|
Jak oceniacie założenia Europejskiego Kongresu Kultury z punktu widzenia osób zaangażowanych w działania ruchu Obywatele Kultury?
Agnieszka Odorowicz*: Jego oprawa jest interesująca, ale jak na wydarzenie, które ma kosztować grubo ponad 10 milionów złotych, propozycja tematów i zestawienie debat rozczarowuje. Trudno wskazać cele Kongresu, które byłyby aktualne i zbieżne z codziennym interesem środowiska kultury w Polsce. Kongres wygląda raczej na prezentację dorobku polskiej kultury z ambicją wypromowania kilku polskich artystów. Szkoda, że NInA nie skonsultowała ze środowiskiem kultury zestawu zagadnień, które mogłyby zostać na Kongresie poruszone…
Mirosław Bałka albo Krzysztof Penderecki potrzebują promocji? Można potraktować Kongres jako promocję idei, na których szczególnie zależy sprawującemu prezydencję rządowi RP. Czego nowego dowiedzą się zaproszeni do Wrocławia goście? O co będą pytani?
AO: Moim zdaniem tematy debat nie mają wiele wspólnego z aktualnymi wyzwaniami i zmianami w kulturze. A zmiany się dzieją. Jesteśmy w trakcie rewolucji komunikacyjnej. Jak się ustawić wobec zmieniających się postaw odbiorców kultury? Czy dostęp do kultury powinien być ważnym kryterium? Jeśli tak, dla kogo?
Sprawujemy prezydencję, jest okazja do ściągnięcia osób, które zazwyczaj nie mają czasu. Można poruszyć kilka konkretnych problemów kultury europejskiej, a jest ich mnóstwo. Można zapytać, czy dążenie Komisji Europejskiej do tego, by wcisnąć kulturę w zagadnienia pomocy publicznej, jest słuszne. Albo doprowadzić do dyskusji nad decyzjami Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji, która ostatnio sprzeciwiła się rozmiarom pomocy publicznej dla wydarzeń kulturalnych, twierdząc, że nie warto wspierać np. organizacji Festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, bo zakłóca konkurencję ze szkodą dla… Festiwalu w Cannes.
Takich spraw jest mnóstwo. Ciekawi mnie czy ktoś poruszy najważniejszą kwestię: czym kultura jest dla Unii Europejskiej? Dlaczego z budżetu unijnego na kulturę nie wydaje się nawet 1% tego, co na wspólną politykę rolną? Dlaczego kultura nie jest jednym z celów lizbońskich?
Zastanawia mnie brak osób reprezentujących Obywateli Kultury. Nie ma was ani w radach Kongresu, ani w panelach.
Beata Chmiel: Jeśli weźmiemy pod uwagę rozmaite ciała koordynacyjne Obywateli Kultury, Zespół ds. Paktu działający przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów czy powstający Komitet Społeczny przy Ministerstwie Kultury, to z całą pewnością co najmniej kilku Obywateli Kultury wystąpi we Wrocławiu w swoich funkcjach zawodowych, ale nie jako reprezentanci ruchu. Bo też nie o reprezentację chodzi. Powtarzamy ciągle, że Obywatele Kultury nie są komitetem centralnym ani nawet awangardą stojącą na czele wszystkich działań i aktywności na rzecz kultury w Polsce, nie roszczą sobie też pretensji do żadnej wyłączności prezentowania kultury polskiej.
Chciałabym jednak zapytać: w ciągu ostatniego roku, czyli już w trakcie przygotowań do EKK, w Polsce zebrano 100 tysięcy podpisów pod petycją „1% na kulturę” oraz wynegocjowano i podpisano z premierem rządu tak wyjątkowy akt, jakim jest umowa społeczna na rzecz kultury. Dlaczego więc organizatorzy uznali, że Pakt dla kultury nie jest inicjatywą wartą pokazania na Kongresie, który ma się zajmować kulturą jako narzędziem zmiany społecznej? Jakie są argumenty?
I jeszcze jedna kwestia. W tym samym czasie, kiedy konsultowaliśmy w całej Polsce i negocjowaliśmy z rządem Pakt dla kultury, w Anglii w ramach ruchu Save the Arts masowo protestowano przeciwko cięciom w instytucjach kultury. Podobny do naszego ruch na rzecz kultury powstał w Holandii. W Hiszpanii zmiany ograniczające swobodę wymiany kulturalnej i groźba odcięcia od Internetu były jednym z katalizatorów wybuchu masowych protestów. Narasta poczucie, że coś wspólnego dzieje się w Europie i że w centrum tego jest kultura. Może więc tym bardziej podpisanie Paktu dla kultury jest znaczące w perspektywie europejskiej?
