NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Gender w mieście Drukuj
Joanna Erbel   
15.09.2010

fot. www.przestrzenkobiet.plKwestia prawa do obecności w przestrzeni miejskiej coraz częściej staje się przedmiotem zarówno refleksji teoretycznej, jak i działań miejskich ruchów społecznych. Jednym z istotniejszych zagadnień stają się pytania, o to kto ma największe prawo do decydowania o przemianie miast: deweloperzy, urzędnicy, mieszkańcy, a jeśli tak, to którzy? Kto jest wykluczony z przestrzeni miejskiej i jakie mechanizmy to wykluczenie wzmacniają?

 

Diagnozę różnych wymiarów wykluczenia z przestrzeni miejskiej znajdujemy zarówno w pracach badaczy i badaczek społecznych, jak i w akcjach artystycznych czy politycznych manifestacjach. Odpowiedzi na pytanie o prawo do miasta opiera się zazwyczaj na przeciwstawieniu grupy uprzywilejowanej w przestrzeni miejskiej kosztem grupy wykluczonej: konsumentów – obywatelom, deweloperów – mieszkańcom, władz miasta – lokalnym kupcom, globalnych korporacji – lokalnym inicjatywom, itp. Takie binarne opozycje, które są wygodnym narzędziem, pozwalającym uwypuklić dane zjawisko i opisać jego specyfikę wymagają skonstruowania w miarę spójnego podmiotu wykluczanego. Jego role pełnią najczęściej różnego rodzaju mniejszości: etniczne, seksualne, bezdomni, niepełnosprawni, starsi. Trudności z wyznaczeniem charakterystyki grupy wykluczonej z przestrzeni miejskiej oraz wielowymiarowość tego wykluczenia sprawiają, że niektóre wymiary wykluczenia nie tylko nie trafiają na sztandary protestujących, ale również rzadziej stają się przedmiotem refleksji teoretycznej. Dzieje się tak między innymi w przypadku wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej, którego nie sposób sprowadzić do jednej kategorii pozwalającej określić wspólny mianownik różnych jego praktyk. (…)

 

Cielesne poczucie niestosowności, przytłoczenia, niepokój,  fizyczne zmęczenie podczas poruszania się po mieście, czy inne objawy somatyczne, to sposoby, w jakie jednostki odczuwają niedostosowanie swoich habitusów do struktury miejskiej. Mimo iż relacje między jednostkowymi habitusami a nasyconą znaczeniami tkanką miejską są bardzo złożone, można wyróżnić trzy wymiary, w których działają mechanizmy wykluczenia kobiet z przestrzeni publicznej. Pierwszy związany jest z kształtem budynków, elementów wyposażenia wnętrz i fragmentów małej architektury i odnosi się do esencjalistycznego rozumienia „męskości” oraz „kobiecości”. Drugi dotyczy miasta jako przestrzeni definiowanej przez hegemoniczne narracje historyczne, które materializują się w tkance miejskiej. Trzeci dotyczy miasta jako przestrzeni praktyk życia codziennego, pomija kwestie płci biologicznej i wskazuje na czynności, które kulturowo uznawane są za męskie albo za kobiece. Te trzy wymiary nieraz występują jednocześnie, a stopień doświadczania ich opresyjności jest silnie związany z usytuowaniem społecznym danej jednostki. Brak czystych publicznych toalet i wysokie krawężniki stanowiące poważne utrudnienie dla kobiet ciężarnych i z dziećmi mogą być niedostrzegalne przez młode kobiety, z których część bardziej skłonna byłaby skupić się na wymiarze symbolicznym miasta. Aby zrozumieć  specyfikę przestrzennego wykluczenia kobiet konieczne jest odniesienie się do więcej niż jednego z opisanych wymiarów. (…)

 

Na pierwszy z wymienionych wymiarów związanym ze zdominowanie architektury przez męską perspektywę wskazuje Elizabeth Grosz. Twierdzi ona, że architektura, jako dyscyplina jest „fallocentryczna w samej swojej strukturze” i, o ile jest świadoma uwikłania w cielesność, to jednak „tym, co nie jest ucieleśnione, jest kwestia różnic płci”. To męskie ciało, ze swoimi proporcjami, jest punktem odniesienia, a falliczność staje się głównym motywem w architekturze. Ucieleśnienie męskiego punktu widzenia w formie architektonicznej przejawia się w postaci dominacji fallicznych obiektów oraz przez traktowanie męskiego ciała jako uniwersalnego punktu odniesienia. Najbardziej wyrazistym przykładem takiego podejścia jest schemat proporcji autorstwa Le Corbusiera umieszczony w formie płaskorzeźby na froncie Jednostki Mieszkaniowej w Marsylii, który miał być podstawą do projektowania optymalnych przestrzeni mieszkalnych. Miał on stanowić esencję harmonii, która leżała u podstaw wszystkich proporcji zastosowanych w tym budynku. Punktem odniesienia dla architekta były proporcje męskiego ciała. Pierwotnie Le Corbusier ustalił średni wzrost człowieka na 175 cm, ale gdy dowiedział się, że przeciętny wzrost angielskiego policjanta wynosi sześć stóp, uczynił 183 cm wzrostem, z którego wywodził dalsze proporcje. W ten sposób wzrost angielskiego policjanta zyskał rangę uniwersalnego punktu odniesienia i stał się miarą do określenia standardu wysokości stołów, krzeseł czy różnych innych sprzętów domowych, ale również mebli związanych z pełnieniem funkcji publicznych, takich jak mównica. Tworzenie przestrzeni na miarę mężczyzny (stosunkowo wysokiego) nabiera szczególnego znaczenia w przypadku mównicy oraz innych elementów wyposażenia przestrzeni związanych z aktywnością publiczną. Określenie jakie i czyje ciało będzie idealnie wpasowywało się w przestrzeń wskazuje na oczekiwania wobec przyszłych użytkowników i może wpływać na społeczne interakcje. Z jednej strony ma znaczenie dla odbioru mówczyń bądź mówców, niższych bądź wyższych niż przewiduje designerska norma. Z drugiej strony, może wpływać na komfort osoby przemawiającej, która czuje, że przestrzeń, w której przebywa nie została skrojona na jej lub jego miarę.

