NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Cichocki: Kościół, mgła i staw Drukuj
Sebastian Cichocki*   
26.09.2010

Przywołane niżej zdarzenia są wystarczająco odległe, żeby ci mieszkańcy miasta, którzy chcieli o nich zapomnieć, zdołali je już wymazać z pamięci. O wypadkach z marca 1974 roku wspomina się dziś niechętnie, raczej z zakłopotaniem i bez wdawania się w szczegóły. Mówi się, że historia ta nie jest specjalnie pouczająca i lepiej byłoby raz na zawsze o niej zapomnieć. Jedynym jej śladem pozostaje stojące samotnie w jednej z sal miejscowego Muzeum Etnograficznego przerdzewiałe urządzenie, które wygląda jak archaiczny model lodówki. Lakoniczny opis głosi: „Maszyna generująca tzw. mgłę religijnej gorliwości, znaleziona pod zbiornikiem wodnym na skwerze Spostrzeżeń Duchowych jesienią 1974 roku. Jej związek z przypadkami fanatycznych zachowań religijnych i uzdrowień mających miejsce w okolicy, nie został potwierdzony”.  

 

Kustosz w muzeum opowiedział mi anegdotę o tym, jak urządzenie, żartobliwie nazywane przez pracowników Departamentu Legend Miejskich „lodówką wikarego”, zostało niefrasobliwie uruchomione. Wydarzyło się to na początku lat 80. podczas muzealnej imprezy zakładowej tuż przed Nowym Rokiem. Atmosfera była szampańska – przy tanecznej muzyce, w oparach alkoholu i dymu tytoniowego postanowiono przetestować dziwaczną maszynerię. Jeden z rozochoconych  pracowników muzeum pociągnął z impetem za wystający z maszyny sznur. Na zewnątrz wydostał się wówczas wątły różowawy obłoczek. Rozbawiło to bardzo zgromadzonych muzealników. Śmiali się długo i głośno. Tak długo i głośno, że trzy osoby, wycieńczone histerycznym rechotem, miały zostać zabrane do szpitala, gdzie przez jakiś czas podawano im rozkurczowe leki i środki uspokajające.

 

Historia stawu na skwerze Spostrzeżeń Duchowych jest dziś trudna do zrekonstruowania – podam tylko te fakty, które miały miejsce z dużym  prawdopodobieństwem, potwierdzone przez większość moich rozmówców, jak i opisane w prasie codziennej. Z rozproszonych informacji na temat zdarzeń mających miejsce wiosną 1974 roku, wyłania się obraz, który musiał wywrzeć niebagatelny wpływ na nastroje i wyobraźnię mieszkańców miasta. Kto wie, czy mające dokładnie rok później gwałtowne i krwawe zamieszki, nazywane czasem Różową Rewolucją, nie były konsekwencją tamtych osobliwych doświadczeń. 

 

A więc do rzeczy, historia jest następująca:

Krok po kroku (a nie znienacka, jak twierdzą niektórzy), w sposób, który można niewątpliwie nazwać cudem, w samym środku miasta pojawił się staw. Staw był niewielki, ale głęboki, a z jego mętnej wody wydobywało się leniwe bulgotanie. Używam słowa cud dosłownie, myśląc o zjawisku paranormalnym, a nie metaforycznie, w odniesieniu do jakiegoś nietypowego objawu ludzkiej inwencji czy rzadkiego kolektywnego czynu, na który porwali się zazwyczaj skłóceni ze sobą mieszkańcy. Mówiąc cud, wyobrażam sobie broczące stygmaty, wskrzeszonych nieboszczyków i brodatych starców lewitujących nad ziemią. Staw należał do takiej właśnie kategorii – rzeczy niewyjaśnionych i osobliwych. Pewnego dnia po prostu się otworzył. Oczywiście, nie tak od razu. Najpierw było pęknięcie. Rozszerzało się ono powoli, niemal niezauważalnie. Przełom nastąpił nocą z 12 na 13 marca. Kilka osób mieszkających w okolicy słyszało głośne tąpniecie, a następnie tępy zgrzyt i plusk. Rano wyłom w ziemi wypełniony był już cieczą o rdzawym kolorze. W miarę jak staw się powiększał, woda była coraz klarowniejsza i widoczne stawało się dno pełne ostrych krawędzi i uskoków. Koniec końców zbiornik przybrał swój ostateczny kształt. Niektórzy twierdzą, że z lotu ptaka przypominał profil ówczesnego antypapieża Grzegorza XVIII – urzędującego w Rotterdamie zaledwie dwa miesiące, zanim dosięgła go kula zamachowca, polskiego emigranta. 

