|
Teatra
polskie. Historie Dariusza Kosińskiego to książka wielotonalna
(by odwołać się do ważnej dla autora przywoływanej w niej
kategorii ze słownika Towiańskiego i Mickiewicza). Współbrzmią w
niej – gdzieś harmonicznie, a gdzieś dysonansowo – różnorodne
zjawiska teatralne, dawne i najnowsze, różne szkoły pisania i
interpretacji; indywidualne impresje, wspomnienia i systemy wartości
autora mieszają się tu z rzetelnie bądź tylko fragmentarycznie
stosowanymi teoriami antropologicznymi, socjologicznymi,
filozoficznymi, teatrologicznymi, które usytuowane zostają w ramie
stosunkowo nowej w polskim kontekście, prawdziwie
interdyscyplinarnej dziedziny, jaką jest performatyka. Ważne jest
też terytorium eksploracji: niezwykle heterogeniczny obszar polskiej
tradycji performatywnej, do której włączone zostają tradycyjne
obrzędy związane z obchodami tzw. „roku polskiego”, polskie
święta, projekty społeczno-kulturowej i indywidualnej przemiany,
performanse narodowe, jak choćby uteatralizowana kultura szlachecka
w jej różnorodnych przejawach czy obrzędy powstańcze, ceremonie
władzy, różnorodne performanse krytyki i oporu, aż po tzw. „Teatr
Kryzysu Kultury Teatralnej”, czyli teatr artystyczny, zorganizowaną
instytucjonalnie część kultury miejskiej, która zarazem owej
kulturze się przeciwstawia i próbuje drażnić jej imponderabilia.
1.
Autor
twierdzi, że teatrologia posiada szczególne narzędzia, które
wyjątkowo dobrze nadają się do opisu wielu aspektów
rzeczywistości kulturowej, społecznej i politycznej. Teatr
artystyczny stanowi jedynie ich część. Zresztą, zdaniem
Kosińskiego, opozycja teatru artystycznego, w sposób szczególny
skupionego na poszukiwaniach estetycznych, i „życia”, w jego
wielorakich przejawach, jest błędna. „Życie” bowiem ma również
charakter dramatyczny i przedstawieniowy. Jako trudny do ogarnięcia
przepływ wpisywane jest w istniejące wcześniej wzorce, poddawane
modelowaniu, porządkowane i hierarchizowane dzięki kulturowym ramom
i „strukturom”, z których tak jednostki, jak i zbiorowości
montują swoje własne niepowtarzalne kombinacje i układy. Te
kombinacje i układy muszą zostać jeszcze okazane, dane
innym do oglądu jako wyodrębnione z niezróżnicowanego przepływu
działanie, by zaistniało doświadczenie kulturowe, które Kosiński
postrzega jako performans. Choć ten schemat myślenia
zastosować można do opisu jakiejkolwiek rzeczywistości kulturowej,
polska kultura, zdaniem autora, wytworzyła szczególnie
interesujące, swoiste przedstawienia i dramatyzacje. Na bazie
takiego rozpoznania – Kosiński próbuje napisać historie polskiej
tradycji dramatyczno-przedstawieniowej.
I
tu wyłania się moja pierwsza wątpliwość, związana z napięciem,
jakie powstaje w tym projekcie pomiędzy postulatem wielości (liczba
mnoga: „historie”) i rozproszenia (narracji, wątków,
hierarchii) a wcale nie okazjonalnym podkreślaniem przez autora
swoistości polskiej tradycji, wyraźnym rozgraniczaniem tych
elementów, które są dla niej właściwe, od tych, które są jej
obce, „rdzennej tradycji polskiej” od tego, co stanowi zewnętrze
tej tradycji i wiązane jest z nieswoistą kulturą Zachodu, który
niekiedy na kartach tej książki zdaje się odgrywać rolę
kolonizatora. Pomimo artykułowanej niejednokrotnie przez autora
świadomości historyczności kultury, wyraźnie skłania się on ku
potwierdzeniu tezy o istnieniu (jednak) ponadhistorycznego kanonu
„polskości” wraz z odpowiadającym mu kanonem stylów
dramatycznej (re)aktualizacji tego, co na ową „polskość” się
składa. W ten sposób, niestety, wpada w pułapkę polonocentryzmu.
Wpada…,
a jednak w tym samym ruchu próbuje się z niej uwolnić; i po części
mu się to udaje. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał o
tym, że dostrzega zagrożenie płynące z takiego myślenia i
próbuje uprzedzić potencjalne zarzuty. Już we wstępie umieszcza
bowiem swój projekt w perspektywie „funkcjonalnej skuteczności”,
a nie przyrodzonej etnicznej „naszości”. Ostatni, siódmy,
rozdział działu Teatr narodowy zatytułowany został Przeciwko mszy za Ojczyznę. Przedstawione w nim zostały
przede wszystkim dzieje Starego Teatru w Krakowie, który szczególnie
w latach 70. inscenizacjami Swinarskiego, Wajdy i Jarockiego poddawał
krytycznej refleksji pojęcie narodu. Tutaj, jak i w podsumowaniu tej
części, Kosiński wyraźnie opowiada się przeciwko łatwej
współczesnej prawicowej narracji, w której sprawy narodu i
tradycji przedstawiane są w czarno-białym schemacie.