 

Z kolei na falliczność jako dominujący motyw w architekturze wskazuje Jackie Craven. Podaje ona przykłady „męskich” i „żeńskich” budynków. Męskie cechuje strzelistość, siła, przysadzistość, zwykle posiadają też regularną, surową formę oraz gładką powierzchnię, widoczną w większość wieżowców, czy budynków przypominających kształtem Pałac Kultury i Nauki. Kobiece zaś są oparte na nieregularnych krzywych i mają kształt zbliżony do kobiecego ciała. Są bardziej miękkie na poziomie formy, przypominają łono (jak Esplanada w Singapurze) albo muszlę (jak Opera w Sidney), w której można się schronić, jak w brzuchu matki. (…) Tak rozumiana męskość i kobiecość, związana z funkcjami reprodukcyjnymi i z płcią biologiczną, sprowadza nasze myślenie o architekturze do kategorii esencjalistycznych i przekonania, że w mieście da się oddzielić to, co męskie od tego, co kobiece. Co więcej, głosy wskazujące na falliczność obiektów, które utożsamia się z męską dominacją często są formułowane w innej sprawie niż realna obrona praw kobiet. Widać to zwłaszcza podczas dyskusji dotyczącej obecności minaretów w europejskich miastach, gdzie ksenofobia i niechęć do innych religii kryje się za feministyczną emancypacyjną retoryką. Falliczność jako argument za usunięciem minaretów chętnie bywa podejmowany przez skrajną prawicę, która w innych kwestiach jest daleka od wspierania emancypacyjnej walki kobiet i całkowicie pomija falliczny charakter innych budynków, zarówno kościołów, jak i wieżowców.

 

Drugim wymiarem, w którym dochodzi do wykluczenia kobiet z przestrzeni miejskiej jest wymiar historycznych narracji. Zapisana w miastach historia kobiet jest skrzętnie ukryta, prawie nieobecna. Chodząc po mieście można przeczytać, na jakich ulicach toczyły się walki narodowowyzwoleńcze i mieściły komitety strajkowe, ale trudno jest zlokalizować miejsc kluczowych dla rozwoju ruchu feministycznego czy alternatywne wobec męskich klubów przestrzenie, w których spotykały się kobiety. Pamięć o nich ginie wraz z tymi, które w danych wydarzeniach uczestniczyły, albo w trudno dostępnych archiwach, a my, podejmując kolejne akcje, nie jesteśmy świadome, że nie działamy w pustce, tylko wpisujemy się w historię lokalnych walk o emancypację. Tworzenie własnej przestrzeni jest szczególnie ważne ze względu na symboliczną władzę, jaką daje możliwość zaznaczenia swojej obecności w materialnej tkance miasta. Próbę przywrócenia pamięci o miejscach ważnych w historii ruchów emancypacyjnych podejmują takie teoretyczki jak Dolores Hayden, Lynne Walker, Despina Stratigakos. Dolores Hayden wskazuje na pamięć miejsca jako na wymiar pamięci społecznej, który materializuje się w przestrzeni miejskiej. (…) Przestrzeń miasta ma siłę wzmacniania jednych narracji historycznych i osłabiania innych. Jest wizualną reprezentacją uspołecznionej historii. Pamiętanie albo powtórne rozpoznanie miejsc, w których toczyły się istotne dla danej grupy wydarzenia jest elementem istotnej dla ruchów emancypacyjnych polityki historycznej. Miejsca do tej pory utożsamiane ze zmaskulinizowaną wizją polityki i sfery publicznej mogą zyskać nowe znaczenie i wskazać na nową warstwę znaczeń obecnych w zróżnicowanej przestrzeni miast. Takie przemapowania Londynu, Berlina i Krakowa dokonują odpowiednio Lynne Walker, Despina Stratigakos oraz autorki Krakowskiego szlaku kobiet. Przewodniczki po Krakowie. Walker opisuje wiktoriański Londyn z perspektywy niezależnych kobiet z klasy średniej tworzących Ruch Kobiet, które w XIX wieku budowały sieci sojuszy i tworzyły organizacje walczące o emancypację kobiet. Jednocześnie wskazuje na przeszkody, jakie napotykały kobiety przy próbie wyjścia z przestrzeni prywatnej związanej z przekonaniem, że miejscem dla szanującej się kobiety z klasy średniej jest dom. (…) Stworzenie mapy miejsc istotnych dla XIX-wiecznego ruchu emancypacyjnego w Londynie, na której znajdują się zarówno prywatne, jak i publiczne budynki oraz inne miejsca, pozwala nam również inaczej spojrzeć na relację między przestrzenią miejską a politycznością. Po pierwsze, dowartościowuje polityczne inicjatywy, które odbywały się w przestrzeniach prywatnych i włącza je do mapy istotnych miejsc dla ruchów kobiecych na tej samej zasadzie, co miejsca publicznie dostępne. Po drugie, pokazuje na rosnącą świadomość ruchów kobiecych co do konieczności cielesnej obecności w przestrzeni publicznej jako jednej z ważniejszych strategii emancypacji.

