NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Didi-Huberman: Statyści Drukuj
Georges Didi-Huberman*   
17.06.2011

Kino przedstawia lud przede wszystkim za pomocą ambiwalentnej roli „statysty”. Figurants: to słowo banalne, zarezerwowane dla „ludzi bez właściwości” obecnych w inscenizacji, przemyśle, spektakularnym zarządzaniu „zasobami ludzkimi”; ale jednocześnie jest to słowo otchłanne, słowo uwikłane w labirynt, który tworzy każda figura. Statyści tworzą w ekonomii filmu przede wszystkim ludzkie narzędzie służące jako tło dla gry głównych bohaterów, prawdziwych aktorów czy protagonistów.

 

potemkin.jpgSą dla opowiadanej historii niczym płótno złożone z twarzy, ciał i gestów. Stanowią prostą dekorację, która paradoksalnie jednak jest czymś ludzkim. Nazywa się ich, po angielsku i hiszpańsku extras – comparsi po włosku, Statisten po niemiecku – co wskazuje, jak dalece są nieistotni dla perypetii czy dynamiki filmu. Są ciemną masą, na tle której błyszczą „aktorzy pierwszoplanowi” (ci, którzy zasługują na widzialność) albo „gwiazdy” (ci, których porównujemy do błyszczących ciał niebieskich noszących wciąż imiona antycznych bóstw). Statyści są nocą kina, podczas gdy kino chce być sztuką pozwalającą błyszczeć gwiazdozbiorom. Są w społeczeństwie spektaklu tym, czym „nędznicy“ byli w społeczeństwie przemysłowym epoki Wiktora Hugo.


Statyści reprezentują więc coś na kształt części przeklętej wielkiej sztuki – i wielkiego przemysłu – kina. Znajdują się na samym dole artystycznej i społecznej hierarchii, gdzie wyprzedzają ich ludzie grający samych siebie czy aktorzy drugoplanowi. Nawet czasopisma takie jak „Cahiers du cinéma” przelotnie skupiają się na „rolach drugoplanowych”, a w ten sposób skazują statystów na czysty i prosty niebyt, bardzo wymowny poetycko i politycznie: znikają zasłonięci przez inne drugorzędne figury, takie jak „trzeci człowiek” albo „przyboczny”. Jacqueline Nacache, w swej syntetycznej pracy L’Acteur du cinéma, słusznie nazywa statystę „człowiekiem-meblem, anonimowym przechodniem, sylwetką pożartą przez cień, małym ludem filmów”. […]

 

Często mamy wrażenie, że statyści mszczą się za narzuconą im nieokreśloność dyskretną a czasem łatwo dostrzegalną obojętnością wobec historii, której są dekoracją. Widzimy ich śmiertelnie znudzonych, niczego nie oczekujących od kina, podczas gdy każdy aktor ma prawo spodziewać się, że kino da mu szansę zaistnieć. Czy dlatego statyści grają tak źle, jakby na złość? A może dzieje się tak dlatego, że reżyser nie potrafi właściwie na nich spojrzeć, zwracając uwagę jedynie na „prawdziwych” aktorów? Rzecz staje się bolesna, gdy statyści mają odgrywać grupę ludzi poddanych temu samemu tragicznemu losowi, co protagoniści, jak dzieje się na przykład w hollywódzkich produkcjach w rodzaju Listy Schindlera. Nieznośne jest w tym przypadku to, że postaci w filmie nie są równe wobec tego samego spotykającego ich losu. Przeciwieństwem tej postawy jest, jak wiadomo, Claude Lanzmann, który poświęcił dużo czasu na przywrócenie twarzy, oddanie głosu i wpatrzenie się w gesty tych, których naziści nazywali w obozach Figuren. Ale czy podkreślanie różnicy, wyjątkowości i nieredukowalności każdej istoty mówiącej nie jest zadaniem niemożliwym albo nieskończonym?