Napięcie
jednak pozostaje. Wiemy nie od dziś, że perspektywa opisu nigdy nie
jest niewinna. Wybór określonych ram i kategorii przewodnich to
decyzja nie tylko związana ze sferą poznania, ale i wartości,
ujawnia i podkreśla bowiem jedne figury, inne usuwając w cień
niemyślenia; a zatem to decyzja polityczna. Nie mogę się oprzeć
wrażeniu, że tak mocny akcent położony na problematykę
tożsamości narodowej czy wstrzymanie maszyny krytycznej – fantastycznie działającej w rozdziale poświęconym performansom
władzy i oporu – przy interpretacji tradycji romantycznej i
kultury ludowej, to zabiegi, w których bogactwo polskości jako
szczególnej mieszanki religijnej, etnicznej, kulturowej,
językowej, sprowadzone zostaje do dynamicznego, a jednak
ujednoliconego, krajobrazu narodowego. Znamienna jest niemal
zupełna nieobecność afirmatywnie potraktowanych inspiracji,
wpływów, translacji i transferów z „zewnątrz”, z innych
obszarów kulturowych, jakie w dziejach Polski zdarzały się
wielokrotnie, zasilając i wzbogacając jej performatywne nurty.
Moja
krytyka projektu Kosińskiego nie tyle dotyczy tego, co robi on z
pojęciem „narodu” – bo przecież często słusznie pokazuje
jego złożoność i manifestuje swój intelektualny dystans wobec
jego bezkrytycznej akceptacji – ile tego, czego z nim nie robi.
Autor Teatrów polskich wyraźnie podąża drogą wytyczoną
przez Benedicta Andersona w pracy Wspólnoty wyobrażone.
Rozważania o źródłach i rozprzestrzenianiu się nacjonalizmu,
choć nigdzie się do niej wprost nie odwołuje. Anderson twierdzi,
że naród istnieje jedynie jako swoista wyobrażeniowa identyfikacja
wspólnoty. Tożsamość narodowa zatem nieodłączna jest od różnych
form komunikacji, które powołują ją do życia. Niespójności,
wewnętrzne podziały, antagonizmy i sprzeczności poddane zostają
ujednolicającej narracji i praktykom, w których w szczególny
sposób wyeksponowane zostają pewne wartości, gesty, opowieści,
inne zaś znikają, odrzucone przez wspólnotę narodową. Odrzucenie
to ma czysto arbitralny charakter i stanowi konsekwencję tak
wspaniale opisanego przez Kosińskiego działania formacji
wiedzy/władzy. Władza kulturowa to zatem również władza doboru
składowych opowieści. Kosiński przenosi akcent z ważnych dla
Andersona mediów druku na komunikację dramatyczno-przedstawieniową.
We wstępie deklaruje, wpisując się w ten sposób w perspektywę
Andersona: „Skupiając się na tym, co zostało przez Polaków
zaakceptowane jako rodzime i jest do dziś przedstawiane jako takie,
pozwoliłem sobie odłożyć na bok pytania o genezę etniczną”.
Akceptacja i przedstawianie przez Polaków takich akurat, a nie
innych składowych tożsamości, nie stanowi działania niewinnego,
lecz jest konsekwencją konstytuujących przestrzeń wiedzy gier – często rozproszonej i niepochwytnej – władzy (nie zawsze jest to
władza, której ośrodek bądź instancję można wskazać).
Anderson zauważa, że „naród wyobrażony jest jako wspólnota,
ponieważ mimo panującej w nim faktycznej nierówności i wyzysku,
traktowany jest zawsze jako głęboki, poziomy układ solidarności”.
Zabrakło mi w Teatrach polskich wyraźnego zaznaczenia
arbitralności granic odgrywanych wyobrażeń narodu o sobie samym
(kto i w jakim celu dokonuje zakreślenia takich, a nie innych
granic? kto wyłączony zostaje z procesu wyboru lub go przegrywa?),
a także wyraźnego zwrócenia uwagi na znoszący „realne”
antagonizmy i podziały w obrębie wspólnoty charakter takich
działań. Konsekwencję tego stanowi prawie zupełna nieobecność w
książce innych niż narodowa linii podziału: według kryteriów
klasowych, genderowych czy etnicznych.
2.
