Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Rewolucja zaczyna się od cielesnego doświadczenia Drukuj
Joanna Erbel   
28.06.2010

Na tegorocznym Biennale architektury w Wenecji w Pawilonie Polskim stanie wysoka konstrukcja przypominająca skocznię narciarską lub trampolinę na publicznym basenie. Będzie głównym elementem instalacji Agnieszki Kurant i Aleksandry Wasilkowskiej Emergency Exit. Zgodnie z intencją autorek jest ona próbą przekroczenia logiki miejskiej rzeczywistości poprzez stworzenie czegoś w rodzaju przenośnej dziury teleportacyjnej. Projekt jest krytycznym nawiązaniem do niszczejącej modernistycznej architektury polskich obiektów sportowych. Jednocześnie jest ironicznym przejęciem tematu zadanego przez kuratora pawilonu, Eliasa Redstone’a, który zaprosił do konkursu kilka polskich biur architektonicznych, „aby pokazać, w jaki sposób budynki i przestrzeń publiczna mogą zostać wykorzystane do zintegrowania sportu i zabawy z przestrzenią miejską i życiem publicznym”[1]. Kurant i Wasilkowska dystansują się od tematu igrzysk sportowych proponując nową dyscyplinę, jaką będzie skok w chmury. Skok w chmury nie jest ucieczką do świata fantazji, ale wychyleniem w stronę miejskiej utopii. Pozwala spojrzeć na projekty architektoniczne i artystyczne, pozornie lekkie, bo oparte na ludycznej formie, jako na przestrzeń politycznej transgresji.

Skocznio-trampolina, główny element Emergency Exit, będzie wznosiła się nad morzem białych chmur, w które widzowie będą mogli skoczyć. Skok będzie całkowicie bezpieczny, bowiem w chmurach ukryty został specjalny materac amortyzujący upadek. Będzie on jednak niewidoczny z perspektywy skaczących, a chmury przez swą gęstość dadzą wrażenie przepaści bez dna. Widok ten, w zamierzeniu autorek projektu, „ma budzić poczucie tajemnicy, ryzyka, niebezpieczeństwa lub wręcz strachu”. Sam skok „ma wyzwolić uczucie przyjemności kontrastujące z odczuwanym wcześniej strachem”[2]. Ma być kontrolowaną utratą kontroli, a miękkie lądowanie nagrodą za pokonanie strachu przed podjęciem potencjalnie niebezpiecznej decyzji – skaczący nigdy nie mogą być pewni, czy w czasie, gdy wchodzili na szczyt platformy materac nie zniknął.

Kurant i Wasilkowska w swojej pracy odwołują się do miasta jako nieprzewidywalnego, złożonego układu, „na którego całkowite zrozumienie składa się świadomość istnienia przenikających się realnych i wyobrażonych przestrzeni modyfikowanych przez niezwykle rzadkie zdarzenia”[3]. Struktura miasta jest złożona, tworzona przez materialne czynniki składające się na tkankę urbanistyczną oraz działania obecnych w niej ludzi, motywowane przez niejednokrotnie sprzeczne interesy. Jednocześnie kształtowana jest przez niematerialne czynniki takie jak plotki, legendy miejskie lub mity, które wpływają na nasze zachowania zachęcając do przebywania w  przestrzeniach, które uznajemy za przyjazne i bezpieczne, oraz unikania innych – kojarzonych z zagrożeniem, takich jak ciemne zakamarki czy woda w Wiśle. Artystki podkreślają konieczność takiego myślenia o mieście, które będzie łączyć potrzebę stabilności i twardego oparcia w postaci procedur z otwartością na to, co spontaniczne i emergentne, a wciąż niewystarczająco obecne w planowaniu przestrzennym. Emergency Exit jest zachętą do otwarcia się na to, co nieprzewidywalne, nieznane, ale pociągające oraz dowartościowania potencjału przypadkowych zdarzeń, które mogą zmienić logikę miejskiego życia.

