Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Bondar: Ukraina jak Uroboros |
|
|
Andrij Bondar
|
|
29.04.2010 |
Jakie to symboliczne, że dzień podpisania ukraińsko – rosyjskich umów gazowych przypadł dokładnie między urodzinami dwóch postaci historycznych, które przyczyniły się do zmian na mapie Europy w XX wieku. Plony ich działalności, jak bóle fantomowe, po dziś dzień odbijają się na procesach politycznych Europy Środkowo – Wschodniej. A zwłaszcza na losach współczesnej Ukrainy.
20 kwietnia – dzień urodzenia Adolfa Hitlera;
21 kwietnia – dzień ukraińskiej zależności;
22 kwietnia – dzień urodzenia Włodzimierza Lenina.
Tak! Bezpaństwowa Ukraina - w umowach wersalskich i jałtańskich jedynie karta przetargowa - zdołała uzyskać niepodległość po rozpadzie wielkiego sowieckiego placka. Jednak prawie 20-letnia historia naszego państwa pokazuje tylko zaostrzenie starych problemów і brak widoków na stworzenia jednej wspólnoty obywatelskiej. Istnienie Ukrainy w jej obecnych granicach, w warunkach na tyle niesprzyjających układów geopolitycznych, okazuje się niezbyt dynamicznym procesem, z którego nikt z uczestniczących w nim nie jest zadowolony. Dwie różne części kraju po kole:i kąsają się, nie rozumieją, nie przyjmują siebie nawzajem, a przede wszystkim – nie planują wspólnej przyszłości, żyjąc tylko w napiętej i kryzysowej teraźniejszości, dokarmianej problemami z niedalekiej przeszłości. Czy potrzebny nam kraj - Uroboros – żmija, która kąsa własny ogon? 21 kwietnia to wspaniała okazja, żeby nareszcie pozbyć się tego sztucznego, pozbawionego perspektyw, pielęgnowanego przez tradycję romantyczną, a wcielonego dzięki staraniom Mołotowa i Ribbentropa tworu pod nazwą „Ukraina od Sanu do Donu”.
Oczywiście modnie jest teraz oskarżać o wszystko „głosujących przeciwko wszystkim”, którzy nie wybrali odpowiedniej władzy. Jednak powiem rzecz paradoksalną: wybór Janukowycza to uświadomienie sobie własnej wartości przez tę Ukrainę, jakiej za nic nie mamy prawa stracić. Potrzebne nam było czytelne zrozumienie tego, że rządzą nami nie fałszywi przyjaciele, ale prawdziwi wrogowie. Ukraina – to prawy brzeg Dniepru, Małorosja – lewy. Małorosyjski prezydent Janukowycz podpisał porozumienie o zachowaniu floty na terenie Małorosji. Traktując go jak wroga, łatwiej to pojąć.
Nie ja przecież przekazałem Janukowyczowi pełnomocnictwo do zostawienia na terytorium mojego kraju floty rosyjskiej, aż do moich 68 urodzin. Nie uważam, że życie moich dzieci i wnuków musi zależeć od ceny gazu dla Achmetowa i jego przedsiębiorstw. Nigdy nie nazwę drugiej wojny światowej ojczyźnianą, bo moja ojczyzna tej wojny nie rozpoczynała, ani w niej nie zwyciężała. Nie zamierzam żyć w kraju, w którym mój język jest petentem i zacofańcem. Dlatego moje interesy wchodzą w konflikt z przekonaniami innych ludzi, których większość mieszka na lewym brzegu Dniepru. Ci mieli pretensje do «pomarańczowej» władzy. Cały czas ich ukrainizowano, przytrzaskiwano palce drzwiami, ograniczano prawa obywatelskie і zmuszano do wyrzekania się miłości do Rosji. I tak trwać to będzie bez przerwy. Jak pokazuje historia współczesna, te dwie Ukrainy nie są w stanie żyć razem. To życie nieznośne i bez perspektyw. Jedni chcą postawić pomnik Stalinowi, drudzy robią bohatera z Bandery.
Skrajności z obu stron są tylko podgrzewane na zewnątrz. Przez 20 lat nikogo nie interesowało, żeby zaproponować temu krajowi coś wspólnego. Dziś nie można mówić o jedności narodu. I nie warto pocieszać się iluzjami, że wraz z kolejnym pokoleniem się to zmieni. Dotychczas nie zmieniło się, to dlaczego ma się zmienić w ciągu 25 lat? W takim razie Janukowycz – prezydent - może zadziałać jak katalizator, przyspieszenie cywilizowanego rozdziału Ukrainy. Może stać się ostateczną szansą na uświadomienia sobie prostej rzeczy: nasze drogi są różne.
Poświęcenie całego życia na to by kogoś zmienić albo by stawiać opór komuś, kto chce zmienić ciebie, to niedorzeczność i nonsens. Perspektywy ma tylko ta Ukraina, która nie ma wspólnej granicy z Rosją. Cała reszta to fałsz. Tylko ta Małorosja ma jakąś perspektywę, która nie ma wspólnej granicy z Europą. Na terytorium obu krajów będzie płynąć rosyjsko-turkmeński gaz. I niech Ukraina, która nie ma achmeto-pinczukowskich przedsiębiorstw przemysłu ciężkiego i chemicznego, płaci za gaz rzeczywistą, europejską cenę. A Małorosja niech odpowiednio płaci cenę małorosyjską, trzymając na swoim terytorium Flotę Czarnomorską. Niech uzgadnia z Kremlem treść podręczników do historii i wprowadza rosyjski jako jedyny język państwowy.
W ostatnich dniach można było czytać różne: impeachment! rewolucja! („być może i z krwią” – u kogoś było i tak). A ja myślę, że jeśli rewolucja, to tylko jeśli jej celem będzie cywilizowana rozłąka. Nie mamy dokąd iść razem. Oni nie mogą zrobić niczego z nami, a my nie możemy ich zmienić. I czy trzeba się tym zajmować w XXI wieku, w dobie nanotechnologii i internetu? Każda ze stron czuje się upokorzona i zagrożona, kiedy wygrywa przeciwna opcja polityczna. Czego można oczekiwać od tego ciągłego chybotania się politycznego wahadła? Tylko tego, czego i tak mamy pod dostatkiem. Chamskiej elity, niereformowalnego i nienowoczesnego państwa, bezprawia i korupcji. Rozdzieleni, de facto, musielibyśmy rozdzielić się de iure. Bez ustanawiania systemu wizowego. Ukraińcy ze wschodu mogliby swobodnie jeździć do Kaniowa na grób Szewczenki, a Ukraińcy z zachodu odwiedzać jarmark soroczyński. Istnieje kilka jurysdykcji prawosławnych, dlaczego więc nie może być kilku Ukrain? Czyżby jedność Ukrainy miała być dogmatem, ołtarzem, na który trzeba złożyć naszą przyszłość?
Często zdarzało się słyszeć od geografów-tradycjonalistów, że Kijów to druga Jerozolima. Z jakiegoś powodu wydaje mi się to niezłą metaforą. Jeśli nie Jerozolima, to chociaż Berlin. Inna sprawa, że aby uświadomić sobie i wcielić w życie tę ideę, potrzebne jest inne państwo, inna elita i inny naród. A ci, niestety, są jedni.
Tekst ukazał się na Zaxid.net
Przełożyła Dominika Szubańska
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 29.04.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...