Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ciszewski: Najważniejsze jest wyzwolone medium |
|
|
Cezary Ciszewski* w rozmowie z Agnieszką Wiśniewską
|
|
09.06.2010 |
Rozmowa odbyła się podczas przeglądu filmów kręconych telefonami komórkowymi pt. „Miasto w Komie”, 4 czerwca 2010, Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat.
Wyciągam komórkę, którą zamierzam nagrać wywiad.
Cezary Ciszewski: Powinnaś zmienić komórkę.
Agnieszka Wiśniewska, Krytyka Polityczna: Jak to? Przecież głosisz wszem i wobec, że każdą komórką można zrobić film, to może i każdą można zrobić wywiad. Zrobiłam tym telefonem wszystkie fotoreportaże do Serwisu szwedzkiego na witrynie KP.
No i stałaś się dziennikarką. Przeszłaś na drugą stronę obiektywu, używasz komórki jako instrumentu do opisywania świata, a nie do wideonotacji, jak robi to amator. Amator może używać każdej komórki, bo notuje nią to, co go poruszy na osiedlu, na ulicy. Robią to babcie, robią chłopaki pod blokiem, używają komórki jako masowego narzędzia do komunikacji obrazem. A ty sięgasz po komórkę jak po narzędzie redaktorskie, dlatego ci mówię, że potrzebujesz lepszej technologii, bo technologia ci pomoże.
Czyli można nagrać każdą komórką czy nie? Czy jest tak, że każdą komórką ludzie nagrywają koncerty – wszyscy niemal stoją pod sceną z telefonem w wyciągniętej ręce i oglądają koncert przez jego obiektyw; ale tylko lepszą komórką nagrywają filmu do Miasta w Komie?
Powiem ci tak, po paru latach robienia Miasta w Komie dopiero poznaję te granice, dopiero się one objawiają. W sztuce filmu dokumentalnego osiągnęliśmy artystyczną pełnię księżycową, stworzyliśmy nowy gatunek filmowy z jego językiem obrazu. Wraz z Fotokomórką – galerią
fotografii komórkowej – jest to spełnienie w sztuce nowego obrazu, nowego wideo. W sztuce przekazywania ważnych informacji trwa proces odkrywania i formułowania. Tutaj pikseli musi być na tyle dużo, żeby obraz dotarł do odbiorcy. Do stworzenia obrazu dokumentnego – wideonotacji wystarczy prosta komórka. Umożliwia ona zarejestrowanie najbardziej osobistych filmów, zanotowanie najważniejszych zdarzeń, pokazanie najciekawszych postaci. Amatorowi taka komórka wystarczy.
Gdzie jest podział na amatorów i zawodowców w Mieście w Komie?
Tam, gdzie wszędzie – amator to ktoś, kto robi film nie po to, żeby mu za to zapłacili, ani nie dlatego, że chce dostać za niego nagrodę i swój film sprzedać. A wiesz skąd ja to wiem, bo zrobiłem przez te parę lat masę warsztatów w całej Polsce i przekonałem się, że jak tylko koleś nauczy się opowiadać historię obrazkami i zrobi sam dwa filmiki zaraz myśli o tym, jak trzeci filmik sprzedać. Młodzi ludzie, których uczę na warsztatach, robią dwa filmiki i idą do pracy w supermarkecie, bo muszą zarobić. Muszą przetrwać. Dzisiaj, jak nie zarabiasz, idziesz siedzieć. Wkurza mnie to. Chciałbym, żeby robili kolejne filmy. Staram się przekazać i pokazać, że z różnych życiowych akcji sztuka da im to, co jest naprawdę ważne.
A co jest ważne?
Żeby zapamiętać, że komórka to nie kamera, to przedmiot użytku codziennego służący do innych celów niż artystyczne, a my go z premedytacją do takich celów używamy. Uświęcamy go tym samym. Dla nas to nie jest sprzęt domowy, to coś więcej. My wynosimy ten przedmiot z obszaru codzienności używania do obszaru codziennego tworzenia, kreowania.
