Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze. Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Erbel: Breguła z Chomętowską korygują nasze spojrzenie na miasto
Joanna Erbel
22.09.2011
Żyjąc długo w jakimś miejscu, z czasem przyzwyczajamy się do jego mankamentów. Oswajamy przestrzeń, nierówne chodniki, niemiłych sąsiadów i wścibskie sąsiadki. Przyzwyczajamy się do korków i długich przejazdów. Oburzamy się na pierwsze grodzone osiedle, ale każde kolejne złości nas coraz mniej. Irytują szare ulice ożywione jedynie przez chaos reklamowy, ale po chwili żyjemy, jakby tych reklam w ogóle nie było. Nabywamy przydatnej umiejętności niezauważania – filtrowania tego, co nieprzyjazne oku. Wszystkie nasze zmysły oswajają się z otaczającą przestrzenią. Bywa, że miasto jest nie do życia, ale to nie ma znaczenia, skoro każdy kolejny dzień potwierdza, że jednak mimo wszystko da się w nim funkcjonować. A jeśli się da, to po co coś zmieniać.
Czasami przychodzi otrzeźwienie. Kiedy po dłuższym wyjeździe wraca się do swojego miasta z lepszej lub po prostu innej przestrzeni, znajome niedogodności zaczynają silniej uwierać. Narasta frustracja. Zdarza, że idzie za nią społeczna mobilizacja. Nieraz prowadzi ona do zmiany. Miasto staje się lepsze i przyjaźniejsze. Jednak na szczęście nie tylko wyjazd może przypomnieć nam, że nasze otoczenie dalekie jest od doskonałości, a naszym obowiązkiem jest marzyć o tym, żeby było lepiej i działać, aby te marzenia zrealizować. Robi to również sztuka, zwłaszcza ta obecna w przestrzeni publicznej. Przywraca utopijne myślenie i wytrąca nas w letargu.
Przez ostatnie kilka lat coraz częściej właśnie dzięki sztuce możemy inaczej spojrzeć na nasze miasta. Najbardziej znane są cyklicznie działania podejmowane przez Joannę Rajkowską Pawła Althamera, czy Iwonę Zając. Od lat konsekwentnie robi to również Karolina Breguła. Jej projekt Niech nas zobaczą (2003), przedstawiający zdjęcia par homoseksualnych umieszczone w galeriach oraz przestrzeni publicznej, przypominał, że wśród nas żyją nie tylko pary heteroseksualne, ale również spora grupa par homoseksualnych, która też ma prawo do widzialności w przestrzeni publicznej. W ramach projektu Pogotowie artystyczne (2008) ogrzewała za pomocą ogromnych lamp dworzec w Kielcach, żeby zaradzić temu, że w Kieleckiem na dworcu piździ. W ramach cyklu Dobrzy sąsiedzi (2007 – 2009) opartego się na inicjowaniu codziennych gestów, charakterystycznych dla ludzi mieszkających obok siebie, uczyła nas na nowo, jak być sąsiadami mieszkańców krajów sąsiadujących z Polską. Sąsiedzi wpadają do siebie na kawę, pożyczają sobie sól czy cukier, oglądają wspólnie mecze w telewizji i pomagają sobie w podlewaniu kwiatów. Z kolei w ramach projektu W środku lato (2010) postawiła w środku zimy na warszawskim pl. Konstytucji ogrzewaną wewnątrz kostkę z filmami nakręconymi w tym samym miejscu pół roku wcześniej podczas upałów, aby przypomnieć, że jak co roku wróci lato i nie warto się poddawać zimie.