 

Despina Stratigakos, opisując przemiany Berlina na początku XX wieku, podkreśla, że wkroczenie kobiet do przestrzeni publicznej jako niezależnych podmiotów wymagało nie tylko społecznego przyzwolenia na ich obecność i rozluźnienia gorsetów utrudniających poruszanie się, ale przede wszystkim nowych przestrzeni: biur, klubów, wystaw, gdzie czułyby się swobodnie. Wskazuje na znaczenie „kapitału przestrzennego”, który jest formą reprezentacji kobiecej obecności w mieście, wraz z ich praktykami i estetyką. Samo zaangażowanie w przekraczanie granic na poziomie dyskursów i własnej subiektywności nie jest wystarczające i jednocześnie, konieczne jest przekształcanie tkanki miejskiej. Stratigakos pokazuje zbiorowy wysiłek wielu kobiet z klasy średniej, w tym wielu architektek, w budowanie nowej rzeczywistości. Podkreśla, że „w stosunku do powszechnych wyobrażeń berlińskie kobiety z klasy średniej były znacznie śmielsze i wyraźnie konfrontacyjne. One również używały cegieł, żeby walczyć z wykluczeniem, ale łącząc je ze sobą zaprawą, a nie rozbijać nimi okna”. Przywołanie tej zmaterializowanej w ścianach berlińskich budynków historii emancypacji kobiet jest również koniecznym elementem walki przeciwko współczesnym formom przestrzennego wykluczenia. Tworzenie nowych map miast, które pokazują historię kobiet jako niezależnych politycznych podmiotów przeciwstawia się dominującym spojrzeniu na historię miast z perspektywy męskiego doświadczenia. Jak podkreśla Natalia Sarata, autorka tekstu otwierającego Krakowski szlak kobiet, w większości miejskich opowieści „kobiety odgrywają rolę przykładnych żon i matek, cnotliwych królowych lub awanturujących się mieszczańskich żon, czasami muz wybitnych artystów – mężczyzn”. Sarata wskazuje na związek nieobecności kobiet zapisanej w historii miast z rzeczywistą i symboliczną nieobecnością kobiet w przestrzeni publicznej. Odtworzenie historii obecności krakowskich Emancypantek ma również na celu pokazanie szerokiego spektrum praktyk kobiet, które wywodziły się z różnych środowisk, warstw społecznych, posiadały różne wykształcenie, światopoglądy i działały na rzecz emancypacji kobiet na różnych polach. Przywrócenie Krakowi pamięci o działaniach emancypantek pozwala również zakorzenić współczesne działania ruchu feministycznego w historii i pokazać ciągłość walki przeciwko wykluczeniu kobiet z przestrzeni miasta i sfery publicznej. (…)

 

Praca z historią miejsc i przywracanie miastu kobiecych narracji zawiesza uwspólnienie definicji kobiecego doświadczenia, które odróżniałoby je od innego rodzaju doświadczeń. Przemapowywanie przestrzeni miejskiej nie polega na podmienieniu narracji, ale raczej na wpleceniu do tej obowiązującej wielu narracji sprzecznych z nią i ze sobą nawzajem.

 

Kolejnym wymiarem, w którym mamy do czynienia z przestrzennym wykluczeniem kobiet jest sama materialność miasta, ale rozumiana nie jako symboliczna reprezentacja „męskości” albo „kobiecości”, ale jako fizyczna bariera utrudniająca poruszanie się po mieście kobietom (albo mężczyznom, pełniącym role zwyczajowo uznawane za kobiece). Jest to wymiar, który w jeszcze większym stopniu niż wymiar obecnych w mieście historycznych narracji pozwala nam nie wpadać w pułapkę ograniczania pojęcia „kobiecości” do jasno określonej definicji.

