Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Buraczyńska: Zasadź się |
|
|
Marta Buraczyńska, Klub Krytyki Politycznej w Toruniu
|
|
31.08.2010 |
PLAYBYO - pod tą nazwą zespół badawczy dwóch architektów krajobrazu i historyczki sztuki, zorganizował warsztaty miejskiej partyzantki ogrodniczej, które odbyły się w CSW „Znaki Czasu” w Toruniu. Punktem głównym było przemyślenie roli chwastu, rośliny wyrzuconej poza ramy estetyki miejskiej, niepotrzebnej i nieokreślonej. O tym, że zwykły chwast może być przyjazny środowisku, uczestnicy przekonali się na własne oczy – wszystko dzięki możliwości obsadzenia Bulwaru Sztuki przy CSW łopianem, pokrzywami, kąkolem i okrajkami.
Guerilla gardening, inaczej partyzantka ogrodnicza, to nazwa wymyślona w 1973 przez Liz Christy, która sadziła warzywa, kwiaty i drzewa na zniszczonym Manhattanie. Sam pomysł jednak pochodzi już z siedemnastowiecznej Anglii, kiedy tzw. diggerzy protestowali przeciwko niesprawiedliwemu podziałowi ziemi. W ramach sprzeciwu, kopacze uprawiali warzywa na nieużytkach hrabstwa Surrey.
W Polsce partyzantkę ogrodniczą chcą wprowadzać w życie nie tylko młodzi. Często to ludzie starsi, nieposiadający ogródków, biorą pod opiekę np. zaniedbane tereny blokowisk. Sadzą rośliny i wcale nie są świadomi, że to pewnego rodzaju anarchizm. Wolni ogrodnicy rozsypują nasiona i umieszczają sadzonki na poboczach, rondach, opuszczonych kwietnikach, parkach. Walkę z zaniedbaniem, zwaną kwiatowym wandalizmem promują także aktywiści prowadzący stronę Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej. Sadząc rośliny, reaktywują puste podwórka i uprawiają recykling ogrodniczy.
Miejsca zagospodarowane przez aktywistów są stworzone po to aby z nich korzystać. Jednocześnie w ich działalności wyraża się sprzeciw wobec polityki prywatyzowania przestrzeni publicznej. To dlatego oprócz kwiatów sadzone są też warzywa i zioła. Na toruńskiej starówce rosną bazylia, mięta, rozmaryn. Każdy może je zerwać i wrzucić do garnka. Mieszkańcy centrum, przywłaszczając sobie poletko, zasadzili rośliny w miejscu publicznym, aby wszyscy mogli z nich korzystać. Koncepcja dobra, szkoda tylko, że przeszkadzają w tym śmieci i brud. Co więcej, zioła są ogrodzone niewysokim, symbolicznym płotkiem, który niszczy otwarty i publiczny charakter tej przestrzeni.
Partyzantka ogrodnicza jest jednym ze sposobów tworzenia własnej przestrzeni miejskiej. Ogrodnicy chcą zagospodarować zniszczone, niewykorzystane miejsca, widząc ich potencjał kreują małą architekturę. Ich działalność burzy kapitalistyczne założenia urbanistyczne, na mocy których mieszkańców pozbawia się wspólnego dobra. Partyzantka ogrodnicza jest wolną ekspresją miejską, nie działa według określonych schematów. Jej cechą jest to, że właściwie każdy może ją uprawiać, tworząc przestrzeń według własnego pomysłu. Wystarczy tylko trochę wytrwałości, łopatka, rośliny i fantazja.
Na podobny temat
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...