|
Kwestia prawa do obecności w przestrzeni miejskiej coraz częściej staje się przedmiotem zarówno refleksji teoretycznej, jak i działań miejskich ruchów społecznych. Jednym z istotniejszych zagadnień stają się pytania, o to kto ma największe prawo do decydowania o przemianie miast: deweloperzy, urzędnicy, mieszkańcy, a jeśli tak, to którzy? Kto jest wykluczony z przestrzeni miejskiej i jakie mechanizmy to wykluczenie wzmacniają?
Diagnozę różnych wymiarów wykluczenia z przestrzeni miejskiej znajdujemy zarówno w pracach badaczy i badaczek społecznych, jak i w akcjach artystycznych czy politycznych manifestacjach. Odpowiedzi na pytanie o prawo do miasta opiera się zazwyczaj na przeciwstawieniu grupy uprzywilejowanej w przestrzeni miejskiej kosztem grupy wykluczonej: konsumentów – obywatelom, deweloperów – mieszkańcom, władz miasta – lokalnym kupcom, globalnych korporacji – lokalnym inicjatywom, itp. Takie binarne opozycje, które są wygodnym narzędziem, pozwalającym uwypuklić dane zjawisko i opisać jego specyfikę wymagają skonstruowania w miarę spójnego podmiotu wykluczanego. Jego role pełnią najczęściej różnego rodzaju mniejszości: etniczne, seksualne, bezdomni, niepełnosprawni, starsi. Trudności z wyznaczeniem charakterystyki grupy wykluczonej z przestrzeni miejskiej oraz wielowymiarowość tego wykluczenia sprawiają, że niektóre wymiary wykluczenia nie tylko nie trafiają na sztandary protestujących, ale również rzadziej stają się przedmiotem refleksji teoretycznej. Dzieje się tak między innymi w przypadku wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej, którego nie sposób sprowadzić do jednej kategorii pozwalającej określić wspólny mianownik różnych jego praktyk. (…) Cielesne poczucie niestosowności, przytłoczenia, niepokój, fizyczne zmęczenie podczas poruszania się po mieście, czy inne objawy somatyczne, to sposoby, w jakie jednostki odczuwają niedostosowanie swoich habitusów do struktury miejskiej. Mimo iż relacje między jednostkowymi habitusami a nasyconą znaczeniami tkanką miejską są bardzo złożone, można wyróżnić trzy wymiary, w których działają mechanizmy wykluczenia kobiet z przestrzeni publicznej. Pierwszy związany jest z kształtem budynków, elementów wyposażenia wnętrz i fragmentów małej architektury i odnosi się do esencjalistycznego rozumienia „męskości” oraz „kobiecości”. Drugi dotyczy miasta jako przestrzeni definiowanej przez hegemoniczne narracje historyczne, które materializują się w tkance miejskiej. Trzeci dotyczy miasta jako przestrzeni praktyk życia codziennego, pomija kwestie płci biologicznej i wskazuje na czynności, które kulturowo uznawane są za męskie albo za kobiece. Te trzy wymiary nieraz występują jednocześnie, a stopień doświadczania ich opresyjności jest silnie związany z usytuowaniem społecznym danej jednostki. Brak czystych publicznych toalet i wysokie krawężniki stanowiące poważne utrudnienie dla kobiet ciężarnych i z dziećmi mogą być niedostrzegalne przez młode kobiety, z których część bardziej skłonna byłaby skupić się na wymiarze symbolicznym miasta. Aby zrozumieć specyfikę przestrzennego wykluczenia kobiet konieczne jest odniesienie się do więcej niż jednego z opisanych wymiarów. (…) Na pierwszy z wymienionych wymiarów związanym ze zdominowanie architektury przez męską perspektywę wskazuje Elizabeth Grosz. Twierdzi ona, że architektura, jako dyscyplina jest „fallocentryczna w samej swojej strukturze” i, o ile jest świadoma uwikłania w cielesność, to jednak „tym, co nie jest ucieleśnione, jest kwestia różnic płci”. To męskie ciało, ze swoimi proporcjami, jest punktem odniesienia, a falliczność staje się głównym motywem w architekturze. Ucieleśnienie męskiego punktu widzenia w formie architektonicznej przejawia się w postaci dominacji fallicznych obiektów oraz przez traktowanie męskiego ciała jako uniwersalnego punktu odniesienia. Najbardziej wyrazistym przykładem takiego podejścia jest schemat proporcji autorstwa Le Corbusiera umieszczony w formie płaskorzeźby na froncie Jednostki Mieszkaniowej w Marsylii, który miał być podstawą do projektowania optymalnych przestrzeni mieszkalnych. Miał on stanowić esencję harmonii, która leżała u podstaw wszystkich proporcji zastosowanych w tym budynku. Punktem