzeźby klasycystyczne. Trzecia prezentuje akt męski, który powstał w XIX wieku. W kolejnych działach, zatytułowanych: Pary męskie i Ganimedes, ujrzeć można rzeźby, obrazy i rysunki przedstawiające bohaterów mitologicznych. Szósta część została poświęcona (dosłownie!) świętemu Sebastianowi, który jest uważany przez wielu homoseksualistów za ich patrona. W Imaginarium lesbijskim zauważymy tematy związane z motywami lesbijskimi, natomiast w Transgender/androgynia obejrzymy współczesny performance płci. W ostatniej części zostały zaprezentowane plakaty reklamujące filmy i sztuki teatralne twórców homoseksualnych.
„Wystawa jest propozycją innego spojrzenia na historię kultury, kolekcję muzeum i sztukę Europy Środkowo-Wschodniej. Dzieła wybrane ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie oraz prace specjalnie zaproszonych artystek i artystów współczesnych ukazują przekrój przez historię kultury - od antyku do współczesności - z punktu widzenia homoerotycznej wyobraźni. Jest to zwrócenie uwagi na odmienny dla cywilizacji zachodniej kanon sztuki i miłości oraz wydobycie go spod heteronormatywnego filtra i tabu. »Homoerotyka« traktowana jest jako jakość estetyczna i erotyczna obecna w przedstawieniu wizualnym. Kryterium selekcji nie jest więc orientacja artysty lub artystki, ale temat lub kontekst dzieła” (Paweł Leszkowicz - kurator). Wystawa pokazuje, że wątki homoseksualne pojawiały się w sztuce już w starożytności i, wbrew temu, co mówią niektórzy, są obecne w kulturze europejskiej od zawsze. Zestawienie w jednym miejscu podnosi ich rangę i niejako gloryfikuje. Heteroseksualiści zauważają inne (tęczowe) barwy człowieka, przekonują się do pozornej inności. Dlaczego pozornej? Bo w końcu orientacja seksualna nie jest czymś ważnym i nie zmienia konkretnego człowieka. Może to zabrzmi naiwnie, ale inne spojrzenie, o którym pisze Leszkowicz, niewątpliwie ubogaca.
Mariusz Kurc w rozmowie z Agatą Szczerbiak powiedział, że „z raportu, który przygotował prof. Krzemiński (raport o mniejszościach seksualnych Naznaczeni), wynika – i to jest dla mnie jako działacza ważna konstatacja – że silne poparcie w społeczeństwie dla jakiejś formy regulacji związków jednopłciowych utrzymuje się na poziomie ok. 30 – 40%. Natomiast jeśli zbada się osoby, które deklarują, że znają jakiegoś geja lub lesbijkę, a takich osób jest w Polsce 10%, to w grupie tej poparcie jest wysokie, bo wynosi aż 70%. Wniosek z tego jest bardzo prosty do wyartykułowania i trudny do zrealizowania: po prostu trzeba się dawać ludziom poznawać. Znów ten coming out. Muszą to zrobić sami geje i lesbijki. Wydaje mi się, że w Polsce mamy coraz więcej przykładów szczęśliwych ujawnień. Właściwie nie znam osoby, która zrobiła coming out i, mimo czasem przykrych konsekwencji, potem tego żałowała. Poza tym mamy coraz więcej coming out-ów publicznych, np. Marcin Szczygielski i Tomasz Raczek i kilka innych osób (wciąż za mało!). Coming out im nie tylko nie zaszkodził, ale stał się bardzo radosnym doświadczeniem”. Polskie społeczeństwo jest liberalne pod względem akceptacji osób o orientacji homoseksualnej – działa to na zasadzie, którą opisał Mariusz Kurc: jeżeli poznamy geja i stwierdzimy, że orientacja nie zmienia jego osobowości, natychmiast jesteśmy w stanie zaakceptować innych homoseksualistów i co za tym idzie – włączyć się w szerzenie tolerancji oraz wywieraniu nacisku na rządzących, którzy mają w tym momencie najwięcej do zaoferowania mniejszościom seksualnym. Mam przede wszystkim na myśli palący problem ustawowego rozwiązania kwestii zawierania związków jednopłciowych i „zestaw” swobód, w którego skład wchodzą ulgi podatkowe, możliwość dziedziczenia, decydowania o leczeniu partnera. Bez tych rozwiązań spora grupa ludzi nie może normalnie funkcjonować w państwie. Polska jest pod tym względem nietypowym krajem: większość społeczeństwa daje przyzwolenie na zalegalizowanie związków homoseksualnych, a rządzący ignorują ten głos, bojąc się reakcji ortodoksyjnych grup Kościoła katolickiego, prawicowej prasy, czy posła Stanisława Pięty, który nazywa homoseksualizm dewiacją.
Paweł Leszkowicz dokonał przeglądu prac, w których pojawiają się wątki homoerotyczne. Co prawda, nie wyczerpał do końca tematu, ale jak na polskie warunki wystawa robi bardzo dobre wrażenie i, co najważniejsze, przywraca w przestrzeni publicznej dyskusję o homoseksualizmie. W najbliższych miesiącach Muzeum Narodowe odwiedzi tysiące osób, wśród których, mam taką nadzieję, znajdą się przedstawiciele naszej elity politycznej. Zobaczą, zmienią zdanie i przy okazji prawo.
_____________________
Ars homo erotica, kurator – Paweł Leszkowicz, Muzeum Narodowe w Warszawie, 11 czerwca – 5 września 2010.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...