Ważne jest też miasto. Żyję tu i żyję tym miastem, tym, co się w nim dzieje. Wczoraj żyłem procesją Bożego Ciała, stałem przy bilbordzie z plakatem wyborczym Kaczyńskiego i napisem „Najważniejsza jest Polska” i filmowałem zmęczone twarze staruszków. Kobietę, która widząc okna bez ołtarzy syknęła: „Tu same Pisy, Żydy mieszkają”. I to są lekcje najlepsze, życiowe. Moi uczniowie robią to samo. Skejtów, których widziałaś w jednym z filmów, złapał Ludwik Lis, chłopak, z którym współpracuje od lat. Razem tworzyliśmy alfabet komórkowego języka obrazu. Po trzech latach zdobywa nagrody na festiwalach. Drugi mój uczeń Nikita Koptiew poszedł na cmentarz i nakręcił Za murem tłok. Podpowiadam im, co można nakręcić, o co zapytać ludzi, mówię, że po jednej stronie muru masz blokowisko betonowe pionowe, a po drugiej takie same blokowisko poziome i nazywa się ono cmentarz. Idź i zobacz, jak te dwa blokowiska wyglądają. Ale to on musi opowiedzieć te historie, to on musi je przekazać językiem bliskim tym skejtom i tym babciom z cmentarza. To Ludwik i Nikita muszą podejść do bohaterów z narzędziem, które tamci znają i które pozwoli zarejestrować najbardziej osobiste wypowiedzi. Muszą poznać prawdziwe miasto, często podziemne, z dzikimi ludźmi, w których istnienie ludzie wierzą, gdy widzą ich na ekranie kinowym i zwykłych szaraków, by wydobywać z nich niesamowite historie. My tak działamy jak dzicy w puszczy między innymi dzikimi.
Gadałem przed chwilą ze Sławkiem Sierakowskim na dole przed NWS i podszedł do nas Czarny Roman, żeby się przywitać. Ja znam wszystkich na tej ulicy, dlatego chcę o tej ulicy i tym mieście opowiadać.
Pokazaliście właśnie kilka naprawdę dobrych polskich filmów komórkowych, czy to znaczy, że rewolucja Miasta w Komie się udała, udaje?
Miasto w Komie samo w sobie jest rewolucją, bo stworzyło medium, które samo o sobie stanowi. Nie jest tak, że przychodzi jakiś mądrala i mówi zrób mi ten filmik tak, nagraj tego czy tamtego, zrób filmik o powodzi w Wilanowie. Najważniejsze jest wyzwolone medium.
My tutaj stworzyliśmy taki model. Ludzie mogą teraz po niego sięgać. Do kilkudziesięciu miast Polski pojechałem z teczką komórek kupionych za własne pieniądze zarobione na telewizji publicznej. To telewizja powinna żywić ruch amatorów i tworzyć narzędzia, po które ludzie mogą sięgać, jeśli chcą coś powiedzieć o otaczającym ich świecie. Ale oczywiście telewizja ma to w dupie, więc musiałem sposobem zdobywać od nich kasę na działalność.
Odbierałem kiedyś nagrodę za najoryginalniejszy program telewizyjny w Europie. Jakaś kapituła uznała, że realizowany dla telewizji publicznej program kręcony przez zwykłych ludzi, ich zwykłymi czy niezwykłymi komórkami, jest najciekawszym pomysłem telewizyjnym roku. Jak odebrałem tę nagrodę i miałem przemówić, powiedziałem: „Dzień dobry, chciałem wam powiedzieć jedno – pochodzę z Warszawy”.
Pojechałem po tę nagrodę do Słowenii i poczułem się jakbym pojechał do innego świata, bo jak ci mówiłem – mój świat, to moje miasto. Po rozdaniu nagród podeszło do mnie dwóch laureatów innych wyróżnień. Dziewczyna ze Szwecji i chłopak z Niemiec. Zapytali: „Jak to jest możliwe, jak to się stało, że ludzie sami zaczęli kręcić?”
Co im odpowiedziałeś?
Uczę ich. Dałem młodym ludziom medium, narzędzie. Wkładam cholernie dużo energii w to, żeby nauczyć ich z tego narzędzia korzystać. Przede wszystkim, jak opowiadać obrazem, jak rozmawiać z drugim człowiekiem, i jak to potem redagować. Czasem się czuję jak Stasia Bozowska. Pokazuję ludziom podczas warsztatów Miasta w Komie, że mogą opowiadać, mogą rozwinąć skrzydła w sztuce. Ale uczę ich też jak opowiadać, jak z tych skrzydeł korzystać. Bo jak tego nie zrobisz, to człowiek wychyli się ze skrzydłami z okna i pierdolnie twarzą o asfalt.
Czego jeszcze uczysz? Jak robić filmy?
