NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Miasto, pustka i powierzchnia skóry Drukuj
Joanna Erbel   
20.01.2011

W cRedukcja/Mikroprzestrzenie. Synchronizacja, Fundacja Bęc Zmiana, 2011iągu ostatnich dwudziestu lat przestrzeń Warszawy i innych polskich miast zmieniała kilkakrotnie swój kształt. Zagęszczała się, rozrzedzała, aby po pewnym czasie znowu zapełnić się nowymi elementami. Na początku lat 90. chodniki pokryły się ulicznymi straganami, place obrosły metalowymi budkami, pieszczotliwie nazywanymi „szczękami”, z których sprzedawcy z różnych stron Polski i świata handlowali nielegalnymi kasetami, chińskimi dżinsami, rosyjskimi stanikami, butami ze skóropodobnego tworzywa sztucznego czy wieloma innymi produktami. Pojawiły się budki z fast foodem, reklamy wielkoformatowe i diodowe wyświetlacze reklamowe przywołujące światła dyskotekowe i powodujące pulsujący ból głowy. Przestrzeń miejska stała się gęsta od reklamowych komunikatów, produktów w atrakcyjnych cenach, wypełniona tłumem kłębiącym się pomiędzy polowymi łóżkami czy innymi prowizorycznymi stoiskami, które zastawiały przejścia i kierowały codzienne przepływy przechodniów. Wielkomiejski chaos i estetyczny nieład były przekleństwem wszystkich tych, którzy marzyli o uporządkowanej przestrzeni.


Na początku XXI wieku zwolennicy ładu przestrzennego zaczęli coraz skutecznie wpływać na wygląd miast. Rozpoczął się proces renowacji ulic i placów polegający na redukowaniu estetycznej wielości do monolitu płyty granitowej albo kostki Bauma. Miejski chaos został okiełznany. Zbyteczne elementy były systematycznie wyrzucane z centrów miast. Ideałem miejskich planistów stał się wielkomiejski pasaż wolny od niechcianych i nieprzewidzianych użytkowników lub pusty plac idealny na zaplanowane imprezy, łatwy do czyszczenia i kontrolowania. (…) Z czasem, przekształcanie przestrzeni publicznych stało coraz mniej oczywiste i koniecznie. Doszło do spowolnienie tej tendencji i wyłanianie się nowych wzorców planowania miasta. Obecnie, w 2010 roku, obserwujemy intensywny ruch ponownego zagęszczania przestrzeni. To, co kiedyś było ekscesem: projekty artystyczne w przestrzeni publicznej, miejska zieleń, uliczne festiwale, stragany – powoli znowu się zyskuje prawo do obecności w reprezentacyjnych punktach miast. Heterogeniczna, nieuporządkowana przestrzeń mimo, że wciąż nieoczywista, zdobywa coraz szersze rzesze zwolenników i zwolenniczek, zarówno wśród architektek, artystów, badaczek i badaczy społecznych, jak i części miejskich urzędniczek. Stare budynki, uliczne stragany czy budki warzywne nie znikają już niezauważone, a próby ich usunięcia mobilizują coraz liczniejsze protesty społeczne. (…)

  

Materialność naszego otoczenia kształtuje nasze dyspozycje poznawcze, formatuje marzenia i aspiracje. Struktury przestrzenne zostają ucieleśnione i znajdują swoje odbicie w praktykach społecznych. (…) Poszczególne miasta w różny sposób nadają rytm naszemu życiu, wpływają na rozumienie komfortu, bezpieczeństwa. Inaczej również wyznaczają hierarchie prestiżu. (…) Niezależnie od społecznego pochodzenia i płci, zależnie od tego czy mieszkamy w Warszawie, Poznaniu, Berlinie, Londynie, Moskwie, Bombaju czy innym mieście, różnią się nie tylko nasze codzienne praktyki, ale również aspiracje i wyobrażenia o pożądanej zmianie społecznej. Każde miasto działa wedle swoistej dla siebie logiki, która określa zakres oczywistości i wpływa na to, co uznajemy za normalne i zdroworozsądkowe. To, co dla osób żyjących w jednym mieście jest błahe, dla innych może być przeszkodą nie do pokonania. Jednocześnie, miasta nie są statycznymi bytami, ale są w procesie ciągłej transformacji. Kiedy zmienia się logika miasta – zmieniają się społeczne wyobrażania. Ruchy oczyszczania i rozgęszczania przestrzeni wpływają na formę naszego cielesnego poznania. W moim tekście będę chciała pokazać w jaki sposób zmiany w przestrzeni polskich miast wyostrzają i przytępiały nasze zmysły, kierując naszą uwagę od konieczności wielowymiarowego zaangażowania, przez prymat wzroku, aby wraz z ponownym zagęszczaniem się przestrzeni, otworzyć przestrzeń dla multisensualnego poznawania.

