Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Klincz wyborczy |
|
|
Piotr Andrusieczko
|
|
15.01.2010 |
W najbliższą niedzielę na Ukrainie odbędzie się pierwsza tura wyborów prezydenckich. Do wyborczego wyścigu stanęło aż 18 kandydatów. Ich szanse są zasadniczo różne. W sondażach przedwyborczych prowadzą Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko. Za nimi plasują się Serhij Tihipko, Arsenij Jaceniuk i obecny prezydent Wiktor Juszczenko. 17 stycznia Ukraińcy wybiorą finalistów, którzy 7 lutego zmierza się w drugiej turze.
Według ostatnich sondaży 17 stycznia pierwsze miejsce powinien zająć Wiktor Janukowycz, a drugie Julia Tymoszenko. To żadna niespodzianka, taki rezultat jest prognozowany od kilku miesięcy. Zmieniają się tylko prognozy dotyczące różnicy głosów oddanych na każdego z kandydatów. Grudniowe badania przeprowadzone przez Fundację „Demokratyczne Inicjatywy” pokazały, że na Wiktora Janukowycza chce zagłosować 33,6 proc. Ukraińców, na Julię Tymoszenko - 19,2 proc.. Zdaniem ekspertów tak duża różnica może przesądzić o wygranej Janukowycza w drugiej turze. Jednak nic nie jest pewne. Wystarczy wrócić pamięcią do 2007 roku, kiedy w przedterminowych wyborach parlamentarnych blok Julii Tymoszenko (BJuT) zdobył 10 proc. głosów więcej niż prognozowano w sondażach. Czy jest to możliwe obecnie? Zwycięstwo Tymoszenko w pierwszej turze to mało prawdopodobny scenariusz. Dla niej jednak najważniejsze jest maksymalne zmniejszenie dystansu dzielącego ją od Janukowycza. Dlatego pani premier intensywnie jeździ po regionach i spotyka się z wyborcami, a jej sztab próbuje za wszelką cenę zdyskredytować kontrkandydata. Nie jest to łatwe. Jak pokazały działania specjalistów od marketingu politycznego pracujących dla Tymoszenko, skandale już nie działają na ukraińskich wyborców. Sama premier musi odpierać ataki nie tylko Janukowycza, ale również obecnego prezydenta Wiktora Juszczenki, który od dawna traktuje konfrontację polityczną z Tymoszenko w kategoriach krucjaty.
Główni kandydaci starają się walczyć przede wszystkim o niezagospodarowany dotąd elektorat. Jak pokazują badania, aż 18 proc. wyborców chce postawić krzyżyk w karcie wyborczej przy pozycji „przeciw wszystkim”. Wbrew protestom BJuT, taki wariant ważnego głosu został zachowany także w tych wyborach.
O ile spotkanie Janukowycza i Tymoszenko w drugiej turze nie będzie niespodzianką, o tyle walka o trzecie miejsce już teraz zaskakuje. Jeszcze do lata ubiegłego roku nadzieją na zmianę jakości ukraińskiej polityki był Arsenij Jaceniuk. Młody polityk dopiero w czerwcu ub. r. skończył 35 lat i uzyskał czynne prawo wyborcze . Kiedy formował swoją siłę polityczną „Front Zmian”, zapowiadał zerwanie z tradycją ukraińskiej polityki, uwikłanej w interesy grup oligarchicznych. Eksperci dawali mu nawet szanse na przejście do drugiej tury, jednak Jaceniuk nie uwolnił się od postkuczmowskiego balastu i stał się kandydatem podobnym do innych weteranów ukraińskiej sceny politycznej. Nieudolna kampania wyborcza oparta na wizerunku silnego lidera oraz w łącząca w dziwny sposób idei modernizacyjnych z treściami rodem z pierwszej pięciolatki ZSRR spotkała się z niezrozumieniem wyborców. Miejsce Jaceniuka zajął Serhij Tihipko – odnoszący liczne sukcesy bankier. Tihipko w polityce nie jest nowicjuszem. W wyborach 2004 roku do pierwszej tury kierował sztabem wyborczym Wiktora Janukowycza. W 2004 roku mówiono nawet, że że Juszczence nie udałoby się wygrać wyborów, gdyby kandydatem „Partii Regionów” zamiast Janukowycza został Tihipko. Jednak biznesmen zrezygnował na kilka lat z polityki, aby powrócić wyborów w 2010 roku. Ostatnie sondaże dawały mu szanse na niemal 10 proc. wynik.
Wielkim przegranym jest prezydent Wiktor Juszczenko. Jego poparcie spadło z 60 proc. w 2005 roku do 4 – 5 proc. obecnie. Dało o sobie znać uwikłanie w konflikt z byłymi sojusznikami politycznymi, zwłaszcza „pomarańczową księżniczką”. Moralizatorski styl Juszczenki, w połączeniu z ewidentną słabością i brakiem konsekwencji w reformowaniu kraju powodowały stały spadek jego notowań.
W wyborach biorą też udział starzy wyjadacze kampanii wyborczych: lider Komunistycznej Partii Ukrainy – Petro Symonenko, szef Socjalistycznej Partii Ukrainy - Ołeksander Moroz oraz przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy – Wołodymyr Łytwyn. Tu jednak nie należy spodziewać się żadnych niespodzianek. Dla tej grupy kandydatów start w wyborach to walka o przeżycie na ukraińskiej scenie politycznej. Na maj przewidziane są wybory samorządowe, a jesienią być może odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne.
