NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Erbel: Burleska i miejskie sojusze |
|
|
Joanna Erbel
|
|
24.02.2011 |
Kilka dni temu poszłam z moim chłopakiem na Burleskę. Spodziewałam się, że musical reklamowany przez „Replikę” jako rozrywka atrakcyjna dla gejów (dzięki obecności Cher), a przez filmweb jako pewnie jeden z ostatnich filmów opartych na toposie Kopciuszka (ze względu na swoją naiwną fabułę) będzie idealnym wyborem na kolejny, nieznośnie zimny wieczór. Nie pomyliłam się. Burleska jest filmem przyjemnym, ładnym i - mimo eksponowania kobiecych ciał na kabaretowej scenie - tak niewinnym, że można na nią pójść z dziewięciolatką. Erotyka jest obecna, ale domyślnie seks zawsze kończy się związkiem. Dzieło Stevena Antina to dwugodzinny teledysk, przeplatany opowieściami o przyjaźni oraz heteroseksualnej i homoseksualnej miłości. Idealnie sprawdza się jako odtrutka na nadmiar pracy i stresu. Jednak za głównymi romantycznymi wątkami kryje się również opowieść o walce o przetrwanie (zarówno kabaretu, jak i jego pracowników) w gentryfikującej się dzielnicy oraz propozycja niecodziennego miejskiego sojuszu, znacznie ciekawszego niż dość przewidywalna historia miłosna.
Fabuła Burleski jest prosta. Ali, młoda dziewczyna z Iowa, porzuca małe miasteczko, zabiera oszczędności i rusza do Los Angeles, w nadziei na lepsze życie. Wynajmuje pokój w tanim hotelu i rusza w miasto. Po kilku dniach nieudanego szukania pracy przypadkiem trafia do „The Burlesque”, podupadającego teatru rewiowego. Zaczyna marzyć o tym, żeby tańczyć i śpiewać na scenie. Zanim to jednak stanie się możliwe, poznaje przystojnego barmana (również z prowincji), który widząc determinację dziewczyny zatrudnia ją jako kelnerkę. Następnie fabuła toczy się dość przewidywalnie: z czasem Ali trafia na scenę, odnosi sukces, zakochuje się ze wzajemnością w barmanie, który porzuca dla niej swoją narzeczoną, zaś teatr dzięki nowemu programowi zaproponowanemu przez Ali i jej sprytowi odzyskuje dawną świetność.
Burleska byłaby kolejną, średnio ciekawą, bajką o self-made woman wyruszającej do wielkiego miasta, aby razem z setkami tysięcy innych ludzi gonić amerykański sen i dzięki talentowi i determinacji osiągnąć sukces, gdyby nie marginalny, ale ciekawy, wątek miejski. Bohaterami Burleski są nie tylko ludzie - pragnący zrealizować swoje marzenia, zmagający się z przeciwnościami losu - jest nim również sam teatr. „The Burlesque” leży w sercu dzielnicy wysokościowców, dookoła powstają coraz to nowe, elitarne apartamenty. Każdy kawałek gruntu, a zwłaszcza ten z otwartym widokiem na miasto, na jakim właśnie stoi teatr, jest na wagę złota. To właśnie panorama widokowa jest w Los Angeles najcenniejsza. „The Burlesque” dzięki swojemu położeniu jest łakomym kąskiem dla deweloperów. Zwłaszcza, że zadłużony teatr wydaje się być łatwym obiektem do wykupienia. Jednak teatr to nie tylko miejsce pracy, ale przede wszystkim bezpieczna wyspa w anonimowym mieście; schronienie przed wrogą metropolią, zbyt dużą i niebezpieczną dla tych, którzy nie mają tam innych punktów zaczepienia. „The Burlesque” jest całym życiem dla jego właścicielki Tess, a z czasem zaczyna być tak traktowany również przez nowo przybyłą Ali. Dziewczyna wybiera teatr, przyjaciół i wspólne działanie, zamiast szybkiej kariery, jaką obiecuje jej bogaty i wpływowy adorator.
Dzięki swojemu romansowi Ali, oprócz drogich prezentów, zdobywa również wiedzę, która pozwala jest ocalić teatr. Dowiaduje się, że w mieście, gdzie widok jest gwarantem życia dobrej jakości, cenny jest nie tylko grunt, ale przede wszystkim powietrze. Deweloperzy starają się nie tylko o wykup ziemi, ale również zablokowanie innych inwestycji, poprzez wykupywanie powietrza powyżej niskich domów. Pozwala im na to prawo powietrzne, które wyodrębnia własność obiektu budowlanego oderwaną od własności samego gruntu. Prawo powietrzne w swoim założeniu ma służyć ułatwieniu i stymulowaniu inwestycji, ale w Los Angeles służy jej blokowaniu. Domyślnie właścicielem terenu ponad budynkiem jest właściciel gruntu i może go odsprzedać. Tak, za radą Ali, robi Tess. Sprzedaje swoje powietrze innemu deweloperowi, budującemu osiedle tuż za teatrem, który, w pakiecie z mieszkaniem, chce sprzedać również dobry widok. Zagrożony teatr zostaje ocalony.
Sojusz teatru z deweloperem z sąsiedniej działki jest ciekawym przypadkiem. Prywatny inwestor zdaje sobie sprawę, że nie tylko umieszczenie mieszkania w centralnej lokalizacji stanowi o jego wartości, ale również jego najbliższe sąsiedztwo. Apartamentowiec, górujący nad niskimi budynkami, jest znacznie bardziej atrakcyjny, niż ten otoczony innymi wysokościami. Podobnie z budynkami otoczonymi parkami, lokalnymi targowiskami, zielenią, czy leżącymi blisko szkoły, centrum sportu, kawiarni albo tras komunikacji miejskiej. Burleska powinna służyć jako przestroga dla inwestorów, chcących zabudować każdy kawałek gruntu, kosztem jakości usług, zieleni i powietrza. Dziki kapitalizm popłaca, ale na krótką metę. Burleska pokazuje również w jaki sposób możliwy jest sojusz słabych aktorów (jakim zdawał się być podupadający teatr) z bogatym inwestorem. Można mieć tylko nadzieje, że w Polsce również deweloperzy, w swoim własnym interesie, zaczną dbać o jakość miejskiej przestrzeni i ekosystem.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 24.02.2011 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...