Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Bartana: Izrael. Zawiedziona miłość Drukuj
Yael Bartana w rozmowie z Janem Smoleńskim   
14.08.2010

fot. Muzeum Sztuki NowoczesnejJan Smoleński, Krytyka Polityczna: Chciałem rozpocząć od pytań o sztukę dotyczącą Izraela, ale spytam jednak o Mary Koszmary. To bardzo mocny film, którego odbiór jeszcze wzmocniony był przez publikację książki Jana Tomasza Grossa Strach. Co popchnęło cię, by zrobić taki film?

 

Yael Bartana*: To wymaga dłuższego wprowadzenia. Powody do nakręcenia tego filmu były dość skomplikowane. Przez długi czas pracowałam tylko nad kwestiami politycznymi i społecznymi w Izraelu i Palestynie, starając się dać bardziej krytyczny, osobisty głos, zdystansowany, ale zarazem zaznajomiony z tym, co doświadczają obywatele Izraela. Chciałam zarazem, by sposób prezentacji i filmowania był na tyle uniwersalny, żeby osoby spoza Izraela mogły się z pytaniem o tożsamość – tożsamość organizowaną przez państwo – identyfikować. Interesowałam się filmami propagandowymi jako narzędziem wytwarzania wiary, ideologii, sposobu wpływania na ludzkie życie. W latach 20. i 30. XX wieku, jak te wielki formacje ideologiczne tworzyły swój image, dla opinii publicznej. Interesuje mnie jak syjoniści tworzyli image Palestyny jako ich ziemi, i jak chcieli zmotywować ludzi do przeniesienia się z Europy do Palestyny, by zbudować Izrael. Część z z filmowców, którzy robili te filmy przeniosła się z Europy do Palestyny, ale potem wróciła jednak do Europy. Wydało mi się bardzo interesujące, że te filmy od strony estetycznej były bardzo podobne do nazistowskich i bolszewickich filmów propagandowych. Jednostka i masa, relacja ciała i natury, wiele podobnych motywów, jak na przykład silne ciało, reprezentacja zdrowych ludzi - wiele motywów się powtarzało i było interesujące, jak one się łączą. Moje prace wchodzą z tamtymi filmami w dialog, proponują zmienioną percepcję nacjonalizmu, są w pewnym sensie wynaradawiające. Stąd pomysł na mowę na stadionie.

 

Co się zaś tyczy Polski, to po raz pierwszy przyjechałam na zaproszenie Joanny Mytkowskiej i Andrzeja Przywary w 2006 roku. Poczułam się jakoś tajemniczo związana z Polską. Podróżowałam po Polsce z Joanną i starałam się wyobrazić sobie sytuację odrodzenia żydowskiego w Polsce. Znając historię Żydów w Polsce, chciałam stworzyć coś prowokującego. Holocaust jest wykorzystywany przez Izrael w dość specyficzny, manipulatorski sposób. Właściwie dzięki Holocaustowi mamy Izrael. Przez wiele lat Holocaust był traktowany przez rząd jako uzasadnienie obecności Żydów w Izraelu. Młodzi ludzie w wieku szkolnym są wysyłani do Auschwitz, biorą udział w marszach żywych. Podczas tych wycieczek nie mają kontaktu ze współczesną Polską, boją się, że Polacy są wrodzy wobec Żydów. To nie prowadzi do postępu w naszych wzajemnych relacjach, to dreptanie w miejscu. Nie zgadzam się na taki stan rzeczy, więc chciałam stworzyć coś prowokującego. I myślę, że w tym miejscu to się wiąże z książką Grossa.

