NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Bóg, kasa i kiełbasa Drukuj
Jaś Kapela   
21.12.2011

Bóg, kasa i rock’n’roll to tytuł wywiadu-rzeki, jakiego udzielili sobie Szymona Hołownia z Marcinem Prokopem, a także – jak rozumiem – trawestacja znanej dewizy Wojska Polskiego. Do tego, że w roli „honoru” występuje „kasa”, a zamiast „ojczyzny” jest „rock’n’roll”, zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić. Bardziej mogą dziwić Szymon Hołownia i Marcin Prokop jako wcielenie Wojska Polskiego, ale pamiętamy przecież z historii, że Jan Paderewski miał większe zasługi dla odzyskania niepodległości niż rzeczone wojsko, więc można zrozumieć, że w coraz mniej suwerennej ojczyźnie artyści powoli przejmują pewne funkcje armii.

Trójczłonowy tytuł może sugerować, że o kasie i rock’n’rollu będzie w książce tyle samo, ile o Bogu, ale im dalej w las, tym bardziej widzimy, że tytuł jest zwodniczy i miał służyć jedynie jako zachęta dla tych, którzy kasą i rock’n’rollem interesują się trochę bardziej niż Bogiem. Czyli generalnie dla – nie bójmy się tego słowa – młodzieży. A przecież wystarczy rzucić okiem na spis treści: Bóg, Kościół, Idole (z podtytułem: Jezus żyje. Elvis też?), Zakon, Modlitwa, Pieniądze, Bóg bawi się nami czy z nami?, żeby zrozumieć, że mamy w ręku raczej katechizm niż rzecz o kasie i rock’n’rollu. Oczywiście katechizm w wersji light, który babcia może kupić swoim wnukom  oglądającym Mam talent.

To w końcu z tego show znany jest szerszej publiczności ten dziennikarski duet. Dziwi więc, gdy Hołownia porównuje szukanie autentycznego przeżycia w popkulturze do żywienia się na śmietniku (restauracją w tym porównaniu jest Kościół). Skoro popkultura jest śmietnikiem, to kim są w takim razie prowadzący program Mam talent? Czy aby nie śmieciarzami? Oczywiście Prokop nie pyta Hołowni o to, jak sobie radzi z codziennym buszowaniem w śmietniku, choć sam popkulturę ceni.

  

To nie jest jedyny fragment, gdzie dialog okazuje się pozorowany. Zresztą panowie wiedzą, jak do niego nie dopuścić. „Chcesz poważnie porozmawiać o tomizmie?”, atakuje w którymś momencie Hołownia. Po takim uderzeniu Prokopowi pozostaje już tylko porównać kolegę do Jaruzelskiego.

„Chciałbym wierzyć w Boga. Tylko głupiec by nie chciał”, przyznaje Marcin Prokop już na pierwszych stronach książki. Mniejsza z tym, że obraża w ten sposób wszystkich ateistów (dla przypomnienia: ateiści przeważnie nie chcą wierzyć w Boga, a znam nawet takich, którzy wręcz uważają wiarę w niego za szkodliwą). Ale co złego zrobili Prokopowi buddyści? Oni też jakoś nie chcą wierzyć w Boga. Co więcej: pojęcie Boga praktycznie nie ma w buddyzmie znaczenia.  Co gorsza, w końcu sam stwierdza: „jestem buddystą, co właśnie mi uświadomiłeś”. Czy oznacza to, że jest głupcem?

Zależy, jak patrzeć. Na pewno według tej teorii, którą sam ukuł. Twierdzenie, że wiara jest łaską, która niektórym nie została dana, jest równie głupie, jak popularne w polskim dyskursie. Powody tej symbolicznej hegemonii są oczywiste. Od czasu chrztu Polski część poglądów katolików zdążyła się już tu zakorzenić. Ale czy to powód, żeby je powielać? Prokop, jako agnostyk, raczej nie ma takiego obowiązku. Rozumiem, że w Polsce może to być trudne do pojęcia, ale na świecie są dziesiątki tysięcy religii i naprawdę nie wszystkie z nich są monoteistyczne. Co więcej: istnieją badania, które wykazują, że ateiści są najinteligentniejszą grupą światopoglądową. Więc może jednak nie są głupcami?

