|
Powiem od razu – wstydliwym ku przestrodze – to jest film obyczajowo odważny. Tytułowy Shortbus, miejsce schadzek i orgii, prowadzi z lubieżnym wdziękiem malownicza drag queen. Anonimowy seks. Intensywna rozmowa z kimś, kogo płeć (nie mówiąc o orientacji) pozostaje niejasna. Podobno na początku obecnego stulecia takich miejsc w Nowym Jorku powstało bez liku, po części na pociechę po bezpowrotnie utraconych wieżach. Wstęp dla wtajemniczonych, klimatyczna muzyka, odrobina gandzi w prażonej kukurydzy, dużo, dużo poduszek… Małe co nie co, czyli „pot corn” i prezerwatywy podaje bywalcom owłosiony facet w sukience mini, co na tle gości wydaje się strojem nader skromnym i konwencjonalnym. To nie jest queer-porno. Radosny, anarchiczny, zachłanny seks nie wyczerpuje fabuły Shortbusa. Ale jest go w filmie na tyle dużo, że w napisach końcowych zamiast „extras” (statystów) wymienia się „sextras” (sekstystów?).
Shortbus to film błyskotliwy w dosłownym sensie tego słowa – świetlisty, migotliwy, a chwilami olśniewający. I zabawny, i wzruszający, i smutny. A przede wszystkim mądry jak diabli, chociaż nikt w nim się nie mądrzy, nie poucza. Jest w tej komedii (a może raczej komedio-dramato-utopii) jakaś dziwna, chwytająca za gardło szczerość. Może to sprawka aktorów, którzy sami, w trakcie powstawania filmu, budowali swoje postacie, mając istotny wpływ na rozwój opowieści? Główne ich cechy to emocjonalna kruchość, dojmująca samotność, pogubienie w życiu i w związkach. Gejowski smutek i melancholia. Bo w większości są to geje (parę James i Jamie grają Paul Dawson i PJ DeBoy). Jednak dużo i ciekawie dzieje się też na linii kobiety-mężczyźni i kobiety-kobiety. Centralna postać to terapeutka-seksuolożka imieniem Sofia, z pochodzenia Chinko-Kanadyjka (rewelacyjna Sook-Yin Lee). Jest zamężna ale „preorgazmiczna”. „ – Czy to znaczy, że zaraz będziesz miała orgazm? – Nie, to znaczy, że nigdy go nie miałam”.
Z erotyką bez niedomówień film oswaja nas już w pierwszych ujęciach: zanim padnie słowo dialogu, będzie od tyłu, od przodu i do góry nogami, homo i hetero, na fortepianie i z twarzą rozpłaszczoną na szklanych drzwiach. I jeszcze z włączoną kamerą, w pojedynkę, ale tak, że nie powiem jak, bo i tak nie uwierzycie. No chyba, że ktoś od lat ćwiczy jogę. Gdy skończyłam oglądać Shortbusa, poczułam, że muszę ten początek zobaczyć jeszcze raz – bo z perspektywy środka i końca wszystko jest już inaczej. Inaczej się jawi kobieca twarz na szybie. I ten, co z kamerą i w pojedynkę też inaczej. Rozdzierająco.
Shortbus – i klub i film – można oglądać jako liryczny hymn na cześć Nowego Jorku i medytację o sensie przemian kulturowych i obyczajowych, jakie zaszły w Ameryce w ciągu ostatniego półwiecza. „Jak w latach 60-ych, tylko bez wielkich idei” – wyjaśnia filozofię klubu jego zawsze ironiczna właścicielka. Rewolucja seksualna, owszem, ale co dalej? Dalej były dwie wielkie traumy, obie związane z tym miastem: pandemia AIDS i 11 września. Młodzi ludzie przybywają jednak tłumnie do Nowego Jorku. Jest piekielnie drogi, ale i tak tu jadą bo „9/11 to jedyna rzeczywista rzecz, która im się w życiu przytrafiła”. Właśnie w Nowym Jorku, bezwstydnie narcystycznym, odciętym od konwencjonalnej Ameryki przedmieść i małych miasteczek, ludzie szukają tego czegoś, co przez te dekady im umknęło. Wolności? Bliskości? Orgazmu? Nowy Jork to zgiełk i samotność w tłumie. Ale jest tu także Centrum Deprywacji Sensorycznej, gdzie w ciszy, ciemności i letniej wodzie zawiązuje się jedna z kluczowych relacji tego filmu – głęboka przyjaźń między kobietami.