 

Narzędziem pozwalającym zdiagnozować przestrzenne wykluczenie kobiet nie jest intelektualna praca nad pojęciami, ale obserwacja codziennych praktyk jednostek, ich strategii poruszania się po mieście, fizycznej obecności na ulicach albo przeciwnie – nieobecności. (…) Bariery architektoniczne – w przeciwieństwie do barier instytucjonalnych, czy wynikających z dostosowania habitusu jednostek do danego pola – nie dają się łatwo sprowadzić do jednej przyczyny (rasizm, klasizm, seksizm), nie można ich również przetłumaczyć na brak kompetencji czy motywacji jednostki. Ciało w kontakcie z przestrzenią miejską silniej niż przy spotkaniu z innymi strukturami wskazuje na opresyjne momenty. Wprawdzie można wnosić wózek po schodach i wykonywać akrobacje w windzie (co dla wielu osób jest elementem codziennego doświadczenia), ale jednocześnie trudno twierdzić, że tym, co przede wszystkim powinno ulec zmianie jest kondycja fizyczna rodzica, czy też uzależnienie od zewnętrznych ograniczeń w postaci dziecka. Nikt nie oczekuje od drobnej matki chodzenia na siłownię, aby zyskać kondycję i siłę sportowca, ani nie namawia do zerwania relacji z dzieckiem. Tak jak mało kto próbuje przekonać rowerzystkę, że to, iż ścieżka kończy się schodami wynika ze specyfiki danego miejsca i lokalnej tradycji.

 

Bariery, wynikające ze złego zaplanowania przestrzeni nie dają się redukować ani ignorować. Jednocześnie oczywiste jest, że dotyczą one więcej niż jednej kategorii osób. Na pewnych udogodnieniach, takich jak parki, niskopodłogowe autobusy, wygodne ławki w parkach, jak i wiele innych, zależy różnym grupom społecznym: rodzicom z dziećmi, starszym, niepełnosprawnym, osobom z ciężkimi bagażami. Takich przykładów można podawać bez liku – wszystkie one pokazują, że w mieście, rodzaj wspólnoty, jak i typ opresji, jakiemu podlega jednostka, nie tylko jest wielowymiarowy, ale często również łatwo rozpoznawalny przez proksemiczną bliskość z innymi opresjonowanymi. Nieprzyjazna tkanka miejska często prowadzi do samowykluczenia jednostek z uczestnictwa z przestrzeni publicznej i ograniczenia wychodzenia z domu do koniecznego minimum, ale może być również impulsem do zawarcia sojuszy i wspólnej walki przeciwko barierom architektonicznym. (…)

 

Spojrzenie na wykluczenie kobiet z przestrzeni miejskiej z perspektywy tych trzech wymiarów pozwala na włączenie do myślenia o niej szerokiego spektrum doświadczeń kobiet niezależnie od ich pochodzenia społecznego, etnicznego, wyznawanej religii, czy wieku. Stopień opresyjności przestrzeni miejskiej może być w różnie odczuwany przez każdą mieszkankę miasta. Jednocześnie, patrzenie na społeczeństwo z perspektywy miasta pozwala uniknąć błędu popełnianego przez wielu teoretyków i teoretyczki, polegającego na zbyt szybkim redukowaniu obszaru badawczego, co prowadzi do nierozpoznania złożoności interesów różnych aktorów społecznych i ignorowania istotnych sojuszy, które nawet jeśli są tymczasowe i zakorzenione w praktycznych działaniach, stanowią istotny wymiar relacji społecznych. Poziom praktyk, silnie obecny w mieście, podważa też pewne kategorie – takie jak płeć, która w mieście niewiele na wspólnego z biologią ciała, ale dużo więcej z mobilnością i uwikłaniem w różnego rodzaju praktyki. Można wyraźnie zobaczyć to, co dla urbanisty jest oczywistością, a dla teoretyczki wyzwaniem intelektualnym – że mężczyzna na wózku jest matką z dzieckiem.

________________ 
fot. www.przestrzenkobiet.pl  Tekst stanowi fragmenty szkicu ogłoszonego w książce Krakowski szlak kobiet. Przewodniczka po Krakowie emancypantek, Tom II pod red. Ewy Furgał, który właśnie ukazał się nakładem Fundacji Przestrzeń Kobiet. Zapraszamy do lektury całości. Szczególy: www.przestrzenkobiet.pl.
  
