Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Buraczyńska: Zasadź się Drukuj
Marta Buraczyńska, Klub Krytyki Politycznej w Toruniu   
31.08.2010
PLAYBYO - pod tą nazwą zespół badawczy dwóch architektów krajobrazu i historyczki sztuki, zorganizował warsztaty miejskiej partyzantki ogrodniczej, które odbyły się w CSW „Znaki Czasu” w Toruniu. Punktem głównym było przemyślenie roli chwastu, rośliny wyrzuconej poza ramy estetyki miejskiej, niepotrzebnej i nieokreślonej. O tym, że zwykły chwast może być przyjazny środowisku, uczestnicy przekonali się na własne oczy – wszystko dzięki możliwości obsadzenia Bulwaru Sztuki przy CSW łopianem, pokrzywami, kąkolem i okrajkami.

Guerilla gardening, inaczej partyzantka ogrodnicza, to nazwa wymyślona w 1973 przez Liz Christy, która sadziła warzywa, kwiaty i drzewa na zniszczonym Manhattanie. Sam pomysł jednak pochodzi już z siedemnastowiecznej Anglii, kiedy tzw. diggerzy protestowali przeciwko niesprawiedliwemu podziałowi ziemi. W ramach sprzeciwu, kopacze uprawiali warzywa na nieużytkach hrabstwa Surrey.

W Polsce partyzantkę ogrodniczą chcą wprowadzać w życie nie tylko młodzi. Często to ludzie starsi, nieposiadający ogródków, biorą pod opiekę np. zaniedbane tereny blokowisk. Sadzą rośliny i wcale nie są świadomi, że to pewnego rodzaju anarchizm. Wolni ogrodnicy rozsypują nasiona i umieszczają sadzonki na poboczach, rondach, opuszczonych kwietnikach, parkach. Walkę z zaniedbaniem, zwaną kwiatowym wandalizmem promują także aktywiści prowadzący stronę Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej. Sadząc rośliny, reaktywują puste podwórka i uprawiają recykling ogrodniczy.

Miejsca zagospodarowane przez aktywistów są stworzone po to aby z nich korzystać. Jednocześnie w ich działalności wyraża się sprzeciw wobec polityki prywatyzowania przestrzeni publicznej. To dlatego oprócz kwiatów sadzone są też warzywa i zioła. Na toruńskiej starówce rosną bazylia, mięta, rozmaryn. Każdy może je zerwać i wrzucić do garnka. Mieszkańcy centrum, przywłaszczając sobie poletko, zasadzili rośliny w miejscu publicznym, aby wszyscy mogli z nich korzystać. Koncepcja dobra, szkoda tylko, że przeszkadzają w tym śmieci i brud. Co więcej, zioła są ogrodzone niewysokim, symbolicznym płotkiem, który niszczy otwarty i publiczny charakter tej przestrzeni.

Partyzantka ogrodnicza jest jednym ze sposobów tworzenia własnej przestrzeni miejskiej. Ogrodnicy chcą zagospodarować zniszczone, niewykorzystane miejsca, widząc ich potencjał kreują małą architekturę. Ich działalność burzy kapitalistyczne założenia urbanistyczne, na mocy których mieszkańców pozbawia się wspólnego dobra. Partyzantka ogrodnicza jest wolną ekspresją miejską, nie działa według określonych schematów. Jej cechą jest to, że właściwie każdy może ją uprawiać, tworząc przestrzeń według własnego pomysłu. Wystarczy tylko trochę wytrwałości, łopatka, rośliny i fantazja.
Komentarze
Dodaj nowy
kot_w_golebniku   |10.09.2010 21:00:14
Robiący to nie wiedzą nawet, że de facto właśnie prywatyzują przestrzeń
publiczną. Wcześniej należała do wszystkich, a więc była niczyja, a teraz oni
biorą ją w opiekę i sadzą na niej wybrane przez siebie rośliny. Oni ją
uprawiają! A więc są jej właścicielami.
Opieka właściciela nie oznacza od razu
grodzenia płotem, można być właścicielem ziemi i pozwalać korzystać z niej
każdemu, ale personalna opieka nad skrawkiem ziemi to jest przejaw
własności.
Tym samym jest to działanie jak najbardziej prokapitalistyczne i w
duchu libertariańskim. Coś a’la Rothbariańskie polecenie aby brać własność
publiczną bez czyjegokolwiek pozwolenia i prywatyzować ją samowolnie.
Brawo
ogrodowi komandosi, tak trzymać. Wolność jest w nas!
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.80947 Seconds