Skok w chmury jest propozycją nowej dyscypliny sportowej, która wykształca w nas umiejętność utopijnego myślenia i radykalnego działania podejmowanego wobec lekko zamglonej niepewnej przyszłości. Jest odpowiedzią na potrzebę spontaniczności, ryzyka i szaleństwa hamowaną przez racjonalne spojrzenie na rzeczywistość, które w przypadku myślenia o mieście przejawia się pod postacią traktowania planu zagospodarowania jako odpowiedzi na miejskie bolączki przy całkowitej ignorancji samorodnych, dobrze działających inicjatyw, takich jak lokalne targowiska czy sąsiedzkie inicjatywy. Projekt jest metaforą przenośnej dziury teleportacyjnej, która będzie służyć do „przenoszenia się do innych rzeczywistości, rozszczelniając pozornie hermetyczną miejską realność”[4] i dowartościowując to, co się dzieje w miejscach pęknięć stabilnej struktury.

Wasilkowska i Kurant przez tworzenie przestrzeni pozwalającej zaangażować ciała w serię skoków, dają nam rodzaj odskoczni od symbolicznych odniesień, plątaniny znaczeń wikłającej nasze myślenie w intelektualne szarady, paraliżujące działanie. Porowata struktura instalacji Emergency Exit, będzie dawała możliwość łatwego wczepiania się, dotykania, zawieszania elementów oraz innych działań, które będzie można wykonywać zamiast – albo oprócz – skakania. Może również służyć jako miejsce spotkań osób, które przyszły sprawdzić plotkę, czy naprawdę w Pawilonie Polskim skacze się w chmury, stając się materializacją motywu przewodniego Biennale jakim jest spotkanie ludzi w architekturze.

Będzie to już drugi projekt Wasilkowskiej (po instalacji przygotowanej wraz z Michałem Piaseckim na Parade Cirtical Pracitice [5]), który eksploruje ideę porowatości jako podstawy partycypacyjnej struktury. Struktura na Parade, Assemblage in Public, zbudowana z czterech tysięcy czarnych plastikowych skrzynek na butelki stworzyła porowatą przestrzeń, w którą przyjemnie i w prosty sposób można było się wczepić. Była łatwo dostępna, bo składała się ze znanych elementów codziennego użytku, więc nie trzeba było oswajać się z nią zanim się do niej podeszło. Jednocześnie przez samo ułożenie elementów sprawiała, że chciało się poznawać, penetrować, dotykać, wkładać ręce, sprawdzać możliwości – wsadzić butelkę, postawić kubek, coś przywiązać, rozwiązać, odciąć, dostawić. Łatwo można się było wczepić, ale sposób włączenia się nie był zaprojektowany, ani nie zmuszał do nadmiernej innowacji, co sprawiało, że mając nawet niewielkie kompetencje można było dokonać interwencji, po której zostawał materialny ślad – można było coś ukryć dla siebie na potem, dla kogoś, dla innych – książkę, gazetę, butelkę wina, krem do opalania. Lekka i częściowo mobilna struktura nie przytłaczała, a jednocześnie była stabilna i dawała oparcie. Można w niej było jednocześnie się bawić, odpoczywać, jak i pracować. Porowata, łatwa w obsłudze forma jako konieczny element zachęcający do partycypacji oraz przełożenie metafory skoku w chmury na formę doświadczenia dostępnego zwiedzającym polski Pawilon jest zachętą do radykalnego myślenia, próbą przepracowania granic w myśleniu o mieście nie poprzez debaty, czy inne formy intelektualnej refleksji, ale na poziomie zaangażowania ciała w działanie. Wskazuje również na zmysłowy wymiar doświadczenia przestrzeni miejskiej.