Komentarze
Dodaj nowy
tommek   |16.09.2010 00:03:20
Stworzyć sobie problem z ‘faliczności’ architektury i się nim dogłębnie
masturbować intelektualnie, to trzeba mieć dopiero fantazję.
Cercamon   |16.09.2010 02:02:33
A może np. wprowadzić w tej kwestii parytety - tzn przepisy mówiące, że połowa
budynków ma być podobna do fallusa a druga połowa do vaginy, tak żeby się panie
nie czuły wykluczone z ‘tkanki miejskiej’?
trzeciak   |16.09.2010 09:32:51
A może np. spierdalajcie na forum frondy
tommek   |16.09.2010 09:53:15
Ale dlaczego aż wulgaryzmy… Wyrzuceni z forum KP zostalibyśmy przecież
kategorią ‘wykluczoną’. Chyba że jest różnica między różnymi kategoriami
‘wykluczonych’. Jedni są ‘cacy’, a inni ‘be’?… No i gdzie takie wesołe
artykuły poczytamy? Nawet ‘Fronda’ takich głupot nie publikuje.
Cercamon   |16.09.2010 14:23:19
Nie dziękuję. Mi się tu podoba.
k110   |16.09.2010 10:46:09
pani Joanno, świetny tekst!
w ogóle z dużą przyjemnością czytam Pani artykuły,
pobudzają do refleksji nad bardzo istotnymi, ale często umykającymi nam w
codzienności zagadnieniami..
jaki jest sens miasta, dla kogo to miasto, kto ma
głównie o nim decydować?
od kilku miesięcy poruszam się z wózkiem po Warszawie,
i często jest to koszmar..
notorycznie zepsute windy w metrze, tramwaje
niskopodłogowe 1 na godzinę, do wielu miejsc prowadzą jakieś małe 2-3 schodki
bez podjazdów, czasami podjazdy są tak strome, że chyba tylko kaskader
zdecydowałby się nimi zjechać w dół.. podwójne drzwi automatycznie zamykające
się za wchodzącym sprawiają, że muszę się nieźle nagimnastykować - 1 ręką
trzymam 1 drzwi, drugą przeciągam wózek,aby za moment przytrzymywać drugie drzwi
i manewrować wózkiem..naprawdę, taka wyprawa do miasta to prawdziwe wyzwanie!
w
takich chwilach jest oczywiste, że przestrzeni miejskiej nie projektuje się z
myślą o ludziach na/z wózkami,że brakuje kobiecej (lub męskiej - liczy się
efekt) wrażliwości, brakuje właśnie takiej refleksji, jaką Pani
prezentuje..
pozdrawiam!
AndrzejRoztocki   |16.09.2010 11:37:46
Dlaczego ‘brak czystych publicznych toalet’ ma byc wymierzony glownie w kobiety?
Czy to znaczy ze ja jako mezczyzna moge sobie szczac w bramie albo w obsranym
klopie? No takiej genderowej dyskryminacji to chyba nie ma nawet u pryszczatych
korwinistow.

A ta ‘fallocentrycznosc architektury’ to juz zart i satyra.
Potem feministki sie dziwia ze maja opinie wariatek.

Na pocieszenie dodam ze
skarby zawsze ukrywa sie w jaskiniach piwnicach dziurach itepe. Ktore sa
niewatpliwie waginocentryczne. Czyli gdy chodzi o sprawy najwazniejsze to jest
schowanie pieniedzy zawsze odwolujemy sie symbolicznie do pierwotnej i
fundamentalnej matriarchalnosci. Dlatego w rodzinie tez kase zwykle zgarnia i
pilnuje zona. Nawet u korwinistow.

Jak szanowna publika widzi Roztocki tez
takie bzdety potrafi i to lewa noga.
Madrich   |16.09.2010 11:39:56
Oszołomy z Frondy są potencjalnie znacznie mniej szkodliwe niż ideolodzy z KP
gotowi(e) kastrować w imię idei.
trzeciak   |16.09.2010 12:51:44
Ależ ja nie postulowałem wyrzucenia, tylko spierdalanie.
massjo   |16.09.2010 12:59:44
dobry tekst, warto dodać jeszcze najistotniejszy chyba wątek, czyli poczucie
bezpieczeństwa, związane z domeną "prawdziwych mężczyzn", którzy roszczą
sobie prawo do przestrzeni i do kobiet, które się w niej pojawiają. Unikanie
zaczepek, brak miejsc, w których kobiety mogłyby przebywać bez obawy o nachalne
i chamskie nagabywanie.
To dla maruderów, dla których problem kobiet w mieście
jest wydumany: poczucie zagrożenia jest przecież realne!
AndrzejRoztocki  - re:   |16.09.2010 13:24:19
massjo napisa?:
poczucie zagrożenia jest przecież realne!


Wedlug statystyk znacznie wiecej mezczyzn dostaje w miescie wieczorowa
pora w ryj niz jest tamze kobiet obitych gwalconych
czy zaczepianych.

Genderowanie problemu bezpieczenstwa to
feministyczny samoboj. Zycie mezczyzny w patriarchacie jest znacznie
bardziej niebezpieczne niz zycie kobiety ktora jako samica/wlasnosc
jest pod wieksza ochrona.