Obecnie można w Warszawie oglądać najnowszy projekt Breguły – Fotografie korekcyjne. To siedem fotografii wybranych z archiwum Zofii Chomętowskiej, w ramach akcji Archeologii Fotografii, Żywe archiwa. Sześć fotografii zostało umieszczonych w formie wielkoformatowych wydruków w różnych miejscach Warszawy: na ścianie klubokawiarni Chłodna 25, na murze przy klubie Cud nad Wisłą, skwerze Tekli Bądarzewskiej przy Andersa 13, na rogu ulic Kruczej i Widok przy kawiarni 5,29, na murze na skwerze przy Oboźnej niedaleko kawiarni Kafka, oraz w podziemiach dworca Zachodniego. Siódma zawiśnie w mieszkaniu artystki, gdzie będzie można je obejrzeć po uprzednim umówieniu się.
Breguła, wybierając zdjęcia, nie skupiała się na tym, gdzie powstały ani kogo dokładnie przedstawiają, by jak wiele innych miejskich projektów opartych na fotografii archiwalnej pokazać nam, jak kiedyś wyglądało miasto, w którym żyjemy. Wręcz przeciwnie, kontekst powstawania zdjęć został prawie całkowicie wymazany. Poza jedną fotografią przedstawiającą stację kolejową w Radości nie jesteśmy w stanie domyślić się, gdzie zostały one zrobione. Ważne jest jedynie to, że pochodzą one z Warszawy i że zrobiła je Zofia Chomętowska.
Chomętowska była jedną z najbardziej aktywnych i najważniejszych fotografek dwudziestolecia międzywojennego, pionierką fotografii reportażowej. Urodzona w 1902 roku na Polesiu w arystokratycznej rodzinie początkowo fotografowała swoje najbliższe otoczenie, głównie życie codzienne arystokracji. W połowie lat 30. przeprowadziła się do Warszawy, a pod koniec tej samej dekady wygrała konkurs na stanowisko fotografki w Ministerstwie Komunikacji. Jednym z jej zadań było wykonanie serii zdjęć propagujących piękno polskiej kultury i natury, które miały zawisnąć w przedziałach wagonów kolejowych. Przez lata fotografowała również życie codzienne Warszawy jako dokumentalistka. Między innymi zrealizowała cykl zdjęć na zlecenie prezydenta Warszawy, Stefana Starzyńskiego, w ramach projektu Warszawa wczoraj, dziś i jutro eksponowanego u progu II wojny światowej w warszawskim Muzeum Narodowym. Fotografowała to, co powinno w stolicy zostać zmienione, a więc drewniane domy na Woli, hycli czy wysypiska śmieci. W jej archiwum obecne są również zdjęcia z odbudowy miasta.
Chomętowska fotografowała Warszawę uważnie i czule. Jak podkreśla Breguła, gdy przeglądamy archiwum Chomętowskiej widać, że fotografka uwielbiała stolicę. Śledziła jej rozwój, odbudowę, przyglądała się życiu codziennego jej mieszkańców, zwłaszcza kobietom. Dlatego właśnie Breguła zdecydowała się wykorzystać zdjęcia Chomętowskiej, aby zachęcić nas do innego spojrzenia na Warszawę. Jak twierdzi, „sama Chomętowska na pewno by się ucieszyła, jakby jej zdjęcia po raz kolejny pozwoliły skomentować miasto”.
Jak w przypadku cyklu zamówionego przez Starzyńskiego, celem Breguły jest wskazanie na dziś i jutro w celu ulepszenia miasta. Wszystkie wybrane fotografie – choć pozornie mało ze sobą związane – nawiązują do tego, czego współczesna Warszawa nie daje, a mogłaby. Swobodę reprezentowaną przez zdjęcie nagiego mężczyzny, naklejone na murze przy ulicy Oboźnej. Możliwość picia wody z Wisły jak to robi nachylony nad taflą rzeki człowiek, którego możemy oglądać przy Cudzie nad Wisłą. Albo szansę na zjedzenie taniego posiłku, jak na zdjęciu na Chłodnej 25. Czy odzyskanie poczucia siły, którą bez wątpienia ma prężący się mężczyzna, zawieszony w oknie siedziby Archeologii Fotografii przy ul. Andersa. Nie należy jednak tych fotografii traktować zbyt dosłownie. Breguła podkreśla, że choć zdjęcia pokazują konkretne miejskie praktyki, nie chodzi jedynie o możliwość chodzenia nago, ale o również o siedzenie na trawie czy inne formy przyjemnego kontaktu ciała z miastem. W tym również bezpieczną jazdę na rowerze. Nie musimy koniecznie pić wody z Wisły, ale przyjemnie byłoby w niej popływać i spędzać czas na jej brzegu.