Nie. Ja uczę, jak robić filmy komórką. To istotna różnica. Dlatego Sławomirowi Idziakowi nie udało się uczenie robienia filmów komórką. Bo tego nie rozumie. Nie można ludzi uczyć, jak robić filmy z Hollywoodu, trzymając w ręku komórkę. Nie można tłumaczyć, że każdy film można zrobić telefonem. Gówno prawda. Tacy, którzy chcą wejść w to, co proponuje Idziak, za pierwsze zarobione pieniądze kupują sobie kamerę. Najlepiej zajebistą kamerę, którą można nakręcić film, jakiego nie powstydzą się na wszystkich wypasionych festiwalach, bo na którymś może dostaną nagrodę i w efekcie pracę w reklamie. Nikomu nie zależy na radosnej twórczości, każdy myśli w domu po cichu o tym, jak będzie polerował Oscara. W Mieście w Komie chodzi o coś innego.
Wideo to dar tej cywilizacji i jego przekleństwo zarazem. Kapuściński, jak umierał, powiedział: „Europa cierpi na obfitość, na ból przemęczenia ciągłym wybieraniem ”. Jesteśmy Syzyfami z supermarketu, który nigdy nie zaspokoi swoich potrzeb tylko zamęczy się ciągłym wrzucaniem do koszyka rzeczy z wyboru których nie będzie zadowolony. Wideo też zżera taka choroba. Czasem myślę, że moją najcięższą pokutą za to, że stworzyłem Miasto w Komie, jest to, że ja później muszę te wszystkie filmy obejrzeć. Kilometry, godziny, tygodnie. A taki koleś z komórką nie zastanawia się, tylko nagrywa. Non stop, bo skoro może, to czemu nie, bo wszystko jest dla niego ciekawe, albo nic. Dopiero ja mu mówię, że są ujęcia, jest treść i że trzeba w ten ekranik patrzeć, jak się już wciśnie „Rec”. Patrzeć, jak w święty obrazek. Bo jeśli to nie jest dla ciebie święte i nagrywasz wszystko jak leci, to weź to potem kurwa oglądaj. To jest to, co Werner Herzog powiedział na Planete Doc Review – przyszedł do niego uczeń i powiedział, że trzy lata robi film i że tamten musi go koniecznie zobaczyć. Na co Herzog mu odpowiedział, żeby wypierdalał, bo jak on trzy lata robi film, to sobie trzy lata życia zmarnował. I to mnie dotknęło i dało do myślenia.
I nadal chcesz robić rewolucję, nawet jeśli kosztuje cię to tyle godzin oglądania złych filmów?
Brałem udział w życiu w kilku rewolucjach. Najpierw punkrockowej, która miała tę piękną cechę, że włączała każdego kto uruchomił wrażliwość, żeby wypowiedzieć się po swojemu często przeciwko wszystkim, przeciw wszystkiemu. Nie musiałeś umieć grać, śpiewać, a nawet nie powinieneś, a mogłeś być punkowcem, artystą w pewnym sensie. Podobna była rewolucja hiphopowa, w którą bardzo uwierzyłem. W latach 90. zrobiłem teledyski połowie zespołów hiphopowych. Tu też nie musiałeś umieć śpiewać i grać, żeby tworzyć, łapałeś za mikrofon i jechałeś do góry ponad przeciętność. Powstało i upowszechniło się medium, które pozwalało ci mówić, co cię wkurza. I uruchomiła się masa. Naraz tysiące ludzi się wypowiedziało. Z tych tysięcy powstało kilku prawdziwych artystów. W punkrocku, w hiphopie rewolucje zrobiła właśnie masa, powódź wypowiedzi i talentów. Ale, żeby ją uruchomić, musisz stworzyć narzędzie, którego ta masa użyje do wypowiedzi. Miasto w Komie jest dla mnie kolejną rewolucją i tworzeniem takiego właśnie narzędzia.
Teraz ktoś musi chcieć po to narzędzie sięgnąć. A jakoś masa nie marzy o buncie.
To prawda. Młodzież nie chce się buntować, artyści nie chcą się buntować. Zobacz co się dzieje w kinie. Gdzie są dziś tacy ludzie jak Królikowski, który krzyczał do Wajdy: „Przegryzę ci gardło i twoim kolegom też”? Kogo dziś na to stać? Dziś wszyscy widzą jedną drogę – zrobić jak najfajniejszy, najładniejszy i najbardziej, kurwa, ekscytujący w formie film. Jest inna droga? Ktoś robi inne kino?