Trochę się czepiam i pewnie Prokop by się ze mną zgodził, gdyby się nad tym zastanowił. Dlatego przerażające jest, że w rozmowie z Hołownią tak bardzo oddaje mu pole. Niby przyznaje, że z religią i Bogiem zawsze miał problem, ale zaraz dodaje: „Do momentu, aż poznałem Szymona Hołownię”. Zaprawdę wielka musi być charyzma dyrektora programowego Religii.tv, że nawet byli prezenterzy MTV stają się dzięki niemu mniej krytyczni wobec cywilizacji życia i prawie zaczynają akceptować zakład Pascala. Czy naprawdę trzeba przypominać, że wierząc w Boga, tracimy większość wina, kobiet i śpiewu tego świata?

Zapewne to bliska znajomość z Hołownią sprawia, że Prokop zaczyna się czuć ekspertem od Kościoła: „Wy, katolicy, zachowujecie się jak ciastkarnia, która w swoim mniemaniu piecze najlepsze babeczki w mieście i chciałaby je sprzedawać na całym świecie, przy czym jedyną reklamą, jaką uznaje, jest pordzewiały szyld zawieszony nad drzwiami pradziadka”. Swoją wiedzę na temat wykorzystywania popkultury w marketingu Kościoła ceni wysoko: „Niedrogo doradzę, jak to fachowo zrobić”. Ciekawe, czy Kościół przetrwałby tak długo, gdyby miał doradców w rodzaju Prokopa. I jak długo jeszcze będzie istniał, skoro od jakiegoś czasu rady Prokopa Hołownia wciela w życie.

Wejście Prokopa w katolickie buty prowadzi go różnych kuriozalnych stwierdzeń: „Wanną, w której kąpię swoją duszę, jest szeroko rozumiana popkultura”. O Nergalu: „Przypomina małego niegrzecznego chłopca, który wyrzucił zabawki na środek pokoju na złość wiecznie nieobecnemu ojcu (…) najbardziej by chciał, by tata, słysząc harmider rozrzucanych resoraków, wszedł do pokoju, przykucnął przy nim, przytulił, pogłaskał po policzku”. Albo: „Wołanie do Boga jest po prostu wpisane w naszą naturę”. Czy ci, którzy nie wołają, nawet ocierając się o śmierć, zamiast natury mają kulturę?

Czym jest ta książka, skoro nie jest ważkim dialogiem odmiennie myślących ludzi, jak to próbuje się nam sprzedać na okładce? Prokop przyznaje to bez skrępowania: „Robimy po prostu to samo, co taksówkarz wiozący pasażera na lotnisko, fryzjer zakręcający klientce loki, babcie gderające w kolejce do laryngologa czy kumple spotykający się po robocie przy piwie”. Niestety nie zastanawia go fakt, dlaczego żadna z wymienionych osób nie spisuje tych rozmów i nie wysyła ich do publikacji.

  

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
ToMo  - dyskurs dwóch konferansjerów popkultury   |22.12.2011 09:24:53
Jeden specjalizuje się w tv evangelismie: kwietystyczno-oazowej odmianie
głoszenia Chrystusa, drugi kreuje się m.in. na polskiego Jeremiego Clarksona,
czyli chłopca, który nie chciał dorosnąć i bawi się dużymi resorówkami. Ta
zaprogramowana, popkulturowa niedojrzałość,czyli niezdolność do odważnego
stawiania trudnych pytań, aczkolwiek na różnych polach, zbliża ich fizycznie i
mentalnie w programach typu
Aven   |22.12.2011 10:33:53
"Czy naprawdę trzeba przypominać, że wierząc w Boga, tracimy większość wina,
kobiet i śpiewu tego świata?"