Życie i współbycie w mieście nie opiera się na racjonalnej percepcji przestrzeni, ale jest radykalną formą cielesnego doświadczenia. Miasta stymulują nasze zmysły: atakują kolorami, ogłuszają hałasem, uwodzą lub odpychają ilością zapachów, dają poczucie bezpieczeństwa lub wywołują niepokój. Wyznaczają tempo życia, dodają sił albo wysysają energię. Wpływają na sposób spędzania wolnego czasu, warunki pracy i wyobrażenie o możliwych formach wspólnego bycia razem. Bariery przestrzenne i miejskie regulacje wchodzą w nasze ciała i wyznaczają horyzont naszej wyobraźni. Przestrzeń, w której żyjemy znajduje odbicie w snach, kształtuje nasze fantazje, podpowiadając ograniczenia konieczne do pokonania, żeby móc lepiej i wygodniej żyć. Materialność miasta podsuwa rozwiązania codziennych dylematów: jak najszybciej dotrzeć z jego miejsca do drugiego – pieszo, rowerem, samochodem, metrem, hulajnogą, tramwajem wodnym? Gdzie zjeść śniadanie, spędzić swój wolny czas: w domu, w parku, w kawiarni, u znajomych, w centrum handlowym? Jak najskuteczniej polepszyć standard swojego życia: znaleźć lepszą pracę i korzystać z dóbr luksusowych, przeprowadzić się do innego miasta, zaangażować się w jedną z form miejskiego aktywizmu i żądać dobrej jakości życia dla wszystkich?

Logika miasta wpływa na nasze codzienne praktyki i wyznacza rozumienie bezpieczeństwa, komfortu życia, wolności, kształtuje nasz stosunek do inności. Homogeniczna społecznie i estetycznie przestrzeń odzwyczaja nas od kontaktu z różnorodnością. Kamery nadzoru i grodzone osiedla kierują nasze myślenie w stronę utożsamienia bezpieczeństwa ze wzrostem kontroli zamiast ze społecznym zaufaniem. Wysokie ceny wynajmu mieszkań wymuszają wysokie zarobki i zachęcają do zaciągania kredytów na kupno własnego mieszkania. Ceny w kawiarniach i restauracjach wpływają na to, czy jedzenie śniadania i obiadu na mieście jest luksusem czy codziennym pretekstem do spotkania innych, znajomych i nieznajomych, ludzi. Kostka Bauma, będąca jednym z najpopularniejszych materiałów budowlanych polskich miast i wsi sprawia, że tak łatwo dajemy się uwieść przez gładki, zimny granit jako oczywistą alternatywę wobec obecnej nawierzchni, podnoszącą standard estetyczny naszego otoczenia. Homogeniczna estetyka i nadmiar ładu przestrzennego powodują niechęć do tego, co nowe, spontaniczne i niezapowiedziane.

Miasto wyznacza granice naszej codziennej zmysłowej przyjemności związane z kontaktem z jego tkanką. W zależności od układu urbanistycznego i rodzaju architektury dostarcza voyerystycznej rozkoszy podglądania życia za szybą połączonej z poczuciem dostępności – jak w przypadku witryn sklepowych – albo kontroli procedur – jak w przypadku obiektów takich jak berliński Bundestag pokryty szklaną kopułą zaprojektowaną przez Normana Fostera; umożliwia gromadzenie się na ogromnym placu we wspólnej modlitwie czy przemieszczanie się szerokimi ulicami w masowo podzielanym proteście; dostarcza przyjemności przestrzegania bądź łamania reguł w miastach, które surowo piętnują drobne wykroczenie i odchylenia od normy – jak Nowy Jork za czasów burmistrza Rudy’ego Giuliani, który stosował politykę „wybitej szyby”, czy Singapur, gdzie jeszcze do niedawna drobny gest (jak rzucenie gumy do żucia na ulicę) urastał do bycia oznaką protestu i aktem odwagi, redefiniując tym samym pojęcie oporu. Z kolei grodzone osiedla, dzielące miasto na niedostępne dla przechodnia sektory, pozbawiają przyjemności penetrowania zakamarków ulic, dotykania drewnianych poręczy na klatkach schodowych starych kamienic i innych napotkanych powierzchni, wchodzenia na cudze dachy i oglądania miasta z różnych perspektyw. Piętnują przez to potrzebę szukania nowych rozwiązań i nieznanych wcześniej ścieżek, dając w zamian złudne poczucie bezpieczeństwa połączone z obsesją kontroli.

