|
Przygody wystawy charkowskiego fotografa Serhija Bratkowa w PinczukArtCenter rozpoczęły się już na rosyjsko-ukraińskiej granicy. Mieszkający w Moskwie Bratkow, przewoził swoje prace przez wschodnią granicę Ukrainy. Wierni ojczyźnie celnicy zwrócili uwagę na treść kilku z nich, w szczególności na pracę pt. „Chortycja” . Zarekwirowano je na granicy i odprawiano do Narodowej Eksperckiej Komisji Obrony Społecznej Moralności, w celu zrobienia ekspertyzy. Organizatorzy wystawy na nowo wydrukowali zatrzymane fotografie i otworzyli ekspozycję, nie czekając na „eksperckie wnioski” komisji.
Ekspozycja z „Chortycją” stała się obiektem pierwszej poważnej ingerencji kuratorów PinchukArtCentre w kontekst społeczny Ukrainy. Zrobiona w 2009 roku fotografia stała się głównym tematem sporów. „Chortycja” jest uosobieniem teraźniejszych kontrowersji w społeczeństwie ukraińskim, gdzie trwa konserwatywna walka z obscenicznymi prezentacjami. Dzieło to stanowi odniesienia do praktyk teraźniejszego czasu, który łączy sprowadzenie ukraińskiej kobiety do poziomu seks-towaru z rozkwitem różnorodnych quasi-nacjonalnych rytuałów. Według oficjalnej retoryki, celem tych rytuałów jest „zrobić Ukrainę bardziej pociągającą” – to znaczy, sprzyjać zagranicznym inwestycjom. Na tym tle zaciera się różnica między obrazem uśmiechniętej Ukrainki w wianku, która wita chlebem i solą kolejnego zachodniego top-menedżera, a ukraińską seks-pracownicą w europejskim burdelu. Tą granicą jest fantom „morale społecznych”, która usuwa ze sfery reprezentacji seks – czyli to, czym coraz większa ilość Ukrainek jest zmuszona zarabiać na życie.
Nie dziwi więc, że władza pragnie, aby społeczeństwo zapomniało o tym, że ukraińskie kobiety posiadają nie tylko barwne ubrania, ale też organy płciowe.
Dziwne, że ojczyste feministki od razu zademonstrowały niezdolność uznania obecności waginy u ukraińskiej kobiety. Kobiecy ruch Femen urządził pod pracą Bratkowa performance „Ukraina - nie wagina”. Akcja jest o tyle interesująca, że ruch Femen w oświadczeniach stwierdził, że jej celem jest walka z seks-przemysłem (w szczególności poprzez zainicjowany dzięki nim „narodowy program” „Ukraina - nie burdel”). Protest przeciwko „Chortycji” ujawnił, że celem tego ruchu nie jest poprawa życia kobiet w ogóle, a jedynie oczyszczenie sfery publicznej z prowokacyjnych obrazów. Wygląda to absurdalnie, gdy przyjrzymy się obranej przez Femen formie protestu – są to przecież występy epatujące kobiecym seksapilem. Po performansie Femenu przeciw pracy Bratkowa stało się oczywistym, że ten ruch jest tylko przeniesieniem moralnej paniki, szerzonej przez państwo wśród społeczeństwa.
Bratkow to nie pierwsza osoba, której przyszło na myśl przyrównać geopolityczną rolę Ukrainy do funkcji żeńskiego organu płciowego. Jej najokazalszym wcieleniem jest stworzony przez Serhija Jakutowycza obraz do filmu pt. „Modlitwy za hetmana Mazepę” Jurija Illjenka, gdzie na podstawie barokowych map Europę przedstawiono, jako kobietę, której pochwę utworzono z brzegów Dniepru. Ciekawe, że ten epizod nie przeszkodził stać się filmowi kultowym wśród narodowościowej inteligencji, a Jurijowi Illjence zostać członkiem skrajnie prawicowej „Swobody”. W poprzednim tygodniu zwolennicy ruchów prawicowych, którzy okrzyknęli się „kijowską młodzieżą”, urządzili pod PinczukArtCenter „pikietę przeciw prymitywnej sztuce „. Organizatorzy akcji stwierdzili, że „ukraińska kobieta, to Berehynia, a nie prostytutka”.
Jednak „Chorytcja” Bratkowa nie pierwsza wywołała „kulturalną wojnę”. Ostatnimi czasy było wiele takich sytuacji - zabronienie filmu „Bruno”, spalenia kijowskiej „Ja-galerii” przez miejscowych homofobów, uznanie powieści Olesja Uljanenka „Kobieta moich marzeń” pornograficznym tworem, areszt performera Oleksandra Wolodoraskiego za protest przeciwko działalności Narodowej Eksperckiej Komisji Obrony Społecznej Moralności.
Tak gwałtowne reagowanie na kulturę świadczy o powstaniu chwilowego sojuszu „moralnej większości”, prawicowych radykałów, urzędników zajmujących się kulturą i ruchów protestu, chcących zaistnieć w mediach. Ten sojusz pragnie oczyścić ukraińską sferę publiczną od niezręcznych, drastycznych obrazów. W „kulturalnych wojnach”, które trwają na Ukrainie, ten sojusz może być bardzo niebezpieczny dla swobodnego samowyrażania. „Moralnym cenzorom” udaje się pozyskiwać zwolenników spośród najróżniejszych warstw społecznych. Jedynym pozytywnym skutkiem tych procesów jest to, że ukraińska kultura ze sterylnego i bezpiecznego obszaru przeistacza się w pole politycznej walki.
Przełożył Paweł Pieniążek
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...