  

We władzy spojrzenia

  

Projekty modernizacyjne oparte na czyszczeniu przestrzeni z nadmiarowych elementów opierają się na ruchu segregacji społecznej. Aby uporządkowanie było możliwe, konieczne jest podjęcie decyzji, odnośnie tego, kto ma prawo być widoczny w przestrzeni publicznej, dla kogo zaś nie będzie w niej miejsca. (…) Redukcja obiektów i osób w przestrzeni publicznej to nie tylko zmiana ilościowa, ale przede wszystkim jakościowa. Otwarta przestrzeń jest łatwo kontrolowalna i przejrzysta. Jesteśmy w niej zawsze na widoku. Wiecznie pod obserwacją czujnego oka władzy ucieleśnionego w postaci straży miejskiej, policji, służb porządkowych czy kamer nadzoru. Każdy ruch jest poddawany oglądowi i ocenie. Wkraczając w nią mamy poczucia bycia obserwowanymi. Jak w benthamowskim panoptykonie czujemy, że niezależnie, w którym miejscu stoimy, jesteśmy widoczni z daleka. Ponadto każdy nawet najmniejszy gest wykonany w tej przestrzeni jest zakłóceniem sterylności, które staje się wyraźną interwencją. Pusta przestrzeń domaga się całościowych skończonych projektów. Nie zezwala na próby i pomyłki. Paraliżuje działanie w taki sam sposób, w jaki pusta kartka utrudnia myślenie. Pusta przestrzeń jest czystą potencjalnością, która domaga się wizji całościowego jej zagospodarowania. Uruchamia fantazje o szeroko zakrojonym idealnym planie. Jednocześnie, każdy pojawiający się niej obiekt jest czytany jako próba zastąpienia jednej hegemonicznej narracji inną. Drobna ingerencja jest traktowana jako początek szerzej zakrojonego procesu i często usuwana jako niebezpieczna.

  

Puste, wyczyszczone z przypadkowych elementów przestrzenie ustanawiają specyficzny rodzaj  bycia w mieście. Brak możliwości wejścia w relacje z przestrzenią z braku miejskich mebli, zakazu jazdy na rolkach czy rowerze oraz nieobecność innych ludzi sprawiają, że dane miejsce może być cenione jedynie jako wygodna przestrzeń transferu z jednego miejsca na drugie, albo jako mniej lub bardziej atrakcyjna wizualnie forma. Sprawia to, że nasze ciała uczą się, że przestrzeń publiczna jest jedynie przystankiem na trasie z jednego miejsca do drugiego, a snując się bez celu możemy narazić się na wrogie spojrzenia stróżów. Jednocześnie dochodzi do nadania prymatu wzrokowi, kosztem innych zmysłów. Patrzenie na miasto z dystansu, podczas przemieszczania się sprawia, że spojrzenie staje się głównym narzędziem, który pozwala nam ocenić jakość naszego otoczenia.

  

Wiedza ucieleśniona

  

Dominacja wzroku spycha na dalszy plan inne zmysły i ogranicza nasze myślenie do poruszania w obrębie strategii nakierowanych na miasto jako obraz. Takie ograniczenie percepcji jest wpierane przez marginalizowanie innych zmysłów przez teoretyczne poznanie. (…) Przestrzeń, w której żyjemy podsuwa metafory służące wyjaśnieniu i ożywieniu abstrakcyjnych koncepcje. Codzienne praktyki życia codziennego wpływają na rozstrzygnięcia teoretyczne, jakich dokonujemy odnośnie spójności teorii, typu odniesień, sterylności formy. Popychają myślenie w pewnym kierunku, zgodnym z logiką w przestrzeni, w której funkcjonujemy i hamuje intelektualne rozstrzygnięcia rozbieżne ze sferą cielesnego doświadczenia. (…) Żyjąc w mieście pełnym pustych placów i ulic, preferującym monumentalne sterylne formy, z czasem przestajemy widzieć to, co drobne, marginalne i nieaspirujące do stworzenia alternatywnej wizji przestrzeni miejskiej. W naszym myśleniu unikamy niespójności, niedokończonych wątków i myślenia-pisania w procesie.