Oj Jasiu, jak ty nic a nic nie rozumiesz
bidoku…
mg  - Czegoś nie rozumiem   |22.12.2011 10:43:47
"Czy naprawdę trzeba przypominać, że wierząc w Boga, tracimy większość wina,
kobiet i śpiewu tego świata?" — prosiłbym Autora recenzji o szersze
wyjaśnienie tego stwierdzenia, bo zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak miałoby
być.
kromera4  - po co ta recenzja   |22.12.2011 13:21:08
Nie rozumiem po co tak światły człowiek jak Pan Kapela zniża się do poziomu
Hołowni i Prokopa. W tytule wyraźnie jest zaznaczone KASA więc skąd te
wygórowane oczekiwania.
Tak na marginesie jestem ateistą i wcale nie czuję się
obrażony sformułowaniem "Chciałbym wierzyć w Boga. Tylko głupiec by nie
chciał", ponieważ dla mnie bycie ateistą oznacza, że nie wierzę w boga, a
nie że nie chcę wierzyć, jak raczył to sformułować Pan Kapela. Zdziwiony jestem
rozumieniem ateizmu przez Pana Kapelę.
yapa   |22.12.2011 14:01:10
Czym lewicowe portale różnią się od prawicowych? Niczym. I tu i tu dokładnie
wiem co będzie treścią artykułu czy felietonu zanim go przeczytam. Wystarczy, że
będę znał jego temat. I to jest bardzo smutne.
Gra_ce   |22.12.2011 14:27:10
Wierząc w Boga niczego nie tracimy. Wszystko nadal istnieje. Nie musimy być od
razu tacy doskonali. Bóg "niedoskonałymi" nas kocha i daje wolność, by
wybierać jak chcemy.

Serdeczne pozdrowienia i życzenia Narodzin Jezusa
Chrystusa.
wsza   |22.12.2011 14:50:40
A co wyszło panu z refleksji nad faktem dlaczego wysyła pan do publikacji swoje
książki?
Spokojny  - @ Grace   |22.12.2011 15:58:57
To co napisałaś, to jest kwintesencja mentalności niewolnika.
Gra_ce  - Spokojny   |22.12.2011 16:16:50
Wytłumacz.Rozwiń. Ku pożytkowi dla mentalności ogółu komentujących.
wsza   |22.12.2011 17:24:46
Gra_ce, wstrzymaj się! Na potrzeby czytania tego forum zamówiłem dłuższy
monitor, ale przyślą dopiero po świętach.
planetar   |22.12.2011 21:36:26
Ateiści raczej religię uważają za szkodliwą, a nie samą wiarę w Boga. Można być
teistą nie będąc jednocześnie wyznawcą żadnej religii.
Twórzmy idee, nie CO2   |22.12.2011 21:37:28
Zabawne i pełne hipokryzji. Nie raz na tej witrynie obraża się wprost katolików
i ich święta czy wiarę, nie mówiąc o wyśmiewaniu się z religii, i nikt nie robi
z tym jakiegoś problemu, a tu pan Kapela mówi o obrażaniu ateistów.

Z tego co
ja wiem, choć nie wiem, czy to są "badania",
"najinteligentniejszą" ale i "najmądrzejszą" (specjalnie w
cudzysłowach, bo nie wiem, jak można coś takiego przeliczyć na fakty) grupą
ludzi są Żydzi aszkenazyjscy. Chorują co prawda także na specyficzne choroby,
ale nawet nie-Żydzi przeprowadzali te badania, i tak wykazali. Czy Żydzi są
religijnie czy nie, nie wnikam. Nie warto, bo cóż znaczy ktoś, kto udaje
religijnego a taki nie jest? Pan Kapela pewnie i tak wie lepiej, skoro powołuje
się tutaj na "badania".
planetar  - @ Gra_ce   |22.12.2011 21:40:31
Nie wydaje mi się, żeby dogmatyzm religijny dawał nam "wolność, by
wybierać
jak chcemy." Pomyśl chociażby o LGBT.

PS. Piszę o religii, wyciągając
wniosek z Twoich życzeń.
maldoror   |22.12.2011 22:58:58
"Czy naprawdę trzeba przypominać, że wierząc w Boga, tracimy większość
wina,
kobiet i śpiewu tego świata?"