Jaki wobec tego cel postawili sobie organizatorzy? Czy ma to być zjazd intelektualistów, nawiązujący do wrocławskiego kongresu z lat 40., z ambicją dyskusji Wschodu z Zachodem? Tam Picasso, tu Bałka. Wtedy György Lucas, teraz Zygmunt Bauman. Ale taki podział jest anachroniczny. Lepiej byłoby zastanowić się, jak w różnych obszarach – lokalnym, narodowym, uniwersalnym – postrzegamy i traktujemy kulturę? Jakim językiem pisać i mówić dziś o kulturze jako czynniku rozwoju nowoczesnego państwa i kapitału społecznego? Zapytać o polityki kulturalne państw narodowych i wspólną politykę europejską. Czy jest swoja i obca kultura europejska?
Czy nie jest też tak, że efektem Kongresu będzie polaryzacja stron? Z jednej strony efektownie wypromowany fajerwerk, z drugiej – pozbawiony możliwości zaprezentowania własnego stanowiska ruch, który przeprowadza może mało efektowną, ale rzeczywistą pracę na rzecz zmiany funkcjonowania i traktowania kultury.
AO: W pewien sposób znowu tracimy jakąś szansę. Podobnie było na Kongresie Kultury w Krakowie w 2009 roku, tylko wówczas organizatorom udało się pobudzić ruchy społeczne w różnych dla kultury sprawach – czy to w sprawie zwiększenia nakładów na kulturę, czy w sprawie reformy mediów publicznych. Mam wrażenie, że tego efektu we Wrocławiu nie będzie.
BCh: I nie chodzi o brak możliwości prezentowania działań Obywateli Kultury. My istniejemy w domenie i otwartej debacie publicznej, ale chyba rzeczywiście zderzyły się tutaj dwa sposoby traktowania kultury. Taki, który był obecny w Polsce też przez ostatnie 20 lat, w którym kultura jest pianką na kawie, bitą śmietaną z wisienką. Ładnie się jest w nią ubrać i dobrze jest mieć swoich artystów. Stary, od zawsze istniejący model kultury dworskiej.
Mieszczańskiej.
AO: Bardzo dobrze powiedziane. Być może lepiej byłoby nie używać słowa „kongres”. To jest rodzaj europejskiego festiwalu, zresztą organizowanego przez znanych i bardzo cenionych dyrektorów Festiwalu Malta i krakowskiego Biura Festiwalowego.
Porozmawiajmy o tej drugiej wizji.
BCh: Jako Obywatele Kultury mówimy, że państwo, ale także struktury wspólnotowe UE, mają obowiązki wobec obywateli. Można je ująć w cztery podstawowe dziedziny: bezpieczeństwo, ochrona zdrowia, edukacja, kultura. Dlatego we wszystkich naszych komunikatach i dokumentach przypominamy o tym i mówimy o konieczności zmiany perspektywy, celów, sposobu myślenia. To nie jest lokalna choroba, to samo mówią Włosi, Anglicy czy Holendrzy. Jesteśmy w momencie przełomowym dla kultury europejskiej - nie tylko pod względem rewolucji technologicznej czy komunikacyjnej.
Zaczyna się teraz nowy okres projektowania 2014-2020. Nowy budżet Unii Europejskiej, nowe priorytety rozwojowe, nowa strategia. Słowo „kultura” w tych wszystkich planach i programach się nie pojawia i mało kto zastanawia się z perspektywy polityki europejskiej, jaką rolę w budowaniu perspektywy 2020 mogłaby mieć kultura. To byłby znakomity punkt wyjścia dla kongresu.
AO: Głównym tematem powinna być kwestia braku środków na kulturę w budżecie Unii. Wokół niego można nadbudować szereg konkretnych, punktowych rozwiązań, łatwych do przeprowadzenia, a co też ważne – niedrogich.