Ale walczcie tak dalej. Juz przybywa kobiet
w wiezieniach i w AA. Wiec gwarantuje ze za jakis czas parytet
dostawania w dziob w ciemnym zaulku bedziecie mialy zapewniony.
massjo   |16.09.2010 23:36:01
słabe argumenty
1. czy istnieją jakieś statystki zaczepek kobiet - wątpię, mało
która kobieta by coś takiego zgłosiła. obite męskie ryje prędzej w statystykach
figurują. Sprawa lęku przed zgłaszaniem gwałtu to też problem znany.
2. nie
chodzi o to, że mężczyźni mają gorzej, bo mogą dostać na ulicy wpierXXol
częściej niż kobiety. Ale chodzi o różnice pomiędzy "ziomuś daj zeta", a
"choć wyliżę ci cixxę". Dla mnie oba straszne
3. Sęk w tym, że o
zagrożeniu przemocą związaną z niewydaniem kasy jakimś menelom czy obiciem ryja
raczej się dyskutuje, a o poniżaniu kobiet w miejskich interakcjach - mniej
AndrzejRoztocki   |16.09.2010 23:50:07
Punkt 1. Przez odwolanie sie do ‘ciemnej liczby’ mozesz podwazyc dowolne
statystyki przestepczosci. Ja moge rownie dobrze powiedziec w druga strone ze
latwiej kobiecie zglosic zaczepke czy chocby ja upublicznic niz mezczyznie. Nie
wyobrazam sobie chlopa ktory wieczorem mowi zonie ‘wiesz kochanie tak mnie
strasznie tu za rogiem zbluzgal jeden menel a jak nie chcialem mu dac dychy to
jeszcze powiedzial zebym mu obciagnal’.

Punktu drugiego nie rozumiem. To sa
roznice czy obie zaczepki sa tak samo straszne?

Punkt trzeci. Ja mam inne
doswiadczenia. Od znajomych kobiet wielokrotnie slyszalem o zaczepkach i
nieprzyjemnosciach. Takze otwartym tekstem w wiekszym towarzystwie i czasem
nawet z prosba o odprowadzenie. Natomiast mezczyzni takich spraw raczej nie
wyciagaja bo nie wypada. Chyba ze to oni byli wsrod spuszczajacych lomot.
massjo   |17.09.2010 10:01:42
oto właśnie chodzi, że dla Pana jest różnica pomiędzy obiciem mężczyzny a groźbą
gwałtu na kobiecie. A dla mnie różnicy nie ma: psychiczna demolka po tekście:
"zaraz cię wyruXXamy suko" jest taka sama jak po przyjęciu klapsa w
gębę.

zgadzam się, że (wśród doświadczających przemocy fizycznej) więcej jest
zgłoszeń od kobiet, niż od mężczyzn. Mężczyźnie "nie wypada". Ale też
nie wypada kobiecie zgłaszać chamskich odzywek, gróźb i obietnic usłyszanych na
ulicy.
AndrzejRoztocki   |17.09.2010 10:10:03
No wlasnie dla mnie nie ma roznicy i dlatego uwazam ze genderowanie przemocy
jest bezsensem. Moze czasami jest specyficzny wyraz tej przemocy ale w sumie
przemoc to przemoc i jako taka powinna byc scigana bez dzielenia na ‘zenska’ czy
‘meska’ /w sensie przeciwko komu/.

Natomiast jednak widze roznice miedzy
grozba uzycia przemocy a uzyciem przemocy. Wszystko jedno czy na mezczyznie czy
na kobiecie. Kodeks tez taka roznice widzi i moim zdanie slusznie.
Cercamon   |16.09.2010 14:12:15
Ale dlaczego zaczepki miałyby być tylko problemem kobiet??? A ile razy mi
chcieli dresiarze wpierdol spuszczać na ulicy za długie włosy ?! Czy to znaczy,
że mam się czuć wykluczony z ‘tkanki miejskiej’? A ile razy miałem problem żeby
się z zmieścić z dużym futerałem od instrumentu do tramwaju? - i jakoś nie piszę
elaboratów na temat, ani nie odczuwam takiej potrzeby. Ale oczywiście, nie ma to
jak znaleźć wykluczoną społecznie grupę ‘osób z ciężkimi bagażami’ i na ten
temat pisać artykuły i dorabiać ideologię, i zaprezentować światu swoją wielką
wrażliwość i troskę o to czy ławki w parku są aby wygodne.
massjo   |16.09.2010 23:38:09
A może powinieneś coś napisać w obronie długowłosych? jasne, że zaczepki nie są
tylko problemem kobiet.
ale tak jak bronimy prawa do noszenia długich włosów bez
lęku o pobicie, tak samo bronimy prawa kobiet do wsiadania bez lęku do autobusu.
AndrzejRoztocki   |17.09.2010 10:17:05
No i w obronie lysych w obronie mlodziezy w obronie staruszkow w obronie ludzi w
okularach w obronie ludzi pod krzyzem w obronie ludzi przeciw krzyzowi w obronie
ludzi w jarmulkach w obronie kibicow Polonii w obronie gejow itepe itede.

Jak
ktos wyrabia wierszowke na portalu obroncow ludu to faktycznie tak powinien
podchodzic do kazdego zagadnienia. Ale nie wymagajmy tego od normalnych ludzi.
massjo   |17.09.2010 13:13:21
i tak dochodzimy do sedna sprawy: i Pan i ja, jesteśmy za obroną
doświadczających przemocy, ale każdy z nas ze względu na swoje ideowe pozycje
dodaje tych, o których się nie mówi jako o ofiarach. Ja dodaję kobiety, Pan
dodaje ludzi starszych i opluwanych obrońców Krzyża. M. in. po to się
politycznie różnimy, żeby zauważać różne grupy ofiar.
AndrzejRoztocki   |17.09.2010 13:21:04
Przeciez to byl zart!

