 Będąc turystką w Stambule, trudno przeczyć, że jest się w mieście, które uzyskało tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2010. Trawnik pomiędzy Hagią Sofią a błękitnym meczetem został upstrzony niezliczoną liczbą tabliczek z napisem „Free Wi-Fi” oraz logiem ESK 2010, które nie znika, nawet jeśli zaczniemy przemieszczać się dalej w głąb miasta. Morski napis „Istanbul 2010” przyciąga wzrok na filarach mostu Galata, szeregach billbordów czy ulotkach informujących o serii wystaw w tutejszych muzeach sztuki nowoczesnej. Towarzyszy w zwiedzaniu wystaw czy piciu tureckiej kawy w kawiarniach, których bywalcy niewiele różnią się od tych z podobnych miejsc w Londynie, Warszawie, Budapeszcie czy Berlinie. Gdy jest się odbiorczynią kultury współczesnej, zwłaszcza w jej miejskim wydaniu, można się poczuć w Istambule przyjemnie swojsko. Na obiad można zjeść kebab, zupę w soczewicy lub wypić ayran, które są dobrze znane, ale zdają się smakować lepiej niż gdzie indziej. Na zakąskę kupić pieczone kasztany, a na deser baklavę. Wsiąść do szybkiego nowoczesnego tramwaju i dojechać do Istanbul Modern, aby obejrzeć politycznie zaangażowaną sztukę. Wejść do obecnej tam modnej restauracji i po przejrzeniu menu, gdzie wszystko jest średnio trzy razy droższe niż na mieście, odczuć to samo zdziwienie mieszane z irytacją jakie pojawia się w podobnych restauracjach innych muzeów sztuki nowoczesnej. Następnie zwiedzić księgarnię, która ze względu na to, że są to młode placówki, jest wypełniona bardziej gadżetami niż książkami i potwierdzić swój dobry gust w kontakcie z ładnymi obiektami. Jednocześnie można cieszyć się lekko egzotycznym otoczeniem i azjatyckim sosem, który dodaje smaku europejskim kąskom. Trudno mi ocenić, czy tyle samo uwagi zostało poświęcone na działania lokalne skierowane do mieszkańców i mieszkanek Istambułu, co na promocję wizerunku miasta. Czy oddziaływanie projektów ESK 2010, tak jak bezprzewodowy internet, zanika im bardziej oddalamy się od centrum? Jedno jest pewne, program „Istambuł 2010. Europejska Stolica Kultury” wdrażany przez władze miasta konsekwentnie stara się przekonać, że Istambuł nie tylko jest stolicą europejską, ale też nie gorszą niż Londyn czy Berlin. Mimo wschodniego entourage’u nie możemy mieć poczucia satysfakcji z powodu, że nie tylko wybraliśmy się na wakacje oferujące wiele nowych wrażeń, ale również wydamy znacznie mniej niż w innej europejskiej metropolii. Instambuł nie jest miastem tanim. Ceny są raczej berlińskie niż wschodnioeuropejskie. Istambuł nie zabiega o to, by potwierdzić słuszność decyzji nadania ESK 2010, ale pokazuje, w jaki sposób można podkreślać europejską część swojej tożsamości przy jednoczesnym niewyrzekaniu się tej azjatyckiej. Do zeszłego weekendu, w Santral Istanbul, nowo otwartym centrum wystawienniczym przy Uniwersytecie Bilgi, można było oglądać przekrojową wystawę Istambuł 1910-2010: Wystawa o mieście, tkance miejskiej oraz kulturze architektonicznej. Jej celem było pokazanie, w jaki sposób różne tradycje architektoniczne mogą współistnieć i dopełniać się, tworząc tak niezwykłe miasto jak Istambuł. Mimo, że wystawa dla odbiorcy spoza Turcji mogła wydawać się przeładowana informacjami i miejscami chaotyczna, zaś dla wielu Turków oferująca głównie szkolną wiedzę, to należy docenić chęć pokazania ciągłości stuletniej historii modernizacji miasta z obecnymi procesami: na przykład rozrostem dzielnic finansowych czy gentryfikacją dzielnic w historycznym centrum miasta. Po obejrzeniu tej wystawy zaczęłam żałować, że Warszawa, czy inne polskie miasto, nie doczekało się jeszcze podobnej, publicznie dostępnej wystawy. Istambuł jako europejska stolica kultury nie tylko poszerza mapę miast, w których koniecznie trzeba bywać jeśli chce się śledzić dobre wystawy, być na bieżąco z projektami miejskimi oraz towarzyszącą im teorią, czy po prostu przyjemnie spędzać czas w tętniącym życiem mieście. „Istambuł 2010” może być czymś znacznie więcej - dla miejskich aktywistów i aktywistek alternatywną miejską fantazją (obok Berlina czy innych miast Europy Zachodniej). Fantazją o mieście, gdzie dobry zróżnicowany transport publiczny (wodno-lądowy), duże projekty modernizacji komunikacji miejskiej, wygodne meble miejskie ustawione tak, że sprzyjają spędzaniu czasu w grupach większych niż dwuosobowe, współistnieją z otwartymi codziennie tematycznymi targami (przypraw, dywanów, warzyw i owoców, serów, sprzętów ogrodniczych), małymi sklepikami z wyposażeniem gospodarstwa domowego, przewoźnymi straganami z kukurydzą i herbatą, szewcami i pucybutami na ulicach. Fantazją o mieście, które łączy w sobie różnorodność i spontaniczność bazaru, bezprzewodowy internet, sprawną komunikację, czyste ulice, obecność zwierząt w mieście, dostęp do dobrej sztuki współczesnej, nowoczesne place zabaw, tradycyjne bary, śpiewy muezinów, skyline złożony z wysokościowców i minaretów, kawiarnie trafiające gusta klasy średniej oraz rodzinne pikniki w centrum miasta.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...