Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Zmysłowe spotkania Drukuj
Joanna Erbel   
02.09.2010

fot. Joanna ErbelNaczelne hasło tegorocznego dwunastego Biennale Architektury w Wenecji zaproponowane przez główną kuratorkę Kazuyo Sejimę - „Ludzie spotykają się w architekturze” - uderzało poetyckim patosem i humanistycznym uniesieniem, które zamyka nam oczy na nowe technologie, nieoczywistość pojęcia architektury, czy kwestie ekologiczne. Szczęśliwie, związek pomiędzy przewodnim tematem Biennale a zawartością narodowych pawilonów przypomina stary rosyjski kawał, w którym na pytanie: „Czy to prawda, że na Placu Czerwonym rozdają samochody”, radio Erewań odpowiada, że „prawda, ale nie na Placu Czerwonym tylko na Newskim Prospekcie, nie samochody, ale rowery, i nie rozdają, ale kradną”.  W przypadku tegorocznego Biennale, na pytanie: „Czy to prawda, że ludzie spotykają się w architekturze?”, należałoby odpowiedzieć: prawda, ale nie ludzie, tylko aktorzy społeczni, nie spotykają, tylko wchodzą ze sobą w relacje, i nie w architekturze, ale w ogóle w przestrzeni. 

Można odnieść wrażenie, że pomysł Sejimy roznosił się niczym mechanizm plotki, który doprowadził do twórczego przetworzenia tematu i powstania pawilonów całkowicie kwestionujących tradycyjne podejście do architektury. Pawilony prezentujące klasyczne plansze i – ewentualnie – precyzyjne modele, jak fiński, niemiecki, holenderski czy szwajcarski były atrakcyjne tak długo jak długo na stole stało proseco czy weneckie spritze. Kiedy alkohol i przekąski znikały stawały się puste albo wypełnione lekko znudzonymi gośćmi, którzy wychowani na designerskich książkach nie dawali się łatwo uwieść przez samą estetykę modeli, czy znane i lubiane pomysły na partycypacyjną przestrzeń. Miejscami, gdzie na Biennale toczyły się ożywione dyskusje były te pawilony, które wskazywały na cielesne relacje z nową technologią, potencjał robotów jako sojuszników w walce przeciw degradacji środowiska, zaniechanie fantazji o posiadaniu całkowitej kontroli i o ułudzie bezpieczeństwa, relacje z przyrodą czy negocjacje z żywiołem jakim jest woda. Tym, co ciekawiło i uwodziło była cielesna przyjemność, zwiększona adrenalina, kontakt ze zużytymi przedmiotami czy obietnica relacji ze sztuczną inteligencją.

Obecny w polskim pawilonie projekt autorstwa Agnieszki Kurant i Aleksandry Wasilkowskiej – Emergency Exit  –  był jednym z radykalniejszych odejść od typowego myślenia  o relacji ludzi i architektury. Zamiast pokazywać związki pomiędzy ciałem, a konkretną formą architektoniczną, brał na warsztat fantazję o bezpiecznej przestrzeni wolnej od wszelkich zagrożeń i o posiadaniu pełni kontroli, która uchroni nas przed pojawianiem się niezwykle rzadkich nieprzewidzianych zdarzeń. Złożona z ponad 500 klatek konstrukcja tworzyła skocznię dającą możliwość skoku w chmurę. Pod chmurą krył się materac, ale podczas skoku był słabo widoczny. Sam lot, powodujący wzrost adrenaliny, jak i przyjemne miękkie lądowanie, były poprzedzone serią technicznych rad odnośnie bezpieczeństwa skoku oraz potencjalnych zagrożeń. Skakać należało całym ciałem, najlepiej na plecy, ponieważ im większa powierzchnia styku ciału z materacem tym bezpieczniej. Wymagało to nie tylko przekroczenia bariery strachu, odrzucenia nałogu nabytego na basenie (że należy skakać na nogi albo na głowę, bo im mniej ciała wpada w wodę tym mniej boli), ale również zmierzenia się z obawą, że nie będąc zawodowym skoczkiem, ekspertką od latania, popełni się błąd. Moment skakania był kontrolowaną utratą kontroli, czynnością, uwalniającą naszą wyobraźnię poprzez działanie, które zazwyczaj odrzucamy jako nieodpowiednie do tworzenia przestrzeni, w której żyjemy. Skok był nieoczywistą formą transgresji, a sam pawilon wywoływał sporo dyskusji odnośnie bezpieczeństwa, dalszej dostępności (po tym jak pawilon został zamknięty, ze względu na zbyt dużo liczbę odwiedzających go osób) i terapii szokowej, której forma nie jest negocjowana, ale odgórnie ustalana przez twórczynie projektu. 