 

Do kogo mowa w Marach Koszmarach jest skierowana? Do Żydów, do Polaków, czy do kogokolwiek, kto musi się zmierzyć z własnym…

 

Innym. Tak naprawdę to wszystkie trzy odpowiedzi są poprawne. Jest nawoływanie ze strony Polaków do Żydów, ale również do Polaków, by się zmienili, nawoływanie o nową Polskę. Jest to też mowa o uniwersalnych kwestiach, zwłaszcza europejskich kwestiach ksenofobii, możliwości komunikacji, bycia z innymi. Dla mnie Żydzi w tym filmie są symbolem innego. Moim ulubionym momentem Marów Koszmarów jest ten, w którym mówca stwierdza, że Żydzi są innym Polaków i że chce by wrócili, bo sobą można być tylko przy swoim innym.

 

Estetyka Marów Koszmarów przypomina mowę propagandową, jednak mówca – w którego roli występuje Sławomir Sierakowski – jest figurą słabą, prosi, zamiast głosić, no i – zwraca się do pustego stadionu.

 

Stadiony w symbolice nazistowskiej były bardzo ważne. Na stadiony mieli wstęp tylko aryjczycy. Z kolei dla Żydów przewidziano obozy. To jest oczywiście pewien absurd – i dlatego Mary Koszmary wytwarzają uczucie niejednoznaczności i konfuzji. Idea czystki etnicznej oraz mowy wygłaszane zazwyczaj na stadionach są czymś zupełnie przeciwnym do tego, co widzimy na filmie. Chciałam pokazać, jak przy użyciu podobnych metod można uzyskać odmienny efekt i rozbroić dawną symbolikę.

 

Co chcesz pokazać, wykorzystując takie symbole władzy?

 

Alternatywny, lewicowy sposób radzenia sobie z nimi. To ciekawe, jak lewicowe i prawicowe treści czysto wizualnie mogą być podobne. Chciałabym znaleźć sposób radzenia sobie z tym w moich pracach. To na pierwszy rzut oka może wyglądać niestosownie, ale mowa na stadionie to zaproszenie do zgody, do zrobienia czegoś pozytywnego. Podobny manewr odwracalności znaczenia stosuję w stosunku do syjonizmu. Syjonizm opierał się na pionierstwie, na wezwaniu do przeniesienia się do Palestyny. Podobnej retoryki używam, by zachęcić ludzi do powrotu do Polski.

 

W Berlinie wystawiałaś performance Will we be strong in our weakness, również z udziałem Sławomira Sierakowskiego. O co w nim chodziło?

 

Chodziło o to, żeby stworzyć językiem performansu fundament dla pierwszego kongresu fikcyjnego Ruchu Żydowskiego Odrodzenia w Polsce. Głosem znanej niemieckiej aktorki Susane Sachse, która grała Ryfkę (pojawiającą się również w mowie w Marach Koszmarach), chcieliśmy dać szansę nowym członkom do wstąpienia do tego ruchu. Muszę przyznać, że cały performans był głównie skierowany do niemieckiej publiczności, by stworzyć trójkąt Polacy-Żydzi-Niemcy. Jak teraz patrzę na słowa, to nie wydają mi się one dość jasne. Jedyną rzeczą, jaka wyszła naprawdę dobrze, był nagrany wcześniej i puszczony manifest Ruchu, napisany przez Sebastiana Cichockiego.

 

Dlaczego zdecydowałaś się robić projekty o nieistniejącym ruchu?

 

To prawda, że ruch jest fikcyjny, ale zarazem dotyka w Polsce czegoś bardzo rzeczywistego. I nie tylko w Polsce. Coraz więcej Żydów w Izraelu, takich jak ja, myśli o powrocie do Europy. Nie jesteśmy super szczęśliwi, żyjąc w Izraelu i mamy potrzebę znalezienia dla siebie nowego miejsca. W trzecim pokoleniu młodzi ludzie są zainteresowani wyjazdem do Polski i dowiedzeniem się o niej więcej.

 

Wspomniałaś wcześniej o wycieczkach szkolnych do Polski. Wzięłaś w takiej udział?

