|
21 kwietnia, podczas spotkania prezydentów Ukrainy Wiktora Janukowycza i Federacji Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa, doszło do niespodziewanego zwrotu akcji, a właściwie do zwrotu, którego nie chciano się spodziewać.
Efektem spotkania była zmiana umowy o cenach gazu. Jej główne założenie wytłumaczył prezes Naftohazu Ołeksij Miller: „Cena za gaz zostanie obniżona o 30 procent, ale nie więcej niż o 100 dolarów”. Oznacza to obniżkę z 330 dolarów do nie więcej niż 234 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Tylko Białoruś płaci mniej, ale w zamian białoruskie władze dały zielone światło dla odkupywania przez Gazprom białoruskiej sieci przesyłu gazu.
Podobno nie ma nic za darmo, tak było również w tym przypadku. Obniżenie ceny gazu wiąże się ze zgodą na przedłużenie stacjonowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Rosjanie będą mogli korzystać z bazy wojskowej przez dodatkowe dwadzieścia pięć lat, z klauzulą o ewentualnym przedłużeniu umowy na następne pięć lat. Oznacza to, że Flota może zostać na Ukrainie nawet do 2047 roku.
Prezydent Miedwiediew od razu wytłumaczył, że nie jest to decyzja „polityczna” oraz że „odpowiednia zniżka będzie liczona jako część opłaty za przebywanie naszej wojskowo-morskiej floty i naszej bazy w Sewastopolu”. Zobowiązał się również, że władze rosyjskie będą modernizować Sewastopol.
Na Ukrainie kontrakt gazowy spotkał się z ostrą krytyką. Nazywany jest „paktem Janukowycz-Miedwiediew”, co jednoznacznie kojarzy się z paktem Ribbentrop-Mołotow. Eksprezydent Wiktor Juszczenko stwierdził, że poprzez tę umowę Ukraina została sprowadzona do roli „rosyjskiego chłopa”, natomiast Julia Tymoszenko ostrzegała, że 27 kwietnia, podczas posiedzenia Rady Najwyższej, na którym została ratyfikowana umowa w sprawie Floty Czarnomorskiej, „opozycja będzie stawiała opór”. Gotowość włączenia się do protestu zgłosiła Nasza Ukraina. Może to oznaczać kolejny taktyczny sojusz między skłóconymi partiami, które pod antyrządowymi hasłami będą usiłowały wykorzystać sytuację do wzmocnienia poparcia i zaufania społecznego straconych podczas swoich rządów.
Wszyscy zaangażowali się w ten konflikt, każdy ma coś do powiedzenia. Prawnicy podważają zgodność umowy z zapisem w ukraińskiej Konstytucji zezwalającym na stacjonowanie na Ukrainie obcych wojsk do 2017 roku, i przekonują, że każda inna decyzja wymaga zmian w ustawie zasadniczej. Ekonomiści przeliczają: lepiej z tańszym gazem czy bez bazy? Prognozuje się, że gdyby ceny gazu pozostały na poziomie kontraktu zawartego przez Julię Tymoszenko, ukraińska gospodarka zostałby doszczętnie zrujnowana. Politolodzy dopatrują się łatwiejszego pożarcia Ukrainy przez rosyjski imperializm, zaś opozycja uważa kontrakt za fiasko polityki zagranicznej, bo ceny dopiero teraz zeszły do wartości rynkowej, oraz za przejaw konformizmu rządu, który dzięki pozyskanym środkom nie będzie musiał reformować gospodarki. I tak dalej.
Jednak najważniejszym problemem, którego przeważnie się nie dostrzega, jest następny krok ku podziałowi społeczeństwa. Stacjonowanie Floty Czarnomorskiej ma w sferze społecznej takie samo znaczenie jak przyznanie tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze, tylko że tym razem zaaprobowano wizję mieszkańców wschodniej Ukrainy. Mieszkańcy Lwowa uważają Banderę za jednego z najważniejszych bojowników o niepodległość Ukrainy, mieszkańcy Doniecka uznają go za zdrajcę. Flota Czarnomorska – choć jej statki już kilka lat temu były przerdzewiałe i coraz mniej nadają się do walki – jest symbolem geopolityczno-historycznej dominacji Rosji nad Ukrainą. Zachodni Ukraińcy traktują Flotę jako ostatni stopień bezpośredniego powiązania z Rosją, ostatnią przeszkodę na drodze do prawdziwej Niezależnej Ukrainy, tej bez Stalina i Putina. To zwolennicy naddnieprzańskiego państwa wchodzącego do NATO i Unii Europejskiej, tworzącego mur zachodniej cywilizacji. Natomiast mieszkańcy wschodniej Ukrainy tęsknią za potęgą, a ostatnią z ich udziałem był Związek Radziecki. Wiedzą, że Rosja ich chce, nie są za to pewni intencji Unii Europejskiej.
Czy te wizje da się pogodzić? Od dziewiętnastu lat nikt nie jest w stanie tego zrobić. W walce Zachodu ze Wschodem jest ciągły remis, każda próba narzucenia wizji wiąże się z natychmiastową reakcją. W takim razie może zamiast walczyć, należałoby podjąć próbę dialogu kulturowego, w którym znalazłoby się miejsce dla pomników Stalina i Bandery, języków ukraińskiego i rosyjskiego, a baza w Sewastopolu nie przeszkadzałaby w budowaniu stosunków z Unią Europejską? Czas zrezygnować z wojny. Ukraińcy powinni zastanowić się, jak zaakceptować siebie, nie oglądając się na opinię Rosji czy Unii Europejskiej.
Tekst ukazał się na Nowej Europie Wschodniej
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...