|
Paweł Pieniążek
|
|
23.02.2010 |
Dużo się dzieje na, wciąż wyborczym, polu bitwy. Partia Regionów kusi deputowanych z bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona chcąc stworzyć z nimi koalicję. Ci ostatni są jednak podzieleni na dwie frakcje: „protymoszenkowa” - wierna pani premier oraz „projuszczenkowa”, która jest w stanie włączyć się do sojuszu z Partią Regionów. Podobno Janukowycz może liczyć na poparcie lidera NU-LS Wiktora Juszczenki. To bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę ostry konflikt między byłym prezydentem a Tymoszenko.
„Żelazna” Julia zrobi natomiast wszystko, aby utrzymać się przy władzy i nie ponieść kolejnej, po wyborach prezydenckich, spektakularnej klęski. Jako inteligentna osoba wie zapewne, że Partia Regionów nie poprze jej kandydatury. Wyraziła to dobitnie w poniedziałkowej odezwie do narodu: „Oświadczam, że w żadnym wypadku nie będę tworzyć wspólnej koalicji z Janukowyczem”. Jednocześnie, aby utrzymać obecną koalicję, puściła oczko do Bloku Łytywna i wcześniej wspomnianych zwolenników z NU-LS,.
Rozgłos zaczął tracić Serhij Tihipko, który podczas kampanii wyborczej przed pierwszą turą został (na wyrost) okrzyknięty „czarnym koniem”. Przy budowaniu przyszłych koalicji w Werchownej Radzie przestano brać pod uwagę prowadzoną przez niego partię, Silną Ukrainą. Nie mówi się także dłużej o czekających na niego lukratywnych posadach premiera czy prezesa Narodowego Banku Ukrainy. Związane jest to pewnie z jego jasną deklaracją, w której oznajmił, że nie poprze żadnego z kandydatów w trakcie drugiej tury wyborów prezydenckich oraz z jeszcze nieugruntowaną pozycją polityczną opartą na chwilowym sukcesie. Dlatego główni gracze sceny politycznej starają się go konsekwentnie marginalizować.
Tihipko jednak nie poddaje się łatwo i wcale nie ma zamiaru dzielić losu lidera Frontu Zmian, Arsenija Jaceniuka. Na początku ubiegłego roku Jaceniuk święcił medialne sukcesy. Wymieniano go często jako kandydat drugiej tury wyborów prezydenckich. Z czasem jednak fortuna się od niego odwróciła. Nadano mu pseudonim „piwo bezalkoholowe” i odstawiono na śmietnik historii.
W poniedziałek powstała koalicja dwóch, przynajmniej na razie, marginalnych partii: Silnej Ukrainy oraz Informacyjnej Ukrainy. Nie ma jednak najmniejszych wątpliwości kto tu rozdaje karty. Blok nazwano Silna Ukraina. Nie o partie tu chodziło, a o delegatów, bo było ich prawie stu. Jeśli poparcie dla Tihipki przełożyłoby się na blok to stałby się siłą na miarę NU-LS.
Co z tego wszystkiego wynika? W sumie nic. Jedyne czego możemy być pewni to tego, że jesteśmy świadkami roszad na politycznej szachownicy. Czekając w niepewności, które figury zawiążą sojusz, będziemy wysłuchiwać różnych, przeczących sobie deklaracji, w których ugrupowania polityczne będą zmieniać radykalnie swoje sympatie z „x” na „y”, a potem znowu na „x” i tak bez końca.
Na podobny temat
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...