 

Tak czy inaczej okoliczni mieszkańcy zaczęli się z obecnością tego niespodziewanego przybysza zaskakująco szybko oswajać. Okazało się, że staw emituje przyjemny, rytmiczny dźwięk. Dawało to kojący efekt. Zamykając oczy, można było wyobrazić sobie pociąg przejeżdżający podziemnym tunelem (lub, co zauważyło kilka osób, „samolot przelatujący pod stopami”) – ziemia drżała, a ciałem wstrząsał dreszcz. 

 

Było przyjemnie i błogo. Taflę wody co jakiś czas wzburzały bąble powietrza, przez co nad stawem unosiła się delikatna różowawa mgła. Miała słaby, ale przyjemny różany zapach. Coraz więcej osób spędzało tutaj swój wolny czas, godzinami przesiadując nad brzegiem zbiornika. Cieszono się wyjątkowo mocnymi jak na wczesną wiosnę promieniami słońca, starsi ludzie rozkładali krzesełka i popijali z termosu herbatę. Przyprowadzano dzieci, które wrzucały do wody kamienie i monety. Tylko zwierzęta były nieufne: psy jeżyły sierść i szczekały, nigdy nie zbliżając się zbytnio do wody, ptaki nigdy nie wypoczywały nad brzegiem.  

 

Trudno w to dziś uwierzyć, ale nikt nie interesował się zbytnio tym, jak staw w ogóle powstał ani też nie starał się wytłumaczyć jego osobliwych właściwości. O tym, że obecność zbiornika nie jest do końca neutralna,  dowiedziano wkrótce po jego niespodziewanym „ujawnieniu”. Może to tylko ciąg – jakże niezwykłych – zbiegów okoliczności, a może też niektórzy mieszkańcy zbyt mocno pragnęli, aby obecność stawu pociągnęła za sobą jakieś mistyczne konsekwencje? 

 

Przy skwerze Spostrzeżeń Duchowych od lat 50. stał niewielki kościół. Nie była to zbyt dostojna architektura: przysadzista, nieforemna, z pękatą dzwonnicą i brzydkimi polichromiami. Korzystali z niego głównie okoliczni mieszkańcy, starsi ludzie, zabijając czas uczestnictwem w codziennych liturgiach. Rzadko kiedy jednak, nawet na niedzielnej mszy, brało w nich udział więcej niż dwadzieścia osób. Do czasu. Od kiedy pojawił się staw, liczba wiernych rosła z tygodnia na tydzień. Można by zaryzykować hipotezę, że jego obecność wpływała również na jakość aktów wiary. Prawdziwa eskalacja trudnych do wyjaśnienia wypadków nastąpiła w pierwszym tygodniu kwietnia, dokładnie wtedy, gdy z wizytą w mieście przebywał ówczesny premier Szwecji, Olof Palme. Pewna starsza kobieta tak zapamiętała się w modlitwie, że musiano ją siłą zabrać z kościoła po tym, jak po kilku godzinach leżenia krzyżem przed ołtarzem z ust zaczęła jej ciec gęsta ślina (ponoć wydzielina ta emanowała światłem), a całym ciałem szarpały konwulsje. Takie wypadki były coraz częstsze. Ktoś zobaczył twarz Chrystusa na wodzie, kto inny usłyszał w głowie boską komendę, by zanurzyć się w stawie i zmyć swe przewinienia. Z ust do ust przekazywano sobie też informację o uzdrawiającej mocy stawu. Ponoć kontakt z wodą koił przewlekłe bóle, likwidował blizny, przyśpieszał gojenie ran, „zmywał” zmiany na skórze. Kościół przy skwerze stawał się więc coraz popularniejszy, a modlitwy coraz żarliwsze. W maju niedzielne nabożeństwa były już tak oblegane, że wierni gromadzili się na zewnątrz kościoła. Wdychali różową mgłę i wznosili swe załzawione, pełne wdzięczności oczy ku niebu. 

 

Pod koniec maja staw uspokoił się. Drżenie ustało, zniknęły bąble i mgła. Jednocześnie woda stawała się coraz bardziej mętna, a różany zapach ustąpił bagnistemu odorowi. Przebywanie nad brzegiem nie było już tak pociągające, tym bardziej, że po ciepłej, niemal upalnej wiośnie, przyszło chłodne i dżdżyste lato. W lipcu już nikt nie interesował się stawem, który coraz bardziej przypominał bagniste bajoro. Postanowiono – z doniesień prasowych wynika, że z inicjatywą tą wyszedł parafialny wikariusz – że najrozsądniej będzie zbiornik zasypać ziemią. Po tym jak wypompowano z niego wodę (do dziś można na pobliskim targowisku kupić fiolki wypełnione tą cieczą, zachwalaną jako panaceum na różne dolegliwości), z jeziora wydobyto kilka nietypowych przedmiotów. Monstrancja zawinięta w kawałek materiału, stary radioodbiornik, a nawet gliniana figura pielgrzyma. Każdy z obiektów został opisany, opatrzony numerem, zapakowany w pudło i schowany w kościelnej piwnicy, gdzie spoczywa z całą pewnością do dziś. 