odniesienia dla architekta były proporcje męskiego ciała. Pierwotnie Le Corbusier ustalił średni wzrost człowieka na 175 cm, ale gdy dowiedział się, że przeciętny wzrost angielskiego policjanta wynosi sześć stóp, uczynił 183 cm wzrostem, z którego wywodził dalsze proporcje. W ten sposób wzrost angielskiego policjanta zyskał rangę uniwersalnego punktu odniesienia i stał się miarą do określenia standardu wysokości stołów, krzeseł czy różnych innych sprzętów domowych, ale również mebli związanych z pełnieniem funkcji publicznych, takich jak mównica. Tworzenie przestrzeni na miarę mężczyzny (stosunkowo wysokiego) nabiera szczególnego znaczenia w przypadku mównicy oraz innych elementów wyposażenia przestrzeni związanych z aktywnością publiczną. Określenie jakie i czyje ciało będzie idealnie wpasowywało się w przestrzeń wskazuje na oczekiwania wobec przyszłych użytkowników i może wpływać na społeczne interakcje. Z jednej strony ma znaczenie dla odbioru mówczyń bądź mówców, niższych bądź wyższych niż przewiduje designerska norma. Z drugiej strony, może wpływać na komfort osoby przemawiającej, która czuje, że przestrzeń, w której przebywa nie została skrojona na jej lub jego miarę. Z kolei na falliczność jako dominujący motyw w architekturze wskazuje Jackie Craven. Podaje ona przykłady „męskich” i „żeńskich” budynków. Męskie cechuje strzelistość, siła, przysadzistość, zwykle posiadają też regularną, surową formę oraz gładką powierzchnię, widoczną w większość wieżowców, czy budynków przypominających kształtem Pałac Kultury i Nauki. Kobiece zaś są oparte na nieregularnych krzywych i mają kształt zbliżony do kobiecego ciała. Są bardziej miękkie na poziomie formy, przypominają łono (jak Esplanada w Singapurze) albo muszlę (jak Opera w Sidney), w której można się schronić, jak w brzuchu matki. (…) Tak rozumiana męskość i kobiecość, związana z funkcjami reprodukcyjnymi i z płcią biologiczną, sprowadza nasze myślenie o architekturze do kategorii esencjalistycznych i przekonania, że w mieście da się oddzielić to, co męskie od tego, co kobiece. Co więcej, głosy wskazujące na falliczność obiektów, które utożsamia się z męską dominacją często są formułowane w innej sprawie niż realna obrona praw kobiet. Widać to zwłaszcza podczas dyskusji dotyczącej obecności minaretów w europejskich miastach, gdzie ksenofobia i niechęć do innych religii kryje się za feministyczną emancypacyjną retoryką. Falliczność jako argument za usunięciem minaretów chętnie bywa podejmowany przez skrajną prawicę, która w innych kwestiach jest daleka od wspierania emancypacyjnej walki kobiet i całkowicie pomija falliczny charakter innych budynków, zarówno kościołów, jak i wieżowców. Drugim wymiarem, w którym dochodzi do wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej jest wymiar historycznych narracji. Zapisana w miastach historia kobiet jest skrzętnie ukryta, prawie nieobecna. Chodząc po mieście można przeczytać, na jakich ulicach toczyły się walki narodowowyzwoleńcze i mieściły komitety strajkowe, ale trudno jest zlokalizować miejsc kluczowych dla rozwoju ruchu feministycznego czy alternatywne wobec męskich klubów przestrzenie, w których spotykały się kobiety. Pamięć o nich ginie wraz z tymi, które w danych wydarzeniach uczestniczyły, albo w trudno dostępnych archiwach, a my, podejmując kolejne akcje, nie jesteśmy świadome, że nie działamy w pustce, tylko wpisujemy się w historię lokalnych walk o emancypację. Tworzenie własnej przestrzeni jest szczególnie ważne ze względu na symboliczną władzę, jaką daje możliwość zaznaczenia swojej obecności w materialnej tkance miasta. Próbę przywrócenia pamięci o miejscach ważnych w historii ruchów emancypacyjnych podejmują takie teoretyczki jak Dolores Hayden, Lynne Walker, Despina Stratigakos. Dolores Hayden wskazuje na pamięć miejsca jako na wymiar pamięci społecznej, który materializuje się w przestrzeni miejskiej. (…) Przestrzeń miasta ma siłę wzmacniania jednych narracji historycznych i osłabiania innych. Jest wizualną reprezentacją uspołecznionej historii. Pamiętanie albo powtórne rozpoznanie miejsc, w których toczyły się istotne dla danej grupy wydarzenia jest elementem istotnej dla ruchów emancypacyjnych polityki historycznej. Miejsca