 

Nie. Byłam w obozie pracy niedaleko Gdańska i nie mam potrzeby jechania do Auschwitz. Właściwie zastanawiam się, czy takie turystyczne miejsca powinny w ogóle istnieć, a jeśli tak, to po co? Mam wrażenie, że to łatwo można wykorzystać do manipulacji. Mój bratanek pojechał na taką wycieczkę i mówił, że gdy stąpał po kamieniach w Auschwitz czuł, jak łączy go to z historią. Nie mam jasnych przemyśleń na ten temat, ale czuję, że to jest bardzo niebezpieczne i napędza wytwarzanie negatywnych emocji. Gdybym teraz pojechała do Auschwitz, to najpewniej bardzo bym to przeżyła. Alby byłabym cyniczna, bo to musi być ciężkie doświadczenie.

 

Wspominając o sztuce dotyczącej Izraela mówiłaś, że starasz się tworzyć swoje dzieła z dystansu. Kiedy zyskałaś ten dystans?

 

Gdy opuściłam Izrael w 1996 roku i wydaje mi się, że to jest proces, który zachodzi w każdym. Gdy przestajesz mieszkać w swoim kraju, wszystko wydaje się jaśniejsze, lepiej widzisz historię, cały system mechanizmów, które czynią z ciebie obywatela. Moja przyjaciółka, dyrektorka centrum sztuki i artystka nazwała kiedyś moje prace „zawiedzioną miłością”. Podoba mi się to określenie. Żyjesz czymś, potem zostawiasz to na jakiś czas i w pewnym momencie odkrywasz nowe rzeczy, ideologia się załamuje. A w państwie Izrael władze robią dużo, by podtrzymać wiarę w ideologię i w ten sposób kształtować życie jednostek.

 

W 2000 roku nakręciłaś film Profile. Przedstawiał on żołnierzy i żołnierki na strzelnicy, czyszczących swoje bronie. Potem, w jednym z wywiadów powiedziałaś, że patrząc na nie, czułaś się zdystansowana od tych rytuałów, nie miałaś poczucia ich słuszności, choć kilka lat wcześniej sama byłaś w armii. Czy podczas służby wojskowej miałaś to poczucie słuszności?

 

Oczywiście. Byłam częścią systemu. Z jednej strony służba wojskowa była dla mnie na tyle strasznym doświadczeniem, że przez pierwszy miesiąc nic nie mówiłam, chociaż nie pojechałam w żadne straszne miejsce, jak Gaza, czy Terytoria Okupowane. Mieli mnie wysłać na badania. Ale z drugiej strony poszłam do wojska bez zadawania żadnych pytań, wierzyłam, że tak należy.
Myślę, że takie ściśle określone zbiorowe doświadczenia – wspólne czyszczenie broni czy strzelanie na strzelnicy - stwarzają poczucie przynależności i to jest bardzo ważne dla państwa by funkcjonować i móc przetrwać. To zapobiega ciągłemu oporowi. Myślę, że to również ważne dla ludzi, by czuli się wspierani przez coś większego od nich.

 

Kiedy zorientowałaś się, że ta ideologia przynależności państwowej się zawaliła?

 

Myślę, że po kilku latach za granicą. Po tym, jak zauważyłam to, w jak głębokich sprzecznościach żyją ludzie w Izraelu. To widać na poziomie drobnych rozmów, rozmów rodzinnych, ale to też jest wytwarzane przez główne media.

 

Z tego zdystansowanego punktu widzenia, co myślisz o flotylli wolności i wszystkim, co się wokół tego stało?