 

Odkryto wtedy również, że pod stawem zakopana była maszyna; wystawała z niej rura, której ujście prowadziło do dna zbiornika. To właśnie owe urządzenie, które znajduje się obecnie w Muzeum Etnograficznym. Wszystko wskazuje na to, że odpowiadało ono za dziwne bulgotanie, które wzburzało wodę oraz różową mgłę unoszącą się nad stawem. Maszyna wydawała z siebie również ów miarowy dźwięk, generujący wspominane przez moich rozmówców przyjemne wibracje ziemi. Kiedy wiadomość o urządzeniu przedostała się do prasy, powszechnie uznano, że cała historia jest ohydną mistyfikacją wymierzoną w poczciwych mieszkańców miasta, którzy zbyt pochopnie zaufali cudownej mocy wodnego fenomenu. Kto jednak byłby na tyle perfidny, by rozpylać psychoaktywny gaz, wzbudzający religijny zapał, tego już nie ustalono.

 

O stawie szybko zapomniano. W miejscu, gdzie niegdyś się znajdował, postawiono pomnik – łódkę na postumencie, na której zamiast masztu wznosi się krucyfiks. Łódka ma wbudowany specjalny mechanizm, dzięki któremu o każdej pełnej godzinie kołysze się jakby poruszana falami, a z wbudowanego w pokład głośnika wydobywa się dźwięk statku wpływającego do portu. Napis na burcie głosi: „Proszę, nie opuszczaj mnie”.

_________

*Sebastian Cichocki – socjolog, kurator, krytyk sztuki. Do 2008 roku dyrektor CSW Kronika w Bytomiu. Aktualnie główny kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Jest redaktorem pisma „Muzeum” oraz magazynu „Format P”.

__________

Obieg  Rajkowska. Przewodnik Krytyki Politycznej  O projekcie Joanny Rajkowskiej Dotleniacz czytaj w najnowszym numerze magazynu o sztuce „Obieg” oraz w książce Rajkowska. Przewodnik Krytyki Politycznej
 
Komentarze
Dodaj nowy
cursorium  - Boże chroń sztukę przed kur.ami !   |27.09.2010 01:03:49
Ich pokręciło do reszty za te publiczne piniędze ? Czy taki jeden z drugiem to
umi łopato robić wogóle?
Namiesza, namięsza a o kałuże folijom wyłożonną mu
chodzi.
Józef K   |27.09.2010 01:37:36
Ale brednie.
Pisał to najpewniej sobie a muzom i nikt nie chciał tego wydać
więc go przygarnęli w zamian za przysługę. Co za grafomania, człowieku, jak Ci
nie wstyd?
Coś starych krypolskich wyjadaczy nie widać więc zadowalają się
najemnikami różnej maści.
franiszyn   |27.09.2010 08:20:41
Józefie!
Proszę, wymień zastrzeżenia. Ten zarzut uprawiania grafomanii jest
mocny.
Czy Gnębon odzywał się do Ciebie? Czas działa na niekorzyść KP. Im dłużej
sprawa jest niewyjaśniona, tym bardziej chce mi się bluzgać. Nie chodzi przecież
o Piątka (każdy ma prawo być Piątkiem, każdy ma prawo być Papieżem albo
policjantem), a o tych, co decyzję zbanowania podjęli.
Józef K   |27.09.2010 13:01:08
Józefie!
Proszę, wymień zastrzeżenia. Ten zarzut uprawiania grafomanii
jest
mocny.


Franiszynie, pytasz serio czy nabijasz mnie w butelkę?
Wymienić
zastrzeżenia? A co, chcesz na łatwiznę iść i mam Ci to streścić? Dobrze:
jakiś czas temu, kiedy partia była u władzy, co jakiś czas panie w
szkole mówiły: a teraz dzieci napiszcie na temat dlaczego partia jest
wspaniała. No więc każdy pisał: partia jest wspaniała, bo jest
wspaniała, bo tak. No więc ten felieton jest tego rodzaju, o niczym, choć
zawiera literki i słowa.

A poza tym przeczytajże sam,
od poniedziałku, ten światły tekst o… o czym? Dlaczego tutaj? Po co?

Kawał grafomanii i tyle, rzucony psom żeby było w ogóle co.

Czy Gnębon odzywał się do Ciebie? Czas działa na niekorzyść KP. Im
dłużej
sprawa jest niewyjaśniona, tym bardziej chce mi się
bluzgać. Nie chodzi przecież
o Piątka (każdy ma prawo być Piątkiem,
każdy ma prawo być Papieżem albo
policjantem), a o tych, co decyzję
zbanowania podjęli.