do tej pory utożsamiane ze zmaskulinizowaną wizją polityki i sfery publicznej mogą zyskać nowe znaczenie i wskazać na nową warstwę znaczeń obecnych w zróżnicowanej przestrzeni miast. Takie przemapowania Londynu, Berlina i Krakowa dokonują odpowiednio Lynne Walker, Despina Stratigakos oraz autorki Krakowskiego szlaku kobiet. Przewodniczki po Krakowie. Walker opisuje wiktoriański Londyn z perspektywy niezależnych kobiet z klasy średniej tworzących Ruch Kobiet, które w XIX wieku budowały sieci sojuszy i tworzyły organizacje walczące o emancypację kobiet. Jednocześnie wskazuje na przeszkody, jakie napotykały kobiety przy próbie wyjścia z przestrzeni prywatnej związanej z przekonaniem, że miejscem dla szanującej się kobiety z klasy średniej jest dom. (…) Stworzenie mapy miejsc istotnych dla XIX-wiecznego ruchu emancypacyjnego w Londynie, na której znajdują się zarówno prywatne, jak i publiczne budynki oraz inne miejsca, pozwala nam również inaczej spojrzeć na relację między przestrzenią miejską a politycznością. Po pierwsze, dowartościowuje polityczne inicjatywy, które odbywały się w przestrzeniach prywatnych i włącza je do mapy istotnych miejsc dla ruchów kobiecych na tej samej zasadzie, co miejsca publicznie dostępne. Po drugie, pokazuje na rosnącą świadomość ruchów kobiecych co do konieczności cielesnej obecności w przestrzeni publicznej jako jednej z ważniejszych strategii emancypacji. Despina Stratigakos, opisując przemiany Berlina na początku XX wieku, podkreśla, że wkroczenie kobiet do przestrzeni publicznej jako niezależnych podmiotów wymagało nie tylko społecznego przyzwolenia na ich obecność i rozluźnienia gorsetów utrudniających poruszanie się, ale przede wszystkim nowych przestrzeni: biur, klubów, wystaw, gdzie czułyby się swobodnie. Wskazuje na znaczenie „kapitału przestrzennego”, który jest formą reprezentacji kobiecej obecności w mieście, wraz z ich praktykami i estetyką. Samo zaangażowanie w przekraczanie granic na poziomie dyskursów i własnej subiektywności nie jest wystarczające i jednocześnie, konieczne jest przekształcanie tkanki miejskiej. Stratigakos pokazuje zbiorowy wysiłek wielu kobiet z klasy średniej, w tym wielu architektek, w budowanie nowej rzeczywistości. Podkreśla, że „w stosunku do powszechnych wyobrażeń berlińskie kobiety z klasy średniej były znacznie śmielsze i wyraźnie konfrontacyjne. One również używały cegieł, żeby walczyć z wykluczeniem, ale łącząc je ze sobą zaprawą, a nie rozbijać nimi okna”. Przywołanie tej zmaterializowanej w ścianach berlińskich budynków historii emancypacji kobiet jest również koniecznym elementem walki przeciwko współczesnym formom przestrzennego wykluczenia. Tworzenie nowych map miast, które pokazują historię kobiet jako niezależnych politycznych podmiotów przeciwstawia się dominującym spojrzeniu na historię miast z perspektywy męskiego doświadczenia. Jak podkreśla Natalia Sarata, autorka tekstu otwierającego Krakowski szlak kobiet, w większości miejskich opowieści „kobiety odgrywają rolę przykładnych żon i matek, cnotliwych królowych lub awanturujących się mieszczańskich żon, czasami muz wybitnych artystów – mężczyzn”. Sarata wskazuje na związek nieobecności kobiet zapisanej w historii miast z rzeczywistą i symboliczną nieobecnością kobiet w przestrzeni publicznej. Odtworzenie historii obecności krakowskich Emancypantek ma również na celu pokazanie szerokiego spektrum praktyk kobiet, które wywodziły się z różnych środowisk, warstw społecznych, posiadały różne wykształcenie, światopoglądy i działały na rzecz emancypacji kobiet na różnych polach. Przywrócenie Krakowi pamięci o działaniach emancypantek pozwala również zakorzenić współczesne działania ruchu feministycznego w historii i pokazać ciągłość walki przeciwko wykluczeniu kobiet z przestrzeni miasta i sfery publicznej. (…) Praca z historią miejsc i przywracanie miastu kobiecych narracji zawiesza uwspólnienie definicji kobiecego doświadczenia, które odróżniałoby je od innego rodzaju doświadczeń. Przemapowywanie przestrzeni miejskiej nie polega na podmienieniu narracji, ale raczej na wpleceniu do tej obowiązującej wielu narracji sprzecznych z nią i ze sobą nawzajem. Kolejnym wymiarem, w którym mamy do czynienia z przestrzennym