|
Kiedy wchodzę do zamkowych podziemi – boję się, że zza rogu wyskoczy szczur albo jakiś duch – wita mnie napis umieszczony na urzędowej tabliczce: „cisza zabija”. Wszystkie skojarzenia, które przychodzą mi do głowy są dziwne. Pierwszym jest Ciechocinek, w którym wisi podobna tabliczka z napisem: „cisza leczy”. Następnym przestrzeń muzeum, w którym zazwyczaj panuje niesamowita cisza, jakby skupienie publiczności udzieliło się eksponatom. Następnym tęsknota za ciszą, za ucieczką z głośnego miasta, przepełnionej uczelni, napchanych ciałami tramwajów, gęstego od spalin powietrza, nieprzyjaznego państwa, konserwatyzmu. Tęsknota, której nigdy nie zrealizuję, ponieważ ta cisza na pewno by mnie zabiła. Cisza w końcu może zabić masy, ponieważ usypia, pozornie ostudza emocje. Tylko pozornie – cisza może również wywołać skrajne poczucie strachu, od którego już tylko jeden ruch do buntu, chęci zobaczenia tego, co jest po drugiej stronie, chęci zaryzykowania spełnienia marzeń – o lepszym państwie, nie boję się tego: państwie socjalnym. Cisza każe się racjonalnie zastanowić nad teraźniejszością i wskoczyć w wir stwarzania tej teraźniejszości – takiej z marzeń, wyśnionej, obgadanej z przyjaciółmi. Widzę ten napis i się na niego nie zgadzam.
Idę dalej. Ekspozycja, składająca się z makiety niewielkiego samolotu (dostawało się je w dzieciństwie na święta lub urodziny, oczywiście przy założeniu, że wychowało się w rodzinie, którą było na to stać; mi to się nie przydarzyło), zdjęć artysty, klejącego ten model oraz listów z amerykańskich galerii sztuki. Piotr Parda – to po jego wystawie się poruszam, pewnie się również o niego ocieram, w końcu to wernisaż – wysłał kilkanaście takich samolotów do najważniejszych galerii USA. Zorganizował nalot na instytucje sztuki. Małe, nieszkodliwe modele samolotów z okresu II wojny światowej pewnie spowodowały zdziwienie adresatów. Symboliczne pokazanie strachu, którym żywi się cały zglobalizowany świat, wydaje się śmieszne, nieznaczące, trącące o absurd. Ale jak inaczej można zaatakować świątynie sztuki? Wątpię, żeby były one celem terrorystów. Artysta wyśmiewa ten strach, obnaża mechanizmy rządzące społeczeństwami, które panicznie boją się muzułmanów, czy nisko lecących samolotów – do tego stopnia, że są w stanie z czystym sumieniem popierać swoje rządy w przeprowadzeniu zbrodniczej wojny w niewielkim islamskim kraju. Parda wyśmiewa zacietrzewienie administracji rządowej i absurd, w który wpadła i zarazem wprowadziła swoje społeczeństwa: wszędzie widzimy wroga, nigdzie nie czujemy się bezpiecznie. No może jedynie w galerii sztuki. W pudełkach po makaronie – takim z wyższej półki, nie tym za 2 złote – miniaturowy świat: wnętrze galerii, toaleta, krzesło elektryczne i pokój przesłuchań, czyli jedne z najbardziej intymnych miejsc naszej kultury: intymnego spotkania ze sztuką, intymnego spotkania z ciałem, intymnego, końcowego spotkania z życiem i intymnego spotkania z własnymi myślami. Zamknięcie świata w pudełku („O wiele rzeczy za dużo by zmieścić w tak małym pudełku”) kpi z przyjętych norm, a pozycja wielkiego podglądacza skłania do zmiany myślenia o przedstawionych miejscach, w których w końcu nie ma ludzi. I wreszcie, zupełnie przez przypadek, widzę krzyż. Ale nie taki zwykły, drewniany, znany z rodzinnych domów (w moim nigdy nie wisiał). Krzyż Pardy to dwie pałki policyjne ułożone w krucyfiks. Przemoc symboliczna, jak niektórzy odbierają krzyż, jest równa z przemocą fizyczną. Znane przykłady polskiego prawa podporządkowanego prawu Kościoła Katolickiego są powtarzane od lat. I trzeba to robić nadal. Aborcja, in vitro, związki partnerskie, decydowanie o własnej śmierci, edukacja seksualna. Dopóki nie spełnimy marzeń o państwie, które zagwarantuje obywatelom, konkretnym ludziom, wolności i równości – moim, naszym obowiązkiem jest gęganie, uderzanie głową w mur. Nawet za cenę przypierdolenia pałką. Historycy sztuki oburzą się po przeczytaniu tej recenzji. Ta grupa społeczna widzi w sztuce wyłącznie konteksty i zabiegi artystyczne, konwenanse, powtarzające się motywy. Ja widzę problem, o którym, może przez przypadek, może z zamierzeniem, mówi artysta. Historycy sztuki są tak bardzo oderwani od rzeczywistości, że uciekając w sztukę chcą jeszcze bardziej odciąć się od problemów i napięć społecznych. Można nawet sto lat o tym mówić, a oni i tak tego nie zobaczą. Smutne. Cisza zabija, proszę państwa. Udawanie, że macie w dupie ten kraj, jest gorsze od bojówek narodowców (oni chociaż mają ideały – chore, dziwne, niezrozumiałe, ale jednak poświęcają się im). Może was stać na dokonanie aborcji w Berlinie, może macie cudowną gromadkę uśmiechniętych dzieci, może dobrze wam jest w pseudo-małżeństwie, może dobrze wam się tutaj żyje. Może kiedyś zrozumiecie, że sztuka to nie tylko ładne kolory i krytyczne postrzeganie świata. Może zobaczycie, że sztuka jest siostrą polityki. Bardzo bliską siostrą. Tymczasem… jak trwoga, to trwoga. ______________ Piotr Parda, Jak trwoga to trwoga, CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa, Kuratorka: Ewa Gorządek, Otwarcie wystawy: 15.11.2010, Wystawa czynna do 26.12.2010.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...