Ja nikogo nie dodaje ani nikogo nie odejmuje. Nie
rozkladam ofiar przemocy na kupki wedlug jakiegokolwiek kryterium.

Byc moze
sa jakies bardzo specyficzne rodzaje przemocy dotykajace bardzo specyficznych
grup i wymagajace bardzo specyficznej reakcji. Ale na razie jest tyle do
zrobienia z banalna przemoca ktora sie rozlewa i w zasadzie losowo dotyka a to
faceta w srednim wieku a to staruszke a to mloda dziewczyne…… ze nie ma
sensu bawic sie w takie wyrafinowanie.

Trzeba po prostu zrobic glownym
stojkowym RP Tomasza Piatka a on juz wyrwie chwasty i da wycisk misiaczkom.
trzeciak   |16.09.2010 14:44:48
Oczywiście trollowanie pod takimi artykułami, żeby zaprezentować światu swoją
wielką zajebistość, jest o wiele sensowniejszym zajęciem. fap fap fap
AndrzejRoztocki   |16.09.2010 15:11:00
‘Trollowanie’ na KP znaczy mniej wiecej tyle: ‘napisales cos co mnie wkurwia ale
poniewaz nie umiem znalezc na to zadnego kontrargumentu to czuje sie jeszcze
bardziej wkurwiony i chetnie bym cie zabanowal’
Cercamon   |16.09.2010 16:17:47
No i odnosi się to tylko do frondziarzy (co z tego, że nigdy w życiu nie
czytałem Frondy!?), bo jak ktoś w imię wyższych, lewicowych idei napisze takiemu
krypto-frondziarzowi trzy razy ‘spierdalaj’ to to absolutnie nie jest
trollowanie! To jest Sparta!
MOSCARDI  - Heh… :)   |16.09.2010 14:59:34
Matko z córką! Już widzę jak obrońcy dyskryminowanych zielonych królików w
wielkomiejskiej przestrzeni podnoszą larum.. Co nie widzieliście żadnego
zielonego królika w wielkim mieście??? A widzicie..! To mój pierwszy tekst
gender (a w ogóle czym ten gender jest..? Kolejnym WYMYSŁEM lewicy i tyle..!) i
mam dość… Proponuję w zamian wykłady pewnego doktora od Bizancjum, który
"przechodzi do rzeczy, żeby nie masturbować się słownie.." Dorabianie
jakiś seksistowskich (w anglosaskim znaczeniu tego słowa) ideologii do ŹLE
ZAPROJEKTOWANYCH MIAST jest absurdem rodem z dzieł M., E., L., czy innego
komunisty.. Miasta mają bariery architektoniczne, a nie zbyt wiele
fallererotycznych budynków.. Ble, idę na Fronde, tam jest choć czasem normalnie.
trzeciak   |16.09.2010 16:21:37
Dobra - ciężko mi wymyślić coś bardziej absurdalnego niż problem falliczności
architektury. Ale kwestia wysokich krawężników, braku podjazdów dla wózków jest
realna i wiąże się z płcią albo niepełnosprawnością.
Wkurwia mnie po prostu to
niesamowicie wręcz dowcipne dopieprzanie się do każdego tekstu dla zasady.
AndrzejRoztocki   |16.09.2010 17:56:35
Przeciez takich banalow jak krawezniki nikt nie kwestionuje!

Ale prosze nie
mylic skutku z przyczyna. To nie jest tak ze tu ktos sie dopierdala dla
zasady.

To jest tak ze ktos nie moze napisac normalnie o kraweznikach tylko
musi dopierdolic dla zasady jakies gendery fallusy architektoniczne i inne
bzdety.

Pytam sie czy tylko kobieta ma miec prawo do czystej publicznej
toalety? Po jakiego fallusa wciskac do wszystkiego te ornamenty
ideologiczne?

A Le Corbusier byl lewak i jego proby wcisniecia wszystkiego
pod jeden wykoncypowany strychulec tez sa typowo lewackie.