Jednak nie czarujmy się, to jest przede wszystkim film o seksie. O jego anarchicznej sile, karnawałowym pięknie. O drzemiącym w ciele potencjale rozkoszy, radości. Jest tu propozycja etyki seksualnej, która nie ma nic wspólnego z tradycyjną moralnością i wpajanymi nam od dziecka „zasadami” na temat umiaru i wierności. Seks bywa tu pełną napięcia grą – zwłaszcza gdy do akcji wkracza smutna dominatrix Severin (Lindsay Beamish). Bywa też radosną zabawą – reżyser i scenarzysta (John Cameron Mitchell) sugeruje, że najfajniej jest we trójkę i że warto przy tym odśpiewać amerykański hymn narodowy. Jedyna granica, jedyne prawdziwe tabu, to uprzedmiotowienie i okrucieństwo. Bohaterowie mają takie doświadczenia za sobą. Nigdy więcej. W Shortbusie radosny seks to poszukiwanie pewnej ulotnej ale niezbędnej do życia prawdy. Chodzi o przekraczanie granic, o wyjście z klatki własnego ja, w której tkwią konwencjonalni do bólu pacjenci bezradnej specjalistki od porad. Kilkakrotnie pojawia się tu słowo „permeable” – chodzi o „przenikalność”, otwarcie, dopuszczanie do siebie innego. Intymność.
Mainstreamowe kino zwykle nabiera wody w usta lub idzie w głupawą sztampę, gdy chodzi o seks. Zaś w filmach erotycznych panuje radosna lobotomia we wszystkich sferach oprócz seksu (choć i on sprowadza się tu często do głupawej kopulacji). Idąc do kina wybierasz więc, czy ma być o seksie, czy o „życiu”. W Shortbusie ta granica znika. Jedno jest częścią drugiego. Ten film pokazuje seksualność jako aspekt ludzkiego doświadczenia, ważny, ale przecież spleciony z całą resztą.
I jeszcze słówko o lśnieniu i migotaniu. Jesteśmy w Nowym Jorku w sierpniu 2003 roku, podczas pamiętnej awarii prądu, która na chwilę sparaliżowała północny wschód Stanów. Radio uspakaja, że to na pewno nie terroryści, ale żarówki migają złowróżbnie. Raz czy dwa robi się całkiem ciemno. Ale potem znowu jasność. Na jak długo? Jeśli myślisz, że światło należy ci się non-stop, to się rozczarujesz.
_____________
Shortbus, scen. i reż. John Cameron Mitchell, USA 2006.
_____________
Film będzie można zobaczyć na specjalnych pokazach w dniach 16 I 17 września w kinach w całej Polsce.
16 września:
Łódź - Kino Charlie, g. 21.00
17 września:
Warszawa - Kinoteka, g. 21.45
Kraków - Kino Pod Baranami
Wrocław - Kino Warszawa, sala NOT, 20.00
Poznań - Kino Muza, g. 22.00
Gdańsk – Świetlica Krytyki Politycznej, g. 19.00
Szczecin - dawne Kino Pałacowe, g. 18.00
Katowice - Kino Światowid, g. 22.30
Kielce - Kino Moskwa, g. 20.00
Olsztyn - Kino Awangarda, g. 20.30
Zielona Góra - Kino Newa, g. 20.00
Gliwice - Kino Amok, g. 22.00
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...