|
W przeciwieństwie do pierwszej tury, która nikogo nie zaskoczyła, wynik drugiej tury wyborów prezydenckich wciąż pozostaje niewiadomą. Pewne jest tylko to, że Ukraina będzie widownią bezpardonowej walki wyborczej. Z arytmetyki rezultatów pierwszej tury wynika bowiem, że różnica głosów między elektoratem Wiktora Janukowycza i Julii Tymoszenko jest nieznaczna. Szacuję, że aktualnie poparcie dla obu kandydatów oscyluje wokół 40proc. O resztę przesądzających o zwycięstwie głosów muszą zażarcie walczyć. Przypomnijmy, że 17 stycznia Janukowycz i Tymoszenko uzyskali odpowiednio 35,33 proc. i 25,05 proc. głosów.
Nie sprawdziły się przedwyborcze prognozy sugerujące, że Julia Tymoszenko łatwo dogoni i przegoni Janukowycza, dzięki większemu zasobowi głosów, jakie może przejąć po przegranych kandydatach. Nadzieje Tymoszenko pokrzyżował m.in. relatywnie dobry wynik wyborczy Serhija Tyhipki, który wysunął się na trzecią pozycję (13,05 proc.). Tyhipko oświadczył w powyborczy poniedziałek, że nie zamierza nikogo popierać. Jego zwolennicy pochodzą głównie z trzech obwodów wschodnich, choć ma on także spory elektorat na południu i w centrum; w grupie tej dominuje mały biznes oraz dobrze wykształcona młodzież miejska. Co zrobią wyborcy Tyhipki? Zostaną w domu? Oddadzą swe głosy na obu rywali w równej proporcji? Poprą zdecydowanie Janukowycza? Na pewno nastąpi podział tego elektoratu, ale brak podstaw, by jednoznacznie rozstrzygać, w jaki sposób. Podobnie będzie wyglądać sprawa z elektoratem Łytwyna.
Z większym przekonaniem można twierdzić, że wyborcy Jaceniuka, Juszczenki, Tiahnyboka i Hrycenki przerzucą swe głosy na Tymoszenko w wysokim procencie (70-85 proc.), zaś wyborcy Symonenki oraz Bogosłowskiej zagłosują gremialnie na Janukowycza.
Analiza terytorialnego rozkładu głosów w pierwszej turze każe przypuszczać, że większe szanse na sukces ma Janukowycz, ale Julia Tymoszenko nie jest bez szans. Jej osławione zdolności mobilizacji sympatyków w ostatnich dniach kampanii zawiodły wprawdzie przed 17 stycznia, ale piłka nadal jest w grze. Szanse charyzmatycznej liderki może zwiększyć polaryzujący efekt drugiej tury, a zwłaszcza temperatura kampanii na finiszu. Niewykluczone, że do urn pójdzie więcej mieszkańców z zachodniej i centralnej Ukrainy.
Na ostateczny wynik rozgrywki będzie mieć wpływ wiedza sztabów o faktycznym rozkładzie sympatii wyborców w danym obwodzie, zręczne wykorzystywanie mediów oraz sama dynamika kampanii. Jednym z narzędzi dyskredytacji rywala będą zapewne oskarżenia o chęć sfałszowania rezultatów wyborów lub protesty przeciwko faktycznym czy rzekomym nadużyciom w niektórych okręgach. Stawka rozgrywki jest wysoka, a dystans między rywalami niewielki, co może rodzić takie pokusy. Przedstawiciele Partii Regionów mają ponoć większość w Centralnej Komisji Wyborczej, co sprawia, że sztab Tymoszenko będzie szczególnie czuły na tym punkcie. Z drugiej strony Janukowycz już teraz zapowiedział protesty, w tym na Majdanie, jeśli wybory zostaną sfałszowane. Ukraińscy komentatorzy wyrażają nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale procesy sądowe o naruszenie ordynacji będą zapewne nieodłącznym elementem tej kampanii, a być może również sposobem ustalania jej rezultatów.
Wygląda więc na to, że o istocie ukraińskich wyborów prezydenckich 2010 decydować będzie nie tyle i nie tylko to, jak zagłosują wyborcy, ile zdolność zaakceptowania zwycięstwa rywala przez przegranego.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...