|
Jak co roku, spadł się śnieg i wraz ze śniegiem posypały się zwyczajowe komentarze, że „zima znów zaskoczyła drogowców”, i nie tylko drogowców, również kolejarzy. Że ulice zasypane i nie można po mieście poruszać się równie sprawnie, co latem. Większość towarzyskich rozmów, jak i programów publicystycznych zaczyna się od rozmowy o śniegu i problemów z przemieszczaniem się po mieście. Wydłużające się przejazdy i towarzyszące im ciągłe spotkania irytują mieszkańców i mieszkanki miast. Radni PiS zażądali od prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, żeby przeprosiła warszawiaków za poniedziałkowy paraliż miasta spowodowany opadami śniegu i obiecała, że to się nie powtórzy. Proponowali również zawieszenie pobierania opłat za parkowanie w centrum i zezwolenie kierowcom na korzystanie z buspasów. Na szczęście Ratusz odrzucił te pomysły jako niedorzeczne. Priorytet został przyznany komunikacji publicznej. I całe szczęście.  | | Zdjęcie pochodzi z książki Aleksandry Wasilkowskiej „Warszawa jako struktura emergentna”, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2009. Fot. Maciej Landsberg. | Po poniedziałkowym ataku zimy duża część kierowców zostawiła samochody w domach. We wtorek i środę na ulicach Warszawy był wyraźnie mniejszy ruch. Perspektywa stania po kilka godzin w korkach sprawiła, że wiele osób pokonało swoją niechęć do komunikacji publicznej. Zmienił się ton głosów – przedmiotem zainteresowania przestały być znikające pod górami śniegu miejsca parkingowe, a stały się przystanki i śliskie kafelki w wejściach do metra i przejściach podziemnych. W tym roku, mimo niskich temperatur, na ulicach jest więcej rowerów niż poprzedniej zimy. I coraz częściej są odśnieżone nie tylko chodniki, ale również ścieżki rowerowe. Sroga zima pokazuje, że transport publiczny i rowery są najpewniejszym środkiem transportu. Można mieć nadzieje, że zimowe doświadczenie wejdzie w zwyczaj i chętniej będziemy zostawiać samochody w domu również kiedy śnieg stopnieje.
Kiedy już oswoimy się ze śniegiem zasypane miasto zamiast być przedmiotem złości może stać się ciekawym obszarem obserwacji. Śnieżna zima, jak żadna inna pora roku, pozwala obserwować jak poruszają się ludzie, którędy powinny zostać wytyczone ścieżki. Zasypanie znaków poziomych na ulicach i chodników zawiesza wcześniej wyznaczone reguły i zachęca do wytyczenia swojej własnej drogi. W śniegu, jak często w mieście, pierwszy ruch wyznacza regułę – pojedyncze ślady, o ile odpowiadają potrzebom innych użytkowników, z czasem zmieniają się w szerszy korytarz. Jeśli pierwsza trasa wytyczona przez przypadkowego przechodnia nie odpowiada innym, pojawiają się kolejne, alternatywne. Mimo zasp, ludzie znajdują optymalną drogą. Gdy napotykają lodową barierę zadeptują ją albo rozkuwają szuflami. Na ruchy przechodniów odpowiadają służby porządkowe, które mogą poszerzać wydeptane ścieżki albo proponować własne trasy. Miejskie zmagania ze śniegiem są ćwiczeniami z emergencji – wspólnym wyznaczaniem nowych zasad poruszania się po mieście. Można mieć tylko nadzieje, że cześć z kryzysowych rozwiązań – jak przerzucenie się na transport publiczny i rezygnacja ze ścieżek pod kątem prostym, stanie się nową zasadą funkcjonującą nie tylko zimą.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...