Tropy
genderowe pojawiają się przy okazji opisu kobiecego aktorstwa,
szczególnie fenomenalnie dostrzeżonych i nazwanych strategii, jakie
stosowały aktorki teatru przełomu XIX i XX wieku – Wanda
Siemaszkowa, Irena Solska i Stanisława Wysocka. Wygląda na to, że
Kosiński wyczulony jest na problematykę płci kulturowej, ma też
narzędzia w postaci uwrażliwiających na ten temat pojęć.
Dlaczego zatem nie „włącza” tej perspektywy krytycznej w innych
momentach swojej książki? Dotyczy to zwłaszcza tradycji
romantycznej, w której w bardzo jednoznaczny sposób model bohatera
zarezerwowany jest dla postaci męskiej, podczas gdy kobieta
zaistnieć może wyłącznie w postaci (przyjmującej różne
kwalifikacje) ofiary. Konieczność stanowi też próba
reinterpretacji esencjalizmu i uniwersalizmu Grotowskiego, skoro
doświadczenie całości, Człowieka sprzed zróżnicowania, jako
realizacja scenariusza imitatio Christi (jak interpretuje
Kosiński całość poszukiwań Grotowskiego), ma charakter
ekskluzywnie męski. Pozostając w tym kręgu zagadnień, dlaczego w
gronie przywoływanych reżyserów tak mało miejsca poświęcone
zostało reżyserkom?
3.
Części Teatrów polskich zatytułowanej Między ceremonią a
protestacją patronuje Michel Foucault. Kosiński zręcznie
przysposabia jego koncepcję wiedzy/władzy do potrzeb politycznej
interpretacji teatru jako szczególnego miejsca powstawania i
działania procedur, w których wytwarzane są zarówno określone
formy podmiotowości, jak i interpretacje „rzeczywistości”
rozumiane jako zakreślenie granic tego, co w ramach danej formacji
wiedzy może zostać dostrzeżone, rozpoznane i wypowiedziane, i
tego, co istnieje poza polem możliwości widzialności i
artykulacji, nie wpisując się w aktualnie obowiązującą topografię.
Kosiński
świetnie realizuje postulat inspirowanego Foucaultem projektu
historii performansów odrzuconych, czyli takich, które naruszają
przyjętą konfigurację wiedzy/władzy. Żałuję, że ta
perspektywa nie została poszerzona. Dzięki niej bowiem
uzyskalibyśmy prawdziwie bezcenną wiedzę nie tyle teatrologiczną,
ile antropologiczną, opisującą przemiany obyczajowości i idei w
relacji do ograniczonych i ograniczających form wiedzy/władzy.
Żałuję też, że w znikomym stopniu został zrealizowany
prawdziwie przełomowy i inspirujący postulat wyrażony we wstępie
do działu Między ceremonią a protestacją. Autor formułuje
go w następujących słowach: „Należałoby już przedstawione i
wciąż pozostające do przedstawienia wydarzenia z dziejów polskich
teatrów ukazać jako akty polityczno-epistemologiczne,
przepowiedzieć jeszcze raz całość złożonych dziejów polskich
scen traktowanych jako metasceny władzy/wiedzy (…), jako zespoły
procedur ustanawiających określony kształt podmiotu.”
Oczywiście, to projekt na zupełnie nową książkę. Niekiedy
jednak przywołane przykłady aż się prosiły, by choć zasugerować
możliwość ich interpretacji w perspektywie polityczno-epistemologicznej.
***
Wszystkie
śledzone przeze mnie w Teatrach polskich napięcia i zadawane
im przeze mnie pytania świadczą jedynie o randze projektu Dariusza
Kosińskiego. Żeby jednak pod koniec nie robiło się zbyt gładko,
dodam tylko od siebie, że drażni nieco lekceważący ton, jaki
autor niekiedy przyjmuje pisząc o teatrze artystycznym, jak też
faworyzowanie mądrości kultur tradycyjnych i nie docenianie
mądrości, zmysłowości i różnorodności oferowanych przez
kultury miejskie (nie ograniczające się przecież tylko do salonu!)
i kultury nowych technologii.
Przydatność
i aktualność książki Kosińskiego dostrzeżemy tym bardziej,
jeśli odniesiemy ją do dramatyczno-przedstawieniowej sytuacji, z
jaką mieliśmy do czynienia niedawno po katastrofie pod Smoleńskiem.
Można by o niej napisać wiele, korzystając z form i formuł
interpretacyjnych zaproponowanych przez Kosińskiego, co pokazuje ich
przydatność do interpretacji nie tylko historycznych, ale i
najnowszych wydarzeń i dramatów; warto zauważyć tylko, że
„Smoleńsk” to kolejna, nieoczekiwana, odsłona „performansu
Polska” w jego mesjanistycznej i narodowej odmianie. Ja
szczególnie biorę sobie do serca zachętę, by zaprezentowaną
przez Kosińskiego perspektywę odnieść do dramatyzacji i
performansów odbywających się w nowych mediach i do tych, na które
nowe media wywarły swój silny wpływ.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...