Miasto, jak podkreśla Krzysztof Nawratek w Mieście jako idei politycznej, jest maszyną opresji, która kieruje nasze ciała i wymusza jedne, a uniemożliwia inne rodzaje społecznej interakcji. Od miasta, które z samej swojej istoty wyznacza ramy naszego myślenia, nie ma ucieczki – chyba, że do innego miasta. Skutecznym sposobem na przekroczenie granic swojego wyobrażenia okazuje się przemieszczenie się w przestrzeń, oferującą inną jakość życia (niekoniecznie lepszą), która pozwala nam poczuć i ucieleśnić inny układ relacji pomiędzy tkanką miejską, naszymi ciałami i różnymi obiektami. Takim miejscem może być Berlin czy Amsterdam, lub inne z miast oferujących ścieżki rowerowe, możliwość legalnego picia alkoholu w przestrzeni publicznej, wodę pitną w kranach, podjazdy dla wózków osób niepełnosprawnych i wózków dziecięcych. Ale również Istambuł, Bombaj, Damaszek, czy inne miejsce, które uczy nas, że brak regulacji drogowych nie zawsze jest jednoznaczny z zagrożeniem, nieraz umożliwia sprawniejsze przemieszczanie się po mieście, a to, co z oddali wydaje się nam chaosem jest alternatywną formą organizacji społecznej, która szybciej i sprawniej wchłania nowe zjawiska. Zmysłowe doznanie, umieszczenie ciała w innym układzie przestrzennym jest konieczne, aby dać się uwieść alternatywnemu sposobowi bycia w mieście i móc z przekonaniem go bronić.

Uwiedzenia przez inne miasta jest nieraz początkiem radykalnego działania w swoim otoczeniu. Konieczność cielesnego doświadczenia jest coraz częściej doceniana przez władze miasta, które w ostatnich latach chętniej niż wcześniej wysyłają swoich urzędników i urzędniczki na szkolenia do europejskich miast, aby podpatrzyli lokalne rozwiązania. Takie przekonanie ma jednak swoje ograniczenia, bowiem pozwala poczuć inny układ relacji społecznych, ale nie daje nam możliwości wyobrażenia sobie scenariusza, który wcześniej nie został zrealizowany. Ponadto, układ elementów przestrzennych, wspólnota aktorów ludzkich i pozaludzkich, ludzi na ławkach, rowerzystów, fontann, indyjskich fast-foodów, równych chodników, łatwo dostępnych budynków użyteczności publicznej, nieraz bardzo różni się od tej, z którą mamy do czynienia na co dzień. Daje to złudne poczucie, że drogą do lepszego miasta jest wymiana wszystkich jego części.

Sposobem na ograniczenia związane z niemożliwością cielesnego doświadczenia przestrzeni, która nie istnieje są mikrolaboratoria powstające w polu sztuki oraz, jak w przypadku Emergency Exit Kurant i Wasilkowskiej, na styku sztuki i architektury. Pozwalają one ucieleśnić inny układ relacji społecznych w przestrzeni miejskiej, a jednocześnie odnoszą się do lokalnego – miejskiego, polskiego – kontekstu. Rezonują z naszymi lękami, wzmacniają to, co obecne, ale zepchnięte przez dominującą logikę. Wskazują na potencjał tego, co nieraz uznawane jest za niebezpieczne i konieczne do zmiany, jak zawieszenie procedur i podejmowanie potencjalnie ryzykownych decyzji przy niskiej widoczności i postępowanie wbrew dominującej logice. Emergency Exit jako zasadę transgresywnego myślenia o mieście proponuje pracę na poziomie cielesnego doświadczenia podejmowaną już wcześniej przez inne projekty w przestrzeni publicznej, które stawały się mikrolaboratoriami miejskich utopii. Multisensualne zaangażowanie ciała jest koniecznym wymiarem transgresji.