Ogólnie to nic nie trzeba,
przypominać tym bardziej. Wypadałoby natomiast wytłumaczyć, skąd taka dedukcja.
Tym bardziej, że ową "większość wina, kobiet i śpiewu tego świata" tak
czy owak się "traci". Piszę w cudzysłowiu, bo żeby coś stracić, trzeba
najpierw mieć, no chyba że nieochrzczonym, nieobrzezanym etc. przyznaje się
odgórnie wymienione wyżej atrakcje już z samego tytułu nieochrzczenia,
nieobrzezania etc. Że też moi rodzice o tym nie wiedzieli, jak posyłali mnie do
pierwszego sakramentu :
Twórzmy idee, nie CO2   |22.12.2011 23:33:00
A co, ateizm to niby nie religia, co?
Takie samo opium, tyle że nie dla ludu a
dla tych, którym się wydaje, że tak zwany "wybór" konstytuuje ich
wolność i prawo do mówienia "ja" bez cudzysłowu. I tyle.

Myślę o LGBT.
Nic nie widzę.
maldoror  - re:   |23.12.2011 13:53:12
Twórzmy idee, nie CO2 napisa?:
A co, ateizm to niby nie religia, co?
Takie samo opium, tyle że nie dla
ludu a dla tych, którym się wydaje, że tak zwany "wybór"
konstytuuje ich wolność i prawo do mówienia "ja"
bez cudzysłowu. I tyle.


Możemy się spierać, ale trzymajmy się terminów w ich słownikowym
pojęciu, inaczej będziemy uprawiali zwyczajną manipulację. Według
Słownika PWN:

[quote]religia
1.
Spokojny  - @ Gra_ce   |23.12.2011 20:03:53
Ależ proszę bardzo. Jaś pisze, że wierząc w Boga traci się pewne
przyjemności. O ile dobrze rozumiem chodzi mu o to, że religia
chrześcijańska uznaje pewne przyjemne rzeczy za grzeszne i
jeśli traktujemy to poważnie, to albo nie będziemy w ogóle ich robić,
albo będziemy robić je z poczuciem winy. Które ewentualnie wywoła
niepokój dający się odreagować jedynie w uporczywym powtarzaniu tego
samego by napięcie rozładować, co znów wepchnie w winę i tak w
nieskończoność. Srednia przyjemność. Ty mu na to odpowiadasz, że nawet
niedoskonałych Bóg nas kocha. Czyli używasz pojęcia niedoskonałości
identyfikując je z robieniem tego wszystkiego o czym pisze Jaś, że
to tracimy. Akceptujesz bez reszty narzucone tu reguły gry, nie widząc
oczywistej różnicy między taką sytuacją kiedy mogę coś robić bo po
prostu mam na to ochotę i to nikomu nie przeszkadza lub wcale mnie nie
obchodzi komu by przeszkadzać mogło bo to ani brat mój ani swat, a sytuacją
kiedy mogę coś robić bo ktoś większy ode mnie wprawdzie nie lubi tego,
ale "nie będzie się gniewał" bo "nadal mnie kocha nawet
niedoskonałego". Ta pierwsza sytuacja jest dość naturalna.
Druga jest sytuacją permanentnego poczucia winy, ewentualnie
fałszywej, bo podszytej strachem wdzięczności za
"wyrozumiałość". Chrześcijańskie łamańce mózgu w
rodzaju "wprawdzie nie akceptujemy homoseksualizmu, ale kochamy
cię mimo tego" albo "wprawdzie nie można współżyć bez ślubu, ale
Bóg cię i tak kocha nawet niedoskonałego" temu właśnie służą. Ich
celem jest wywołanie właśnie tego rzygawicznego poczucia wdzięczności za
łaskawe darowanie życia. Kwintesencja niewolniczej mentalności.

