|
Ostatnie dni Wiktora Juszczenki na stanowisku prezydenta dookreślają jego polityczny projekt, a także pozwalają dostrzec podobieństwa i różnice pomiędzy nim a Julią Tymoszenko i Wiktorem Janukowyczem. Po pierwszej turze Juszczenko zrobił to, o czym marzyła większość jego zwolenników (przynajmniej tych, którzy ostatnio na niego głosowali) – Stepan Bandera, kontrowersyjny lider Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, rewolucjonista-terrorysta, został pośmiertnie nagrodzony tytułem Bohatera Ukrainy.
Ten krok pokazał nieporadność Juszczenki, podobnie jak w przypadku Wielkiego Głodu, gdy sąd uznał Stalina i innych przywódców ZSRR za winnych. Juszczenkę stać było tylko na pokazowe i bezwartościowe wywody, nie nadał temu ważnemu i bolesnemu wydarzeniu historycznemu nowej politycznej interpretacji.
Juszczenko, w odróżnieniu od Kuczmy, wyraźnie postawił na historię XX wieku z jej kluczowymi dla Ukrainy momentami (Wielki Głód, II wojny światowa, radziecki reżim). Łączy je z polityczną współczesnością, bazując na ideologii nacjonalizmu, z ukłonem w stronę religii. Byli radzieccy dysydenci, którzy sformułowali dla Juszczenki tzw. politykę pamięci, skupili się na martwych pomnikach i archiwalnych tomach. Ponieśli porażkę, nie potrafiąc odejść od radzieckiego sposobu myślenia o narodzie.
Juszczenko nie próbował reformować oświaty, akademii nauk oraz innych instytucji edukacyjnych, które funkcjonują jako zbiurokratyzowane rynkowe struktury, gdzie nie ma intelektualnego życia, a tylko zaprogramowane, samoodtwarzające się ideologiczne formuły. Reformy tego systemu, dyskusje o Wielkim Głodzie, Banderze, radzieckiej przeszłości i politycznym projekcie Ukrainy ugrzęzły w pustej retoryce, braku woli i zrozumienia potrzeby radykalnej zmiany.
To jedna z głównych porażek Juszczenki, który był uosobieniem nadziei nie tylko na szybkie socjalno-ekonomiczne reformy, ale też na zwrot w politycznym myśleniu, w systemie oświaty, intelektualnej i kulturalnej polityce państwa. Juszczenko jednak przedłużał istnienie postradzieckiego kapitalizmu: fuzji państwowej władzy i wielkiego biznesu. Dlatego nijak nie mógł wprowadzić zmian, jakich od niego oczekiwano. Nieważne, jakich cudów się spodziewano – były one po prostu niemożliwe.
Nie dziwi, że Juszczenko nie odważył się nadać tytułu bohatera Banderze wcześniej. Bardzo oczywisty jest także inny fakt: ten dekret nie był pierwszoplanowym wydarzeniem i nie stał się dla Tymoszenko i Janukowycza pretekstem do występów. Juszczenko uzależnił swoją politykę od historii i jej interpretacji (zgodnie z bardzo prymitywnie rozumianym nacjonalizmem). Tymoszenko i Janukowycz demonstrują natomiast odejście od „welfare state” i socjalnej odpowiedzialności. Powtarzają jednak za Juszczenką stare klisze o duchowości, religii, języku. W tym kryje się najbardziej zadziwiające podobieństwo między nimi: żadne z nich nie postawiło sobie za cel radykalnej zmiany, poza zmianą retorycznych figur.
To wymieszanie politycznych pozycji i haseł, prawicy i lewicy, świadczy o cynicznej histerii obecnej władzy, walczącej o przetrwanie. Tak Janukowycz, jak i Tymoszenko proponują zestaw wszystkich ukraińskich politycznych klisz, które wprawdzie dotykają najaktualniejszych zagadnień ukraińskiej sytuacji, ale z powodu ich trywialnej retorycznej formy nie można tego dostrzec. Cytując Sloterdijka: to mroczna część polityki, kiedy w ciemności każdy obłudnik nazywa innego obłudnikiem. Przy czym wie, że to z nim dalej będzie załatwiać własne interesy w walce o władzę. Tylko ta banalność „ludzka, zanadto ludzka” czy histeryczna otwartość wywołują zachwyty. Wyborcom Janukowycza i Tymoszenko nie chodzi o zmianę polityki Juszczenki, ale o zmianę twarzy, bo największym osiągnięciem ukraińskiego rynku władzy jest właśnie możliwość jej wybrania i zmiany.
Przełożył Paweł Pieniążek.
Na podobny temat
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...