Zrozumiałe wydaje się w tych warunkach to, że statyści stawiają przed filmowcem kluczowe, jednocześnie estetyczne, etyczne i polityczne pytanie. Jak filmować statystów? W jaki sposób ukazać ich jako aktorów historii, jak nie zadowolić się ich nieokreśloną obecnością w roli żywych cieni? Na tym polega problem relacji, jaka zachodzi w filmie między fabułą a historią, lokalną story i history, w której ona się rozgrywa. Jak wiadomo, Eisenstein starał się odwrócić ustanowioną przez Hollywood relację między historią-perypetią i rzeczywistością historyczną: w Hollywood, jak twierdził, stawia się na pierwszym planie nieuchronne trio złożone z męża, żony i kochanka, potem dobiera się – niczym tapetę w domu – „lokalny koloryt” dekoracji i statystów, nie ważne, czy jest to starożytny Rzym, afrykańskie safari czy Chicago z lat 30. Sprzeciwiając się tej metodzie, trzeba oddać statystom – którzy są w kinie tym, czym lud w historii – ich twarze, słowa i zdolność działania. Filmować ich nie tyle jako masę, ile jako wspólnotę, główną aktorkę – aktywną a nie bierną – realnej historii.


Przełożył Paweł Mościcki. Tekst jest fragmentem wystąpienia, które Georges Didi-Huberman wygłosił 17 czerwca  w Centrum Kultury NWS.

Całość tekstu w jednym z najbliższych numerów kwartalnika „Krytyka Polityczna”. 

 

 — 

*Georges Didi-Huberman (1953) –  filozof i historyk sztuki, wykładowca słynnej École des Hautes Études en Sciences Sociales w Paryżu,od lat bada teorię obrazów, czy to malarskich, czy fotograficznych. Powstawanie, istnienie, nasze rozumienie obrazów jest przecież bardzo często uwikłane w politykę, ideologię, rozmaite doraźne interesy. Laureat nagrody przyznawanej przez College Art Association za nieprzeciętne osiągnięcia w pisaniu o sztuce.


 

Komentarze
Dodaj nowy
Hildek  - Statyści   |20.06.2011 08:58:29
Tekst jest pisany chyba na siłę, bo na kompletnie bezsensowny temat. Kino
fabularne, a z tekstu wynika, że o takim mowa, to nie jest fotografia.
Fotografia może przedstawić np. tysiąc żołnierzy jadących na wojnę, I ma to
wtedy jakiś wydźwięk. W filmie to jest niemal niemożliwe- gdyby powstawały filmy
o zbiorowości, to musiały by być one tylko o strajkach, strajkach, strajkach…A
to na dłuższą metę się nie sprawdzi. U Eisensteina zachwycaliśmy się techniką,
montażem, sposobem filmowania. Sama zbiorowość w jego filmach nie wzbudza
emocji. A nawet u niego musi pojawić się jakiś główny bohater(poza
"Pancernikiem…"). Najczęściej był to jakiś słynny władca(Iwan Groźny,
Newski).
Owszem, można kręcić i dzisiaj o zbiorowości dobre filmy, ale nawet w
nich muszą pojawiać się bohaterowie indywidualni którzy są osią filmu, z nimi
można się utożsamiać. Przykładem niech będzie "Czarny Czwartek". Film o
zbiorowości, niemal jak u Eisensteina. Jednak to losy Brunona Drywy oraz jego
rodziny, sprawiają, że uświadamiamy sobie bezsens i ogrom zbrodni jaka wtedy
była dokonana.
Zresztą najlepsze filmy o zbiorowości..właściwie nie miały
zbiorowych bohaterów. Bo czy ktoś piękniej i trafniej przedstawiał problemy
klasy robotniczej i nierówności społecznej niż włoscy neorealiści, którzy
kręcili naturalistyczne filmy zwykle z jednym bohaterem lub jedną robotniczą
rodziną?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.82170 Seconds