  

Ponadto, patrząc na miasto z dystansu, jaki narzuca nam pusta przestrzeń, łatwo zapominamy o cielesnym komforcie odczuwanym przez skórę: o temperaturze, miękkości, wilgotności. Oceniamy swoje otoczenie pod względem wizualnej atrakcyjności i znacznie częściej żądamy poprawy estetyki, innego lepszego miejskiego krajobrazu oglądanego z daleka. Bardziej złości nas kostka Bauma i reklamy wielkopowierzchniowe niż brak czystych publicznych toalet. Często marząc o komforcie życia, bycie razem z innymi przekonujemy siebie i swoich przeciwników, że to, co wygodne może być również wizualnie atrakcyjne i dlatego powinno być cenione. Jak w przypadku projektu  białostockiego projektu „Ładniej? PRL w przestrzeni miasta. Białostocka architektura lat 1945-1989” , którego celem było dowartościowanie PRL-owskich przestrzeni publicznych, kluczowym pytaniem było nie czy: ładniej? Ale czy sprawiedliwiej, bardziej inkluzywnie, wygodniej. 

  

Zamiast mówić o wielozmysłowym doświadczeniu przestrzeni, prowadzimy polityki obrazu – przeciwstawiając jedne zdjęcia innym. Kiedy mamy do czynienia z przestrzeniami, które tak jak bazary czy pełne ludzi place, są trudne do przedstawienia jako ładne miejsca, odwołując się do oceny spojrzenia skazujemy się na porażkę. 

  

Opierając się na ocenie wizualnej nie tylko tracimy w pola widzenia inne, poza wizualne wymiary, ale również nie umiemy odtworzyć dobrych przykładów pojawiających się w przestrzeni publicznej. Mając do czynienia z udanymi projektami nie potrafimy zbadać ich fenomenu na tyle skutecznie, żeby wyjątek od reguły stworzył nową zasadę. Najbardziej wyrazistym przykładem, były losy czasowego projektu Joanny Rajkowskiej, Dotleniacza , dzięki któremu na placu Grzybowskim zaczęli się spotykać różne grupy mieszkańców, mające okazję oglądać się dłużej niż mijając się na ulicy. (…)

  

Multisensualne poznawanie

  

Przejście od pustej przestrzeni do heterogenicznego środowiska oswajającego nas z tym, co niespodziewane, jest nie tylko ruchem w kierunku potencjalnie bardziej inkluzywnej i otwartej na zmiany wizji miasta, jest również poszerzeniem naszego spojrzenia o informacje przekazywane przez inne zmysły. Stopniowe zagęszczanie się przestrzeni miejskiej daje nadzieję na wyjście z impasu poznawczego, którego doświadczamy, kiedy jesteśmy skazani na wieczne dystansowanie się wobec całościowych planów zagospodarowania i ocenianie fragmentów miasta z odejścia kilku kroków. 

  

Zniesienie dystansu wymuszone przez zawężenie się ulic i przejść  uniemożliwia patrzenia z odległości i sprawia, że aby móc działać musimy uruchomić inne zmysły. To już nie wzrok, ale dotyk, słuch i kinetyczne odczuwanie odległości pozwalają nam orientować się w przestrzeni. Z konieczności musimy przekroczyć poznawczy nawyk wzrokocentryzmu i skupić się na szerszych doznaniach cielesnych. Tracąc możliwość oceniania i analizowania otoczenia za pomocą wzroku możemy dać się uwieść smakom i zapachom. To nie oko poprzedza poznanie i prowadzi inne zmysły, ale zespala je skóra. (…)

  