Prosty bogobojny
feudalny stolarz wiedzial ze krzeslo dla krolowej musi byc troche mniejsze bo
inaczej majestat machajac nogami bylby narazony na szwank. Ale lewacy musza to
dopiero odkrywac genderowo!
Cercamon   |16.09.2010 20:39:22
trzeciak, no i zaczynasz pisać jak człowiek. Ja nie neguję spraw takich jak
wysokie krawężniki albo brak podjazdów - ale to są banały o których nie trzeba
pisać prac naukowych i wymyślać mądrych terminów typu ‘wykluczenie z tkanki
miejskiej’ ani dorabiać ideologii. Ja wyśmiałem tylko ‘falliczność architekury’
miejskiej jako symptom dyskryminacji kobiet, bo to jest, jak sam przyznałeś,
niezły kabaret. Jak parytety w polityce, to wobec argumentacji autorki, czemu
nie w architekturze??? Albo sporcie? Ale podjazdy i krawężniki to jest tylko
czubek góry lodowej - bo rzeczywiście miasto jako takie jest ogólnie
człowiekowi, niezależnie od płci i sprawności, nieprzyjazne - śmierdzi, jest
tłok, hałas, wszędzie schody, dresiarze i niewygodne ławki. No niestety -
betonowa dżungla, a w dżungli łatwo nie jest, i żadne podjazdy tego nie zmienią.
Ale na szczęście jest tego jedno rozwiązanie - wynieść się na wieś, co z
własnego doświadczenia serdecznie polecam! Gospodarstwo na Podlasiu można w tej
chwili kupić naprawdę za psie pieniądze, dużo mniejsze niż mieszkanie w
Warszawie… tylko skoro te miasta takie nieprzyjazne to czemu ludzie tak się tu
pchają?
Madrich   |16.09.2010 16:51:21
Ależ to idealne zlepienie wszystkich wrogow lewicy w jedna wrogą kulkę. Wiezowce
typu szklo-i-stal to produkt zachodnich neoliberalnych korporacji (o nie!,
uciekajmy) ktore w ten sposob kolonizuja Warszawe, w archetypowy sposob
pokazujac swoja dominacje (zobaczcie polaki jaki mamy wielki .. wiezowiec). A
kto siedzi na szczycie tego wiezowca? Prezes-konserwatywny mezczyzna w srednim
wieku!

I w ten sposob KP ma ideologiczne paliwo zeby wojowac w swojej wielkiej
sprawie i rekrutowac do swojej stajni pryszczatych licealistow przez nastepne 15
lat.
kot_w_golebniku   |16.09.2010 19:41:15
Ale właściwie to co mielibyśmy tutaj intelektualnie krytykować?
Jeśli komuś
miejska architektura kojarzy się fallicznie to pozostaje tylko polecić
psychiatrę. To schorzenie ma nawet zdaje się swoją nazwę, ale nie jestem
specjalistą od psychiatrii więc się nie wypowiadam.
Argument o braku toalet -
rewelacyjny. Jak wiadomo, mężczyźni z toalet nie korzystają - wszyscy wydalają w
bramach…
trzeciak   |17.09.2010 12:03:46
Każdemu jego porno - jedni piszą mesjanistyczne brednie o apokalipsie i
napalmie, inni o falliczności architektury. Pozostaje mieć nadzieję, że coś
sensownego się z tego, miejscami kretyńskiego, intelektualnego fermrntu wykluje.
Bo z kibolskich przepychanek (do których sam się jak buc włączyłem) o
koprofilach i wyśmiewania z pozycji posiadaczy jedynej objawionej prawdy nic
ciekawego nie wyniknie.
jast   |17.09.2010 20:58:53
Widziałeś synku kiedyś kibola? Choćby na obrazku?
tommek   |18.09.2010 00:28:31
ja to rozumiem, bo przecież przymusu czytania niczyich wypocin nie ma, ale
jednak czytamy i jednak staramy się z tego wyciągać wnioski, co niejako
potwierdza Twój argument, że tak do końca te brednie nie są bez sensu, skoro
można z nich jakąś dyskusję wyłuskać, ale rzeczy należy nazywać po
imieniu-brednie, to brednie i stąd też i komentować to trudno inaczej niż
zostało to skomentowane. Artykuł kupy się nie trzyma, opowiada o rzeczach albo
tak oczywistych, że aż boli wspominać, albo szanowna Autorka wznosi się na
‘wyżyny intelektualne’ i podaje taki ‘argument’, że się nogi uginają pod
ciężarem jego niedorzeczności i niemalże ‘kosmicznego’ pochodzenia. Dlatego
nazwałem to delikatnie ‘masturbacja intelektualną’ i zdania nie zmieniam.

PS.
Chciałbym jednocześnie wyrazić swój protest, z jak się dowiedziałem, czytając
posty pod innym artykułem, że jeden z komentatorów, Gnębon Puczymorda, został
zbanowany. Tego rodzaju praktyki są według mnie hańbiące dla KP
Cercamon   |18.09.2010 01:51:39
massjo:A może powinieneś coś napisać w obronie długowłosych? jasne, że zaczepki
nie są
tylko problemem kobiet.
ale tak jak bronimy prawa do noszenia
długich włosów bez
lęku o pobicie, tak samo bronimy prawa kobiet do
wsiadania bez lęku do autobusu.


Błagammmm…. Może, jak sugerujesz, napiszę uczony elaborat o
wykluczonych długowłosych, szeregu problemów jakie napotykają oni
w zaprojektowanej przez bezmyślnych łysych architektów tkance
miejskiej, dramatycznej historii metala Zenka któremu w
fallicznym wieżowcu ohydnej neoliberalnej korporacji włosy wkręciły
się w wentylator, potem założę stowarzyszenie ‘kudłaci do parlamentu’,
zacznę wydawać kwartalnik, upomnę się w telewizji o parytety dla
długowłosych, będę krzyczał o dyskryminacji w wojsku gdzie kobiety mogą
mieć długie włosy a mężczyźni nie, zorganizuję paradę długowłosi
przeciwko adidasom a potem dostanę dotacje z unii europejskiej. Świetny
pomysł.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.12103 Seconds