Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Erbel: Czym się różni krzyż od stoiska ze sznurówkami Drukuj
Joanna Erbel   
04.08.2010

fot. Joanna ErbelPrzedwczoraj na Krakowskim Przedmieściu odbyła się walka o pozostawienie krzyża, który harcerze postawili przed Pałacem Prezydenckim ku pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Na godzinę 13:30 zaplanowano mszę w pobliskim kościele Św. Anny. Na 13:00 uroczyste przeniesienie krzyża. Od wczesnego przedpołudnia tłum nerwowo czekał na ostateczne rozstrzygnięcie. Pojawiały się kolejne krzyże - małe trzymane w ręce i większe zbite z desek lub z brzozowych gałęzi - wszystkie na raz i każdy z osobna gotowe zastąpić krzyż harcerski. Dla obrońców krzyża jasne było, że raz postawiony nie mógł zniknął. Wczesnym rankiem grupa czuwająca przy krzyżu została odcięta barierkami od przypadkowych gapiów, mieszkanek i mieszkańców Warszawy, którzy przyszli oglądać rozwiązanie konfliktowej sytuacji oraz grupy sojuszniczek i sojuszników, którzy poszli odpocząć przed ostatecznym starciem i wrócili za późno, żeby własnym ciałem bronić symbolu religijnego, bowiem nie godzili się, aby symbolicznie raz zdobyty uświęcony fragment miasta został oddany. 

  

Kwadrans przed trzynastą tuż koło mnie grupa młodych chłopaków zainicjowała atak na barierki, dołączyło się do nich kilku starszych mężczyzn, którzy również chcieli wedrzeć się za ogrodzenie. Ktoś kogoś popchnął, przesunął. W stronę straży miejskiej poleciał znicz. Potem kolejny. Tłum obrońców krzyża napierał na barierki. Tłum fotografów i fotografek chciał się wedrzeć w napierający tłum. Szamotanina ciał, krzyży i aparatów. Z drugiej strony dwa rzędy strażników miejskich próbujących utrzymać w pionie oddzielającą ich od reszty barierkę. Fala ciał przewróciła staruszkę. Tłum się rozstąpił, podał jej ręce, wyprowadził w bezpieczniejsze miejsce. Chwilę później sytuacja się uspokoiła. Barierka została wzmocniona. Służby sprzątające pozbierały szkło. Część atakujących zaczęła się modlić. Staruszek, który krzyczał najgłośniej przepuścił mnie przed siebie, żeby mogła zrobić zdjęcie. Jedna pani poprosiła strażników, żeby jej podali flagę polską, żeby nie leżała na bruku. Jeden z fotoreporterów zapytał o butelkę wody dla starszych pań. Podali i flagę i wodę.

  

Tuż przed trzynastą kolejne poruszenie. Ktoś krzyknął: „Wynoooooszą krzyż!”. W odpowiedzi: „Zostawcie krzyż! Zostawcie krzyż!”. Znowu poruszenie, ale na krótko, bo krzyża nikt nie ruszył. Mijają kolejne kwadranse. Ktoś rzuca, że ksiądz-Judasz. Że zdradzili, a harcerze nie wiedzą, co czynią i pewnie ktoś ich przekupił. Staruszka obok trzyma w zaciśniętej pięści jednogroszówki. Chce je rzucić księdzu w twarz, bo się sprzedał za judaszowe srebrniki. Z tyłu grupa młodych ludzi z konikiem na biegunach i prześmiewczym transparentem: „Oddajcie miastu kżyża” z nudów skanduje: „Oddajcie buta! Oddajcie buta!”. O godzinie 14:00 jeden z obrońców krzyża mówi przez megafon, że krzyż tymczasowo zostaje, bo „tłum jest agresywny” i nie ma możliwości wynieść krzyż. Tłum mruczy z zadowolenia i podejrzliwie pyta, co to znaczy tymczasowo. Do wieczora, do następnego dnia, tygodnia? Część rusza podpisać petycję o odwołanie konserwator zabytków Ewy Nekandy-Trepki, która nie zezwoliła na postawienie krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Reszta bije brawo młodej dziewczynie, która chodzi przed krzyżem wiwatując flagą polską: „Brawo Kasia!”, „Odwiń flagę! Brawo!”. Powoli tłum się rozchodzi. O godzinie 17:00, kiedy rozpoczyna się ulewa zostają tylko najbardziej wytrwali.

  

Tłum obronił krzyż, bo był agresywny. Jednak skoro agresja i radykalny społeczny sprzeciw jest argumentem za zaniechaniem działań ze strony miasta, to dlaczego pozostał krzyż a nie KDT? Zwłaszcza, że był to tłum wzburzony, napierający, ale łatwy do zatrzymania za pomocą rzędu barierek. Będąc w środku jednej z najbardziej agresywnych części tłumu ani przez chwilę nie miałam poczucia, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Protestujący nie byli bardziej brutalni niż każda z kontrdemonstracji stojących po drugiej stronie barykady podczas Parad Równości czy Manif. Co więcej, w dużej części składali się z fotoreporterów i zaciekawionych gapiów, którzy stanowili zagrożenie proporcjonalne do wagi swojego ciała, którym w krytycznym momencie można było zostać przygniecionym. Mimo to okupacja krzyża przez kilka zdeterminowanych osób znaczyła więcej niż każdy inny nieraz liczniejszy protest całkowicie zignorowany przez władze Warszawy: w obronie praskiej parowozowni, EKONu czy legendarna obrona klubu Le Madame.