Z kolei lekko rozmyte zdjęcie ze stacji Warszawa-Radość dialoguje z nadmiarem martyrologii, którą żyje Warszawa. Z szarymi smutnymi budynkami i brakiem radości życia w mieście. Nawiązuje również do polityki miasta, która zniechęca do aktywnego i radosnego interweniowania w przestrzeń. Nie bez znaczenia jest miejsce, w którym wisi „Radość” – witryna przy narożnej kawiarni 5,29. Właściciele kawiarni od samego początku działalności rozpoczętej zeszłego lata zmagają się z brakiem współpracy ze strony władz miasta. Borykają się z wysokim czynszem, którego miasto nie chce renegocjować i ignoruje propozycje, żeby w zamian za ewntualną obniżkę 5,29 pełnił również funkcję miejskiego punktu informacyjnego. Pobiera dodatkowe opłaty za stawiane donice z kwiatami, odmawia zezwolenia „na zajęcie pasa ruchu” na bardzo szerokim chodniku, żeby jesienią i zimą móc sprzedawać pieczone kasztany, jak w wielu innych miastach. Zamiast zachęcać do ożywienia miasta – rzuca kłody po nogi.
Mimo to Breguła zachęca, żeby nie przestawać marzyć. W końcu Warszawa z roku na rok, często wbrew władzom miasta (ale coraz częściej również dzięki współpracy z nimi), staje się coraz przyjaźniejsza. Ważne jest, aby się nadmiernie nie przyzwyczajać do obecnego stanu rzeczy. I nie uznawać za normę rozwiązań szkodliwych dla mieszkanek i mieszkańców.
Szczególnie ważna w tym kontekście jest najtrudniej dostępna i najmniejsza z odbitek, umieszczona w mieszkaniu Breguły. Na zdjęciu przyklejonych do ściany widzimy grupę osób eleganckich spożywających „na mieście” kilkudaniowy posiłek. Żywienie się na mieście i regularne spotykanie się w kawiarniach, które jest jednym z ważniejszych miastotwórczych elementów, nie jest dostępne wszystkim. Często konieczność pracy po kilkanaście godzin dziennie, aby spłacić kredyt mieszkaniowy albo zarobić na czynsz, uniemożliwia regularnie spotykanie się na kawie ze znajomymi. Ze względu na brak czasu i pieniędzy. W takiej sytuacji, wynikającej z niedostępności tanich mieszkań, jest obecnie wiele młodszych i starszych osób. W tym Breguła. Umieszczenie marzenia o wspólnym posiłku w restauracji ze znajomymi w swoim mieszkaniu ma służyć jako fotografia korekcyjna względem polityki mieszkaniowej.
Fotografie korekcyjne Breguły diagnozują niedostatki przestrzeni miejskiej i wytrącają nas z zadowolenia. Zachęcają, żeby rozejrzeć się wokół siebie i marzyć bardziej radykalnie. Wskazują również na przestrzeń publiczną jako odpowiednie miejsce do dzielenia się swoimi niepokojami, nadziejami. Pokazują, w jaki sposób dzięki sztuce przestrzeń miejska staje się sferą publiczną.
Karolina Breguła / Zofia Chomętowska. Fotografie Korekcyjne
Start projektu: 14.09.2011
Wernisaż: 23.09.2011,
godz. 17:00-22:00
Czas trwania: 15.09 – 3.10.2011
Miejsce: Fundacja Archeologia Fotografii ul. Andersa 13, klatka VII, domofon 112 Warszawa
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...