Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ślosarski: Płynna polityczność Drukuj
Bartosz Ślosarski   
12.08.2010
Organizacja Narodów Zjednoczonych  przyjęła rezolucję, która rozszerzyła prawa człowieka o kolejny, bardzo ważny punkt. Stwierdzono, że każdemu należy się dostęp do czystej wody. Wbrew pozorom nie jest to nic oczywistego: na świecie aż 884 miliony ludzi jest odciętych od wody pitnej, a każdego roku z tego powodu umiera trzy i pół miliona osób – więcej niż z powodu każdej innej klęski żywiołowej. Za propozycją Boliwii, starającą się już od dawna o przyjęcie rezolucji, padły głosy 122 krajów. 41 było  przeciwko uchwale. Wśród tej  grupy znalazły się  Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Australia i … Polska.

Adam Leszczyński przeprowadził mini-śledztwo w tej sprawie. Jedni eksperci twierdzą, że zrobiliśmy tak, ponieważ poprosiło nas o to USA. Inni sądzą, że głos przeciwko jest efektem ideologii panującej w naszym MSZ od czasu, gdy rezyduje w nim Radosław Sikorski – wychowanek amerykańskich neokonserwatywnych think-tanków, które sprzeciwiają się rozszerzaniu praw socjalnych, uznając je za niepotrzebne przywileje. W ten sposób Leszczyńskiemu odpowiada pragnący zachować anonimowość urzędnik ministerstwa – „to rezolucja z gatunku tych, byśmy wszyscy byli dobrzy, szlachetni i bogaci”.

Polska zapisała kolejną niechlubną kartę działań w ONZ, a ministerstwo podlizało się Amerykanom. Nie zwalnia nas to jednak od zwrócenia większej uwagi na temat wody, jej malejących zasobów oraz dostępności. Zastanowić się trzeba też nad tym, czy woda jest kwestią polityczną i jak hegemoniczny dyskurs neoliberalny wpływa na postrzeganie płynu, o którym Da Vinci powiedział, że jest „siłą napędową natury”.

Pod lupą

Warto zacząć od konkretnych ludzi i ich życiowych, realnych problemów. Z perspektywy jednostek można dostrzec więcej, niż oglądając suche tabele i statystki. Oczyma rodziców i dzieci pozwala spojrzeć film dokumentalny Świat bez wody. Widz poznaje w nim biedną, kilkuosobową  rodzinę z drugiego co do wielkości miasta w Boliwii – El Alto. Mimo że mieszkają  niedaleko stacji filtrów, muszą chodzić po wodę dwa kilometry do wątpliwej jakości studni, by stamtąd przenieść ją do mieszkania i w domowych warunkach oczyścić. Studnia nie zawsze wystarcza na potrzeby okolicznych mieszkańców, a toporny system filtracji nie daje wystarczających rezultatów, czego konsekwencją była śmierć jednego z dzieci.  Nie jest wcale odosobniony przypadek. Według szacunków WHO każdego dnia na świecie umiera cztery tysiące dzieci. Powodem jest brak dostępu do czystej wody.

Dzięki statystkom wiemy jakie straty w ludziach wywołał kryzys wodny. Jednakże nie ma statystyk, które pokazywałyby wykluczenie i obniżającą się jakość życia ludzi, którzy są zmuszeni do życia bez (albo z minimalną ilością) wody pitnej. Ośmioletnia Vanessa z boliwijskiej rodziny cała we łzach opowiada, że nie może, tak jak inne dzieci, dbać o swoją higienę. Zostaje wykluczona z kręgu rówieśniczego, nie mówiąc o  zagrożeniu zdrowia. Identycznie jest w świecie dorosłych – osoba, która nie może pozwolić sobie na luksus mycia, szybko spada na dno drabiny społecznej.

Problem nie dotyczy wyłącznie mieszkańców Boliwii, czy innych krajów tzw. trzeciego świata, ale również krajów rozwiniętych. Nie ominął on nawet Stanów Zjednoczonych i ich obywateli, zamieszkujących najbogatsze miasta tego kraju. To też problem Europy Wschodniej oraz wielu Polek i Polaków. Według wyliczeń ekspertów związanych z organizacją pozarządową Water Aid za 50 lat bez dostępu do wody zdatnej do picia będzie już połowa ludzkości.

Zakręcone kurki

Dlaczego woda sprawia kłopoty? Rodzina z El Alto oraz reszta borykających się z niedostatkiem wodnym mieszkańców miasta to wie – centrum globalizacji i bat rozwojowy kapitalizmu, czyli Bank Światowy, zalecał wszystkim krajom prywatyzację zasobów wodnych. Odbywało się to drogą szantażu. Przykładem takiego działania jest znowu Boliwia. Jej władze w 1997 roku dostały jasno sprecyzowane ultimatum: jeśli chcecie pieniędzy na rozwój gospodarki wodnej, musicie wdrożyć preferowane przez nas rozwiązania. A właściwie jedno – prywatyzację zasobów.