  

Uprzywilejowana pozycja krzyża w przestrzeni publicznej nikogo nie dziwi. Krzyż wisi w sejmie i w większości polskich szkół. Krzyże w mieście omijają Parady Równości, żeby niepotrzebnie nie drażnić już i tak rozdrażnionej większości katolickiej. Krzyż otoczony nawet niewielką grupą obrońców jest nietykalny. Tym, co dziwi jest odmowa uznania przed władze miasta i państwa krzyża za symbol religijny, który jest czymś znacznie więcej niż tymczasowym miejskim obiektem, upamiętniającym ofiary katastrofy. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu, jak pisał Maciej Gdula nie ma obecnie nic wspólnego z ofiarami katastrofy smoleńskiej. Jego obrońcy nie wspominają tych, którzy zginęli, ale gromadzą się pod hasłami Polski Katolickiej, na której czele stoi Jezus Król Polski. Nie jest również zwykłym obiektem, którego usunięcia żąda stołeczna konserwator zabytków, ponieważ „wprowadzenie na stałe w przestrzeń zabytkową nowych elementów nie jest uzasadnione względami konserwatorskimi, które wskazują na konieczność zachowania jej w niezmienionej postaci i formie”*. Jest symbolem religijnym, którego zarówno pozostawienie, jak i usunięcie jest decyzją polityczną. 

  

Krzyż przed Pałacem Prezydenckim, który pojawił się jako oddolna inicjatywy grupy harcerzy jest kłopotliwy również dla wszystkich tych, którzy walcząc o nową, również mi bliską, wizję miasta, żądając włączenia do tkanki miejskiej pojawiających się emergentnie elementów. Sympatia wobec samorzutnie wkraczających w przestrzeń miejską obiektów rozbija się o krzyż. Zwolennicy rozrzuconych po rogach ulic straganów z kwiatami, stoisk ze sznurówkami, KDT, budek z wietnamskim jedzeniem i nielegalnych niekatolickich świątyń popierają pismo Nekandy-Trepki, zakazujące postawienia krzyża ze względu na zachowanie estetyki zabytkowego fragmentu miasta. Te same osoby, które były niedawno skłonne uznać Dotleniacz i palmę Rajkowskiej za obiekty należące już nie tylko do artystki, ale do wspólnoty, która się do nich przyznaje, twierdziły, że krzyż jest własnością harcerzy, bo oni go postawili, więc mają prawo go zabrać nie zważając na innych, bowiem własność i gest inicjujący daje prawo do użytkowania i usunięcia danego obiektu, nawet jeśli pojawia się on w przestrzeni publicznej i staje się centrum codziennych praktyk danej wspólnoty.  Jednocześnie jako rozwiązanie problemu krzyża pojawiają się fantazje o radykalnym użyciu siły wobec garstki najbardziej zdeterminowanych, więc pewnie niepoczytalnych osób. Zajście ich w nocy, symulacja ataku terrorystycznego czy każda inna forma interwencji rodem z państwa policyjnego, w którym efektywność działania jest znacznie ważniejsza niż utrzymanie demokratycznego prawa do wyrażania swojego sprzeciwu wraz ze wszystkimi jego niedogodnościami.

  

Okupacja krzyża i nieudane jego usunięcie nie tylko po raz kolejny wskazują na uprzywilejowaną pozycję Kościoła, który obok deweloperów jest jednym z głównym aktorów społecznych, wpływających na sposób, w jaki interpretowane jest prawo do zgromadzeń i współtworzenia przestrzeni miejskiej. Co więcej – pokazują one konieczność podjęcia dyskusji nie tylko o roli Kościoła jako silnego aktora przestrzeni publicznej, ale również poszukania odpowiedzi na pytanie, jaki rodzaj oddolnych inicjatyw chcemy wspierać, a którym zdecydowanie będziemy się przeciwstawiać? O jakim miejskim ruchu społecznym fantazjujemy? Co dzieli, a co łączy lokalny stragan z warzywami, wietnamską budkę z jedzeniem i stoiska z coca-colą? Czym się różni krzyż od stoiska ze sznurówkami? Jak uniknąć zarówno pułapek wspierania inności i samorodności w mieście, jak i autorytarnych odruchów, które pojawiają się, kiedy okazuje się, że nasze wymarzone inkluzywne społeczeństwo jest zdecydowanie ekskluzywne i wobec naszych przeciwników chcemy stosować te same środki opresji, które wcześniej krytykowaliśmy jako niedopuszczalne? 

  

*pismo stołecznej konserwator zabytków Ewy Nekandy-Trepki do Szefa Kancelarii Prezydenta RP, Min. Jacka Michałowskiego, 14.07.2010, nr KZ-5IV-PBR-40424-67-1-10)  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
cursorium   |08.09.2010 17:03:42
Tym samym czym Erbel od sznurówek

tu mlodzi,wykształceni z wielkich miast
co
też nie wiedzą

http://www.youtube.com/watch?v=NrChhQeVN
l4

http://www.youtube.com/watch?v=dHkuEY6i_eQ

a tu jeden z tych co widzi
świat inaczej

http://www.youtube.com/watch?v=g4LyVFJH
D4k&feature=player_embedded

Już wiesz ?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 22.42683 Seconds