Jeśli chodzi o życzenia - nie jestem Jezusem, więc życzenia w dniu jego
urodzin mi się nie należą. Zresztą prawdopodobieństwo iż urodził się
akurat 24 grudnia jest mniej więcej jak 1/365 więc to w ogóle bez sensu.
Ale rzeczywiście od czasu neolitu obchodzi się w tym dniu pewne święto
i warto z tego powodu złożyć sobie życzenia. Moje są tutaj:
http://spokojny-blog.blogspot.com/2011/12/szczo…
Anonimowy  - re: Czegoś nie rozumiem   |23.12.2011 21:46:15
mg napisa?:
"Czy naprawdę trzeba przypominać, że wierząc w Boga, tracimy większość
wina, kobiet i śpiewu tego świata?" — prosiłbym Autora recenzji
o szersze wyjaśnienie tego stwierdzenia, bo zupełnie nie rozumiem,
dlaczego tak miałoby być.

Kapela odwołuje się do Pascala, o którego zakładzie pisze zdanie
wcześniej. To Pascal tak twierdzi, pisząc jednocześnie o "pożytkach
z bycia z chrześcijaninem". Polecam wszystkim czytanie filozofii
na równi z jej uprawianiem.
Gra_ce  - @ spokojny   |23.12.2011 23:58:22
Ja nie mam poczucia winy dlatego, że
mg  - re: Czegoś nie rozumiem   |24.12.2011 00:19:48
Anonimowy napisa?:
Kapela odwołuje się do Pascala, o którego zakładzie pisze zdanie wcześniej.
To Pascal tak twierdzi, pisząc jednocześnie o "pożytkach z bycia z
chrześcijaninem". [/quote]

Zdanie to, chociaż pojawia się w kontekście
zakładu Pascala, bynajmniej się do niego nie odnosi. Pan Kapela
nie mówi nam przecież, że "zdaniem Pascala, wierząc w Boga tracimy
większość wina, kobiet i śpiewu tego świata". Gdyby tak było,
to zgodnie z Twoją sugestią musiałbym szukać wyjaśnienia w
pascalowskich "Myślach".
Jednak Autor recenzji
raczej wypowiada to zdanie jako oczywistą prawdę: że tak właśnie jest,
bo to przecież widać. I być może część czytelników zgadza się z tym i
również uważa to za oczywiste. Jednak dla mnie jest to całkowicie
niezrozumiałe, i stąd proszę o wyjaśnienie.

[quote=Anonimowy]Polecam
wszystkim czytanie filozofii na równi z jej uprawianiem.


A ja zawsze z nieufnością patrzę na ludzi, którzy zamiast uczestniczyć w
dyskusji, odsyłają do literatury, bo mam podejrzenie, że skoro
nie potrafią czegoś wyjaśnić tu i teraz, to może sami nie rozumieją
zagadnienia. (Jednak nawet niezależnie od moich podejrzeń nie
ulega wątpliwości, że takie odsyłacze są zabójcze dla dyskusji, której
przewagą nad martwą literaturą jest to, że jest żywa)
kamila.pe.  - re: re: Czegoś nie rozumiem   |24.12.2011 10:48:26
O ile udało mi się zrozumieć intencję odsyłanie do czytania, to raczej
zachęta która może przynieść bardzo dużo dużo dobrego. A powoływanie się
na zakład Pascala to naprawdę samobój. Oprócz całej formuły wszystkim
świetnie znanej, zakład ten stanowi pewną wypadkową poglądów Pascala
(tutaj polecam zajrzenie tylko do spisu treści "Myśli") gdzie
tak naprawdę nie ma miejsca na żaden zakład.
A oczywiście dyskusje
są świetnym sposobem wymiany myśli, ale muszą mieć jakieś podstawy, bo
później wychodzą takie kwiaty jak ten nieszczęsny Pascal.

mg napisa?:
Anonimowy napisa?:
Kapela odwołuje się do Pascala, o którego zakładzie pisze zdanie wcześniej.
To Pascal tak twierdzi, pisząc jednocześnie o "pożytkach z bycia z
chrześcijaninem". [/quote]

Zdanie to, chociaż pojawia się w kontekście
zakładu Pascala, bynajmniej się do niego nie odnosi. Pan Kapela
nie mówi nam przecież, że "zdaniem Pascala, wierząc w Boga tracimy
większość wina, kobiet i śpiewu tego świata". Gdyby tak było,
to zgodnie z Twoją sugestią musiałbym szukać wyjaśnienia w
pascalowskich "Myślach".
Jednak Autor recenzji
raczej wypowiada to zdanie jako oczywistą prawdę: że tak właśnie jest,
bo to przecież widać. I być może część czytelników zgadza się z tym i
również uważa to za oczywiste. Jednak dla mnie jest to całkowicie
niezrozumiałe, i stąd proszę o wyjaśnienie.