wykluczeniem kobiet jest sama materialność miasta, ale rozumiana nie jako symboliczna reprezentacja „męskości” albo „kobiecości”, ale jako fizyczna bariera utrudniająca poruszanie się po mieście kobietom (albo mężczyznom, pełniącym role zwyczajowo uznawane za kobiece). Jest to wymiar, który w jeszcze większym stopniu niż wymiar obecnych w mieście historycznych narracji pozwala nam nie wpadać w pułapkę ograniczania pojęcia „kobiecości” do jasno określonej definicji. Narzędziem pozwalającym zdiagnozować przestrzenne wykluczenie kobiet nie jest intelektualna praca nad pojęciami, ale obserwacja codziennych praktyk jednostek, ich strategii poruszania się po mieście, fizycznej obecności na ulicach albo przeciwnie – nieobecności. (…) Bariery architektoniczne – w przeciwieństwie do barier instytucjonalnych, czy wynikających z dostosowania habitusu jednostek do danego pola – nie dają się łatwo sprowadzić do jednej przyczyny (rasizm, klasizm, seksizm), nie można ich również przetłumaczyć na brak kompetencji czy motywacji jednostki. Ciało w kontakcie z przestrzenią miejską silniej niż przy spotkaniu z innymi strukturami wskazuje na opresyjne momenty. Wprawdzie można wnosić wózek po schodach i wykonywać akrobacje w windzie (co dla wielu osób jest elementem codziennego doświadczenia), ale jednocześnie trudno twierdzić, że tym, co przede wszystkim powinno ulec zmianie jest kondycja fizyczna rodzica, czy też uzależnienie od zewnętrznych ograniczeń w postaci dziecka. Nikt nie oczekuje od drobnej matki chodzenia na siłownię, aby zyskać kondycję i siłę sportowca, ani nie namawia do zerwania relacji z dzieckiem. Tak jak mało kto próbuje przekonać rowerzystkę, że to, iż ścieżka kończy się schodami wynika ze specyfiki danego miejsca i lokalnej tradycji. Bariery, wynikające ze złego zaplanowania przestrzeni nie dają się redukować ani ignorować. Jednocześnie oczywiste jest, że dotyczą one więcej niż jednej kategorii osób. Na pewnych udogodnieniach, takich jak parki, niskopodłogowe autobusy, wygodne ławki w parkach, jak i wiele innych, zależy różnym grupom społecznym: rodzicom z dziećmi, starszym, niepełnosprawnym, osobom z ciężkimi bagażami. Takich przykładów można podawać bez liku – wszystkie one pokazują, że w mieście, rodzaj wspólnoty, jak i typ opresji, jakiemu podlega jednostka, nie tylko jest wielowymiarowy, ale często również łatwo rozpoznawalny przez proksemiczną bliskość z innymi opresjonowanymi. Nieprzyjazna tkanka miejska często prowadzi do samowykluczenia jednostek z uczestnictwa z przestrzeni publicznej i ograniczenia wychodzenia z domu do koniecznego minimum, ale może być również impulsem do zawarcia sojuszy i wspólnej walki przeciwko barierom architektonicznym. (…) Spojrzenie na wykluczenie kobiet z przestrzeni miejskiej z perspektywy tych trzech wymiarów pozwala na włączenie do myślenia o niej szerokiego spektrum doświadczeń kobiet niezależnie od ich pochodzenia społecznego, etnicznego, wyznawanej religii, czy wieku. Stopień opresyjności przestrzeni miejskiej może być w różnie odczuwany przez każdą mieszkankę miasta. Jednocześnie, patrzenie na społeczeństwo z perspektywy miasta pozwala uniknąć błędu popełnianego przez wielu teoretyków i teoretyczki, polegającego na zbyt szybkim redukowaniu obszaru badawczego, co prowadzi do nierozpoznania złożoności interesów różnych aktorów społecznych i ignorowania istotnych sojuszy, które nawet jeśli są tymczasowe i zakorzenione w praktycznych działaniach, stanowią istotny wymiar relacji społecznych. Poziom praktyk, silnie obecny w mieście, podważa też pewne kategorie – takie jak płeć, która w mieście niewiele na wspólnego z biologią ciała, ale dużo więcej z mobilnością i uwikłaniem w różnego rodzaju praktyki. Można wyraźnie zobaczyć to, co dla urbanisty jest oczywistością, a dla teoretyczki wyzwaniem intelektualnym – że mężczyzna na wózku jest matką z dzieckiem. ________________ | Tekst stanowi fragmenty szkicu ogłoszonego w książce Krakowski szlak kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, Tom II pod red. Ewy Furgał, który właśnie ukazał się nakładem Fundacji Przestrzeń Kobiet. Zapraszamy do lektury całości. Szczególy: www.przestrzenkobiet.pl. |
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...