Na listach wyborczych powiało folklorem. Jednym z zarejestrowanych przez Centralną Komisję Wyborczą kandydatów jest Wasyl o nazwisku Przeciwwszsytkim (Protywsich). To nie żart, a Protywsich jeszcze kilka miesięcy temu nazywał się Wasyl Humenjuk. O takich, jak on mówi się „kandydaci techniczni” - mimo znikomego poparcia ktoś finansuje jego kampanię.
Prawdziwą furorę robi „najbardziej uczciwy kandydat” Jehor Łupan. Na inauguracyjnym wiecu wyborczym zwracał się do wyborców następującymi słowami: „Ja będę kradł. Mówię Wam o tym uczciwie i przejrzyście. Ale co miesiąc będę składał sprawozdanie, ile ukradłem i gdzie te pieniądze trafiły. […] Nie będę kłamał, że hrywna to silna waluta. Osobiście będę kradł w dolarach i Wam też tak rekomenduję” I dalej: „Zrobię na brzuchu tatuaż Ukrainy i póki będę prezydentem, terytorium Ukrainy będzie się cały czas zwiększało”. Ostatnią obietnice już spełnił. Wielu młodych Ukraińców byłoby skłonnych oddać na niego głos. Twierdzą oni, że Łupan jako jedyny nie ukrywa tego, co dzieje się na Ukrainie. Problem w tym,że Jehor Łupan, choć bardzo aktywny, jest kandydatem wirtualnym – dziennikarską prowokacją. Na stronie internetowej „Za Łupana” umieszczane są filmiki z wywiadami z „najuczciwszym kandydatem”. Łupan pojawia się także w rzeczywistych mediach oraz przeprowadza prawdziwe konferencje prasowe w poważnych agencjach. Projekt bardzo udany, skoro nawet w początkowej fazie prezydent Juszczenko uwierzył w istnienie takiego kandydata.
Dla wielu Ukraińców decyzja na kogo głosować będzie wyjątkowo trudna. Będzie to coś więcej niż wybór „mniejszego zła”. Zarówno Julia Tymoszenko, jak i Wiktor Janukowycz reprezentują przede wszystkim wielkie grupy finansowo-przemysłowe. Wbrew zapowiedziom składanym przez przywódców „Pomarańczowej rewolucji” na Majdanie w 2004 roku, tak naprawdę nigdy nie podjęto próby oddzielenia biznesu od polityki. Do tego za Janukowyczem ciągnie się kryminalna przeszłość – dwa wyroki z czasów ZSRR oraz próby fałszerstw wyborczych w 2004 roku. Julia Tymoszenko również miała do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, i to zarówno ukraińskim, jak i rosyjskim. W połowie lat 90 została oskarżona o przemyt amerykańskiej waluty, ale zarzuty wycofano. Później nazwisko Tymoszenko pojawiło się w związku z procesem toczącym się w USA przeciwko byłemu premierowi Ukrainy Pawłowi Łazarence. Łazarenko został skazany za korupcję na ogromna skalę. W 2004 r. prokuratura wycofała się z zarzutów przeciwko Tymoszenko. Niektórzy twierdzą, że stały za tym motywy natury politycznej. Obecna premier, podobnie jak Łazarenko pochodzą z Dniepropietrowska i tam zaczynali swoją karierę - tę biznesową i tę polityczną. W połowie lat 90 Tymoszenko zaczęto nazywać „gazową księżniczką”. W wieku 36 lat stanęła na czele potężnych wtedy Zjednoczonych Systemów Energetycznych, które w dużej mierze kontrolowały ukraiński rynek gazowy. Było to możliwe dzięki współpracy z Łazarenko. Również jemu zawdzięcza swoje początki w polityce. Mimo że oficjalnie Tymoszenko nie kontroluje już żadnych firm, to nikt nie potrafi oszacować jej majątku.
Wybór Janukowycza oznacza zakonserwowanie systemu. Jeżeli wygra, trudno się spodziewać głębokich reform. Część wyborców uważa jednak, że za czasów, kiedy Janukowycz był premierem (zwłaszcza pierwszy raz, jeszcze za Kuczmy) żyło się według pewnych zasad. W praktyce oznaczało to na przykład stałe stawki łapówek. Dziś Ukraińcy skarżą się, że za załatwienie czegokolwiek trzeba płacić coraz więcej.
Julia Tymoszenko na stanowisku prezydenta to wielka niewiadoma. Albo wprowadzi reformy, albo zmonopolizuje władzę. W odróżnieniu od Janukowycza czy Juszczenki jest pracoholiczką, a polityka i władza są dla niej wszystkim. Jako premier stopniowo traciła poparcie, co wynikało nie tylko z jej błędów politycznych, ale także z problemów związanych ze światowym kryzysem. Jej premierostwo to lata permanentnego konfliktu z prezydentem Juszczenką. I jeśli Tymoszenko wyborów nie wygra, to może napsuć krwi nowemu prezydentowi.
Sytuacja ukraińskich wyborców nie należy do najłatwiejszych. Pociesza jednak fakt, że Ukraina stoi przed szansą kolejnych demokratycznych wyborów, co na obszarze postradzieckim jest rzadkością.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.02.2010 )
|
|
|
|
A jakie to ma znaczenie, czy dane dzi...
Postaram się. To będzie wymagało chwi...