[quote=Anonimowy]Polecam
wszystkim czytanie filozofii na równi z jej uprawianiem.


A ja zawsze z nieufnością patrzę na ludzi, którzy zamiast uczestniczyć w
dyskusji, odsyłają do literatury, bo mam podejrzenie, że skoro
nie potrafią czegoś wyjaśnić tu i teraz, to może sami nie rozumieją
zagadnienia. (Jednak nawet niezależnie od moich podejrzeń nie
ulega wątpliwości, że takie odsyłacze są zabójcze dla dyskusji, której
przewagą nad martwą literaturą jest to, że jest żywa)
ToMo  - Kobiety   |24.12.2011 14:33:53
Przeczytałem kiedyś taką złotą myśl pewnego zwykłego człowieka:
"najważniejsze w życiu są 3 rzeczy: czysta wódka, czysta gotówka i czysta
kobieta". I drugie, ogólnie znane: "żona potrafi nauczyć więcej niż
tysiąc kochanek". Jeżeli niewiara w Boga zapewnia nieograniczony dostęp do
kobiet, to wypada się zastanowić, czy, jak mawiał klasyk, "idźcie/nie idźcie
tą drogą".
maldoror  - re: Kobiety   |25.12.2011 19:32:54
ToMo napisa?:
Przeczytałem kiedyś taką złotą myśl pewnego zwykłego człowieka:
"najważniejsze w życiu są 3 rzeczy: czysta wódka, czysta gotówka i
czysta kobieta". I drugie, ogólnie znane: "żona potrafi
nauczyć więcej niż tysiąc kochanek". Jeżeli niewiara w Boga zapewnia
nieograniczony dostęp do kobiet, to wypada się zastanowić, czy, jak
mawiał klasyk, "idźcie/nie idźcie tą drogą".


No błagam, chociaż na tej stronie oszczędźmy sobie syndromu dziwki i
madonny. Jeszcze trochę i zacznie się od grania na nucie strachu
przed wychowywaniem nieswojego potomsta :-P.
makoshika  - Ateizm to nie religia.   |28.12.2011 11:39:39
[quote=Twórzmy idee, nie CO2]A co, ateizm to niby nie religia, co?

Ateizm to
nie religia, tak samo jak fakt nie zbierania znaczków nie jest afilatelistyką, a
nie chodzenie na mecze - akibicowaniem.
Poza tym - do jakiego poziomu
deprecjonowania swojej wiary mogą posunąć się teiści, skoro rzygając na ateizm
próbują go utytłać w błocie systemu religijnego, czyli czegoś, co stanowi dla
nich sens życia? Doprawdy - biedni ludzie.
Kornel   |30.12.2011 17:32:39
Streszczę tylko, to co myślę, bo nie mam ochoty na wywody. Miałem przed chwilą
przyjemność czytać wywiad z prof. Bartosiem, w którym była mowa o skostnieniu KK
(zgadzam się jako wciąż wierzący), tu z kolei dostajemy bardzo stronniczą
recenzję, bo Hołownia ma czelność pisać (tfu!) o Bogu.
Może rzekomo lewicowi
publicyści obudziliby się w końcu, że religią z którą należy walczyć jest
Konsumpcjonizm, który akurat ludziom pokroju Hołowni i Prokopa można zarzucić.
Może byśmy się w końcu obudzili, że jednak wciąż należy walczyć z nierównościami
społecznymi a nie ideologicznymi? Prawica (którą jednak bardziej się brzydzę,
niż neoliberalnymi naleciałościami tzw nowoczesnej lewicy) niedługo zabierze
resztę elektoratu, który świadomie bądź nie ma jakikolwiek zapatrywania bliżej
lub dalej związane z socjalizmem. Dziękuję, do widzenia.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.12.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.10660 Seconds