Nie, Gnębon nie daje znaku życia i trochę mnie to martwi. Mam nadzieję,
że jak to przeczyta to się odezwie.
Co do Krypoli to trzeba by
im wystosować jakąś prośbę bardziej konkretną, może jakąś akcję
zrobić, skoro im się wydaje, że mogą mieć w dupie ludzi, którzy ich czytają
i dają im zarobić. To ciekawe, że lewica zawsze zlewa tych, którzy
dają jej podstawę do istnienia. Już Hłasko o tym…
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 10:49:54
Ktos mi stresci o czym to jest? Co autor mial na mysli itepe? Bo wymieklem po
pierwszym akapicie z mocnym postanowieniem by nie zaczynac tygodnia od klimatow
odlotowych.
Józef K   |27.09.2010 14:42:03
… Antszejku, alesz tlaczego, to fajofy teksssst, niesie dusze przesłanie,
duszo safiera, unosi sie nad nim mgiełka rószofeko dymku, szeba naprać
w płuco i pszytszymać minutkie, ot rasu tydzień robi się rószofy,
fiesz, eos ruszanopalsa i te klimaty, pofrót to wiekuf zlotych tego śfiata,
to prafdzifych bohaterófff, do śfiata przepełnioneko jakąś ideą…
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 14:04:18
Ty to masz mocny organizm Jozefie…
Józef K   |27.09.2010 14:07:48
Ty to masz mocny organizm Jozefie

W ogólne twardziel jestem, Andrzeju. No ale przecież to dobrze wiesz.


P. S. Zauważyłeś, że jak nie ma bulszita to nie ma jednocześnie
antenki (albo odwrotnie)?
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 14:35:05
Znowu jakas teoria spiskowa?

Moim zdaniem beret po prostu sobie odpuscil bo
juz sam sie znudzil wlasnymi bluzgami oraz tym ze nie robi to najmniejszego
wrazenia na publice.
Józef K   |27.09.2010 14:39:36
Znowu jakas teoria spiskowa?

A moim zdaniem antenka to bulszit, choć to jedynie teoria spiskowa… co
do wniosku zgoda co do obojga ;-)
AndrzejRoztocki   |27.09.2010 14:44:07
Nie. Bulszit jest mlody natomiast antenka stara.

Nie dam ci zadnych
argumentow ale tak mi sie to objawilo.
franiszyn   |27.09.2010 14:28:48
Autor chciał zmusić czytelnika do myślenia.

Gnębona sprawa: protestować
przeciwko czerwonym kropkom jest fajnie, wygodnie i medialnie; ale we własnym
ogródku sieje się głupotę, milczy się o skutkach głupich decyzji i chroni się
głupich (bo niekonsekwentnych) autorów. Broń Boże! - nie mam na myśli
Cichockiego. W ogóle nikogo nie mam na myśli.
franiszyn   |27.09.2010 14:21:01
Józefie, nie chciałem Cię podpuszczać, tym bardziej nabijać w butelkę.

Obawiałem się chłopięcych oskarżeń o prawicowo-nihilistyczny trolling, skutkiem
czego mógłbyś dostać bana. Zawsze bezpieczniej rzucić argument, wiadomo, że
tutaj raczej zbędny, ale dla chłopców i administracji n i e z b ę d n y.

To
felieton jest? Mam kłopot z określeniem tego gatunku; w Tygodniku Powszechnym
jest dział "ZMYSŁY" i tam takie teksty się publikuje.
Józef K   |27.09.2010 14:28:54
Obawiałem się chłopięcych oskarżeń o prawicowo-nihilistyczny trolling,
skutkiem
czego mógłbyś dostać bana. Zawsze bezpieczniej
rzucić argument, wiadomo, że
tutaj raczej zbędny, ale dla chłopców i
administracji n i e z b ę d n y.


Wiesz Franiszynie, ja tam nie jestem tak ‘honorowy’ jak Gnębon i zaraz
bym zaczął pisać z innego konta, jakiegoś Franza K. albo
coś podobnego. Niech mnie banują, jak zbanują drugą osobę to już
utracą szacunek i prawomocność zupełnie. Napadają na Kościół, że ludzi
wyklucza i nie chcą się przyznać, ze działają tak samo albo gorzej.

To
felieton jest? Mam kłopot z określeniem tego gatunku; w Tygodniku
Powszechnym


W każdym pisemku, które ma o te kilka stron za dużo i nie wie, jak je
zapełnić, jest dział RÓŻNOSTKI, Listy czytelników, Varia itd.

KP postanowiła właśnie otworzyć taki dział.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.97893 Seconds