Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Świat wita Janukowycza |
|
|
Paweł Pieniążek
|
|
11.02.2010 |
Wiktor Janukowycz został przywitany przez przywódców z całego świata. Nawet Lech Kaczyński zebrał się w sobie i pogratulował wygranej liderowi Partii Regionów. Co więcej, zaprosił go do Polski w najbliższym wolnym terminie!
Nie sądzę, aby Kaczyński zmienił stosunek do niebiesko-białego prezydenta, który to walczył z „europejskim” kandydatem Wiktorem Juszczenką podczas pomarańczowej rewolucji. Kaczyńskiemu prawdopodobnie pomogła pogratulować decyzja odchodzącego Juszczenki o uhonorowaniu Bandery tytułem Bohatera Ukrainy. Jeśli w zmianę stosunku wobec Janukowycza jestem w stanie uwierzyć, to nie liczyłbym na inne postrzeganie Bandery, bo UPA było „złe”, a AK „święte”. Ale tego wątku nie ciągnę.
Cieszy jednak fakt, że większość świata zaakceptowała Janukowycza. Europa nie popełniła błędu z pomarańczowej rewolucji i nie odpowiedziała się za żadnym z kandydatów podczas wyborów prezydenckich. Nie było walki Stanów z Europą przeciwko Rosji o to, kto więcej zainwestuje w swojego kandydata – co też można uznać za sukces wydarzeń z roku 2004. Opinia światowa nie przejęła się spekulacjami o rzekomych fałszerstwach. Chociaż przegrana Julia Tymoszenko mówi nawet o tym, że powinno się sprawdzić protokoły z dziewięciuset komisji wyborczych. Obserwatorzy poważnych oszustw nie wykryli, więc świat się nie miesza. To również zmiana podejścia wobec Ukrainy, bo coraz rzadziej traktuje się ją jak dziecko, które nie wie, co ze sobą począć.
Komentatorzy, szczególnie ze starych krajów Unii Europejskiej, nie umieją spojrzeć na Ukrainę inaczej, niż jako łup Wschodu albo Zachodu, który prędzej czy później zostanie skonsumowany.
Właśnie takie myślenie widać w komentarzu Timothy’ego Gartona Asha. Janukowycz jest dla niego złem wcielonym, które pozbawi państwo ukraińskie suwerenności. Stąd wniosek profesora, że Tymoszenko powinna już prowadzić kampanię, aby wygrać wybory w 2015 roku. Chyba zapomniał, że Tymoszenko jest w wirze wyborczej walki począwszy od pomarańczowej rewolucji. I wcale nie toczy jej o Ukrainę, tylko o własny interes. Profesorowi zapewne wyleciał też z głowy kolejny fakt – Kreml bardziej satysfakcjonowałaby prezydent Tymoszenko.
Kolejnym problemem profesora jest rusofobia. Jakakolwiek współpraca z Rosją oznacza ciężkie lata dla „przyjaciół wolności na Ukrainie”. Nawet jeśli będzie to korzystny dla kraju jednoczesny flirt z Kremlem i Brukselą.
Janukowycz bardzo zmienił się od porażki z 2004 roku i w opinii większości komentatorów może to być rozsądna (jak na warunki ukraińskie) prezydentura. Kto wie czy nie na dwie kadencje? Jednak profesor uważa, że ponowny wybór tego „łacha” (sic!) może zachwiać konsolidacją Ukrainy, a sam lider Partii Regionów bez wątpienia przedłuży umowę z Rosją o stacjonowaniu Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu…
Krytykowanie pomarańczowej rewolucji, której największe osiągnięcia – wolność słowa i pluralizm polityczny – schodzą na dalszy plan, jest co najmniej dziwne, gdyż o to przede wszystkim walczyli Ukraińcy, a nie o stworzenie gospodarczej potęgi. Jasne jest, że reforma państwa jest na Ukrainie konieczna, jednak tamtejsze społeczeństwo postawiło na wolność i profesor powinien to uszanować.
Mimo że Garton Ash zauważa brak odpowiedniej pomocy ze strony UE, to jednak swoimi największymi wrogami są (jak to kto?) Ukraińcy! Janukowycz nie jest kandydatem, który dokona rewolucji i nie zapisze się w kartach historii, jako „wybitny”. Jednak stwierdzenie, że musimy z nim współpracować, bo już takiego wybrali, nie jest przesadnie entuzjastyczne. Po co mamy się oszukiwać? Przyznajmy, że jedynym rozwiązaniem jakie pozostaje to dać sobie spokój i zapomnieć o Ukrainie. Zostawić ją następnym „łachom”, chwaląc ich za „aspiracje unijne”, i czekać, aż znajdziemy w niej „godnego” partnera.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.02.2010 )
|
|
|
|
Pani Agnieszko, wyrazy współczucia, ...
A te pieniądze, samochody, firmy i wo...