 

Myślę, że po raz kolejny Izrael zareagował głupio i przez ten ciągły strach zbyt szybko i bez namysłu. Ale nie mogę uwierzyć, że to była pokojowa łódź, że ludzie przygotowani do walki mieli pokojowe zamiary. Nie do końca rozumiem, dlaczego lewicowcy tworzą sojusze z fanatykami. Ja, jako osoba o lewicowych poglądach, nie byłabym w stanie sprzymierzyć się z takimi ludźmi. Myślę, że to, co Izrael robi w Gazie jest straszne i oblężenie Gazy powinno zostać natychmiast zakończone. Myślę, że powinna być międzynarodowa presja i interwencja, tak jak zakończono apartheid w Południowej Afryce. Nie uważam natomiast, że akcje, jak ta flotylla są właściwym sposobem na zrobienie tego. Ale nie wiem jak to należy zrobić. Nie jestem prawdziwą aktywistką polityczną, działam raczej w polu sztuki.

 

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że twoja sztuka jest reakcją na to, co widzisz dookoła siebie. To tylko reakcja, czy też próbujesz coś zmienić?

 

Mam nadzieję, że moje prace coś zmieniają. Nie wiem, czy to, co robię powoduje, że ludzie zaczynają działać, ale mam wrażenie, że przynajmniej zmusza ich do przemyślenia tego, co uważali za oczywiste. To już jest pewnego rodzaju działanie. Jeśli sztuka tworzy proces przemyślenia tego, co zazwyczaj robisz bezmyślnie, to już jest jakieś osiągnięcie (śmiech). Gdy mój brat obejrzał moją pracę Trembling time, przedstawiającą zatrzymujące się samochody podczas minuty ciszy z okazji Dnia Poległego Żołnierza, rok później nie był już pewien, czy chce się zatrzymać. Przemyślał to, co robi, w czym właściwie bierze udział. Nawet jeśli dotrę do niewielkiego grona osób, to już jest coś.

 

A nazwałabyś swoją sztukę polityczną?

 

Zdecydowanie tak.

 

W Polsce, gdy artysta mówi o swojej sztuce, że jest polityczna, często mówi się, że taka sztuka została podporządkowana ideologii i nie jest to już sztuka, tylko propaganda. Nie boisz się takich określeń?

 

Uważam, że takie rozróżnienia powinny być zniesione. To właśnie podoba mi się w „Krytyce Politycznej”. Jest to ruch polityczny i społeczny, który stara się wpływać na idee poprzez sztukę.

 

W tym roku otrzymałaś nagrodę Artes Mundi. Co oznacza dla ciebie ta nagroda?

 

Każda nagroda jest uznaniem dla twórczości, więc czuję się z tym świetnie (śmiech). Dzięki takim wyróżnieniom widzisz, że robisz coś, co ludzie zauważają i doceniają. Właściwie byłam zaskoczona tą nagrodą, bo z prezentacji, którą przygotowałam na tę okazję byłam niezadowolona (śmiech). Otrzymałam też dwie nagrody za Mur i wieżę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Oberhausen.

_____________

*Yael Bartana (ur. 1970) – artystka izraelska, tworzy fotografie, filmy, instalacje wideo i instalacje dźwiękowe.  Mieszka w Tel Awiwie i w Amsterdamie. Wystawiała m.in. na Biennale w Sao Paulo, Manifesta we Frankfurcie i Documenta w Kassel. W 2008 r. nakręciła w Polsce film Mary Koszmary, w którym pada hasło wzywające do powrotu „3 milionów Żydów do Polski”. Będący jego kontynuacją film Mur i wieża został nakręcony w zeszłym roku w Warszawie. Na jego potrzeby, zbudowana w warszawskiej dzielnicy Muranów kibuc. Film był prezentowany m.in. w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi i galerii KunstWerke w Berlinie. W obu filmach występuje m.in. Sławomir Sierakowski. 

Komentarze
Dodaj nowy
Gnębon Puczymorda   |17.08.2010 15:28:34
Coraz więcej Żydów w Izraelu, takich jak ja, myśli o powrocie do Europy.

Nie mówta takich rzeczy, dobra kobieto, bo zaraz będzie rejwach (oj, co
ja tak w jidysz gadam) o Judeopolonii, a ja już mam dość
tych machlojek (oj, co ja tak po hebrajsku gadam…)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 15.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.09335 Seconds