|
Często zadaję sobie pytanie, czy tabloidy opisują, kolorują, czy kreują rzeczywistość? Najnowszy film Errola Morrisa nie pozostawia żadnych wątpliwości: siła tabloidów jest ogromna. To nie tylko kontrowersyjne medium, ale również bardzo specyficzny styl życia. Trwający niemal półtorej godziny dokument zatytułowany Tabloid jest historią… No właśnie, i tutaj pojawia się problem – czy upadku, czy może triumfu eks-piękności z Północnej Karoliny?
Główna bohaterka filmu, Joyce McKinney, z pewnością nie jest nudna. Chociaż, jak sama wielokrotnie podkreśla, chciała przede wszystkim szczęśliwie wyjść za mąż za „najcudowniejszego faceta na świecie”, urodzić mu kilkoro dzieci i żyć szczęśliwie w domu z białym płotem. Pech chciał (a może to właśnie było szczęście?), że Joyce zakochała się do szaleństwa w Kirku, młodym mormonie z Salt Lake City jeżdżącym białą Corvettą. Od początku jest jasne, że nie będzie to łatwa miłość. Joyce, weteranka konkursów piękności, wyraźnie chce razem z Kirkiem korzystać z życia, lecz na przeszkodzie stają jej konserwatywni rodzice ukochanego, niesprzyjający szaleństwom klimat stanu Utah, a przede wszystkim – mormońska obsesja na punkcie seksualnej ascezy. Sytuacja dodatkowo komplikuje się w momencie, kiedy ukochany znika, udając się do Europy na obowiązkową misję. Porzucona Joyce zamiast załamywać ręce, organizuje grupę (kulturysta, architekt i pilot, wszyscy trzej wyraźnie zainteresowani młodą dziewczyną), która ma tylko jedno zadanie – polecieć do Wielkiej Brytanii i odbić ukochanego z rąk Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych z Dni Ostatnich.
Słuchając tego, co opowiada McKinney, trudno oprzeć się wrażeniu, że bohaterka ma dość ograniczony kontakt z rzeczywistością. Bezlitosny reżyser ani na moment nie przerywa jej tyrady. Zadaje tylko coraz bardziej szczegółowe pytania… Na Wyspach drużyna pod przywództwem Joyce jest bardzo aktywna – uprowadza młodego mormońskiego misjonarza do wiejskiego domku, gdzie dziewczyna poddaje go erotycznemu treningowi (jak sama dodaje: chciała tam być tak długo, aż zajdzie w ciążę). Tutaj jednak rozpoczynają się kolejne kłopoty: nie dość, że ukochany Kirk nie spełnia wymagań seksualnych wymagań Joyce, to dodatkowo okazuje się, że mormońscy przełożeni zgłosili zaginięcie i jest ona od chwili oskarżona o porwanie. Wkrótce po zatrzymaniu (pojawił się jeszcze zarzut gwałtu) ląduje w londyńskim areszcie, gdzie rozpoczyna się jej trwający blisko trzydzieści lat perwersyjny związek z tabloidami.
Jej historia okazuje się prawdziwym hitem w Wielkiej Brytanii, po trzech miesiącach oskarżona Joyce odjeżdża spod bramy aresztu elegancką limuzyną prosto na przyjęcie po premierze Gorączki sobotniej nocy, gdzie poznaje Johna Travoltę i całuje się z wokalistą grupy The Who. Joyce McKinney jest wniebowzięta, nie podejrzewa jednak, że strategia tabloidów zawsze polega na działaniu z dwóch stron. Najpierw promują historię dziewczyny, a potem – grzebią w jej dawnym życiu, tworząc „własną” historię z insynuacji.
Mimo zabawnych momentów, film Morrisa jest dojmująco przygnębiający. Nie tyle opowiada historię ogłupionej własną próżnością kobiety (po historii z Kirkiem, Joyce robi karierę jako posiadaczka pięciu sklonowanych w Korei Południowej pitbullów), ile uwypukla władzę mediów nad zbiorową i indywidualną wyobraźnią. Doświadczeni dziennikarze tabloidów w rozmowach nie ukrywają, że są w stanie zrobić wszystko, by wykreować pożądany materiał prasowy. Nie liczą się słowa, rzeczywistość ani tym bardziej niczyje emocje. Niby nie ma w tym niczego odkrywczego. Morris nie ma ambicji, by tabloidowe media krytykować, proponuje jednak się dobrze zastanowić, zanim zachwycimy się kolejną opisaną w nich fantastyczną historią.
Tabloid, reż. Errol Morris, USA 2011
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...