Ale ci, którzy się kiedyś buntowali, też już sobie bunt darowali. Widziałeś Beats of freedom?
Tak. Nic tylko przy kominku usiąść, dżointa zapalić i się pośmiać jak kto wyglądał, jak był młody.
Czym się więc tamta rewolucja różni od rewolucji Miasta w Komie.
W MwK jest ogromny potencjał. Każdy coś kreci komórką, każdy ma jakąś wideotekę. Morze tego to rzeczy złe, ale warto szukać wśród nich tego, co jest sztuką. I nie po to, żeby autorzy zostali znanymi filmowcami. Nie chcę współpracować z jakimś medialnym gigantem, który tylko kombinuje, jak tu przeliczyć tę masę ludzi na złotówki. Chciałbym pomagać ludziom, których poznaję na warsztatach, iść w rzemiosło, uczyć się, a nie iść prosto w szołbiz. Chcę dać im model, nauczyć z niego korzystać i to jest mój wkład w tę rewolucję.
Robię w nocy zakupy w Tesco, spotykam tam różnych freaków, którzy żyją nocą, jak ja. Widzę w nich dno społecznego podziemia. Tylko komórką mogę tę frustracje zarejestrować. Tylko komórka pozwala stworzyć tak intymny obraz. Gapię się na świat wlepiając oczy w ekranik telefonu, ten telefon wyłapuje każde zmiany kierunku patrzenia, każdy ruch ręki. Nie jestem operatorem, który kręci to, co mu każe reżyser albo storybord, a kamerę kieruje w prostokąt wyznaczony na kartce punktami A, B i wektorem.
Komórka jest intymna i tylko wydobywając tę intymność można pokazać coś nowego, ciekawego, niesformatowanego przez te pięć puszek, jakie mamy w telewizorze i kinie. Może ta rewolucja nie różni się od innych, może wszystkie rewolucje są takie same. Myślę, że to ona mnie wybrała, a nie ja ją, tu nie ma wyboru.
—
*Cezary Ciszewski - reżyser, scenarzysta, dziennikarz, twórca programu telewizyjnego „Miasto w Komie” i ruchu pod tą samą nazwą.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.06.2010 )
|
|
Serwis kulturalny - menu
-
Majmurek: Big fuckin' love, czyli od wzniosłości do śmieszności...
-
Kosińska: Radosny, suwerenny obłok
-
Grudzińska-Gross: Ślady stóp w stronę morza
-
Głażewska: Antychryst będzie artyst
-
Liszka: Szymborska po swojemu
-
Bojarska: Zdobywcy słońca
-
Konarzewska: Sześć kobiet
-
Drath: Epoka jest polityczna
-
Mrozek: Nie litujcie się nad kalekami
-
Majmurek: Przez mgłę
-
Majmurek: Niełatwa gra w klasy, czyli dlaczego jednak nie zostałem populistą
-
Pyzik: Kultura zhomogenizowana
-
Majmurek: Niepotrzebna "Rzeź"
-
Kapela: Młodzi, piękni, wykluczeni
-
Malewski: Matka myślała, że będę księdzem
-
Majmurek: Dobra "Chciwość"
-
Zrałek-Kossakowski: Podsumowanie roku 2011. Muzyka
-
Kaczmarski: Poezja 2011. Podsumowanie osobne
-
Konarzewska: 11 książek roku 2011
-
Majmurek: Poważna dyskusja z historią
-
Tillmans: Centrum Studiowania Prawdy
-
Mrozek: Podsumowanie roku 2011.Teatr
-
Majmurek: Podsumowanie roku 2011. Kino
-
Stokfiszewski: W stronę akcji bezpośredniej
-
Majmurek: Utopia na miarę naszych możliwości
-
Kapela: Bóg, kasa i kiełbasa
-
Lech, Plewicki: Dlaczego nie możemy śpiewać "Warszawianki"?
-
Grand Prix festiwalu Boska Komedia dla Strzępki i Demirskiego
-
Mrozek: Czy można znieść pańszczyznę?
-
Kapela: Tylko nie dzwońcie po karetkę!
-
Majmurek: Oburzeni z Hollywood
-
Majmurek: Jak to w konspiracji ładnie
-
Twardoch: Cenię sobie życie w Kryształowym Pałacu
-
Mrozek: Paralityk nie chce cudu
-
Łysak, Majewski, Mieszkowski: Jaki widz? Jaki repertuar? Jakie zmiany?
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...