Przykład południowoamerykańskiego państwa nie jest odosobniony. Trzy europejskie firmy w krótkim czasie stały się gigantycznymi korporacjami, rozprowadzając  wodę dla zysku. Udało się spełnić kolejne marzenie neoliberałów. Według ich teorii prywatyzacja stanowi pigułkę na problemy z brakami dystrybucją zasobów wodnych. Urynkowienie tej sfery spowoduje stworzenie konkurencji, prowadzącej do zmniejszenia cen i wyboru najlepszej z ofert. Zarówno w przypadku wody, jak i projektów budowy wodociągów. Boliwijski przykład (choć taka sama sytuacja miała miejsce w wielu afrykańskich krajach) pokazuje, że tak się nie dzieje. Sieć kanalizacji jest, woda oczywiście też, ale nie dla biednej części społeczeństwa. W konsekwencji woda przestała płynąć w kranach 208 tys. Boliwijczyków.

Samorządowcy na całym świecie bardzo chętnie zrzucają odpowiedzialność za kwestię wodną  w ręce instytucji komercyjnych. Nie muszą się bać oburzenia opinii publicznej, bo temat wodociągów jest raczej niemedialny – woda płynąca z kranu nie wygląda w telewizji zbyt atrakcyjnie. To powoduje, że politykom nie opłaca się poruszać tematu prywatyzacji albo poprawy jakości usług publicznych – temat wody zakopany jest wraz z rurami pod ziemią. W miejsce pozostawione przez polityków wchodzą ludzie korporacji. Przyjeżdżają w suche rejony ze swoją krucjatą, misją szerzenia nowej wiary, której „po pierwsze” stanowi „musisz zapłacić za to, co skonsumujesz”, nawet za wodę.

O ile tę żelazną doktrynę łatwo pojąć obywatelom Północy, żyjącym, bądź wychowującym się, w czasach Ronalda Reagana i Margaret Thatcher, to o wiele trudniej – ludziom biednego Południa i ich dzieciom, jak małej Vanessie z El Alto, która nie rozumiała, dlaczego choć woda jest na wyciągnięcie ręki jej rodzina jest od niej odcięta.

Płynna polityczność

Kiedy kilkanaście lat temu rządy wielu państw przystąpiły do paktu z Bankiem Światowym, koncerny europejskie głosiły hasła, których nie powstydziłyby się organizacje charytatywne. Celem była likwidacja terenów bez wody pitnej i  biedy. Lecz działania neoliberałów poskutkowały czymś zupełnie innym.

Biedy nie da się likwidować poprzez urynkowienie wody, ponieważ istnieją małe szanse, że korporacje będą się kierować czymś innym niż chęcią zysku. Zrozumieli to wywłaszczeni z wody Boliwijczycy, którzy w 1999 roku wszczęli bunt przeciwko prywatyzacji zasobów, który w krótkim czasie przerodził się w wojnę domową między biednymi a rządem i jego aparatem bezpieczeństwa. Ta batalia, jak i kilkanaście innych konfliktów o wodę w XX wieku, pozwala nam spojrzeć z perspektywy historycznej i dostrzec wagę sprawy. Jednocześnie należy spoglądać także w przyszłość i zadać bardzo proste pytanie: – Kto będzie miał dostęp do wody za kilkadziesiąt lat, skoro jej zasoby się wyczerpują? Czy inwestorzy z  koncernów zapewnią nas, że o jej dostępności nie będzie decydować czynniki socjoekonomiczne i położenie geograficzne?

Nikt nam tej pewności nie da i dlatego kwestia wody staje się polityczna, o czym świadczy narastająca frustracja i coraz śmielsze protesty ubogich. Polityczna woda stanowi problem dla podstawowego dogmatu neoliberalizmu uznającego, że prywatyzacja stanowi lek na wszelkie zło. Co więcej, obserwujemy że gdzieniegdzie zwolennicy idei dobra publicznego zaczynają wygrywać, jak choćby w  Boliwii, gdzie prezydent Evo Morales zniósł opłaty za wodę. Mimo sukcesu, w wielu innych krajach sprawa ciągle stoi na ostrzu noża i rezolucja ONZ jest bardzo mocnym wiatrem w żagle dla ruchów i organizacji społecznych walczących o sprawiedliwość społeczną.

Nowe prawo człowieka jest próbą ratowania wielu milionów istnień. Ma także na celu oszczędzenie ludzkości kolejnych wojen i to o wiele gorszych w swym wymiarze, niż te dzisiejsze toczone o ropę naftową. Szkoda, że nie rozumieją tego tacy giganci jak USA i Wielka Brytania, ani ich polscy sekundanci. Bez wody nie ma ludzi. Bez wody dystrybuowanej dla wszystkich nigdy nie będzie pokoju na świecie.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87313 Seconds