Ryzykowne strategie architektoniczne piętnowane jako nieodpowiedzialne były również kluczowym elementem – nagrodzonego złotym lwem –  pawilonu Królestwa Bahrainu. Trzy rybackie chaty rozłożone na elementy i ponownie złożone w Wenecji, wraz z dołączoną dokumentacją fotograficzną, pokazywały sposób, w jaki rybacy negocjują z morzem wspólną przestrzeń. Obecne w pawilonie konstrukcje z desek, dywanów, przypadkowych przedmiotów nie tylko pozwalały dokładnie przyjrzeć się, jak wygląda typowa rybacka chata, ale pokazywały różnicę między modelem, a realnym obiektem. Chaty były podobne, lecz nie identyczne. Tym, co je od siebie odróżniało była seria negocjacji z morzem widoczna pod postacią zacieków, dodatkowych wzmocnień, poprawek. Ślady używania były również kluczowym elementem belgijskiego pawilonu, w którym, w białej sterylnej przestrzeni, zawieszone były nierówno wydeptane wykładziny, blaty ze śladami używania, wytarte poręcze, czy fragmenty posadzki. To, co zwykle ukrywane, zasłaniane, stało się głównych przedmiotem zainteresowania. Patrząc na zużyte obiekty miało się nie tylko uczucie przemijania, ale również możliwość prześledzenia odległych w czasie ruchów ciał i dostępu do zbiorowej intymności biblioteki, klatki schodowej, czy cudzego biurka.

Relacje w przestrzeni, traktowane przez kuratorów wielu pawilonów w kategoriach kluczowego elementu ekspozycji wprowadziły jako partnerów interakcji rośliny, roboty oraz żywioły. Punktem wyjścia serbskiego pawilonu było przekonanie o silnym przywiązaniu do konkretnych roślin, z którymi na co dzień mamy do czynienia i fantazji, żeby wziąć je na spacer. Fantazja ta miała zostać spełniona pod postacią huśtawki, na której siedzi drzewo, oraz wózka, z pomocą którego można było przejść się z drzewem po Wenecji. Grecki pawilon z kolei, opowiadał o doświadczeniu pracy na roli i zapachu ziół, który wyznacza granice w przestrzeni, oddzielając to, co jest przestrzenią domową od zewnętrza. Pawilony wskazywały na podzielany przez poprzednie pokolenia, a obecnie coraz rzadszy, silny związek z ziemią i zielenią obecną w innej formie niż zieleń parkowa. Zupełnie inaczej patrzyły na ekologię pawilony włoski i kanadyjski. W tym pierwszym można było obejrzeć robota, który zjadał olej z powierzchni wody i zmieniał go w paliwo. Robot dawał obietnicę stworzenia perpetum mobile, które będzie odpowiedzią na wycieki ropy, a tym samym nadzieję na minimalizowanie skutków katastrof ekologicznych. Kwestia przetwarzania biologicznych opadów leżała również u podłoża pawilonu kanadyjskiego, zarośniętego sztucznym lasem złożonym z roślinopodobnych elementów. Piękne efemeryczne struktury, wyglądające jak świetliste żyrandole i kolumny o organicznych kształtach czerpały energię z dwutlenku węgla wydzielanego przez osoby obecne w pawilonie, reagowały na ruch, czasami trwały w bezruchu, innym razem zaczepiały liściopodobną kończyną. Wystarczała chwila, żeby zostać uwiedzioną. By jednak zostać przez strukturę zauważoną – musiałam znaleźć inny sposób komunikowania się niż te, do których przywykliśmy. Chciało się ją oglądać, być przez nią widzianą, wywołać reakcję zapisaną w skomplikowanym logarytmie. Kiedy już ktoś zdecydował się na relację, bycie z nią w jednej przestrzeni wymuszało nieustający proces negocjacji wspólnej obecności, tak ważny kiedy chcemy zrozumieć dynamikę przemian przestrzeni miejskiej. 

Biennale pozwalało odczuć na własnym ciele to, co zwykle jest przedmiotem wielu dyskusji o mieście, ale pozostaje jedynie na poziomie intelektualnej refleksji. Tematy takie jak: obecność nie-ludzkich partnerów (roślin, robotów oraz innych złożonych systemów, jako współtwórców przestrzeni miejskiej); relacje, codzienne negocjacje ze środowiskiem; granice cielesnej obecności w danej przestrzeni; fantazje o życiu obok systemów wyposażonych w sztuczną inteligencję zyskały materialną formę. Szkoda jednak, że skok w chmury, flirt z robotem i siedzenie w chacie z Królestwa Bahrain pozostaje doświadczeniem niewielkiej grupy osób, które mogą pojechać do Wenecji na Biennale. Zwłaszcza, że spotkanie w architekturze jako doświadczenie wielozmysłowe nie może być w pełni doświadczone na odległość.

foto 1, 4-6: Maciej Landsberg
foto 2, 3, 7-14: Joanna Erbel

foto 15,16: András Földes

  


Komentarze
Dodaj nowy
cursorium  - ściema nie Kurant   |08.09.2010 17:08:51
Doprawdy. Ta Kurant to sztuka jest ?
Bo co ? Uzasadnijcie proszę
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86542 Seconds