Można powołać fundusz wspierający tłumaczenia książek, czasopism, wersji językowych spektakli czy napisów w filmach. Przystosować program Europa Cinemas do nadchodzącej cyfryzacji. Za dwa lata, gdy kina nie dostaną pieniędzy na projektory cyfrowe, po prostu upadną. A Komisja Europejska nie potrafi od 5 lat sformułować programu umożliwiającego współfinansowanie projektorów cyfrowych w Europie. Amerykanie nie mają z tym problemu. PISF i samorządy wspierają takie kina w Polsce, ale robią to na zasadach de minimis, a nie na przykład zapisem ustawowym.
Dlaczego Europeana, wielki portal ze zdigitalizowanymi zbiorami kulturalnymi, jest mało popularny? Może niezależnie od UE Google znalazło lepsze rozwiązania?
Niezmiernie ważna jest kwestia praw autorskich i ochrony własności intelektualnej, która nie polega na tym, że cyfryzując kina, musimy wybierać między czterema ofertami projektorów, z których każdy kosztuje sto tysięcy euro. Tylko dlatego, że przyjęto technologię DCI, którą mają prawo wykorzystywać wybrane firmy.
Do współudziału w takim wydarzeniu powinno się zaprosić instytucje, które mają wpływ na kształt i charakter kultury w Polsce. Narodowe, samorządowe, pozarządowe, niezależne. Wysłuchać, co mają do powiedzenia te z nich, które zajmują się wolnym dostępem, wspieraniem twórczości artystycznej, czytelnictwem. Problemy trzeba zidentyfikować wspólnie.
Za to będzie panel: „Europejska Stolica Kultury, model kultury?” Nagroda dla miasta zwycięskiego to chyba 1,5 mln euro, a od miast kandydujących wymaga się wydania wielokrotnie więcej. To jest model kultury w UE? Jak zachęcić miasta, które przegrały rywalizację mimo ogromnych nakładów do kontynuowania ambitnych programów, zwłaszcza w świetle ostatnich doświadczeń?
W tym samym czasie dzięki rozmaitym programom wspólnotowym państwa członkowskie nauczyły się wykorzystywać pieniądze z funduszy strukturalnych UE do inwestowania w infrastrukturę kulturalną czy wspierania działań społecznych. W tym sensie programy wspólnotowe stanowią kompletny margines, a natężenie dyskusji nad ich kształtem jest nieproporcjonalne do ich znaczenia. W tym sensie państwa członkowskie są bardziej skuteczne niż Komisja i Parlament Europejski. Niemówienie o tym jest jakimś nadmiernym ugrzecznieniem.
Samorządy realizują inwestycje według własnego uznania, ale jednak stają się zakładnikami wytycznych, które są bliskie temu, jak kultura funkcjonuje na Kongresie. Zdobywają się na niezależność, by w chwilę później znów wrócić do klientelizmu. Inaczej nie będzie ich stać na utrzymanie nowych placówek.
AO: Między innym dlatego Kongres powinien podjąć kwestię kultury jako domeny pozostającej wyłącznie w gestii państw członkowskich. Czy tak rzeczywiście powinno pozostać? Jak na razie nikt tego tematu nie podjął na poważnie.
Wielomilionowe protesty przeciw wojnie w Iraku miały powołać do życia europejską opinię publiczną, ale uderzyły tylko w niektóre rządy narodowe.
AO: Może nie powołały europejskiego społeczeństwa, ale na pewno zmieniły postrzeganie. Impuls do niego wyszedł ze środowisk intelektualnych, kultury niezależnej, od artystów. Tak będzie zawsze. Opinii publicznej trzeba dać czas na przemianę. Jeżeli spyta pan przeciętnego obywatela tych państw, co sądzi o wojnie w Iraku czy w Afganistanie, nie sądzę, żeby pan usłyszał wersję, która zadowala polityków.
BCh: Myślę również, że gdy odwołamy się do konceptu społeczeństwa europejskiego, ujawni to znowu pewien anachronizm tak zaprojektowanego kongresu. Na ile kultura Turków – wszystko jedno czy tych mieszkających w Turcji, czy w Niemczech, jest kulturą europejską? Jak do kultury dziś uprawianej i powstającej w Europie odnosimy się my, starzy mieszkańcy kontynentu? Jakim przeobrażeniom ulegają tradycyjne formy kultur narodowych, lokalnych, co z folklorem? Jaki jest wpływ tych zjawisk na kulturę masową i odwrotnie?