Odroczenie nakierowania się na jeden ze zmysłów sprawia, że zaczynamy inaczej rozumieć również „podział zmysłowości”, który według Jacquesa Rancièra leży u podłoża polityczności. (…) Przestaje on być jedynie polityką obrazu i poszerzeniem widzialnego, ale staje się sporem o to, za pomocą jakich zmysłów powinniśmy przyswajać i starać się zrozumieć miejskie procesy. Czy kryterium stosowanym do odrzucenia danego projekt zagospodarowania przestrzeni jest to, że dane miejsce jest brzydkie i nieestetyczne czy niewygodne? Czy priorytetem jest to, żeby ulice były oznaczone w taki sposób, który umożliwia poruszanie się po nich za pomocą zmysłu dotyku, który prowadzi niewidomych, czy istotniejsze jest, aby rodzaj powierzchni współgrał z otoczeniem kosztem pominięcia pewnej grupy użytkowników i użytkowniczek? Czy obniżenie kosztu utrzymania danego miejsca przez wyłożenie placu granitem zamiast sadzenia roślin można uznać jedynie na techniczny ruch zmiany powierzchni? Czy moczenie nóg w fontannie i leżenie na trawie w centrum miasta można uznać za nieprzyzwoite, skoro odświeża ciało i pozwala mu odpocząć? Czy powody estetyczne są wystarczające, żeby zlikwidować bar z tanim i smacznym jedzeniem?

  

W spotkaniu z zagęszczoną przestrzenią zmienia się również nasze rozumienie bezpieczeństwa. Przestaje być ono utożsamiane z dystansem i fizycznymi barierami odgradzającymi od potencjalnego zagrożenia, ale opiera się na konieczności wejścia w relację z innymi osobami i przedmiotami. Polega na zawarciu sojuszu, z innymi aktorami ludzkimi i nie-ludzkimi (pojazdami, straganami, roślinami, elementami architektury), który nie będzie opierał się na spisanym zestawie reguł, ale negocjowaniu zasad współbycia w danej przestrzeni na poziomie praktyki.  Z wczuciem się w rytm danego miejsca i podążaniem śladem innych, lepiej znających reguły miejskiego chaosu.  Wypełniona ludźmi, zwierzętami i przedmiotami przestrzeń pozwala nam zrozumieć, że podstawą sprawnie działającego miasta, łatwo wchłaniającego nowych przybyszów, nie jest zestaw przestrzeganych przez wszystkich regulacji, ale zachowanie uwagi i czujności na ruchy podejmowane przez innych. Wymaga to poddania się ciału, które reaguje zgodnie z logiką danego miejsca, nawet jeśli intelektualnie jej nie pojmujemy. Każde takie doświadczenie pokazuje, że nasze ciało przyswaja znacznie więcej informacji na temat otoczenia, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Nasze ciała, niczym czarne skrzynki, zbierają informacje, osadzające się w nich w postaci niezwerbalizowanych zachwytów, zaskoczeń, lęków, poczucia komfortu nie odczuwanego wcześniej, i które dopiero z czasem doceniamy, kiedy zostają przywołane przez nowy kontekst teoretyczny.

  

Ucieleśniona wiedza często potrzebujemy czasu, żeby zostać przetworzona do postaci teoretycznych kategorii. Jednak, aby to było możliwe konieczne jest, nie tylko wyczulenie się na informacje jakie, poza wzrokiem, dostarczają nam pozostałe zmysły, ale również uznanie, że planując przestrzeń, konieczne jest nie tylko zapewnienie maksymalnie heterogenicznej przestrzeni, ale również otworzenie się na zdarzenia, którym w danym momencie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Oddanie pola temu, co pojawia się samoistnie jako wynik złożonych procesów miejskich, nawet jeśli w danym momencie nie uznajemy tego za atrakcyjne, seksowne, politycznie słuszne, potrzebne czy intelektualnie stymulujące. Pozwolenie na zagęszczenie się przestrzeni, zamiast z zasady ograniczać wszystkie samorodne działania. Bo tylko zwiększając zróżnicowanie naszego otoczenia możemy mieć nadzieje, że będziemy żyć w mieście oferującym różnorodne usługi, ale również, że będziemy lepiej rozumieć i czuć więcej.

  

  

Tekst jest skróroną wersją artykułu opublikowanego w książce Redukcja/Mikroprzestrzenie. Synchronizacja, Fundacja Bęc Zmiana, 2011.

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.01.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03213 Seconds