Takim laboratorium, które istotnie zmieniło myślenie o potencjale przestrzeni publicznej był Dotleniacz Joanny Rajkowskiej, który dał lokalnym mieszkańcom poczucie, że najbliższe otoczenie może być przyjaznym, wygodnym miejscem, w którym można bezinteresownie i bezpłatnie spędzać czas. Możliwość korzystania z przestrzeni publicznej jako przestrzeni relaksu i ćwiczenia ciała w odpoczynku była również podejmowana w ramach akcji Agnieszki Szreder i Kuby Szredera Pamiętaj! Kryzys nie zwalnia cię od odpoczynku [6] oraz w ramach pikniku promującego aktywne i pasywne lenistwo prowadzonego przez Martina Kaltwassera i Folke Koebberling [7]. Zazielenie ulic przez rozwijanie trawy i stawianie doniczek miało miejsce w ramach akcji Park(ing) [8]. Próbą ucieleśnienie alternatywnej formy bycia razem w przestrzeni publicznej jest również KNOT [9], mobilna platforma do prezentacji sztuki oraz innych projektów w przestrzeni publicznej Berlina, Warszawy i Bukaresztu, w czasie którego możliwe jest zarówno współtworzenie krytycznej wiedzy podczas serii seminariów i dyskusji, ale również zdobycie umiejętności takich jak guerilla-szydełkowanie podczas warsztatów projektu Mai Brzozowskiej i Moniki Rosińskiej, czy skoki przez replikę bramki od metra w ramach projektu Igora Krenza i Tomka Saciłowskiego.

Te mikrointerwencje w tkankę miejską oraz inne laboratoria powstające na styku sztuki i architektury są uprzywilejowanymi przestrzeniami, w których można testować alternatywne formy relacji społecznych. Tak jak Emergency Exit Kurant i Wasilkowskiej, uczyć się jak pokonywać swój lęk przed tym, co nowe, pociągające, ale potencjalnie niebezpieczne, czy doświadczyć przyjemności bycia razem w innym kontekście niż pęd wielkiego miasta czy relacje oparte na wymianie handlowej. Lub nabyć nowe sprawności w postaci pokonywania miejskich barier, takich jak płoty, bramki, mury. Takie mikrolaboratoria są wyjściem awaryjnym potrzebnym w sytuacji impasu intelektualnego i niemożliwości wyobrażenia sobie innego układu relacji społecznych. Kontakt z obiektem artystycznym w przestrzeni publicznej albo projektem architektonicznym może dostarczyć nowych form zmysłowego doświadczenia i poszerzyć nasze myślenie. Nowe doznania mogą zostać ucieleśnione jako punkty oporu w walce o inną wizję miasta, bowiem rewolucja w działaniu, nie zaczyna się od wyobraźni, ale od cielesnego doświadczenia.

  

[1] http://www.obieg.pl/felieton/16958.
[2] Materiały prasowe wystawy w Pawilonie Polskim, Emergency Exit, www.labiennale.art.pl.
[3] Ibidem.
[4] Ibidem.
[5] Chelsea School of Art and Design, Londyn, 21-23 maja 2010.
[6] Pamiętaj! kryzys nie zwalnia Cię od odpoczynku, miejski piknik, Chłodna 25, Warszawa, 26 kwietnia 2009.
[7] Park przed CSW, Warszawa, 20.06.2009.
[8] Park(ing), Krzysztof Herman, Warszawa, 17-18 i 21-22 września 2009.
[9] http://obieg.pl/prezentacje/17670.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.06.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12079 Seconds