W czasie, w którym te dyskusje toczą się wszędzie – na ulicy, w mediach, w Internecie, do Komitetu Honorowego Europejskiego Kongresu zaprasza się wyłącznie białych mężczyzn w wieku mocno średnim. To chyba nie jest reprezentacja prawdziwych Europejczyków? – że tak sparafrazuję stary dobry dowcip o prawdziwych Belgach.
Przy okazji Kongresu można było zamówić badania i analizy, które odnosiłyby się na przykład do problemu muzułmańskich chust albo mowy nienawiści. Dlaczego na kongresie nie ma spotkania, na którym odparto by krytykę koncepcji społeczeństwa multikulturowego?
A nie powiedzieliśmy jeszcze o jednym. Hasło przewodnie Kongresu brzmi: „Kultura dla zmiany społecznej”. Rządy w Brazylii czy Kolumbii mówią wprost – traktujemy kulturę jako narzędzie zmiany społecznej, a będzie nią wydobycie 20 milionów ludzi z biedy. I na licznych przykładach okazało się, że emancypacja kulturowa sprzyja emancypacji ekonomicznej i dokonuje się więc zmiana o nieznanym – jak na razie – zasięgu.
Przykład polski mógłby być też na to dowodem. Podpisanie Paktu dla kultury było naszym lokalnym aktem potwierdzającym dokonywanie się takiej zmiany. Sto tysięcy ludzi w odruchu obywatelskim wystąpiło w obronie swojego konstytucyjnego prawa dostępu do kultury i doprowadziło do zmiany polityki państwa. Teraz podobne zmiany zachodzą w licznych polskich miastach. Kultura – by użyć hasła miejskiego kongresu w Bydgoszczy – jest w Polsce w budowie.
W tym samym czasie, w którym odbywa się Europejski Kongres we Wrocławiu, w innych miastach – Bydgoszczy, Lublinie, Katowicach, Gdańsku, Łodzi, Krakowie, Poznaniu – grupy obywateli pracują nad lokalnymi wersjami Paktu dla Kultury i nakłaniają władze samorządowe do zmiany priorytetów w tej dziedzinie. Toczy się pewnego rodzaju kroczący kongres kultury w Polsce. Przyglądajmy się temu uważnie, bo to tam tak naprawdę kultura się dzieje.
*Agnieszka Odorowicz – szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, działaczka ruchu Obywatele Kultury
*Beata Chmiel – wicedyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, działaczka ruchu Obywatele Kultury
Wywiad ukazał się w drugim wydaniu bezpłatnej gazety KP „Kurier Kultura”.
OBYWATELE KULTURY
Obywatele Kultury to nieformalny ruch na rzecz zwiększenia nakładów na kulturę do co najmniej 1% budżetu państwa oraz zmiany zasad zarządzania i finansowania kultury. Ruch ten sprzeciwia się dążeniom do całkowitego urynkowienia kultury. W imię równości dostępu do kultury oraz odpowiedzialności państwa za nią udało się połączyć wiele osób, środowisk i instytucji.
14 maja 2011, podczas Kongresu Obywateli Kultury, premier RP Donald Tusk podpisał wynegocjowaną z rządem przez Obywateli Kultury umowę społeczną – Pakt dla kultury. Ze strony społecznej dokument podpisali m.in. Agnieszka Holland, Jacek Bromski, Jerzy Hausner, Andrzej Mencwel, Krzysztof Materna, Krzysztof Krauze, Joanna Mytkowska, Krzysztof Warlikowski, Kuba Wygnański, Jacek Żakowski.
Pakt zobowiązuje m.in. do podniesienia nakładów na kulturę w budżecie państwa do co najmniej 1%, poczynając od roku 2012 w perspektywie do 2015 r.; wprowadzenia wieloletniego programu na rzecz czytelnictwa; przygotowania nowej ustawy medialnej; stworzenia programu cyfryzacji dziedzictwa kulturowego; bezpłatnego udostępnienia dzieł w domenie publicznej; wprowadzenia pilotażowego programu budżetów partycypacyjnych w jednostkach samorządowych.
W konsekwencji podpisania Paktu powstały dwa ciała, które mają wypracować sposoby wprowadzania Paktu w życie: zespół ds. paktu przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i komitet społeczny przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Informacje o działaniach ruchu, sprawozdania z posiedzeń zespołów i komitetu, projekty programów: www.obywatelekultury.pl.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...